Witajcie. Moja sytuacja jest dość nietypowa, chociaż w sumie na te czasy to już chyba normalna. Kilka miesięcy temu poznałam przez Internet pewnego mężczyznę, jest kilka lat starszy ode mnie, ale dla mnie wiek nie ma znaczenia, lecz nie jest żadnym "staruszkiem", ja mam 22 lata. Gdy zaczęliśmy rozmawiać ze sobą "twarzą w twarz" przez komunikatory okazało się, że nasze rozmowy wyglądają tak jakbyśmy znali się od dawna, mogliśmy mówić o wszystkim, mam problem z zaufaniem ludziom, ale on ma w sobie coś takiego, że wiedziałam że mogę mu zaufać, wielu by powiedziało, że to naiwne, ale ja sądzę że psycholi w Internecie jest tylu samo co wokół mnie w tym realnym świecie. Od samego początku czułam, że stanie się dla mnie kimś ważnym i istotnym w moim życiu i tak się stało. Pierwszy raz spotkaliśmy się jakieś 3 tygodnie temu, dawno nie czułam takiego podekscytowania jak w oczekiwaniu na jego obecność i potem jak już był obok, były to wspaniałe godziny spędzone na rozmowach, czułam się jak mała dziewczynka, która dostała upragnioną lalkę w prezencie - cały świat przestał dla mnie wtedy istnieć. Jego dotyk przyprawiał mnie o dreszcze i "motylki" w brzuchu, gdy mnie pocałował zawirowało wszystko wokół mnie, potocznie chyba właśnie na to ludzie mówią 'chemia'.
Ostatnio zaproponował mi, żebym przyjechała do niego na weekend, mieszkamy daleko od siebie, więc to jest jedyna możliwość, żeby spędzić ze sobą trochę więcej czasu, chciałabym pojechać; jemu póki co mówię, że jestem jeszcze w trakcie analizowania tego, boję się trochę tego wyjazdu, bo co jeśli okaże się, że on wcale nie jest taki jak sądzę, ale też wiem, że póki nie zaryzykuje to się tego nie dowiem. Wiem, że mogłabym być z nim szczęśliwa, nigdy żaden mężczyzna nie zachowywał się tak fajnie w stosunku do mnie jak właśnie on, a ja jestem osobą, która nie lubi okazywać uczuć i dawać za wiele czułości - tej słownej, nie jestem wylewna. Mój charakter jest niestety władczy a ja sama wredna, chociaż dla mnie to zwyczajna szczerość (wielu ludzi nie potrafi mnie właśnie przez to zaakceptować, a reszta sądzi, że po przyzwyczajeniu się jest to już znośne) mam świadomość tego jaka jestem, lecz nie mam zamiaru się dla nikogo zmieniać, mówię po prostu co myślę, ale czy wy też odnosicie takie wrażenie, że coraz więcej ludzi boi się prawdy? Ale nie o tym miałam przecież pisać.
Nie sądziłam, że można zakochać się w kimś przez Internet, ale jednak.. Odstrasza mnie w nim jedna rzecz; jest dość zamożny, poprzez trudne dzieciństwo i poznanie smaku biedy starałam się od takich ludzi trzymać z daleka, mimo że dziś nie narzekam na pieniądze, nie muszę się martwić czy starczy do 1-szego to jednak kiedy słyszę jak on zaczyna mówić o robieniu mi jakiś prezentów czy propozycjach urlopu gdzieś za granicę na jego koszt oczywiście zaczynam się irytować, nie znoszę tego jak ktoś za mnie płaci i wiem, że przy nim byłoby oto wiele nieporozumień... Lecz przecież jeśli miałaby to być prawdziwa miłość takie coś nie mogłoby być przeszkodą, ludzie pokonują większe przepaści. On czuje do mnie to samo co ja, wiem że chciałby ze mną być, ja w sumie też, ale wtedy musiałabym zmienić całe moje życie, przeprowadzić się i z nim zamieszkać, tego się nie obawiam, paraliżuje mnie to, że miałabym zostawić rodzinę i widywać ją tylko od czasu do czasu, ciężko znoszę rozłąki. Czy sądzicie, że dla miłości warto ryzykować i zmieniać życie? Czy naprawdę można zakochać się przez Internet czy to tylko zwykłe złudzenie?
Wszystko okaże się dopiero po spędzeniu z nim weekendu, bo może moje uczucia to tylko zauroczenie i pryśnie, a może nie i się pogłębi.
Pozdrawiam i proszę o wasze opinie na ten temat.