Cześć, piszę do Was bo mam duży problem... Dawno temu (rok temu) rozstałam się z partnerem, było to bardzo poważne rozstanie. Bardzo mnie źle traktował, znęcał się nade mną psychicznie w każdy możliwy sposób. Torturował mnie. Do dziś nie potrafię się z tego otrząsnąć. Chorowałam na silną depresję z tego powodu, już od dawna jest w porządku. Żyję normalnie, jest ok, ale jeśli chodzi o kontakty damsko-męskie, moje życie pod tym względem leży totalnie. Nie potrzebuję facetów, boję się ich, z doświadczeń znajomych, z mojego życia, z życia bliskich widzę że związki to jedna wielka pomyłka, głównie mężczyźni bardzo ranią kobiety. W swym życiu byłam w dwóch związkach i obydwa były tragiczne - bo trafiłam dwa razy na takich partnerów, przez słaby charakter nie potrafiłam się uwolnić, zamiast postawić sprawę jasno, to wpadałam w coraz większą przepaść.
Mam wielki uraz do tematu związku, dobrze mi samej, ale na myśl o tym że ktoś miał by wejść do mojego życia, czuję paraliż. Nie chciałabym by to trwało wiecznie. Od rozstania minął rok (od definitywnego, bo psuć się zaczęło 1,5 roku temu). Wszyscy się dziwią, znajomi itp., że jestem sama, że mogłabym kogoś znaleźć, ale nie potrafię. I nie chcę. Tak silną mam traumę. Chodziłam na terapię, pomogło mi. Ale niestety życie i obserwacje nie zmieniają mojego spojrzenia na mężczyzn, traktowanie kobiet... Owszem, wiem że są też kobiety "patologiczne", ale dlaczego różne historie wciąż potwierdzają, że to jednak mężczyźni są tymi złymi?
Przez to chyba będę już całe życie sama, nie w głowie mi luźne relacje, przelotne miłostki... Moje libido również spadło... Cóż... Czy to minie? Ktoś miał podobnie?...