słuchajcie potrzebuję waszej porady i to koniecznie jak najwięcej. Zrobiłam z siebie totalną idiotkę. Zauroczyłam się w chłopaku. Już jakieś 3 lata temu. Znamy się ze szkolnych lat. Wtedy odnowiliśmy kontakty z grupą i go zobaczyłam. Do tej pory mam dreszczyk jak o tym pomyślę. Nie dość, że jest fantastycznie ciepły, lubi dzieci, ludzi, jest dżentelmenem, nie pije to jeszcze jest nieziemsko przystojny. Wspominaliśmy wtedy stare czasy a ja się totalnie wygłupiłam.. niby wszystko było ok ale strzeliłam taką głupią gafę (nawet nie będę opisywać bo mi wstyd jak cholera). W skrócie on może myśleć, że jestem debilką i to jeszcze łatwą a tak nie jest. Przy tych wspomnieniach doszło do tego, że się też przyznał, że kiedyś się we nie podkochiwał. Od tamtej pory ciągle się gdzieś przewiał w mojej głowie. W święta odwiedziłam dom rodzinny (na co dzień studiuję) i zobaczyłam go ponownie w kościele. Nie wiem co on ma w sobie takiego ale wszystko wróciło. Nigdy czegoś takiego nie czułam mimo iż próbowałam z kilkoma mężczyznami. Czuję jakby wszystko mi mówiło, że to ten jedyny z tym, że on sam chyba tylko mnie lubi. Co robić? Czy jest szansa, że jakoś zmyję to złe wrażenie? Dodam, że sam stwierdził, że fajna i dobra ze mnie dziewczyna ale nic nie zrobił. Ja już próbowałam jakoś go przyciągnąć. Zaprosiłam na bal i było swietnie (on też tak mysli). Wiem też, że jest heteroseksualny i obecnie nie ma nikogo. Poradźcie coś bo trochę się boję, że znowu coś zniszczę a bardzo mi na nim zależy. Z natury jestem raczej dobrą osobą i nigdy bym go nie skrzywdziła więc możecie być spokojni
Przepraszam jeśli jest to chaotyczne bądź są błędy ale musiałam pisać szybko.
niby wszystko było ok ale strzeliłam taką głupią gafę (nawet nie będę opisywać bo mi wstyd jak cholera)
Właśnie w tym rzecz iż nie wiadomo jakiego kalibru była ta "gafa" I nie wiadomo jak rozpoznać twój problem. Najważniejsze w twoim poście zostało zaciemnione..
chodzi o to (tylko nie oceniajcie mnie od razu proszę), że urządziliśmy sobie coś w rodzaju głupiego gadania- o lizaniu z siebie np. śmietany, czekolady. I zaczęliśmy się tak ''bawić''. Nie wiem jakim cudem się na to zgodziłam, do dzisiejszego dnia mi wstyd straszny bo ja nie jestem taka. Raz w życiu się całowałam a do innych spraw mam ogromny dystans i jestem zdania, że seks po ślubie. Niby nie było to aż tak odważne bo skończyło się na szyi, buzi i rękach ale wstyd mi, że zniżyłam się do takiego poziomu. Od tamtej pory nikt tego nie rozpamiętuje, on też nie ale mimo to wiem, że co się stało to się nie odstanie.
jestem zdania, że seks po ślubie.
Sama sobie stawiasz bariery w pryzmacie których czujesz się zawstydzona i jest ci głupio. Osobiście takiej przedniej "zabawy" na pewno nie potraktował bym jako poniżenie z twojej strony a wręcz przeciwnie. Jeśli gość jest zaborczy, myśli konserwatywnie i narzuca sobie bariery (jak ty) a dał się sprowokować twoim wdziękom , to pewnie będzie miał kaca moralnego, co wcale nie oznacza że zwali winę na ciebie i zakończy znajomość broń Boże.. Daj na luz , jeśli sama będziesz się krępować tą sytuacją, to dasz mu sygnał że "coś poszło nie tak" bądź ponad to! A w następnych spotkaniach więcej rozmowy i nacisku z twojej strony w pytaniach "być razem"? czy bardziej jarają go zabawy jeszcze.. Da ci to jakiś wgląd w ogół sytuacji. ![]()
może masz i rację
ale nie, nie dałam nic po sobie poznać, że coś nie jest tak. Samej przed sobą jakoś mi wstyd ale nikomu tego nie ukazałam. A bariery mam i to spore, boję się, że nie podołam jego oczekiwaniom, że ciągle robię zbyt mało i nie wiem już jak się starać siebie doskonalić. Nie wiem czemu tak mam ale to robię. A on raczej nie jest zaborczy a czy uległ wdziękom, jak to nazwałeś- ciężko stwierdzić, niby słyszałam od jego kolegów, że widzą jaki ma wzrok itd. ale on sam nic nie robi. Nie rozumie dlaczego.
Pamiętaj tylko, że niema nic gorszego od nachalności. Wstrzemięźliwość i czas w oczekiwaniu na jego ruch,(bo to jest właśnie czas na jego ruch) jest jedynym myślę rozwiązaniem.. Nie miej jednak, kokietowanie przy nadarzającej się okazji nie zaszkodzi
..
dzięki
a to na pewno będę stosować. Nawet nie celowo ale i tak nie umiem tego kontrolować, powstrzymać się
. A co do niego to obawiam sie, że mogę tak czekać aż do śmierci niestety. Nie rozumiem o co chodzi bo sam stwierdził, że podoba mu się mój charakter (jeśli można tak powiedzieć), sposób bycia i zachowanie. Widzę też, że mu się podobam jako kobieta a nic nie chce sam zrobić. Nie wiem w czym tkwi problem. Od czasu jak się spotkaliśmy na tym zjeździe wiem, że był w kimś. Sam się wtedy przyznał, że od niedawna ma kogoś. Mnie się wtedy nogi ugięły ale się zebrałam jakoś i stwierdziłam, że trudno- jeśli jest szczęśliwy to ja nie będę się mieszać, że lepiej nich jest szczęśliwy niż nieszczęśliwy ze mną. Potem okazało się, że tamta dziewczyna go niezbyt potraktowała (wiem to od wspólnych znajomych, nie od niego). Był sam i nawet próbował mnie w tym czasie zaprosić na wesele znajomego (niestety nic nie wyszło). Potem słyszałam, że znowu ma kogoś, też mnie to trochę zabolało. Spotykali się chyba jakiś czas intensywnie i chyba też nie wyszło z tego co wiem. I biorąc to wszystko pod uwagę no sama nie wiem jak mam to rozumieć. Skoro mu się nie ułożyło do tej pory to może to jest coś w rodzaju sygnału dla mnie czy dla niego. Tylko bez śmiechów proszę
to moje luźne rozważania.
8 2015-04-08 08:37:11 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-04-08 08:44:22)
dzięki
a to na pewno będę stosować. Nawet nie celowo ale i tak nie umiem tego kontrolować, powstrzymać się
. A co do niego to obawiam sie, że mogę tak czekać aż do śmierci niestety. Nie rozumiem o co chodzi bo sam stwierdził, że podoba mu się mój charakter (jeśli można tak powiedzieć), sposób bycia i zachowanie. Widzę też, że mu się podobam jako kobieta a nic nie chce sam zrobić. Nie wiem w czym tkwi problem. Od czasu jak się spotkaliśmy na tym zjeździe wiem, że był w kimś. Sam się wtedy przyznał, że od niedawna ma kogoś. Mnie się wtedy nogi ugięły ale się zebrałam jakoś i stwierdziłam, że trudno- jeśli jest szczęśliwy to ja nie będę się mieszać, że lepiej nich jest szczęśliwy niż nieszczęśliwy ze mną. Potem okazało się, że tamta dziewczyna go niezbyt potraktowała (wiem to od wspólnych znajomych, nie od niego). Był sam i nawet próbował mnie w tym czasie zaprosić na wesele znajomego (niestety nic nie wyszło). Potem słyszałam, że znowu ma kogoś, też mnie to trochę zabolało. Spotykali się chyba jakiś czas intensywnie i chyba też nie wyszło z tego co wiem. I biorąc to wszystko pod uwagę no sama nie wiem jak mam to rozumieć. Skoro mu się nie ułożyło do tej pory to może to jest coś w rodzaju sygnału dla mnie czy dla niego. Tylko bez śmiechów proszę
to moje luźne rozważania.
To jest typ fascynacji, który zawsze będzie mieszał w Twoim umyśle. Droga "żurawia i czapli", choć nie werbalizowana nie jet dobrym rozwiązaniem.
Z tego, co piszesz, chłopak jest wart bliższej relacji. Zwłaszcza, że odczuwacie chyba wzajemny pociąg, o czym świadczy odegranie sceny z "9 i pół tygodnia". Taka zabawa, bez "mięty" nie byłaby chyba możliwa do zrealizowania, bo wzbudziłaby tylko niesmak w którymś z Was. A jest OK, lecz włączyłaś sobie hamulec bez sformułowania ewentualnego zagrożenia. On widocznie to zauważa, więc piłeczka jest po Twojej stronie, by wyprowadzić go z błędu.
I nie ma w tym wypadku mowy o nachalności, czy desperacji, jeśli obawiasz się takiej jego interpretacji.
Nie zawsze pozorowana obojętność wychodzi na dobre, bo może zostać odebrana, jako prawdziwa.
może aż tak jak sceny w tym filmie to nie wyglądało
ale dzięki bo w końcu jakoś przestało mnie to dręczyć, że wyszłam na... A tak teraz jeszcze myślę, że on może pomyśleć, że kogoś mam. I nie wiem co z tym faktem zrobić. Chodzi generalnie o to, że mam na studiach kolegę. On jest bardzo fajny, miły, szarmancki i czasem się wygłupia mimo iż ma dziewczynę (np. bierze mnie ze rękę, podnosi, śmieje się, że jest moim opiekunem w wielkim mieście itp.). Ja nie mam nic przeciwko temu bo po pierwsze- nie robimy nic złego, on nigdy nie próbował ze mną flirtować, dotykać w sposób nieodpowiedni, po prostu są to można powiedzieć swego rodzaju wygłupy. I tak myślę, że on może o tym wiedzieć, chociażby z facebooka- np. kiedyś mi napisał na tablicy kiedy idziemy na randkę (wiem ten portal czasami działa na nerwy). Możecie jakoś się jeszcze do tego ustosunkować. Czy ewentualnie powinnam podczas jakiejś rozmowy tak pokierować, żeby było jasne, że nie mam nikogo? Dzięki z góry ![]()
jakby ktoś mógł się jeszcze wypowiedzieć to będę naprawdę wdzięczna ![]()
może aż tak jak sceny w tym filmie to nie wyglądało
ale dzięki bo w końcu jakoś przestało mnie to dręczyć, że wyszłam na... A tak teraz jeszcze myślę, że on może pomyśleć, że kogoś mam. I nie wiem co z tym faktem zrobić. Chodzi generalnie o to, że mam na studiach kolegę. On jest bardzo fajny, miły, szarmancki i czasem się wygłupia mimo iż ma dziewczynę (np. bierze mnie ze rękę, podnosi, śmieje się, że jest moim opiekunem w wielkim mieście itp.). Ja nie mam nic przeciwko temu bo po pierwsze- nie robimy nic złego, on nigdy nie próbował ze mną flirtować, dotykać w sposób nieodpowiedni, po prostu są to można powiedzieć swego rodzaju wygłupy. I tak myślę, że on może o tym wiedzieć, chociażby z facebooka- np. kiedyś mi napisał na tablicy kiedy idziemy na randkę (wiem ten portal czasami działa na nerwy). Możecie jakoś się jeszcze do tego ustosunkować. Czy ewentualnie powinnam podczas jakiejś rozmowy tak pokierować, żeby było jasne, że nie mam nikogo? Dzięki z góry
Z tym "9 i pół tygodnia" to oczywiście przerysowałem, ale ideę oddałem chyba?????
Natomiast nie sądzę, by opisana przez Ciebie relacja z kolegą z uczelni, jeśli rzeczywiście jest niewinna, mogłaby wzbudzić w obiekcie Twoich westchnień błędne przeświadczenie, że jesteś z kimś związana.
Co możesz zrobić? Nawiązać rozmowę o życiu uczelnianym, koleżankach i kolegach. Między innymi o tym "od wygłupów". Lubisz go, ale nie jest w Twoim typie.
Myślę, że to wystarczy, by chłopak (jeśli to nie jakiś jełop) zrozumiał, że nie masz nikogo.
Do dzieła!????
ok, dzięki. Wspomniałam tutaj o tym bo dla mnie jest to relacja czysto koleżeńska ale nie wiem jak może to odbierać otoczenie. Po tym co mógł widzieć na facebook'u mógł różnie pomyśleć dlatego wolałam zapytać. Ale na pewno jakoś delikatnie sprostuje tą sytuację jeśli nadarzy się kiedyś okazja, jeśli kontakt powróci.
ok, dzięki. Wspomniałam tutaj o tym bo dla mnie jest to relacja czysto koleżeńska ale nie wiem jak może to odbierać otoczenie. Po tym co mógł widzieć na facebook'u mógł różnie pomyśleć dlatego wolałam zapytać. Ale na pewno jakoś delikatnie sprostuje tą sytuację jeśli nadarzy się kiedyś okazja, jeśli kontakt powróci.
Jeśli zależy Ci na nim, pomóż okazji.????
zależy i to nawet nie wiesz jak bardzo. Właśnie niedawno sobie to uświadomiłam. Wcześniej gdzieś mi się przewijał przez serce. W międzyczasie miałam też kogoś ale krótko i w sumie tamten bardzo mnie skrzywdził. Cholernie płakałam, ale teraz wiem, że to była lekcja. Będą z tamtym intuicja mi podpowiadała, że ''to nie ten''. Teraz już w pełni przebolałam to co się stało, co zrobił tamten chłopak. I może to wyda się śmieszne ale cały czas jakiś głos mi mówi, że to jest właśnie mężczyzna dla mnie, że jesteśmy stworzeni dla siebie. Nie wiem jeszcze co zrobię ale coś zrobię. Musze przemyśleć, chcę to jakoś mądrze rozegrać. Nie musi się udać ale czuję, że jak nie spróbuję to zwariuję.