jacy tak naprawde jestesmy.. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » jacy tak naprawde jestesmy..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: jacy tak naprawde jestesmy..

Witam,
od jakiegos czasu zastanawiam sie jacy naprawde jestesmy... Czy jestesmy tacy, jak nam sie wydaje? A moze tacy, jak nas odbieraja inni? Moze to inni maja racje oceniajac nas na podstawie naszego zachowania. Moze dzialamy podswiadomie, a potem dopisujemy do tego jakas ideologie, zeby zrozumiec samych siebie.. A podswiadomosc chciala uzyskac cos innego.. A moze taka samoanaliza nie jest potrzebna? Moze trzeba byc soba i nie zastanawiac sie, jak to odbierze ktos inny.. A jesli zle zrozumie nasze intencje? Czy to znaczy, ze nie potrafimy rozmawiac z ludzmi, czy moze po prostu ta osoba nas nie zna zwyczajnie i nie zrozumiala? To zgubne... To prawie zycie pod innych... A gdzie sami "my"? Czy nie znikamy gdzies? Nasza osobowosc... Czy to nie jest lek i obawa przed brakiem akceptacji? Czy to nie staje sie niebezpieczne dla nas samych... Przestajemy zyc naturalnie i zaczynamy zyc dla innych... A moze chec zadowolenia wszystkich powoduje, ze 5 razy mysle zanim cos powiem lub zrobie. W glowie scenariusz, jak moze mnie odebrac kazda z osob i co powiedziec, zeby bylo dobrze...dla wszystkich. Zaczynam obojetniec na siebie i swoje potrzeby. I zastanawiam sie, czy to normalne czy juz choroba i jak z tego wyjsc, zeby zyc dla siebie.

Taka refleksja mnie naszla.. smile Nie wiem czy ktos ma podobne mysli.. Moze tylko ja za duzo analizuje i skoncze w wariatkowie wink. Chetnie sie dowiem co o tym myslicie. Czy juz zwariowalam? wink

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez ktokogo (2015-04-03 20:31:05)

Odp: jacy tak naprawde jestesmy..
koni napisał/a:

...Czy juz zwariowalam? wink

Witaj więc w klubie smile
A tak na serio... Doskonale rozumiem Twoje rozterki. I zgodzę się z tezą, że zyjac tak, by "każdego zadowolić" (co raczej jest ekwilibrystyką ...nieosiągalną) zatracamy samego siebie. Myslę, że trzeba postępować według własnych reguł, ale ze świadomością, jak inni mogą/odbiorą nasze zachowania. Fakt, ktoś o tendencjach ekstrawaganckich raczej z nonszalancją będzie przejmował się odbiorem otoczenia, a im bardziej szokującym będzie - tym lepiej, bo we własnym mniemaniu ...bardziej oryginalnym. Ale to już kwestia osobnych rozważań...
W swoim życiu poznałem już wartość bycia "pod innych", choć zawsze daleko mi do tego było. Faktem jest, ze nawet starając się postępować jak tego życzyłaby sobie: matka, teściowa czy ...żona (o osobach trzecich nie wspominając), znaczy się przestrzegając ich reguł i zasad - tylko przez chwilę mozna mieć ułudne poczucie akceptacji. Bo z czasem i tak będziemy "za mało" dobrzy smile Przepraszam za taką tutaj dygresję...
Myslę, że temat zostanie tu rozwiniety przez bardziej obeznane i bardziej uświadomione osoby. Ja wyrażę tylko własne zdanie.
Zawsze starałem się żyć wedle własnych zasad i reguł, niekiedy kolidujących z analogicznymi u innych osób. Zazwyczaj - z racji tego, ze bywałem "mniejszością" - na tym traciłem. Ale pozostawałem (jak dotychczas) zawsze sobą. To chyba najważniejsze. Tam, gdzie musiałbym całkowicie wyrzec się samego siebie - stajac się jakąś "kalką", erzacem - raczej wycofywałem się nie czujac potrzeby aż takiego poswiecenia. Bo po co? Dla satysfakcji innych przestać czuć sie sobą? Otóż to...
Oprócz powyższego wyznawałem i wyznaję też zasadę: nim cos powiem, zrobię - próbuję wyobrazic sobie jak to odbierze druga strona. Moze też i dzięki temu zazwyczaj uchodziłem za dość taktowna i subtelną osobę. Fakt, nie zawsze - pomimo intencji - ta sztuka sie udawała, przyznaję... Ale tego staram się zazwyczaj trzymać. Z tym "nieudawaniem się" - nawet tutaj, na Forum widać "zaskarbiłem sobie" nieprzychylnośc swoim dotychczasowym pisaniem smile Mimo, że starałem sie zawsze być taktownym i kulturalnym. Zatem mozna miec takie priorytety w kontaktach z innymi, ale nie zawsze to sie udaje. W życiu szczególnie... Trzeba pozostawać sobą, nie dawać się "jeść łyżeczką" i czasami - bez względu na cenę - być sobą. Tylko nie ranić innych...
Owszem, starania by "zjednać" sobie otoczenie, rezygnacja z własnej odrębności, przyjecie ogólnie panujacych zasad by zyskać aprobatę - co zazwyczaj wymaga wyrzeczenie się samego siebie - czyli coś, co mozna nazwać oportunizmem jest opłacalne, bo daje prócz ewentualnych profitów (nowe znajomosci, lepsze kontakty itd.) dodatkowo ułudę bycia akceptowanym i brak konfliktów. Czy warto? To pytanie, na które każdy musi juz sam sobie odpowiedzieć. Wszystko zależne jest od granicy, jaką wypada sobie tu wytyczyć. Granicy, która określa, gdzie jeszcze jesteśmy sobą pośród innych o odmiennych priorytetach, a gdzie stajemy się pozbawionymi osobowości i charakteru ...manekinami.
Nie rozumiem rozterek związanych z zagadnieniem "czy inni widzą nas takimi jacy jesteśmy?". To raczej oczywiste, ze nie... Czasami sami nie wiemy jacy naprawdę jesteśmy, a o tym dowiadujemy sie zazwyczaj w najmniej spodziewanych, ekstremalnych okolicznosciach, które weryfikują nasz własny wizerunek w nas samych. Otoczenie moze miec tylko mgliste pojęcie o nas, wyrobione jedynie z zaobserwowanych zachowań - a te raczej o niczym nie świadczą.
Sumując: można być sobą, nie przejmować się opinią otoczenia i iść własna drogą - z zachowaniem jakichś ogólnych zasad funkcjonowania w grupie - pod warunkiem, że bycie akceptowanym nie jest naszym najważniejszym celem istnienia.
"Żyj i pozwól żyć innym", "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe"...
I jakoś daleko mi do: "kto trafi między wrony..."

3

Odp: jacy tak naprawde jestesmy..

Uważam, że nie jesteśmy tacy jak inni nas oceniają. Oni widzą tylko kilka naszych zachowań i na podstawie tego nas oceniają. Nie mówiąc już o tym, że przy różnych ludziach różnie się zachowujemy. Nie są z nami wszędzie i nie widzą wszystkich naszych zachowań. Opinia ludzi zawsze będzie powierzchowna.

4

Odp: jacy tak naprawde jestesmy..

To, że niekiedy nakładamy maski, to fakt. I to w dużym stopniu efekt wychowania, stopnia empatii i wrażliwości.
Bezwzględne "bycie sobą" przypisuję jedynie osobom o szczątkowej empatii i nikłej wrażliwości.
Znalezienie granicy między pragnieniem zachowania własnego ja i potrzebą akceptacji otoczenia to jak odkrycie mitycznego "kamienia filozoficznego".

5

Odp: jacy tak naprawde jestesmy..

Kosmiczny, dzieki smile, to jest taki klub? wink
Dzieki za Wasze komentarze! Malo, ale dla mnie wystarczy. smile
Czasem za duzo mysle, nad tym co pomysla inni. Uwazam co mowie i co robie. To dotyczy glownie spraw sluzbowych. Nie znaja mnie dobrze, a chyba jestem trudnym przypadkiem.. :-). Wydaje mi sie tez, ze sposob myslenia i zachowanie jest zalezne od wieku. "Mlodsze pokolenie", chociaz rozni nas kilka lat, mysli inaczej.
A moze to my myslimy inaczej. Zauwazam obojetnosc na pewne sprawy i olewczy stosunek. Dodatkowo, kazdy z nich jest madry i wie wszystko najlepiej... A gdzie odrobina pokory? Coz moge wiedziec, jak dopiero zaczynam.  Dla mnie to szok. Nie zachowywalam sie tak.. Szacunek dla starszych i liczylam sie z ich zdaniem. Szczerze mowiac, irytuje mnie to olewanie pewnych spraw. Chetnie sama bym ta sprawe zalatwila i to duzo szybciej. I tu wlasnie moje pytanie.. Nie wtracam sie, chociaz w srodku mnie skreca, bo to tez moja sprawa... Nie udzielam sie i nie wychylam, chociaz mi tez na tej sprawie zalezy.. Nie robie nic, tylko czekam az ten kto powinien, zrobi co trzeba. A w srodku kawalek po kawalku umieram patrzac na ta obojetnosc i dostosowujac sie do niej.( Excop, pieknie poradziles w jednym temacie. Juz dosyc dawno. Dlatego tak cenie Twoja obecnosc tutaj. Ale to tak na marginesie.) Boje sie zareagowac, boje sie przejac inicjatywe i zalatwic co trzeba.. Boje sie, ze pomysla ze sie wtracam i chce kogos wygryzc... A ja po prostu nie moge tak obojetnie przejsc obok i czekac. Taki juz mam charakter. Staram sie zmienic, bardzo sie staram zgodnie z radami. Ale czuje ze juz za bardzo nnie to pochlonelo. Za duzo mysle przed kazdym ruchem. Zeby mnie nie znienawidzili. Za to trace siebie i chec do zycia. Zaczelam na sile obojetniec tak, jak inni. Bo tak teraz trzeba. A ja taka nie jestem.
Z drugiej strony, mam duza swiadomosc tego wszystkiego co sie dzieje ze mna i w mojej glowie. Czasem mam wrazenie, ze wiem za duzo.. Przytlacza mnie to. Ciagle analizowanie i swiadomosc. Zbyt duza swiadomosc. Czy jest jakis sposib, zeby przestac? Zeby wrocic do siebie? Walcze juz dlugo i efekt jak widac na zalaczonym obrazku. Nie radze sobie. Zaczynam myslec, ze nie obejdzie sie bez psychologa, ktory mnie postawi na nogi. To sie odbija na mojej rodzinie. Bo zaczynam zyc tak, aby sie przypodobac. A i tak ciagle jest zle. Bo mysle co powinnam zrobic, czego on oczekuje ode mnie. I okazuje sie, ze sie myle. I znow krytyka. To skomplikowany problem i rozwiazanie tez nie jest proste i jednoznaczne. Ale pytam Was i Was prosze o pomoc. Moze macie podobne (pewnie dla niektorych banalne) problemy i dajecie rade.

Chetnie poczytam kazdy komentarz smile. Moze dam rade bez specjalisty.. wink
I Zdrowych i Spokojnych Swiat smile

6

Odp: jacy tak naprawde jestesmy..

Witaj koni! Dziękuję za życzenia. Na wstępie pytanie. Komu chcesz się tak bardzo przypodobać, że aż zatracasz siebie? Młodsze pokolenie musi myśleć inaczej, żeby zaistnieć w swojej rzeczywistości.  Jak chciałaś zareagować? A może zastanów się, dlaczego ktoś "olewa". Jeśli sama zajmiesz się wszystkim, to ci czasu nie starczy. Jeśli przeszkadza ci czyjaś obojętność, to może raczej zastanów się dlaczego  ten ktoś nie ma motywacji? Za mało napisałaś, żeby konkretnie odpowiedzieć. Pozdrawiam!

7 Ostatnio edytowany przez Excop (2015-04-05 23:33:43)

Odp: jacy tak naprawde jestesmy..
Summerka napisał/a:

Witaj koni! Dziękuję za życzenia. Na wstępie pytanie. Komu chcesz się tak bardzo przypodobać, że aż zatracasz siebie? Młodsze pokolenie musi myśleć inaczej, żeby zaistnieć w swojej rzeczywistości.  Jak chciałaś zareagować? A może zastanów się, dlaczego ktoś "olewa". Jeśli sama zajmiesz się wszystkim, to ci czasu nie starczy. Jeśli przeszkadza ci czyjaś obojętność, to może raczej zastanów się dlaczego  ten ktoś nie ma motywacji? Za mało napisałaś, żeby konkretnie odpowiedzieć. Pozdrawiam!

Długo myślałem, co odpowiedzieć Koni po jej wynurzeniach z ostatniego postu.
Twój post, Summerko, oddaje mniej więcej to, co zamierzałem napisać.
Dodam, że zjawiska i odczucia, które są Twoim udziałem, Koni, nie są wcale rzadkością. Mnie to również spotkało w ostatnich latach pracy. Brak zaangażowania młodych policjantów, praca od gwizdka do gwizdka, a potem "niech się wali, niech się pali, mam wolne". I ta obojętność, co do skutku, jakim zakończy się postępowanie.
Doszedłem do wniosku, że mój czas minął, że nadeszły czasy, w których wizerunek policji w mediach stał się ważniejszy od skuteczności formacji. Oddałem broń, bo mnie świerzbiło i odszedłem.
Tobie zostało jeszcze dużo czasu. Niech nauką dla Ciebie będzie, że wszystkiego nie załatwisz tak, jakbyś chciała i nie zmusisz  kogoś do czegoś, czego on nie chce bez wykorzystania środków nacisku. I nigdy nie zadowolisz wszystkich. Rób swoje i żyj tak, jak się da w tych warunkach.
Prawdę mówiąc, gdybyś miała wszystko w dupie, nie chciałoby Ci się nawet myśleć, że są ludzie, którym nie jest wszystko jedno (nie pamiętam, kto to pierwszy powiedział, ale to prawda).
Myślę, że to co czujesz (przy całej uciążliwości świadomości tego) świadczy, że należysz do grona tych, którym jeszcze zależy. Witaj więc w klubie!
I tak podejdź do dręczących Cię kwestii.

8

Odp: jacy tak naprawde jestesmy..
koni napisał/a:

Kosmiczny, dzieki smile, to jest taki klub? wink
Dzieki za Wasze komentarze! Malo, ale dla mnie wystarczy. smile
Czasem za duzo mysle, nad tym co pomysla inni. Uwazam co mowie i co robie. To dotyczy glownie spraw sluzbowych. Nie znaja mnie dobrze, a chyba jestem trudnym przypadkiem.. :-). Wydaje mi sie tez, ze sposob myslenia i zachowanie jest zalezne od wieku. "Mlodsze pokolenie", chociaz rozni nas kilka lat, mysli inaczej.
A moze to my myslimy inaczej. Zauwazam obojetnosc na pewne sprawy i olewczy stosunek. Dodatkowo, kazdy z nich jest madry i wie wszystko najlepiej... A gdzie odrobina pokory? Coz moge wiedziec, jak dopiero zaczynam.  Dla mnie to szok. Nie zachowywalam sie tak.. Szacunek dla starszych i liczylam sie z ich zdaniem. Szczerze mowiac, irytuje mnie to olewanie pewnych spraw. Chetnie sama bym ta sprawe zalatwila i to duzo szybciej. I tu wlasnie moje pytanie.. Nie wtracam sie, chociaz w srodku mnie skreca, bo to tez moja sprawa... Nie udzielam sie i nie wychylam, chociaz mi tez na tej sprawie zalezy.. Nie robie nic, tylko czekam az ten kto powinien, zrobi co trzeba. A w srodku kawalek po kawalku umieram patrzac na ta obojetnosc i dostosowujac sie do niej.( Excop, pieknie poradziles w jednym temacie. Juz dosyc dawno. Dlatego tak cenie Twoja obecnosc tutaj. Ale to tak na marginesie.) Boje sie zareagowac, boje sie przejac inicjatywe i zalatwic co trzeba.. Boje sie, ze pomysla ze sie wtracam i chce kogos wygryzc... A ja po prostu nie moge tak obojetnie przejsc obok i czekac. Taki juz mam charakter. Staram sie zmienic, bardzo sie staram zgodnie z radami. Ale czuje ze juz za bardzo nnie to pochlonelo. Za duzo mysle przed kazdym ruchem. Zeby mnie nie znienawidzili. Za to trace siebie i chec do zycia. Zaczelam na sile obojetniec tak, jak inni. Bo tak teraz trzeba. A ja taka nie jestem.
Z drugiej strony, mam duza swiadomosc tego wszystkiego co sie dzieje ze mna i w mojej glowie. Czasem mam wrazenie, ze wiem za duzo.. Przytlacza mnie to. Ciagle analizowanie i swiadomosc. Zbyt duza swiadomosc. Czy jest jakis sposib, zeby przestac? Zeby wrocic do siebie? Walcze juz dlugo i efekt jak widac na zalaczonym obrazku. Nie radze sobie. Zaczynam myslec, ze nie obejdzie sie bez psychologa, ktory mnie postawi na nogi. To sie odbija na mojej rodzinie. Bo zaczynam zyc tak, aby sie przypodobac. A i tak ciagle jest zle. Bo mysle co powinnam zrobic, czego on oczekuje ode mnie. I okazuje sie, ze sie myle. I znow krytyka. To skomplikowany problem i rozwiazanie tez nie jest proste i jednoznaczne. Ale pytam Was i Was prosze o pomoc. Moze macie podobne (pewnie dla niektorych banalne) problemy i dajecie rade.

Chetnie poczytam kazdy komentarz smile. Moze dam rade bez specjalisty.. wink
I Zdrowych i Spokojnych Swiat smile

Koni wróć do siebie, droga którą kroczysz prowadzi donikąd. Wiem co jest na końcu tej drogi... nie polecam nią pójść no chyba że sama chcesz się przekonać jak co wygląda potem.

9

Odp: jacy tak naprawde jestesmy..

Każdy z nas jest inny tak? Więc dlaczego mam patrzeć na Arka, Darka, Kasie, Asię i jeszcze kilka innych ludzi ?
Pierwsza podstawowa zasada: nie przejmuj się innymi. Aby coś zmienić w swoim życiu, musisz coś działać. Jeżeli czujesz, ze musisz coś zrobić, rób to. Inaczej będziesz się ciągle katować i nigdy nie będziesz szczęśliwa. Ja wiem, że praca nad sobą jest trudna, ale przynosi owoce. Warto jest poznawać samą siebie, poznać własne zalety, wady, złapać sie na jakieś myśli. Nikt inny Ciebie nie pozna lepiej, niż Ty sama, a to potem sprawi, że łatwiej poradzisz sobie w codziennym życiu.
Opinie innych? To jest ich sprawa. Ty zajmuj się swoim życiem, problemami czy hobby, bo nikt Ciebie na siłę nie uszczęśliwi. Przejmując sie innymi tylko marnujesz niepotrzebnie czas i jeszcze bardziej to przyciągasz. zresztą nigdy wszystkich nie zadowolisz, to jest po prostu niemożliwe, bo ile ludzi tyle oczekiwań. A naprawdę nie masz obowiązku spełniać czyiś oczekiwań, jak sie zawiedzie to trudno. Jak będzie miał pretensje, to trudno, to siedzi tylko w głowie innej osoby i jest jego/jej problemem. Żyj tak jak czujesz. chcesz zmienić pracę, zrób to. Wiem, żz bedzie łatwo, wiem ze bedą komplikacje, ale jeżeli nigdy nie zrobisz pierwszego kroku, nigdy nie poczujesz sie lepiej. Każdy z nas ma prawo do samorealizacji, spełniania marzeń czy nawet wygrania w totka smile Inaczej to nie jest życie tylko wegetacja, stajesz się więźniem we własnych przekonaniach. naprawdę chcesz spędzić tak całe życie, a potem na starość żałować i mówić " mogłam jednak zmienić to w swoim życiu, kiedy miałam czas..." ? Jeżli coś Ci sie nie uda, nie przejmuj się, będziesz bogatsza o to doświadczenie i następnym razem dasz rade. na tym właśnie polega życie: na zdobywaniu wiedzy i doświadczenia, a nie na bycie grzeczną cichą myszką.
Kiedy inni zobaczą, że wyrwałaś się z kleszczy i zaczynasz żyć pełnią życia, to zaczną Ci jeszcze zazdrościć ! Ale musisz się przełamać, musisz zdać sobie sprawę, ze nie jesteś niewolnikiem innych ludzi i ich przekonań. Jeżeli chcą mieć takie a nie inne życie to ich sprawa, najwyżej będą żałować, ale Ty wcale nie musisz się na nich oglądać. Dobre rady tez traktuj w krytyczny sposób. Zwłaszcza starszych pań z gatunku zagorzała katoliczka, bo te potrafią wyzwać od wszystkich diabłów.
Każdy z nas jest inny tak? Więc dlaczego mam patrzeć na Arka, Darka, Kasie, Asię i jeszcze kilka innych ludzi ?

Może ględzę bez sensu, albo coś, ale przeszłam niedawno to samo. też żyłam według rad i opinii innych i ściskało mnie od środka. Kiedy wzięłam swoje życie w swoje ręce teraz mam wokół siebie burzę z piorunami. Codziennie mam jakieś wyzwanie, ale wiesz co? Podoba mi się to, bo czuje ze żyje, a kiedy to sie skończy będzie lepiej. A ze sąsiad powie "wariatka jakaś" to trudno. Nikt za mnie nie zmieni mojego życia.  To są przekonania wpojone przez otoczenie i środowisko w jakim żyjemy. te hamulce tylko sprawiają, ze boimy się rozwinąć skrzydła i kroczyć własna drogą. Trzeba zrzucić te łańcuchy.

I więcej wiary w siebie. Na pewno jesteś wspaniałą kobietą która ma wiele ciekawego do powiedzenia, i która ma w sobie zalety. smile

10 Ostatnio edytowany przez koni (2015-04-16 21:35:19)

Odp: jacy tak naprawde jestesmy..

Czesc
Troche mnie tu nie bylo. Dziekuje Wam za rady i komentarze. smile
Summerko, przypodobac partnerowi. Chociaz to moze niewlasciwe slowo. Raczej zadowolic i sprawic by nadal byl ze mna szczesliwy. Dlaczego inni nie chca/ nie maja motwacji? Nie wiem. Moze to ja jestem szurnieta pracoholiczka wink.
Excop, Twoje slowa zawsze do mnie trafiaja. Umiesz "sluchac" i dawac cenne rady. smile
Renesans, dziekuje. Wiem ze to zla droga. Niestety co jakis czas na nia wracam.
Arrin, trafilas!:)
Porozmawialam ostatnio z kilkoma osobami, ktore sa mi bliskie i ktore cenie. I co? Kazdy mowi to samo, ze mam przestac tak wszystko analizowac. Ze polubili mnie taka jaka jestem inie mam sie zmieniac. A jesli ktos o mnie zle mysli, to nic nie poradze i widocznie nie jest nam pisana blizsza znajomosc. Moze racja. Zawsze jestem usmiechnieta, wesola i rozgadana. To chyba przyciaga innych i wtedy dostaje od nich to samo. Moze nie powinnam tyle myslec, az tyle. Chyba potrzebuje z kims czasem pogadac na takie tematy... a nie za bardzo mam z kim. Filozof ze mnie wink.
Dziekuje ze jestescie smile
Pozdrawiam

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » jacy tak naprawde jestesmy..

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024