To mój pierwszy post na tym forum więc na początku chciałbym się przywitać.
Potrzebuję porady bo nie wiem co robić ani do kogo się mam zwrócić więc pomyślałem, że wyleje swoje żale na łamach tego forum.
Opiszę swoją historie w skrócie.
Zacznę od tego, że obecnie mam 20 lat.Trzy lata temu na sylwestrze poznałem super dziewczynę, która była kuzynką mojej koleżanki z klasy(wtedy chodziłem jeszcze do liceum) od razu wpadła mi w oko myślę, że ja jej też ponieważ następnego dnia od razu zaczęliśmy ze sobą pisać(chwalmy Facebook'a!).Na początku tylko rozmawialiśmy ponieważ mieliśmy ten problem, że ona mieszkała w stolicy a ja w miejscowości oddalonej o ponad 100km ale później udało się nam spotkać znów na urodzinach wspomnianej wcześniej koleżanki i wtedy coś zaiskrzyło.Oczywiście ja od razu się zakochałem chociaż wydaje mi się, że wtedy było to po prostu sile zauroczenie ale później z każdym dniem coraz bardziej mi jej brakowało pomimo tego, że całe dnie ze sobą rozmawialiśmy praktycznie od rana aż do następnego dnia jeśli to np. był weekend.Nawet nie brałem po uwagi tego, że moglibyśmy stworzyć związek na odległość chociaż bardzo tego chciałem i Ona chciała tego samego w pewnym momencie nawet oznajmiła mi, że chciałaby we mnie się zakochać tak na prawdę.Niestety po jakimś czasie stwierdziliśmy, że związek na taką odległość nie ma szans a ja oczywiście wpadłem w lekką depresję(może się to teraz wydawać dla was śmieszne ale uważam, że jestem dojrzałą osobą jak na swój wiek i do tego bardzo wrażliwą stąd właśnie ta depresja, chociaż może to słowo zbyt na wyrost).Oznajmiłem jej, że nie chce być jej przyjacielem bo tego nie zniosę ale jednak dalej utrzymywaliśmy ze sobą kontakt.Po jakimś czasie dowiedziałem się, że jednak coś dla niej znaczę ale jednak jeszcze nie wiedziałem co.Okazja spadła dla mnie jak z nieba, otóż w czerwcu miało się odbyć wesele mojego brata właśnie w Warszawie i pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie zaproszenie jej jako, że jest już na miejscu i w ogóle.Tu własnie nastąpił przełomowy moment.Spotkaliśmy się po raz pierwszy po kilku miesiącach,spędziliśmy fajnie te dwa dni a po powrocie do domu oznajmiła mi, że mnie kocha, że widzi, że jestem inny niż większość chłopaków w moim wieku(dodam, że jest starsza ode mnie o rok).Od tamtego czasu było nam cudownie, co miesiąc się widywaliśmy tzn. przyjeżdżała do mnie na weekend lub jakąś dłuższą przerwę od szkoły, nawet była u mnie na świętach.Wiedziałem, że mnie kocha i wiedziałem już wtedy, że chce czegoś więcej, że jest to kobieta moich marzeń.Zdałem maturę i zakończyłem edukację w szkole średniej a więc i przyszedł czas na wybór studiów.Wybrałem prawo i chciałem być blisko niej stąd też składałem dokumenty do stolicy ale na wszelki wypadek również do innych miast lecz dla mnie liczyło się tylko, żeby być blisko niej przecież już tyle wytrwaliśmy, ponad rok na odległość.Niestety na Warszawskie uczelnie się nie dostałem w przeciwieństwie do innych ale nie chciałem studiować we Wrocławiu czy gdziekolwiek indziej.Długo nad tym myśleliśmy Ona chciała się nawet przenieść do miasta w, którym bym studiował ale postanowiłem w końcu, że ja jestem mężczyzną i wezmę sprawy w swoje ręce.Postanowiłem iść na studia niestacjonarne oraz znaleźć pracę, oczywiście rodzice nie byli zachwyceni tym faktem ponieważ dostałem się na kilka dobrych uczelni publicznych jednak ja miałem swój plan.Było mi o tyle trudno, że musiałem/muszę utrzymywać się kompletnie sam ale nie żałuję tego wyboru wróćmy jednak do sedna.Zrobiłem na prawdę masę rzeczy, żeby tylko być blisko niej i było na prawdę wspaniale, jej rodzina mnie lubi często zdarzało się tak, że nocowałem u niej i nie było na prawdę żadnych problemów czułem, że mam wszystko, że już wiem czego chce od życia.Ostatnio na prawdę dużo pracowałem i starałem się łączyć pracę z nauką, dostałem ciekawą posadę w jednej z Warszawskich kancelarii i odłożyłem trochę pieniędzy ponieważ postanowiłem, że za rok dwa się jej oświadczę.Niestety ostatnio mieliśmy jakiś kryzys nie pierwszy raz ale ten niestety zakończył się przerwą.Jestem też sobie sam winny bo jednak już po tych kilku dniach rozstania uświadomiłem sobie, że nie byłem taki super jak myślałem ale nie wiedziałem, że moja ukochana tak zareaguje.Sam też w złości powiedziałem, że może byłoby lepiej jakbyśmy sobie zrobili przerwę i tak od soboty się zaczęło.Chociaż ona sama mi powiedziała, że wierzy w to, że do siebie wrócimy bo jesteśmy dla siebie stworzeni, że lepiej jeśli teraz zrobimy przerwę na miesiąc czy dwa niż jak później mielibyśmy się rozstać.Mówi, że wciąż mnie kocha ale ja nie wiem co mam teraz zrobić.Niby ciągle ze sobą gadamy nawet w tym momencie gdy piszę tego posta ale jednak trzyma mnie na dystans i mówi, że potrzebuje czasu.Spytałem się jej czy dochowa chociaż wierności podczas tej "przerwy" bo skoro zakłada, że wrócimy do siebie to oczywistym dla mnie jest, że nie będzie mieć nikogo innego niestety odparła mi "nie wiem" co wpłynęło na mnie znacząco ponieważ do dla mnie ważny aspekt.
Ot moja historia w skrócie.Nie wiem co począć bo wciąż ją kocham i zrobiłem na prawdę wiele rzeczy dla niej i to wszystko na marne? Nie wiem czy to jakaś próba czy o co chodzi, sama wcześniej powiedziała, że przetrwamy tą próbę i będziemy razem ale gdy ostatnio się jej spytałem czy wrócimy do siebie odparła mi "zobaczymy" więc ja już kompletnie nie wiem co robić.Wiem, że jest ciągle na mnie zła więc może chce się na mnie odegrać chociaż po raz pierwszy widzę ją taką, wcześniej nigdy się tak nie zachowywała a oczywiście pokłóciliśmy się o to, że poszła do koleżanki na urodziny do ludzi, których nie znam.Oczywiście ufam jej jednak wolałbym aby sama wychodziła jak najmniej a ja niestety nie mogłem ponieważ miałem uczelnie w weekend.
Prosiłbym o jakąś poradę co zrobić jak z nią porozmawiać bo już kompletnie jestem zagubiony.