Mam swoje lata, czyli obecnie ponad 40, ktoś powie stare próchno, może i tak. Ale jestem kobietą, która czuje, marzy, chce kochać i być kochaną. W styczniu tego roku doszło do mnie, że mój mąż robi maślane oczy do koleżanki z pracy. Pomyślałam: plotka! Mój X i romans? Niemożliwe! Rękę bym sobie dała uciąć za jego wierność. Niestety pogłoski były coraz wyraźniejsze, on nieobecny w domu. Ja zaczęłam dostawać anonimowe sms-y, telefony o ich korespondencji telefonicznej. Matko jedyna, co ja wtedy czułam! Wszystko we mnie drgało, czułam kamień w żołądku, ciągle żyłam w napięciu nic mnie nie cieszyło i tak... strasznie bolało. milczałam. Dlaczego? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Głupota? Chęć zamknięcia oczu na fakty? W końcu postanowiłam zobaczyć rywalkę. Byłam trochę zaskoczona, końska twarz, brak kobiecych kształtów. Ale i ja nie należałam do modelek, mój rozmiar to 44-46! Choroba? Nie! Obżarstwo. Wzięłam się za siebie. Schudłam 16 kg i dalej trzymam dietę wraz z tabletkami z zielonego jęczmienia (po nich nie czuję głodu, nie mam ochoty na słodycze). Dzisiaj kupiłam sukienkę rozmiar 38/40 weszłam. Co jeszcze? ano zaczęłam kupować seksowna bieliznę, kładłam ją w szafie, lekko zmiętą, niby użytą. Zaczęłam się malować. Bum... Pewnego dnia mąż mnie dostrzegł! Ja zaś byłam obojętna na jego spojrzenia. Pewnego dnia zebrałam się na odwagę i poprosiłam go o rozmowę. Powiedziałam co wiem o nim i o tej... (tu pominę wyrażenie). Zaprzeczył wszystkiemu, sms-om, telefonom itp. Przycisnęłam go, przyznał się, + 1 dla mnie, -1 dla niego, stracił u mnie zaufanie, bo zaprzeczył potem się przyznał. Miał gule w gardle, gdy powiedziałam mu, że nie będę robić awantur itp, daję mu wolna rękę i sama też zamierzam ułożyć sobie życie. Szok? Chyba. Zaczęłam w weekendy wychodzić do koleżanki, przedtem malowałam się i ubierałam sukienkę mini, ale taką przed kolanka, oczywiście komplecik bielizny miałam na sobie. Bolało mnie to także, że zebrałam informacje o tej kobiecie, ponieważ mieszkam w małej miejscowości nie jest to trudne. Kobieta, która chciała wyrwać mi męża to mężatka, matka dwojga dorosłych i udanych dzieci, bywalczyni na baletach, mająca za sobą romansy, jej maż? Cholera znam go bardzo dobrze! Ironia. Wpatrzony w tę końska gębę jak sroka w gnat. A mój mąż nie wierzył, aby ona taka była, przecież by do niego takie informacje doszły! Niby jak? skoro wszyscy widzieli ich zauroczenie. Czas mijał, ja robiłam swoje chudłam, malowałam się wychodząc do pracy, w domu robiłam co do mnie należy. Mąż? On zaczął mi coraz więcej asystować, rozmawiać ze mną, czego nie robił od lat! Chciał się przytulać, wow. Jak jest teraz? Hm... Zaprosiłam go na randkę, było super. Planujemy kolejne. Wszystko przycichło. Wygrałam? Ciągle nie mam do niego zaufania i nie będę mieć, ale wiem, że jestem wartościową kobietą, a niejedna potwora znalazła amatora, prawda? Staram się dać mu to czego tamta nie da, czy dobrze robię? Nie wiem. Ja go naprawdę kocham, ale chciałabym umieć zapanować nad swoimi uczuciami, emocjami, chciałabym się odkochać. Jak? Nie wiem.
po przeczytaniu tego pamiętam tylko jedno - tabletki z zielonego jęczmienia ![]()
3 2015-03-27 22:10:28 Ostatnio edytowany przez ewa0791 (2015-03-27 22:15:37)
po przeczytaniu tego pamiętam tylko jedno - tabletki z zielonego jęczmienia
dobre i to, chociaż liczyłam na głębszą wypowiedź, zresztą jak mój post nudny, bo długi nie trzeba go czytać, ale mimo wszystko dzięki.
Twoja opowieść wcale nie jest nudna- dlaczego tak uważasz? Przecież normalnie wszystko opisałaś i bardzo dobrze można wczuć się w Twoją sytuację.
A nawet więcej- można sporo nauczyć się na Twoim przykładzie.
Myślę, że jesteś dość zakompleksiona osobą- na samym wstępie podkreśliłaś, że masz 40 lat + i że w związku z tym, Ty zdajesz sobie sprawę z tego, że stare próchno z Ciebie. Dlaczego tak o sobie myślisz? Przecież to niemądre rozumowanie. Nie data urodzenia stanowi o wartości kobiety. Ty sama o tym decydujesz.
Dobrze, że zadbałaś o siebie i teraz czujesz się bardziej atrakcyjna fizycznie. To ważne dla kobiety- ja też bardzo o siebie dbam i nie wyobrażam sobie, bym mogła chodzić jak kocmołuch. Nabrałaś pewności siebie, a takie rzeczy promieniują z człowieka. Otaczający Cię ludzie wyczuwają, gdy ktoś czuje się pewnie i raczej nie lubią "zadzierać" z kimś takim. Trzymaj tak dalej i rób tak, obojętne czy Twój mąż pójdzie go końskiej, czy nie pójdzie.
Z tego, co napisałaś, można domyślić się, że między końską, a Twoim mężem było coś na rzeczy. Może nawet było coś grubszego? Raczej na to wygląda, skoro dostawałaś informacje na temat ich zażyłości, a jego nie było w domu, wtedy gdy powinien być. Nie ma dymu bez ognia.
Zadziałałaś jednak po swojemu i jakoś wyciszyłaś całą sprawę.
Końska bywa na baletach i wszyscy wiedzą, że co chwilę wyrywa różnych chłopów. Ciekawe kto pilnuje jej dzieci, gdy ona wywija z chłopami. Czy baba ma męża, który siedzi w domu i czeka na końską, aż ona wróci łaskawie do domu? Nieważne zresztą, bo mnie osobiście średnio interesuje to, jak ona radzi sobie z opieką nad swoimi dziećmi. Interesuje mnie jednak fakt, że baba w razie zainteresowania się nia przez jakiegoś chłopa, raczej nie odmawia. Taka wesoła rozrywkowa kobitka. Co oznacza to dla Ciebie? Otóż oznacza to, że dla takiej baby, przy sprzyjających wiatrach, raczej nie będzie wielkim problemem bzyknąć się z żonatym chłopem np. z Twoim mężem. Są takie kobiety- tu nawet jest bardzo długi wątek, który założyła jedna z takich kobiet. Sama jest oczywiście mężatką, ale ciągnie szujowaty układ z zonatym bonzo z pracy i przeżywa istne katusze, bo ten żonaty zdradzający swoja żonę bardzo pociąga tę kobietę. Wchodza w grę tzw. uczucia wyższe, rozumiesz o co chodzi? Twoja końska, byc może, też poczuła miętę do Twojego męża i niewykluczone, że dalej będzie go adorowała. Takie baby raczej, tak same z siebie, nie odczepiają się od upatrzonych chłopów, gdy zwietrzą okazję. To nie ten poziom. Nie ma czegoś takiego, jak honor albo godność kobiety- liczy się chuć i to, żeby postawić na swoim.
Do czego zmierzam?
Ty zmieniłaś swój wygląd, mocno na korzyść, a co za tym idzie nagle objawiłas się męzowi, jako atrakcyjna babka. Wcześniej jawiłaś mu sie pewnie, jako praczka, sprzątaczka, gotowaczka, taka przygrubawa mamuska, poczciwa kobitka, która od rana do nocy myśli tylko o tym, co włozyć do garnka i żeby w domu było czysto, miło i przyjemnie. Zaczęłaś wychodzić z domu, mieć swoje sprawy i pokazałaś mężowi, że stać Cię na więcej. To bardzo dobry manewr. Jak napisałam wcześniej- trzymaj tak dalej, ale bądź bardzo ostrożna, bo kabaretowe hieny nie próżnują. Końska nie na darmo chodzi na balety- ona szuka po prostu chłopa i skoro trafi jej się żonaty i dzieciaty, to na pewno nie będzie wybrzydzała, tylko weźmie, co los jej daje.
Nie zamiataj tej sprawy pod dywan, bo może okazać się, że Twój mąż będzie miał albo już ma dwie napalone na niego amatorki. Będzie pławił się jak pączek w maśle i za moment we łbie mu się pomiesza od nadmiaru powodzenia u bab. Wyjaśnij sobie sprawę końskiej, ale zrób to bez desperacji i rozpaczy w głosie. Pokaż panu, że nie pozwolisz na lekceważenie Ciebie, na oszukiwanie, na jakieś boczne kombinacje. Nie kłóć się z nim, nie rwij szat, żadaj spokojnym i stanowczym głosem wyjasnień w jego konkretnych deklaracji. Nie zapraszaj go na randki, bo nie jesteś facetem, żebyś musiała przejmowac inicjatywę. To on ma na nowo Ciebie zdobywać, a nie Ty jego. Niczego się nie bój- najwyżej chłop ten pójdzie do konskiej i razem z nią będzie chodził na balety. Ona będzie rwała chłopów, on kobitki i świetnie razem będzie im się żyło. Ty trzymaj się swoich priorytetów i jesli dbasz o siebie, to rób to z czysto egoistycznych pobudek, a nie po to, by przypodobać się mężowi, a przynajmniej nie tylko dlatego to rób. Uczulam Cię na to, bo w takich sprawach zawsze istnieje zagrożenie, że chłopu może powywracać się we łbie. Kobiety potrafią być naprawdę bardzo głupie i same rozwydrzają facetów. Ty szanuj samą siebie, noś wysoko podniesioną do góry głowę i nikomu się nie narzucaj.
Wyjaśnij sprawę końskiej. Tym, że ona Tobie się nie podoba, jako kobieta, w ogóle się nie podniecaj, bo gusta ludzi bywają różne. Ty możesz widzieć w tej kobiecie kobyłę, a Twój mąż może postrzegać ją, jako ósmy cud świata. Faceci potrafią zostawić naprawdę piękną i dobrą kobietę dla takiego pasztetu wizualnego i takiego dna intelektualnego oraz moralnego, że w głowie się nie mieści. A przecież robią to. Tak więc nie patrz na wygląd tej kobiety, bo nie w jej wyglądzie tkwi klucz Waszych problemów.
Łał. Podziwiam Twój rozsądek i opanowanie, a także samozaparcie w chudnięciu!
Niejedna by się załamała i jeszcze do tego zapuściła, a tu proszę jaka mądra taktyka.
Dodaję temat do zakładek. Mam nadzieję, że mi się te rady nigdy więcej nie przydadzą, ale na wszelki wypadek...
Mam jeszcze jeden problem, sfery sypialni. Chwilami czuję obrzydzenie, gdy pomyślę, że być może on kiedyś z nią... Potem długo się kąpię, jakbym chciała zmyć ten brud z siebie. Chciałabym przestać kochać, tak po prostu. Że na to nikt tabletek nie wymyślił. Niestety spotkałam się też wielokrotnie z opinią, że w moim wieku to już wnuki i robótka na drutach, a ja mam inne marzenia.
Z jednej strony kombinujesz żeby go odzyskać, a z drugiej chcesz przestać go kochać. Zdecyduj się na coś.
Twój post wcale nie był nudny, to nie miało tak zabrzmieć, przepraszam
Jesteś bardzo mądrą i przebiegłą kobietą - takie lubię
chodzi o to, że może zielony jęczmień i mi pomoże zgubić ciążowe kilogramy ![]()
Szanujesz się, to najważniejsze, jesteś teraz w świecie ambiwalencji, chciałabyś i nie chcesz, moim zdaniem Twoje zaufanie zostało naruszone i nie dziwię się, że czujesz niechęć. Ale jesteś pewną siebie babką, a to bije od kobiet, bardziej się podobają. Ani się obejrzysz, a będziesz miała wianuszek adoratorów. I bardzo mi się podoba ta zmiana sił w Twoim związku, mam wrażenie, że jesteś na dobrej drodze, żeby rozkochać go w sobie ponownie do szaleństwa.
Ewa, ludzie mają różne poglądy na temat tego, jak powinna żyć kobieta, która jest w pewnym wieku. Obowiązują pewne stereotypy myślowe i nic na to nie poradzisz. Niektórzy będą uważali, że skoro skończyłaś 40 lat, to powinnaś zająć się robótkami ręcznymi, ściąć włosy, bo nie wypada mieć długich, nie włożysz krótszej spódniczki, bo ktoś popuka się w czoło itd. Na dobrą sprawę, to powinnaś pójść na targ i zacząć ubierać się u Rumunów na styl staro- babowy (wiesz jaki to mniej więcej styl?).
Absolutnie nie zwracaj uwagi na głupie ludzkie gadanie i ubieraj się oraz czesz tak, jak Tobie się to podoba. I zmień mentalność, bo wygląda mi na to, że myślisz troszkę mało-miasteczkowo.
Nic dziwnego, że czasem masz napady i po seksie z tym człowiekiem idziesz do łazienki i długo się myjesz. Ja czułam takie obrzydzenie, że chwilami miałam ochotę polać się wrzątkiem, żeby wyparzyć miejsca na moim ciele, które on dotykał. Tak to niestety jest- też nic na to nie poradzisz. Ludzie mają różną wrażliwość- jeden człowiek nie ma problemu z takimi rzeczami, gdy jest PO, a drugi czuje się tak zbrukany, że nie daje sobie rady ze wstrętem. Znowu powołam się na wątek, który aktualnie hula na tym portalu (należy czerpać wiedzę z doświadczenia innych ludzi), facet przyjął z powrotem babę, która właśnie zakończyła kur...wić się z jakimś lowelasem (on kopnął ją w napalony zad, gdy ta zażądała deklaracji) i na dodatek nie był to jej pierwszy gach. Wiadomo, co ta kobieta robiła w łóżku z tym drugim, pewnie ciągnęła mu druta, a autor wątku nie brzydzi się dzisiaj z nią całować. Ja nawet sobie tego nie wyobrażam, bo wcześniej ona musiałaby zdezynfekować japę np. domestosem, zanim ja bym jej dotknęła- ten natomiast nie ma problemu z takimi rzeczami. Normalnie więc między nimi jest- puszczalska baba wróciła, a on nie brzydzi się jej dotykać i żeby było jeszcze bardziej żałośnie nawet cieszy się z jej powrotu. Ludzie bywają różni.
Ty masz taka a nie inną wrażliwość, więc nic dziwnego, że pewne rzeczy nie są Ci obojętne.
Niepokojące jest to bardzo, bo takie nawarstwiające się obrzydzenie może zaprocentować czymś gorszym. Możesz np. odkochać się z tego faceta. Chciałabyś, żeby do tego doszło. Jesteś więc na dobrej drodze i wcale nie musisz zmuszać się do tego. Normalnie sobie żyj- dalej o siebie dbaj, miej swoje sprawy, swoje życie, utwierdzaj się w przekonaniu, że sroce spod ogona nie wypadłaś, by ktoś miał traktować Ciebie gorzej niż inną, pierwszą lepszą, która się nawinie, a z czasem, nawet sama tego nie zauważysz, a rzeczywiście, stanie się tak, że któregoś dnia stwierdzisz, że nic nie czujesz do tego człowieka. Nie wiadomo czy będziesz chciała od niego odejść, czy też uznasz, że właściwie nie ma problemu, byś dalej była żoną faceta, który jest Ci obojętny, ale pustkę zapełniać będziesz czymś innym. Dużo kobiet tak żyje. Przekalkulujesz sobie co bardziej ci się będzie opłacało, bo żyć można z kimś na różne sposoby i na różnych warunkach.
Zabezpiecz sobie sprawy bytowe, bo skoro on raz skusił się na obcą babę, to w każdej chwili może zrobić cos takiego znowu. Tak to niestety działa- człowiek raz przekroczywszy jakąś granicę i po stwierdzeniu, że włos mu z głowy za to nie spadł, lecz wręcz przeciwnie, często pozwala sobie na więcej, rozumując w ten sposób, że widocznie jemu wolno. Pozabezpieczaj się więc na wypadek powtórki z rozrywki, a gdy poczujesz się pewna także bytowo, to bedziesz miała w doopie to z kim on się bzyka albo do kogo sobie pójdzie. Załatw sprawę z końską i nie przeciągaj tego w czasei, bo na własne życzenie, będziesz wbijała się w lata, na koniec zostaniesz sama i do kogo pójdziesz wtedy na skargę? Myśl przytomnie i nie zawracaj sobie głowy tanimi sentymentami. Są ważniejsze sprawy od jakiegoś chłopa, bo chłop ma to do siebie, że dzisiaj sobie jest, a jutro może pójść do innej np. do końskiej. W każdym momencie życia powinnas byc więc zabezpieczona po zęby, żeby niczego się nie bać. a Ty szczęśliwie masz dużo czasu na to, by ogarnąć się i stać się samodzielną i niezalezna kobietą. Powodzenia.
I nie pisz proszę "stare próchno" bo ja /45 lat/ od września zapisuję się do szkoły zawodowej /zamierzam się przekwalifikować/.
I kupiłam sobie czarne pończochy
i czerwoną sukienkę. I będę lśnić...
A z ciebie silna babka i na pewno znajdziesz odpowiednie rozwiązanie. Dobre dla ciebie ![]()
Co jest z tymi chłopcami? Przestali dojrzewać?
Dbać o siebie to podstawa, odkryłam jakiś czas temu że jeśli się same sobie nie podobamy to obniża naszą samoocenę. Oni nie zawszę dostrzegają to jak wyglądamy, od taki stary mebel do którego jest przyzwyczajony ale to nam dodaje pewności siebie i dzięki temu nie bierzemy całej winy na swoje ramiona.
Twój mąż to jeden z wielu dupków na świecie. Niewielu mądrych wiec nie ma w czym wybierać...
Pokazałaś mu że jesteś silna, dałaś wyraźnie znać że coś się dzieje. Od taki cios w głowo na pobudkę.
Pozostaje ci pytanie czy dasz rade sobie z wiedza jaką masz i czy masz ochotę walczyć, teraz nie będziesz mogła osiąść na laurach tylko stale podtrzymywać swoją metamorfozę.
Nie zapominaj że to twoje życie i masz przede wszystkim żyć dla siebie a nie gimnastykować się aby kogoś zadowolić, nic na siłę.
kiedys mialam meza, bylismy bardzo mlodzi (20+), zdradzil mnie, wdal sie w romans...ale wcale nie chcial mnie opuscic. nasze malzenstwo przetrwalo jeszcze 2 lata i odeszlam. nie umialam sobie poradzic z mysla o upadku idealu. minelo wiele lat, 2 zwiazki i doszlam do wniosku, ze zdrada byla najmniejszym problemem jaki mnie spotkal w relacjach z mezczynami. z moim ex-mezem rozumielismy sie doskonale, wspolnie umielismy osiagac cele, a jednak zwiazek nie jest czyms "stalym", wciaz sie zmienia, wzbogaca lub odwrotnie, duzo trudniej jest wytrwac w czyms ciezkim, przekloc to na sukces.
nie rozumiem dlaczego w naszym spoleczenstwie przyklada sie az taka "waznosc" do zdrady, czemu nie daje sie szansy po.....
uwazam, ze bardzo madrze postapilas, zajelas sie soba, postawilas siebie w centrum i on to zauwazyl, oczywiscie wciaz jest lek, niepewnosc...ale i z tego rosnie twoja ogromna sila:)
13 2015-03-29 10:22:18 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2015-03-29 10:23:15)
kiedys mialam meza, bylismy bardzo mlodzi (20+), zdradzil mnie, wdal sie w romans...ale wcale nie chcial mnie opuscic. nasze malzenstwo przetrwalo jeszcze 2 lata i odeszlam. nie umialam sobie poradzic z mysla o upadku idealu.
Witaj kejt, jestem teraz w identycznej sytuacji jak Ty kiedyś, tj. moje małżeństwo jeszcze się nie rozpadło, ale czuję, że się rozpada. Od zdrady emocjonalnej męża (na fizyczną nie mam dowodów) minęło pół roku, a ja coraz bardziej tęsknię za miłością - za tą miłością, którą czułam do męża przed zdradą. Mam wrażenie, że podobnie jak Ty, nie poradzę sobie z myślą o upadku ideału, i że jeśli za rok, dwa jakimś cudem nie odzyskam tamtej miłości - odejdę.
A Tobie Ewo gratuluję postawy, sama chciałabym mieć taką siłę w sobie ![]()