Zauważyłam ostatnio taką tendencję, i na forum, i w realnych rozmowach. Gdy tylko się skrytykuje czyjąś nierozwagę czy lenistwo, powtarza się ten tekst w różnych odmianach jak mantrę (coś jak temat o kochankach i demoniczne "zło zawsze wraca... sasasaa..."). Nie to, że rozmówca mówi to ze złą wolą, że życzy problemów, tylko jakby jednocześnie zrzucał z siebie odpowiedzialność za daną sytuacją (no bo STAŁO SIĘ) i po prostu sugeruje, że Tobie tak samo się może stać, więc krytyka absolutnie niewłaściwa.
O co mi dokładnie chodzi?
- Nie mam pracy, wysłałam 2 CV i zastanawiałam się nad trzecim, ale i tak mnie nie przyjmą, na studia nie mam pieniędzy, bo małe miasto, nie wyprowadzę się, bo nie wiem, co będzie.
- Hm... no to ja zrobiłam tak [opis], ale fakt, miałam łatwiej. Ale mojemu znajomemu z małej wsi nikt nie pomagał, zrobił [opis] i teraz wynajmuje mieszkanie, pracuje, sam opłaca sobie studia.
- A nigdy nie wiadomo, co się stanie, noga też się wam może powinąć.
- Nie mam pieniędzy, a tu dziecko w drodze...
- No to po co teraz? Nie lepiej było poczekać? Przecież dziecko = wydatek.
- Ale myślałam, że mnie nie zwolnią...
- JAK MIAŁAŚ UMOWĘ ZLECENIE I POSTANOWIŁAŚ ZNIKNĄĆ NA KILKA MIESIĘCY?! //tak, autentyk, tacy ludzie istnieją
- A to nigdy nie wiadomo, jak się ma pieniądze, to też się noga może powinąć, co wtedy?
- Muszę spłacić kartę kredytową, a umowy mi nie przedłużyli, jak mogli, co ja teraz zrobię...
- Znajdź inną pracę i spłacaj.
- No tak, ale to nie tak łatwo, to bez sensu, bla bla bla. A co Ty zrobiłaś ze swoją, jak zrezygnowałaś z pracy w X?
- Łapałam więcej zleceń. Miałaś umowę o dzieło, naprawdę, nie przewidziałaś, że wywalanie całej kasy z karty tak się może skończyć?
- A no, tak się mówi, Tobie też się noga może powinąć i nie spłacisz.
I tak się zaczęłam zastanawiać... bo o ile rozumiem, że wypadek znienacka może pokrzyżować plany związane z pracą, to czy wiele sytuacji nie dzieje się na własne życzenie? A może faktycznie nie można NICZEGO przewidzieć i właściwie żadna różnica, kiedy mamy dziecko, bierzemy kredyt, bo nikt nie może być pewny tego, co się stanie z pracą? Zabezpieczacie się jakoś przed takimi nieplanowanymi problemami? Czy żyjecie z dnia na dzień, z myślą, że co będzie, to będzie?
I - najważniejsze - co, poza wypadkiem/niepełnosprawnością, mogłoby Wam możliwość pracy skutecznie przekreślić, a co byłoby tylko trudnością do przezwyciężenia w krótkim czasie? Kiedy winę na brak pracy zrzucilibyście na los, a kiedy na siebie?