W sumie to nie wiem od czego zacząć...
Ale musze to z siebie wyrzucić. Mam 30 a właściwie 31 lat, mężatka z 11 letnim stażem, dwoje świetnych dzieciaków- syn 9,córka 5... pracuje w nauczycielskim zawodzie i dorabiam jeszcze dodatkowo...ale generalnie zarabiam sama na siebie i dzieciaki utrzymuje sama
Byliśmy dość zgodnym małżeństwem choć nie idealnym, raczej domatorzy, bo mój mąż nie miał przyjaciół i kolegów, nie wychodzilismy nigdzie sami...czego mnie trochę brakowało, ale tłumaczyłam może kiedyś... teraz dzieci małe inne priorytety...
Jestem dość otwarta i zawsze, gdzie sie pojawię lgną do mnie ludzi, mam dużo przyjaciół, na których mogę polegać. Przez całe lata odkad sie pobraliśmy to mąż i rodzina była dla mnie najważniejsza. Nigdy nie szalałam po dyskotekach, nie naraziłam go na utratę zaufania, nigdy nie zdradziłam , był pierwszym i ostatnim... Lubilismy podróżować, choć moze to za duze słowo... po prostu jak była kasa i wolny weekende bralismy dzieci i jechalismy a to Wisła, Ustroń, Złoty potok...to znów Karpacz...
Rok temu w 10 rocznice ślubu zamiast kwiatów dostałam pozew rozwodowy...duzo by pisac moze bedzie okazja...po 3 miesięcznej walce z kochanka o męża pogoniłam w cholere suke !!! Desperatka zafundowała mi piekło...pomyślałam jak przez to przejdziemy zwyciężymy wszystko. Zrozumiałam jak bardzo go kocham. Przyszedł czas na wzajemne przemyślenia i analizę zwiazku...
Miałam ogromny zal do męża ze nie stac go było na rozmowę ze mna żeby powiedzieć o swoich potrzebach, które sie zmieniły. Głowne pretensje to łózko ... Nigdy nie chciał bym brała jakiekolwiek środki bojąc sie skutków ubocznych, pracował na zmiany, nie dbał tez o siebie... wiec i częstotliwość byłą jaka była ... nie chciałam kolejnego dziecka wiec to ja musiałąm trzeźwo myśleć...i trzymac emocje na wodzy...ale jak juz dochodziło do zbliżenia zawsze dbałam o nowe "koronki" inne okoliczności sytuacyjne zeby było "inaczej" Nigdy nie mielsimy problemów z przezywaniem rozkoszy...
Wystarczyło powiedzieć...kiedyś myślałem tak, ale mamy dzieci a bardzo mi tego brakuje czy mozemy rozważyć jednak antykoncepcje bo sama widzisz ze oddalamy sie od siebie..itd... ale po co ...wybrał najprostsze rozwiązanie czyli czat - kobieta - zrobienie z siebie ofiary i zdrada.
Przemyslałam wszystko doszukując sie swoich błędów, tłumaczac ... Zaczęliśmy odbudowywać nasze małżeństwo ...i to co najgorsze było naprawdę cudownie...jak nigdy dotąd...zaczęliśmy zupełnie inaczej ze soba rozmawiać, częściej sypiać, każdej nocy zasypialiśmy w objęciach wtuleni w siebie...Dzwonił z pracy, okazywał zainteresowanie nawet moja praca...myślałam, ze sie ułoży...
W październiku pierwszy raz po 10 latach pojechaliśmy na tydzień nad morze, bez dzieci. Teście i rodzina zaangażowała sie w opiekę nad dzieci bylebyśmy to skleili do kupy i uratowali rodzinę...
W grudniu nie wrócił na 4 dni do domu...Potem poszło jak lawina ...okazało sie ze przez ten cały czas dalej szukał nowych znajomości na Internecie...a 2 dni po przyjeździe z nad morza zamiast w sobotę do pracy jeździł do nowej kobiety. Poznał kolejną babkę z dzieckiem. Trafił na dziewczynę po rozwodzie, która nie wskoczyła mu od razu do łózka ponieważ mąż postąpił z nia tak jak on ze mną wiec była ostrożna...
Wściekły na siebie ze mu nie wyszło wrócił do domu...Święta były istnym piekłem dla mnie ... ja cierpiaca, z pęknietym sercem...on nieszczeliwie zakochany...ale nie chciałam niszczyc swiat dzieciom, które sa głupie za nim.Z trudem po raz drugi zaczelismy to odbudowywac, bo w sumie to nie doszło do fizycznej zdrady... ( miałam okazje rozmawiać z dziewczyna, która miała zal do niego wiec wiedziałam ze to prawda...)
W sumie to nie wiem na co liczyłam ...
Teraz jest kolejna kobieta... o której dowiedziałam sie własnie od tej drugiej kochanki, jak po raz kolejny nie wrócił przez weekend na noc, tłumaczac sie ze walczy o nia... Kłamstwa gonią kłamstwa...i wszystko wychodzina jaw...
Sedno sprawy... Najpierw prosił ze chce żebym pozwoliła mu sie wyprowadzić i dać wolna reke, ze chce spróbować jak to jest z inna kobieta ... jak mu nie wyjdzie to chce wrócić....nie zgodziłam sie .... Postawiłąm warunek albo sie rozstajemy i próbouj sobie z kim chcesz i ile chcesz ( mimo iż dalej go kocham ) albo kończysz te szaleństwa i zaczynamy wszystko od nowa...Teraz jak w ubiegłą niedziele spakowałam mu rzeczy po tym jak wyszło ze jest kolejna kobieta a spedziałam kolejna noc przy telefonie czekajac ....to sie rozpakował i powiedział ze sie nie wyniesie bo to On spłaca kredyt i czynsz i bedzie tu mieszkał...bo jak sie okazło znów mu nie wyszło...z kolejna babka...bo je okłamuje ze jest kawalerem - jak sie okazuje ze jest żonaty i ma dwójkę dzieci każda go olewa....
To jest jakis koszmar...
Nie potrafie tego zrozumieć, czego ten człowiek chce...Do czego dąży, czego mu brakuje.
Miec 4 pokojowe mieszkanie wyremontowane w wysokim standardzie, kobietę samodzielna i niezależna, która zawiezie go bez problemu nawet na drugi koniec Polski, jesli trzeba, bo kocham siedzieć za kierownica i 600km za kółkiem to nie problem...Nigdy nie robiłammu problemów jak chciał wypić w towarzystwie kieliszek....dobrze zarabiam i pomagam mu cisnąć ten piepszony "wóżek"...Lubie sie elegancko ubrać wiec nigdy nie musiał sie wstydzić ze ze sie niestosowanie ubrałam, bo i nieraz wychodząc wspólnie ogladali sie za mna dojrzali faceci koło 40 tki...to wtedy jeszcze mąż żartował ..." kreci mnie to, ze ogladaja sie za Toba a Ty jestes moja i wiem ze jestes tylko moja..." ale nigdy nie zwracałam na to uwagi...Bo był On. Nie jestem super modelka - szupła szprycha...bo urodziłam dwoje dzieci i brzuch nadaja sie do plastyki...ale zawsze twierdził ze nigdy mu to nie przeszkadzało....przez ostatnie dwa lata spadło mi 20kg i waze 65 kg wiec otyła tez nie jestem.Lubie seks i nie problem dla mnie kupić seksowny gorsert czy pończochy.... Kurde powiedzcie mi o co chodzi...Miec wszystko i zostawic to w cholere i polecieć do innej baby z która nawet nie wie czy mu wyjdzie.... Nie wiem, na co ten IDIOTA liczy ... One pewnie na kase...ale On jej nie ma...jak opłaci kredyt i czysz jest bez grosza....Panowie powiedzcie mi co Wy o tym myślicie...
Starsznie go kocham mimo tej krzywdy jaka mi wyrzadził, tęsknie....mam zal ale tez wiem ze nie chce tak życ... bo wiem ze stane sie zgorzkniała i strace najplepsze lata... kazdy mi mówi ze mam go olac i poszukać nowej miłości, otworzyc sie na ludzi...a ja boje sie ze nie bede umiała...
staram sie juz nie płakać zeby oszedzić dzieci...
Czy On zrozumie coś ...