9 stycznia stracilem osobe mojego calego zycia o pieknym imieniu i dlugich slicznych blond wlosach. Bylismy ze soba ponad 4 lata, obiecywalismy sobie milosc do konca naszych pieknych dni.
Zaczelo sie od pieknych, wspanialych upalnych dni. Ja jako niewiedzacy nic chlopaczek z dwoma innymi kolegami bylem w tajemniczym miejscu w ktorym poznalem piekna niewiaste, ktora odrazu wpadla mi w oko. Ale bylem z kolegami, grajacy pilkarz, chodzacy na mecze i nie zainteresowany dziewczynami, w ogole sie nie starał bo po co miec dziewczyne, jesli nie wiadomo co by sie z nia zrobilo, no co taki maly szczyl z piekna blondynka by zrobil.
Piekna dziewczyna miała niedawno zapoznanego chlopaczka i siedziala z nim na lawce i spogladala tak ukratkiem na mnie. Po kilku dniach ta o to dziewczyna przychodzila bez chlopaka, i ja nie wiedzac ze sie zakochala, poprostu zlewalem ja. Pewnego dnia podchodzila czesciej i rozmawiala z nami, do mnie koledzy mowili "Patryk ta dziewczyna sie zakochala". " Moje odpowiedzi byly takie zwiedle, nie no co wy chlopaki gadacie ".
Pewnego dnia przyszedlem grac z kolegami dalej w piłke, przywitalismy sie z piekna blondyną, pogralismy nawet w piłke, pod koniec sie pozegnalismy a ona mnie spytala o numer gg, ja do slicznej istoty powiedzialem ze nie zyje taka technologia (oczywiscie sie wstydzilem). No coz poszedlem do domu, przemyslalem sobie wszystko i powiedzialem ze warto miec kogos, kogo mozna wspierac, szanowac i sie wyzalic.
Odwaga poplacila podalem jej numer, pisalismy o roznych tematach bylo ich bardzo duzo, potrafilem wypisac z piekna osoba pakiety sms'ow w jedna slodka noc. Ona byla smiala osoba, znala zycie. Ja nie smialy chlopak, balem sie o reke spytac. Nie mialem zadnej dziewczyny wczesniej, nie wiedzialem jak sie zachowac w takiej sytuacji. Zapytalem wiec o reke przez telefon, to byl szczyt glupoty (teraz zdaje sobie sprawe tego), ale ta osoba mnie tak pokochala ze nie przejela sie tym, zgodzila sie!
No to tak piekna niewiasta spytana o reke, co dalej?" hm Pilka, koledzy ? " alez ja glupi, no nic gralo sie ze soba prawie nic nie mowilo, a w nocy kazdy temat rozwijalo oczywiscie przez telefon, bo odwaga w oczy to ciezka sprawa.
Kilka tygodni gralismy w ta pilke, dawala mi szanse myslala ze ja nasune pierwsze kroki. Ale cos peklo, nie wytrzymala i napisala mi " Kiedy Ty mnie wkoncu pocalujesz ?". Ja juz sobie mowie koniec swiata nie dam rady, jak ja to zrobie? Nigdy tego nie robilem, przez kilka dni nie odzywalem sie, nie dawalem znaku zycia do pieknej osoby mimo ze dzwonila, pisala, walczyla o mnie.
No nic zebralem sie, nie podawalem, myslalem jak ja to zrobie? trudno dam rade przeciez czuje cos do tej osoby. Poszedlem, odwazylem sie, ledwo co juz ja widzialem z daleka to myslalem sobie cofam sie do domu, nie dam rady, takie motyle w brzuchu ze szok. Ale nie " Bóg cos podpowiedzial, zostan uda sie?.
Podszedlem musnelem jej piekne usta ledwo co, ale to bylo takie piekne i nie zapominane. Poszlismy, usiedlismy, pogralismy, potem do domu, pisanie cala noc i tak przez kilka dni,tygodni, miesiacy. Milosc nam kazala walczyc z dnia na dzien, zdobywac sie co dnia tak wspaniale ze te chwile sa niezapominane.
Zaczelismy popijac z naszymi wspolnymi kumplami, kolezankami alkohol, zaczelismy od malych ilosci i zdobywalismy sie nawzajem, byly glebsze pocalunki, przytulanie sie takie cudowne, czule. Juz to bylo z dnia na dzien, piekne pocalunki, czule przytulanie. Zaczelismy popijac coraz wieksze ilosci alkoholu, pierwsze papierosy do piwa. Ale bylo dobrze, bylismy mlodzi, niczym sie nie przejmowalismy, jedynie jak przyjdziemy do domu czy mama lub tata wyczuje.
Pewnego dnia piekna dziewczyna z dnia na dzien coraz starsza, zapoznala moich rodzicow oraz rodzenstwo, jakos dziwnie bylo mi ich razem zapoznac, ale rodzina pokochala ta niewiaste tak szybko jak ja.
Wszystcy bylismy piekna rodzina, wspaniala cudowna, kochajaca sie nawzajem.
Przychodzilem do mojego Skarba codziennie, nie moglem sie doczekac az ja zobacze, na jej widok serce tak mocno walilo ze umieralem z milosci.
Koledzy wyjechali. Zostalem ja, piekna dziewczyna oraz jeden starszy kolega.
Przychodzilem, gadalismy, smialismy sie, kochalismy sie.
Pewnego dnia piekna niewiasta mnie oklamala, nie bylo to nic powaznego, ale jesli jest sie w zwiazku to mowi sie tylko prawde. Tego dnia sie chyba pierwszy raz poklucilismy, ale stwierdzilem stalo sie, nie wracamy do tego, a po za tym krzywdy mi nie zrobila.
Mowila mi zawsze pojdziesz do innej szkoly juz mnie nie bedziesz kochal, znajdziesz sobie inna, ladniejsza. Ja zawsze mowilem Skarbie przeciez ja mam Ciebie, Ty jestes juz moja i nikt inny tego nie zmieni.
Wrocilo wszystko do normy, bylo cudownie, juz chcielismy dla siebie troszke spokoju oraz prywatnosci. Niestety kolega nie pozwalal nam na to dzwonil, pisal, wytlumaczylismy mu jak jest, zrozumial, przyjal to na klate.
No ale pewnego dnia juz zostalismy sami ( nie wiem czy to sie mojej niewiascie spodobalo, ale mysle ze jesli tak Bog chcial to chcial). Dobry kolega, z ktorym sie zadawalem sporo czasu, podczas letniej malej piwkowej imprezy wpadl w jakis szal i niestety nogi mu sie powinnely.
Mielismy juz czas tylko dla siebie, spedzalismy go przeroznie, najzabawniej, najbardziej usmiechnietej osoby nie widzialem, kochala mnie nad zycie tak ja ja. Bylo poprostu wspaniale, kolorowo jednym slowem.
Pewnego dnia zaprosilem ja na noc, zawsze mowilem ze bedzie dobrze, zawsze wspieralem, zawsze kochalem.
Przez jakiekolwiek sytulacje przechodzilismy wspolnie, nie klocilismy sie, a jesli to zrobilismy to byly odrazu stwierdzane fakty "po co?" przeciez kochamy siebie, nie ma sensu przeprowadzac jakichkolwiek zgrzytow.
Od pewnego czasu cos w nas pekalo, nie bylismy tymi osobami, strasznie sie zmienilismy, klocilismy, potem bylo chwilowo dobrze a na nastepny dzien to samo. Najgorzej ze uswiadomilem sobie dlaczego, poprostu myslalem ze juz jest wszystko dobrze ze tyle przezylismy to przezyjemy do konca zycia. Ale wcale tak nie jest, i tyczy to sie kazdego, Kobieta cale zycie chce byc zdobywana na nowo, i kochana co dzien tak samo.
Trzeba je wspierac, zdobywac, kochac, pielengnowac, a przedewszystkim szanowac!
Ja osoba ktora zaniedbala zwiazek z powodow wszelakich, typowych dziecinych, sobie myslal siedzial jak glupi pajac przed komputerem a Kobieta obok... Nie szanowal jej, nie sluchal...
Tlumaczyl sie ze ma problemy zdrowotne, ale nawet jesli je masz za przeproszeniem zacisnij zeby i pierdol je w sam srodek dupy! Bo przez problemy stracisz kobiete, a ona Ci by pomogla z wszystkim.
Wiec tyczy sie to kazdego malego i duzego nie zlewaj Kobiety jak powietrze, bo jak ona Cie zleje to nie wybaczysz sobie tego do konca zycia.
Nie jestem z moim " Aniołem" juz prawie miesiac, z dnia na dzien walczylem o nia, pewnego dnia powiedziala mi ze nic nie czuje do mnie, stwierdzilem ze chyba juz sie podam i tez tak zrobilem... I szczerze jako prawie juz facet z wszystkimi problemami dawalem sobie rade, mogli mnie kopac, ranic, ciac ale to przeszlo samego mnie i nie ma dnia bez lzy, codziennie tylko mysl o pieknej niewiascie o blond wlosach.
Mysli czlowiek i mysli dlaczego tak sie stalo, dlaczego ten kto myslal o wspolnej przyszlosci, o wspanialych dzieciach tak siebie rani. Ale prawda jest taka ze nie okazywalem tego co kiedys do tej kochanej Kobiety i tak sie stac musialo. Zaluje swoich bledow, odalbym wszystko zeby moc czas cofnac, utulic, pocalowac ta piekna jedyna blondyne.
Ale nikt tego nie zmieni, kazdy proboje pomoc ale czestuja Cie czystymi farmazonami typowymi dla dziecka " Znajdziesz sobie jeszcze taka kobiete ze... " - wiem ze juz takiej kobiety nie ma to nie sa te czasy zeby znalezc zaradna kobiete, ktora sie o Ciebie starala, a po za tym samoocena spada odrazu do calego 0 " albo jeszcze nizej. " Bedzie dobrze - to jest slyna powiesc, jesli ktos wie ze nie bedzie dobrze to nie bedzie".
Czesto ma czlowiek juz wlasne " CZARNE MYSLI " - kazdy mowi a ty glupi jestes chcesz zrobic sobie krzywde, oni tak gadaja, ale niestety Twoimi myslali nie zyja, a bys dal im je na chwile to by juz dawno ich nie bylo, niestety taka prawda.
Z dnia na dzien zyje smiercia, ale proboje o niej zapomniec, zajmuje sie czyms, wieczorami nie chce wychodzic z domu, bo moj mozg za duzo o tym mysli... Najgorsze i najsmutniejsze jest to ze swoja smiercia stworzysz problem innym, ale Ci inni rownie dobrze nie chcieli by zyc tak jak Ty. Mowia do Ciebie " Odwaga jest zyc" - ale co to za jebana odwaga, sie meczyc i wiedziec ze juz straciles osobe swojego zycia...
Kochalem ta osobe cale zycie, spierdolilem jej 1/4 zycia, ale nie bedzie juz innej osoby w moim zyciu ktora pokocham... Piekna blondyna byla, jest i bedzie najukochansza osoba w calym zyciu, napisalbym w niebie ale tam nie wiem jak jest.
Dlatego Szanujmy i kochajmy nasze drugie polowki! Bez nich jestesmy niczym!
Historia mojego zycia, nic nie naprawilem, nic nie moglem zrobic, juz nie jestem z nia 3 miesiace, a nadal jest wszystko czarne...
Przeczytajcie te historie, nigdy w zyciu nie jest prosto, ale jesli bedziesz sie staral to bedzie.