Witam. Jestem tu nowy. Mam pewien problem i nie wiem co dalej począć.
Moją obecną żonę poznałem 5 lat temu. Jesteśmy 1,5 roku po ślubie, mamy 6 miesięczne dziecko. Wydawało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jakoś dwa tygodnie temu moja żona powiedziała mi, że ją coś gryzie i musi mi to w końcu powiedzieć. Na początku naszej znajomości (około 2-3 miesięcy po poznaniu) poszła do łóżka ze swoim dawnym chłopakiem (zerwali jakieś 2 lata przed naszym poznaniem), z którym po zerwaniu co jakiś czas spotykała się na seks. Spotykali się tak podobno w okresach jak byli singlami ? tak mi kiedyś o tym mówiła.
Poczułem się strasznie. Z tego co pamiętam starałem się wtedy o nią bardzo, spotykaliśmy się niemal codziennie, pomagałem jej w różnych sprawach uczelnianych. Nie wiem dlaczego to zrobiła. Powiedziała mi, że była młoda i głupia (23lata). Nie wiem też dlaczego czekała na przyznanie się tak długo, może bała się, że od niej odejdę i wymyśliła sobie że jak będzie dziecko to będzie łatwiej.
Nie wiem co o tym myśleć, ciągle zaprząta mi to głowę. Są momenty, że jest ok i nie myślę o tym, a czasami te myśli wracają.
Czy kiedykolwiek przestanie mnie to dręczyć? Co wy byście zrobili w takiej sytuacji?
To było na początku, jeszcze nie była pewna że będzie z Tobą. Powinieneś po poważnej rozmowie przebaczyć i przejść nad tym do porządku dziennego.
Nie można być zazdrosnym o przeszłość, choć o to nie tak łatwo. Porozmawiajcie, na spokojnie, jak na dorosłych przystało. Jeśli dla Twojej Żony, tamta sytuacja nie ma żadnego już znaczenia, daj spokój. Nie warto marnować cudownych chwil na rozdrapywanie przeszłości.
4 2015-03-04 16:00:24 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-04 16:01:26)
Brawo za szczerość Twojej żony, bo niektórzy woleliby trzymać to w tajemnicy.
Nie do końca wiem dlaczego TERAZ to Ciebie, aż tak gnębi. Przespali się ze Sobą jak się o Nią co dopiero starałeś. Nie byliście w związku, a Ona mogła do Ciebie czuć tylko koleżeństwo/słabe uczucia i nie była pewna czy jesteś tym jedynym i podchodziła z pewnym dystansem do tej znajomości. Natomiast Ty starałeś się, czyli wybrałeś Ją spośród wielu i dlatego od samego początku oczekiwałeś czegoś więcej od Waszej znajomości.
Nie powinieneś zaprzątać Sobie tym głowy, bo nie ma czym - co innego gdyby powiedziała, że Ciebie zdradziła. Żona musi bardzo mocno szanować Ciebie oraz Twoje uczucia, że ZARYZYKOWAŁA i o tej sytuacji Ci powiedziała. No właśnie czemu nie na początku? A jakbyś wówczas zareagował, jak teraz Ciebie to gnębi?
Ojej. A jak ja pisałem o swoim problemie, to pisałyście inaczej. Że jak na samym początku znajomości z dziewczyną prześpię się ze swoją przyjaciółką i to przed nią zataję, to powinienem się smażyć w piekle, a dziewczyna powinna się dowiedzieć i mnie kopnąć w d***.
A tu? W tym przypadku jak zrobiła to kobieta? Żaden problem! Przecież to było na początku, powinien przejść nad tym do porządku dziennego, to nic, w ogóle, pikuś! HIPOKRYZJA!
Ojej. A jak ja pisałem o swoim problemie, to pisałyście inaczej. Że jak na samym początku znajomości z dziewczyną prześpię się ze swoją przyjaciółką i to przed nią zataję, to powinienem się smażyć w piekle, a dziewczyna powinna się dowiedzieć i mnie kopnąć w d***.
A tu? W tym przypadku jak zrobiła to kobieta? Żaden problem! Przecież to było na początku, powinien przejść nad tym do porządku dziennego, to nic, w ogóle, pikuś! HIPOKRYZJA!
Toż to forum dla kobiet. Czego się spodziewałeś?
Doprawdy Clint ... nie widzisz żadnej różnicy pomiędzy Twoją sytuacją, a sytuacją tutaj opisaną ?
Wow, jestem pod wrażeniem ignorancji i prostackiego wręcz upraszczania.
8 2015-03-04 16:27:05 Ostatnio edytowany przez Clint Jones (2015-03-04 16:29:19)
Jakie to upraszczanie? Co więcej, nie miałem nawet ZAMIARU przespać się z przyjaciółką, gdy staram się o inną. Gdy nawet nie jestem z nią jeszcze w związku. Problemem było/jest to, że w ogóle z nią spałem zanim(!!!) zainteresowałem się inną dziewczyną.
Gdzie tu ignorancja? Ja widzę wielką hipokryzję. Himalaje hipokryzji, aż się wylewają z ekranu.
Kolego luki3, zrobisz co będziesz chciał. Ja bym się mocno zastanowił jakimi pobudkami kierowała się żona, że po tak długim czasie z tym wyskakuje.
P.S. Zrób sobie badania, czy nie masz jakiegoś HIV'a, innego syfilisa dzięki ukochanej żonce.
9 2015-03-04 18:43:29 Ostatnio edytowany przez XCL (2015-03-04 18:46:00)
Jakie to upraszczanie? Co więcej, nie miałem nawet ZAMIARU przespać się z przyjaciółką, gdy staram się o inną. Gdy nawet nie jestem z nią jeszcze w związku. Problemem było/jest to, że w ogóle z nią spałem zanim(!!!) zainteresowałem się inną dziewczyną.
Gdzie tu ignorancja? Ja widzę wielką hipokryzję. Himalaje hipokryzji, aż się wylewają z ekranu.Kolego luki3, zrobisz co będziesz chciał. Ja bym się mocno zastanowił jakimi pobudkami kierowała się żona, że po tak długim czasie z tym wyskakuje.
P.S. Zrób sobie badania, czy nie masz jakiegoś HIV'a, innego syfilisa dzięki ukochanej żonce.
Z tymi badaniami to raczej nie ma co demonizować... Po tylu latach? Już dawno wyszłoby coś, jeśli było... ![]()
Fakt, mozna tu zauważyć - przy odrobinie złej woli - znamiona hipokryzji w opiniach, ale... Ale zważ na to, że prawdopodobnie wypowiadają się ZUPEŁNIE INNE osoby niż w Twoim wątku - stąd ta zauważalna różnica. No chyba, że jest tu ktoś, kto miał zupełnie odmienne zdanie u Ciebie, a inne wyraża tutaj - wówczas mamy juz do czynienia z takim zjawiskiem.
Sytuacja mimo wszystko niekomfortowa, bo świadcząca trochę o specyficznym podejściu do rodzącej sie znajomości i samego Autora. Zazwyczaj początki znajomości to "achy i echy", a to całkowicie winno blokować jakiekolwiek kontakty (te ...bliższe) z inna osobą. Zaangażowanie, zauroczenie - to coś, czym wówczas sie żyje. I tylko osoba wyrachowana (?), podchodząca na zimno do związku (?) jest zdolna budować związek z kimś nowym, a jednocześnie dup...ć się na boku z kimś innym. Tak to ja postrzegam i sam z czymś porównywalnym sie już spotkałem w swoim ponad czterdziestoletnim życiu. I za kazdym razem wywoływało to we mnie zwykłe ...obrzydzenie. I rzucało ostre światło na taki związek... Nie musze tu chyba wspominać, ze świadomość takiego traktowania mojej osoby na samym początku powodowała, że związek miał tylko już ten "sam początek" - kontynuacji już nie było.
Tutaj, w sytuacji Autora jest trudniej, bo stanowią małżeństwo, rodzinę - wszak jest dziecko. Myslę, że z uwagi na powyższe wypada potraktować to inaczej - rozumniej, bez emocji... To trudne i doskonale rozumiem Autora. Zastanawiające jest to, dlaczego teraz, po takim czasie, po podjęciu tak ważnych życiowych decyzji (ślub, dziecko) małzonka zdecydowała się na takie wyznanie. Jedyną radą, jakiej moge tu Autorowi udzielić, jest szczera i spokojna rozmowa z prośbą o wyjasnienie pobudek takiej ...zwalającej z nóg informacji. Być może przez ten cały wspólny czas miała wyrzuty sumienia i żal w niej narastał. To mozliwe. Myślę, że taka rozmowa dałaby Ci, Autorze, podstawy do uporania się tym i przejścia z taką świadomością do porządku dziennego. Pamiętaj, nawet dobrzy i wspaniali ludzie czasem potrafią pobłądzić...
Wiadomo, że to było na początku kiedy nie była pewna swoich uczuć itp, ale swoją drogą co myślała biorąc z Tobą ślub? Z takim "nieczystym sumieniem" wchodzić w nowy etap swojego życia? Nie wiem....nie potrafiłabym tak.
Współczuję ci, nie ma tu dobrej rady bo sprawy zaszły bardzo daleko. Teraz musisz podejmować decyzję myśląc o dziecku. Moim zdaniem mądrze napisał XCL. A co do Clinta - ja się wypowiadałam w Twoim wątku. I teraz widzisz dlaczego tak dużo osób stawiało na szczerość. Jak to potem boli i co potem czuje partner. Ogólnie piszę nie szczegółowo oczywiście.
12 2015-03-04 20:29:36 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-04 20:40:14)
Ojej. A jak ja pisałem o swoim problemie, to pisałyście inaczej. Że jak na samym początku znajomości z dziewczyną prześpię się ze swoją przyjaciółką i to przed nią zataję, to powinienem się smażyć w piekle, a dziewczyna powinna się dowiedzieć i mnie kopnąć w d***.
A tu? W tym przypadku jak zrobiła to kobieta? Żaden problem! Przecież to było na początku, powinien przejść nad tym do porządku dziennego, to nic, w ogóle, pikuś! HIPOKRYZJA!
Żadna hipokryzja!
Ty po prostu nie potrafisz wejść w trochę inną rolę. Co innego, gdy "upatrzy się" kogoś (podoba nam się), a i tak będziemy chcieli spać z kimś do momentu czy wyjdzie nam z tą upatrzoną osoba. Czyli korzystamy Sobie z życia pomimo, iż jakaś kobieta/mężczyzna nam się podoba i wiemy, że chcemy z nim stworzyć intymną/poważną relację. To jest chamstwo.
A co innego gdy do kogoś (chłopaka/dziewczyny) "zarywa" płeć przeciwna i ten ktoś nie wie czy w ogóle On/Ona nam się podoba. No niby fajny/fajna, ale czy to właśnie to? Partner do związku? Wtedy osobę podrywającą nie traktujemy jako nasz wybór. Czyż nie tak? Nie na wszystkich chemia działa od razu lub doznają "pierwszej miłości".
Nie wiem JAKIM CUDEM NIE POTRAFISZ TEGO ROZDZIELIĆ
!
Podsumowuję, abyś i Ty to zrozumiał. Gdy Ty kogoś podrywasz to oznacza, że ta osoba musi się Tobie na 100% podobać (no chyba, że z jakiś powodów ktoś podrywa osobę z którą nie chcesz być, ale to już tego kogoś problem).
Gdy ktoś jest podrywany przez Ciebie to ten ktoś nie od razu musi wiedzieć, że Ty jesteś idealnym kandydatem na chłopaka/partnera itp. Nie każdego uderza grom z jasnego nieba i czuje miłość od pierwszego wejrzenia! Więc nie traktuje Ciebie poniekąd jako pewnego kandydata tylko co dopiero ocenia czy prosperujesz na partnera, a to przychodzi z czasem (od paru dni do nawet kilku miesięcy).
Fakt, mozna tu zauważyć - przy odrobinie złej woli - znamiona hipokryzji w opiniach, ale... Ale zważ na to, że prawdopodobnie wypowiadają się ZUPEŁNIE INNE osoby niż w Twoim wątku - stąd ta zauważalna różnica. No chyba, że jest tu ktoś, kto miał zupełnie odmienne zdanie u Ciebie, a inne wyraża tutaj - wówczas mamy juz do czynienia z takim zjawiskiem.
Zważ na to, że historia Clint Jones i Autora się różni. No przynajmniej ja widzę tą różnicę, bo o JEJ WZGLĘDY ZABIEGAŁ MĄŻ ONA nie wiedziała czy chce z Nim być, a u Clint Jones było WRĘCZ ODWROTNIE
On mając upatrzoną dziewczynę nadal chciał seks przyjaciółki i w razie miał z tej przyjaciółki zrezygnować GDYBY ułożyło Mu się z ową dziewczyną.
Gdyby żona Autora zabiegała o Jego względy i korzystała Sobie z "wdzięków" byłego to bym podobnie pisała jak u Clint Jones].
Byłam w obu rolach jako podrywana/podrywająca to WIEM
. Potrafię odróżnić podejście w obu rolach zarówno osoby podrywanej, jak i podrywającej. Widzę, że niektórych panów nigdy nikt nie podrywał i tu rodzi się problem, bo NIE UMIECIE/NIE POTRAFICIE wejść w skórę tej drugiej strony.
Witam. Jestem tu nowy. Mam pewien problem i nie wiem co dalej począć.
Moją obecną żonę poznałem 5 lat temu. Jesteśmy 1,5 roku po ślubie, mamy 6 miesięczne dziecko. Wydawało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jakoś dwa tygodnie temu moja żona powiedziała mi, że ją coś gryzie i musi mi to w końcu powiedzieć. Na początku naszej znajomości (około 2-3 miesięcy po poznaniu) poszła do łóżka ze swoim dawnym chłopakiem (zerwali jakieś 2 lata przed naszym poznaniem), z którym po zerwaniu co jakiś czas spotykała się na seks. Spotykali się tak podobno w okresach jak byli singlami ? tak mi kiedyś o tym mówiła.
Poczułem się strasznie. Z tego co pamiętam starałem się wtedy o nią bardzo, spotykaliśmy się niemal codziennie, pomagałem jej w różnych sprawach uczelnianych. Nie wiem dlaczego to zrobiła. Powiedziała mi, że była młoda i głupia (23lata). Nie wiem też dlaczego czekała na przyznanie się tak długo, może bała się, że od niej odejdę i wymyśliła sobie że jak będzie dziecko to będzie łatwiej.
Nie wiem co o tym myśleć, ciągle zaprząta mi to głowę. Są momenty, że jest ok i nie myślę o tym, a czasami te myśli wracają.
Czy kiedykolwiek przestanie mnie to dręczyć? Co wy byście zrobili w takiej sytuacji?
No nie wiem, ja bym się wqrwił, zrobił "jesień średniowiecza" potem dałbym spokój - oczywiście jeśli w tym okresie nie nazywało się że ze sobą chodzicie, jesteście w związku, ona nie deklarowała wyłączności uczuć itp.
Wydaje mi się, że kluczowym momentem powinna być chwila, w której żona autora zdecydowała się z nim być. Wcześniej - no cóż, to, że ktoś za nami lata nie zobowiązuje nas do wierności wobec tego kogoś...
Ojej. A jak ja pisałem o swoim problemie, to pisałyście inaczej. Że jak na samym początku znajomości z dziewczyną prześpię się ze swoją przyjaciółką i to przed nią zataję, to powinienem się smażyć w piekle, a dziewczyna powinna się dowiedzieć i mnie kopnąć w d***.
A tu? W tym przypadku jak zrobiła to kobieta? Żaden problem! Przecież to było na początku, powinien przejść nad tym do porządku dziennego, to nic, w ogóle, pikuś! HIPOKRYZJA!
U ciebie był inny problem, nawet nie potrafię go nazwać. Przyjaciółkę traktowaliście jak pogotowie seksualne. Z braku laku dobry kit bo był pod ręką. I nie dziw się że tamten Twój post nie ma nic wspólnego z tym postem. Ty to robiłeś po zwierzęcemu.
16 2015-03-05 09:06:10 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-03-05 09:09:37)
A ja bym żadnych braw za szczerość nie biła. Albo chce się być szczerym i przyznaje do takich rzeczy od razu albo się je przemilcza. A mówienie o tym po długim czasie ni z gruszki ni z pietruszki świadczy tylko o egoizmie. Przecież ona nie wyznała prawdy dlatego, żeby być fair, tylko sumienie ją gryzło i chciała lepiej się poczuć po zrzuceniu z siebie tego ciężaru. No sorry, ale co na celu ma taka szczerość po latach? Jeśli przez następne lata była wierna, to bez sensu wracać do takiego tematu. Gdybym ja coś takiego usłyszała, to bardziej byłabym zła o to, że mój partner jest niekonsekwentnym głupcem, bo po kilku latach, gdy już mamy rodzinę odezwały mu się wyrzuty sumienia.
Nie wiem z czego taka afera?:) to było przed ślubem, nie slubowała ci wtedy miłosci wiernosci. 2-3 miesiace znajomosci? to nawet nie związek. Nie moge pojąć dlaczego chodząc za rączkę trzeba udawać sformalizowane małżenstwo. Oczywiscie uznaje jakąś tam lojalnośc ale nawet po slubie nie ma się pewnosci czy to związek na wieczność?
Sytuacja mimo wszystko niekomfortowa, bo świadcząca trochę o specyficznym podejściu do rodzącej sie znajomości i samego Autora. Zazwyczaj początki znajomości to "achy i echy", a to całkowicie winno blokować jakiekolwiek kontakty (te ...bliższe) z inna osobą. Zaangażowanie, zauroczenie - to coś, czym wówczas sie żyje. I tylko osoba wyrachowana (?), podchodząca na zimno do związku (?) jest zdolna budować związek z kimś nowym, a jednocześnie dup...ć się na boku z kimś innym. Tak to ja postrzegam i sam z czymś porównywalnym sie już spotkałem w swoim ponad czterdziestoletnim życiu. I za kazdym razem wywoływało to we mnie zwykłe ...obrzydzenie. I rzucało ostre światło na taki związek... Nie musze tu chyba wspominać, ze świadomość takiego traktowania mojej osoby na samym początku powodowała, że związek miał tylko już ten "sam początek" - kontynuacji już nie było.
Właśnie w tym rzecz. Myślałem, że jak ktoś się stara i w sumie wyglądało na to że ona to odwzajemnia to się takich rzeczy nie robi. Jak mi o tym powiedziała poczułem się trochę jak frajer. Za kogo ona mnie wtedy uważała? Praktycznie dzień w dzień się widzieliśmy, a ona jak gdyby nigdy nic mogła do niego zadzwonić i umówić się na co nieco. Nie zrozumiem tego, miała aż takie potrzeby, że musiała?
Tutaj, w sytuacji Autora jest trudniej, bo stanowią małżeństwo, rodzinę - wszak jest dziecko. Myslę, że z uwagi na powyższe wypada potraktować to inaczej - rozumniej, bez emocji... To trudne i doskonale rozumiem Autora. Zastanawiające jest to, dlaczego teraz, po takim czasie, po podjęciu tak ważnych życiowych decyzji (ślub, dziecko) małzonka zdecydowała się na takie wyznanie. Jedyną radą, jakiej moge tu Autorowi udzielić, jest szczera i spokojna rozmowa z prośbą o wyjasnienie pobudek takiej ...zwalającej z nóg informacji. Być może przez ten cały wspólny czas miała wyrzuty sumienia i żal w niej narastał. To mozliwe. Myślę, że taka rozmowa dałaby Ci, Autorze, podstawy do uporania się tym i przejścia z taką świadomością do porządku dziennego. Pamiętaj, nawet dobrzy i wspaniali ludzie czasem potrafią pobłądzić...
Pytałem się dlaczego teraz o tym mi powiedziała, czemu nie przed ślubem. Powiedziała że sama nie wie, ostatnio zaczęło ją to męczyć, a wcześniej o tym nie myślała.
Teraz mam w głowie myśli, czy za kolejne 5 lat coś znów jej się nie przypomni i czegoś nowego się nie dowiem. Pytałem jej się o to, powiedziała że nic więcej na sumieniu nie ma. Tylko jak ja mam w to uwierzyć?
Za kogo ona mnie wtedy uważała?
Czyż nie prościej (i lepiej dla związku) analizować za kogo ona Cię uważa TERAZ?
To, za kogo Cię uważała 5 lat temu niewielkie ma znaczenie w teraźniejszości. Głupia ona, głupia - ale dlatego, że powiedziała.
Czyż nie prościej (i lepiej dla związku) analizować za kogo ona Cię uważa TERAZ?
To, za kogo Cię uważała 5 lat temu niewielkie ma znaczenie w teraźniejszości. Głupia ona, głupia - ale dlatego, że powiedziała.
Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Gdybym wiedział na początku, że tak postępuje to raczej bym w to nie brnął dalej. Ja jakoś potrafiłem się zaangażować i być dla niej fer. O niej tego powiedzieć nie można.
21 2015-03-10 17:13:48 Ostatnio edytowany przez vinnga (2015-03-10 17:23:20)
Post poniżej poziomu forum. Mod. Vinnga
XCL napisał/a:Sytuacja mimo wszystko niekomfortowa, bo świadcząca trochę o specyficznym podejściu do rodzącej sie znajomości i samego Autora. Zazwyczaj początki znajomości to "achy i echy", a to całkowicie winno blokować jakiekolwiek kontakty (te ...bliższe) z inna osobą. Zaangażowanie, zauroczenie - to coś, czym wówczas sie żyje. I tylko osoba wyrachowana (?), podchodząca na zimno do związku (?) jest zdolna budować związek z kimś nowym, a jednocześnie dup...ć się na boku z kimś innym. Tak to ja postrzegam i sam z czymś porównywalnym sie już spotkałem w swoim ponad czterdziestoletnim życiu. I za kazdym razem wywoływało to we mnie zwykłe ...obrzydzenie. I rzucało ostre światło na taki związek... Nie musze tu chyba wspominać, ze świadomość takiego traktowania mojej osoby na samym początku powodowała, że związek miał tylko już ten "sam początek" - kontynuacji już nie było.
Właśnie w tym rzecz. Myślałem, że jak ktoś się stara i w sumie wyglądało na to że ona to odwzajemnia to się takich rzeczy nie robi. Jak mi o tym powiedziała poczułem się trochę jak frajer. Za kogo ona mnie wtedy uważała? Praktycznie dzień w dzień się widzieliśmy, a ona jak gdyby nigdy nic mogła do niego zadzwonić i umówić się na co nieco. Nie zrozumiem tego, miała aż takie potrzeby, że musiała?
XCL napisał/a:Tutaj, w sytuacji Autora jest trudniej, bo stanowią małżeństwo, rodzinę - wszak jest dziecko. Myslę, że z uwagi na powyższe wypada potraktować to inaczej - rozumniej, bez emocji... To trudne i doskonale rozumiem Autora. Zastanawiające jest to, dlaczego teraz, po takim czasie, po podjęciu tak ważnych życiowych decyzji (ślub, dziecko) małzonka zdecydowała się na takie wyznanie. Jedyną radą, jakiej moge tu Autorowi udzielić, jest szczera i spokojna rozmowa z prośbą o wyjasnienie pobudek takiej ...zwalającej z nóg informacji. Być może przez ten cały wspólny czas miała wyrzuty sumienia i żal w niej narastał. To mozliwe. Myślę, że taka rozmowa dałaby Ci, Autorze, podstawy do uporania się tym i przejścia z taką świadomością do porządku dziennego. Pamiętaj, nawet dobrzy i wspaniali ludzie czasem potrafią pobłądzić...
Pytałem się dlaczego teraz o tym mi powiedziała, czemu nie przed ślubem. Powiedziała że sama nie wie, ostatnio zaczęło ją to męczyć, a wcześniej o tym nie myślała.
Teraz mam w głowie myśli, czy za kolejne 5 lat coś znów jej się nie przypomni i czegoś nowego się nie dowiem. Pytałem jej się o to, powiedziała że nic więcej na sumieniu nie ma. Tylko jak ja mam w to uwierzyć?
To se palnij w leb, jej, sobie, a najlepiej zniszcz swój związek. W końcu ego musi zostać zaskopojone. Możesz isc na kurwy, możesz zdradzać zone, możesz jej nawet "nakopać". Jednak ja w przeciwieństwie do Ciebie, w tej sytuacji otwierałbym szampana. A wiesz dlaczego? Ponieważ ktoś postanowil budowac związek na szczerości. Niestety druga strona okazala się dupkiem, ale w jakim sensie dupkiem? A takim ze zawsze można zniszczyć cos co jest wartościowego. Bo przecież ego trzeba zaspokoić. Co więcej, trzeba mieć władze nad drugim człowiekiem, w końcu on/ona nam ja swoja szczeroscia daja. Bo przecież tak bardzo chcesz być skrzydzony, ponizony, bo będziesz mogl uzalac się sam nad sobą? Po co się cieszyc z zycia, skoro można je niszczyc?
Witam serdecznie,
Witaj Luki3
No cóż, bardzo Tobie współczuję, bo sytuacja, w jaką zostałeś wpasowany jest nie do pozazdroszczenia
..
Masz za żonę albo kompletną idiotkę, albo wyrachowane babsko, bo sprawa ma drugie dno....
Bo trzeba być kompletną idiotką, aby będąc szczęśliwą mężatką powiedzieć mężowi, że waliła go po rogach, i to lajtowo.
Mówiąc wprost rżnęła się z (byłym?) dla sportu...
Na co liczyła ta gwiazda, wrzucając odbezpieczony granat?
Że nie wybuchnie?
Luki3.
Ja obstawiam jednak drugi wariant..
Powiedziała, bo i tak byś się dowiedziałem.
Wygląda mi to na to, że to dopiero wierzchołek góry lodowej...
Ona powiedziała tylko tyle, ile miałeś się dowiedzieć...
Pamiętaj,
Żadna, ale to żadna kobieta tak sama z siebie nigdy się nie przyzna do zdrady! Idzie zawsze w zaparte, nawet jak ją złapiesz za rękę.
Bo doskonale wie, czym ryzykuje i jak się to dla niej może skończyć.
Tym bardziej, że jest malutkie dziecko
Obciążony zostałeś przez nią straszliwą wiedzą.. Ona uwolniła swoje sumienie.
Ale to na Tobie spoczywa decyzja, co z tym zrobić... .
Ona jej w życiu nie podejmie, choć byłeś przez nią okłamywany
Zaufasz jej po takiej akcji i mając już wiedzę do czego jest zdolna?
Że może się rżnać z facetem, bez żadnych skrupułów będąc w związku...
Luki,
Jesteś pewny, że nie rżnęła się z eksem w trakcie Waszego małżeństwa?
Bo jakoś akurat ja w to za bardzo na Twoim miejscu bym nie wierzył..
I palca bym nie postawił
Jaka jest prawda? No właśnie... Jaka?
Nie wiem czy jesteś gotowy, ale w takiej sytuacji zrobienie testu na ojcostwo aż się prosi..
Ciekaw jestem jej reakcji...
Masz czas na ostateczną decyzję. Teraz..
Kompletnie nie słuchaj co do Ciebie mówi lecz uważnie obserwuj jej zachowanie. Wyczytasz z niego więcej niż ze wszystkich słów, które do Ciebie będzie mówiła
Nie daj się wpakować w pułapkę, jaką zastwiają kobiety w takiej sytuacji, czyli zajebisty seks, jakiego nie miałeś... ..
Kieruj się w tej chwili wyłącznie tym, co podpowiada rozum...
Chcesz się dowiedzieć, o co tak naprawdę kaman?
Weź tydzień, dwa urlopu i zaszyj się z przyjaciółmi (przyjacielem) tak, aby nie miała żadnych szans na kontakt z Tobą...
Nie odbierasz żadnych telefonów od niej w tym czasie..
W domu keyloger na kompie, podsłuch, jej telefon uzbrojony w odpowiedni program,
Niezależnie od tego,czy wyjedziesz,czy też nie-uzbrajaz mieszkanie, komputer i jej telefon...
Rozejrzyj się, czy nie ma drugiej karty sim (np. W szufladzie z bielizną lub w koszu na pranie lub w samochodzie) i albo rzeczywiscie okaże się czysta, albo coś jednak jest na rzeczy.
Chowanie teraz głowy w piasek, i przyjęcie za dobrą monetę tego, że się przyznała to tykająca bomba zegarowa, która w porę nierozbrojona wybuchnie.
Tylko nie wiadomo kiedy i o której godzinie.
Luki, oczywiście to jest Twoje źycie i co Ty zrobisz- wybór naleźy do Ciebie.
Wiesz, jeszcze jedno mi się nasunęło.
Masz, miałeś sześć miesięcy od momentu narodzin dziecka na zaprzeczenie ojcostwa....
Nie wiem, czy jest aź tak wyrachowana, ale teraz to juź wszystko jest moźliwe skoro potrafiła Ciebie tyle razy oszukiwać.
Maniek,mój Ty ulubieńcu...
O jakiej budowie i na jakiej szczerości chłopaku tutaj mówisz ?
Od początku wszystko było budowane w oparciu o jej kłamstwa...
Gdyby przyznała się przed ślubem, sytuacja byłaby zupełnie inną..
Luki miałby wybór, prawo do decyzji...
I nie wyzywaj kogoś będącego w takiej sytuacji od dupków, ok?
Bo nie wiesz chyba, jakie piekło zafundowała Lukiemu jego żona...
Byłeś zdradzony?
No właśnie....
Mi to pachnie bardzo brzydko...
I obym się jednak pomylił w ocenie..
Pozdrawiamo
24 2015-03-10 21:32:59 Ostatnio edytowany przez Airuf (2015-03-10 21:34:12)
Łatwo powiedzieć że to było na początku, że trzeba zapomnieć o tym co było. Autor otrzymał wiadomość o tym że żona go zdradziła akurat teraz i odczuwa emocje przez pryzmat obecnego ich związku, w pełni zaangażowanego, przypieczętowanego małżeństwem... Ja na Twoim miejscu do ważnych pytań typu: "czemu teraz akurat to powiedziała?" dodał bym też to: jakie znaczenie ma dla niej to że braliście ślub skoro składała przysięgę wiedząc że Cię zdradziła, zdając sobie sprawę że zrobiła coś złego - i ukrywając to...
Argument - padł w kilku wypowiedziach - że jej zdaniem nie byliście wtedy w związku jest błędny.
Jeżeli tak byłoby w istocie to nie powinny pojawić się wyrzuty sumienia.Skoro ją dręczą to znaczy ,że jej zdaniem była z Tobą w związku.Czyli seks z byłym ona traktuje jak zdradę.Nie jest to jakiś szczególny moment w Waszym życiu.Więc pytanie dlaczego teraz.Nie znam jej ,ale jeżeli jest inteligentna i wrażliwa to zachowała by to dla siebie, oczywiście jak był to wyskok jednorazowy.Więc któryś z tych warunków spełniony nie jest.
After, ty tak na poważnie?
Zgodzę się tu z przedmówczyniami, że dość istotne jest to, czy żona miała poczucie bycia w związku w czasie, kiedy zdecydowała się na seks z ex. Bo i owszem, jeśli padło sakramentalne "a bedziesz ze mno chodzić?" (albo jakikolwiek inny znak, że tak, jesteście parą) to można taką rzecz rozpatrywać jako zdradę, a jeśli nie to jak pisano już wyżej - nie ma naprawdę obowiązku bycia wiernym wobec kogoś, kto się o nas stara a sami nie jesteśmy pewni/przekonani. Wcale nie musiała Cię uważać za frajera a jedynie nie uważać siebie za przynależną Tobie.
Nie demonizowałabym też tego, że akurat teraz to powiedziała. To było na samym początku związku, od tamtej pory zakładam, że była wierna i nie miałeś wątpliwości co do jej prowadzenia się. W takim przypadku nie widzę powodu, dla którego miałoby się to zmienić.
Skoro zona miala, jak twierdzi, wyrzuty sumienia, to znaczy ze uwaza, iz byliscie wtedy w zwiazku.
Zastanow sie na spokojne jak bardzo mozna ufac osobie,ktora przez 5 lat Cie oklamywala.
Drugie pytanie jakie powinienes sobie zadac, dlaczego teraz Ci sie do tego przyznala. Przeciez 5 lat jej to nie gryzlo?
Wg mnie to po prostu glupie, tak sie przyznac do czegos niby nieistotnego po tak wielu latach, przeciez musiala wiedziec ze bedzie to dla Ciebie paskudna wiadomosc.
Czy moze byc cos, co chce ukryc nawet za cene przyznania sie zdrady?
Jesli tak, to tylko cos jeszcze gorszego.
Ja na Twoim miejscu potraktowalbym post Aftera bardzo powaznie.
Zwlaszcza, ze nic nie tracisz jesli sie okaze, ze wszystko jest ok. Wrecz przeciwnie, odzyskasz zaufanie.
Natomiast gdyby okazalo sie jednak nie ok, to mozesz tylko zyskac.
Mogło jej się przypomnieć i uznała, że mąż mógłby chcieć o tym wiedzieć. Stąd nie "z premedytacją kłamała pięć lat" a "postanowiła wyjaśnić coś z kiedyś, żeby być całkiem fair". W końcu nie wiemy dokładnie, co jej w głowie siedziało, bo odpowiedź na te pytania jeszcze nie padła.
Nie rozumiem tego podziwu dla szczerości . Zdrada to zdrada - nie można jej wybaczyć , można udawać ze sie zapomniało ale to gdzieś tam w środku zawsze będzie tkwić
Hipotetycznie tylko.
Może to być nie ukrycie , ale próba wyprzedzenia newsów ,żeby osłabić ich siłę.Miała długotrwały romans z ex.Z jakichś powodów coś poszło nie tak i obawia się ,ze ex podzieli się z Tobą informacjami.Może ex chwilowo nie ma co na ruszt wrzucić i zaproponował powtórkę z rozrywki ,jej brak zgody spowodował groźbę szantażu ze strony ex.
Relatywnie najgorsza jest niepewność.Wyniszcza psychikę.Czy to był nic nie znaczący incydent sprzed kilku lat czy nie to w Twojej sytuacji nie ma znaczenia dopóki nie ustalisz stanu faktycznego.Wydaje mi się ,że rada After jest sensowna.
Uśpienie jej czujności i inwigilacja.Trudno jest nie mając realnego obrazu podjąć adekwatne , trafne decyzje.Zakładając ,że jest tu drugie dno , czyli ona nie ujawniła całej prawdy to od niej niczego się już nie dowiesz.A wybaczać owszem możesz , ale najpierw musisz wiedzieć co wybaczasz.
To jest tylko jedna z możliwości.Inne też wchodzą w grę.