Zacznę od tego, że mam 26 lat i bardzo poplątane życie uczuciowe....
Od prawie 5 lat z niewielkimi przerwami spotykam się z chłopakiem(S.) którego można powiedzieć znałam od zawsze ale jakoś tak wyszło i po prostu zostaliśmy parą. Od jakiś 2 lat mniej więcej od momentu od kiedy zmieniłam pracę i przeprowadziłam się do miasta oddalonego o 40 km zaczęło się psuć. Zaczęły się kłamstwa z jego strony czasem po prostu milczał tydzień albo dwa a ja naiwna jak tylko się odezwał leciałam z wywieszonym językiem bo może jeszcze coś z tego będzie, wiele razy słyszałam z jego ust przykre słowa przy znajomych (według niego to były żarty ale mnie bolały) dalej wierzyłam że będzie jeszcze tak jak kiedyś było. Nie wiem może to ja jestem dziwna, ale jeżeli mieszkam sama zapraszam go do siebie na weekend a ona ma problem przyjechać bo się mu nie chce (ma własny samochód) . Nie raz próbowałam zakończyć to , ale chyba myśl , że zostanę sama mnie jeszcze bardziej dobija. Mniej więcej rok temu poznałam pewnego chłopaka(P.) - wymieniliśmy się numerami i mieliśmy iść na kawę. Po SMS-owaliśmy i wyszło jak wyszło po miesiącu przyszedł z winem było miło po siedzieliśmy pogadaliśmy było kilka pocałunków wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi, że nadeszło moje wybawienie i że dzięki niemu uda mi się rozstać z S. bo będę miała motywację żeby nie tkwić w kłamstwie itp. itd. Tak się jednak nie stało gdyż po prostu zamilkł i mimo moich delikatnych propozycji spotkania widywaliśmy się tylko przypadkowo gdzieś na mieście. Po jakimś miesiącu znów wpadł na lampkę wina tym razem chyba chciał coś więcej ja nie chciałam ponieważ w dalszym ciągu oficjalnie nie zakończyłam mojego poprzedniego związku a chciałam być lojalna. Rok sobie leciał my gdzieś tam od czasu do czasu SMS-owaliśmy czasem przypadkowo się gdzieś spotkaliśmy kilka razy się widywaliśmy ale bardzo luźno typu lampka wina buziak na do widzenia i tyle. Ostatnio jednak chyba w związku z moim noworocznym postanowieniem (zmienię faceta i siebie
) trochę wypiłam stwierdziłam a co mi tam napiszę i ze zwykłego co tam słychać rozmowa zmieniła obrót i padła nieprzyzwoita propozycja ( oczywiście ze strony P.) na którą myśląc raz kozie śmierć przystałam. Przyjechał wzięliśmy wino poszliśmy do sypialni trochę się "pobawiliśmy" (nie było sexu
) dużo też rozmawialiśmy mówił mi jak to marzył o tym żeby tak leżeć ze mną itp. itd. ogólnie rzeczy miłe dla ucha
pytał czy zamierzam na stałe zamieszkać w tym mieście bo jak sam stwierdził wylewny nie jest ale lepiej by było jakbym była niż jakby mnie nie było. No ogólnie rzecz biorąc stwierdziłam super po roku moich starań nareszcie mam czego chciałam będziemy razem więc zaraz na drugi dzień zadzwoniłam do S. i po prostu powiedziałam że nie dam rady tak dłużej i że więcej się nie zobaczymy itp. itd. oczywiście się nie przyznałam co jest powodem (wiem powinnam ale nie umiałam dodam że między nami dalej nie było kolorowo) i wszystko byłoby super gdyby nie fakt, że P. milczy kilka smsów jakaś krótka rozmowa w między czasie uszkodziłam nogę siedzę sama w mieście w którym praktycznie nie mam nikogo oprócz niego, a on na moje sugestie odwiedzin albo nie odpowiada albo zbywa pracą (jest mundurowym pracuje różnie). Na domiar złego S. nagle stał się innym człowiekiem dzwoni pisze miłe smsy czego wcześniej nie robił ( po rozmowie zablokowałam jego numer ale po tym jak zostałam olana przez P. chyba z rozpaczy odblokowałam
). Dodam jeszcze tylko, że zrobiłam wywiad wśród osób które znają P. i nie ma on nikogo ponoć podobam się mu ale jak się wyraził jego znajomy on jest nieśmiały - ja jakoś tego nie zauważyłam. Kompletnie nie wiem co jest grane i dlaczego nagle zrobił zwrot o 180 stopni.
I teraz moje pytanie: Co robić?
Przepraszam za ten haos ale inaczej nie umiem tego opisać.
Z góry dzięki za sugestie
P.S. mistrzem z polaka nigdy nie byłam więc sory za wszelkie błędy