Witam pisze do was ponieważ nie radze sobie .Od 3 lat jesteśmy i mieszkamy razem z chłopakiem. Między nami układało się różnie czasami myślę że to przez zazdrość.Była to miłość od pierwszego wejrzenia na początku było super nic dodać nic ująć.Jednak z czasem zaczęło się wszystko zmieniać . Był taki dzień kiedy miałam dość jego zachowania i popisywania się przed kolegami .Sobota 2012 r wiadomo weekend zrobiliśmy imprezkę w domu ze znajomymi wypiliśmy trochę i chciałam już zakończyć zabawę iść spać jednak on zawsze bawi się do końca zdenerwowałam się wtedy ze wybrał kolegów a nie mnie .Poszłam do pokoju spać nie wiem czemu ale z nerw żeby zasnąć i go nie słyszeć wzięłam silne tabletki i położyłam się. Obudziłam się w szpitalu pod kroplówkami o mały włos się nie zabiłam a chciałam tego .Tłumacze sobie ze Bóg nade mną czuwał .Od tej chwili było rożnie zazwyczaj kłótnie o wszystko i tak aż do dzisiaj.Chciałam odejść jednak nie potrafię.Od niedawna znowu się wszystko miedzy nami zaczęło psuć obwiniam go o zdrady kiedy wiem ze mnie nie zdradził .Ogólnie jestem o niego zazdrosna i to wszystko przez to.Teraz nie pije nie wychodzi z kolegami myślałam że będziemy szczęśliwi a jednak nie.Któregoś dnia oznajmił mi że będzie lepiej jak się rozstaniemy i na tym nasza rozmowa pozostała.Musze się od niego wyprowadzić ale nie chce i nie potrafię .kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego .po nocach płacze i mam dalej myśli samobójcze bo wiem ze jak odejdę to sobie z tym nie poradzę będzie mi go brakowało tych wspólnych spacerów, dowcipów ,uśmiechów.Kiedy zapytałam dlaczego mówi mi to po 3 latach usłyszałam;;''bo mi ciebie szkoda było litowałem się nad tobą '''więc nie rozumiem jednego jak można z kimś być udając że się kocha kiedy tak nie jest .powiedział mi jeszcze że musimy sobie dać czas i zobaczymy co będzie potem ale ja takiej bolesnej rozłąki nie chce .Nie będę go już naciskać i prosić żebyśmy spróbowali od nowa bo sensu w tym już nie widzę tylko co ja mam zrobić nie dam rady odejść za płacze się z bólu .
Witaj. Jak sama widzisz, Wasz związek już nie jest taki czarujący i fascynujący, same toksyny. Rozstania zawsze były i będą ciężkie, ale pomyśl, masz się zadręczać i kłócić na każdym kroku? Wyczekiwać że może się ułoży, Twój chłopak doszedł do wniosku że nic z Waszego związku nie będzie i powziął prawidłową decyzją, jesteś na pewno młodą kobietą i życie przed Tobą a także miłość, której na pewno jeszcze zaznasz, a gorycz po rozstaniu z czasem przeminie, nie popełniaj żadnych głupstw, poszukaj pomocy w śród bliskich by pomogli Ci przejść przez ten czas rozstania i uszy do góry. Pozdrawiam.
Witam pisze do was ponieważ nie radze sobie .Od 3 lat jesteśmy i mieszkamy razem z chłopakiem. Między nami układało się różnie czasami myślę że to przez zazdrość.Była to miłość od pierwszego wejrzenia na początku było super nic dodać nic ująć.Jednak z czasem zaczęło się wszystko zmieniać . Był taki dzień kiedy miałam dość jego zachowania i popisywania się przed kolegami .Sobota 2012 r wiadomo weekend zrobiliśmy imprezkę w domu ze znajomymi wypiliśmy trochę i chciałam już zakończyć zabawę iść spać jednak on zawsze bawi się do końca zdenerwowałam się wtedy ze wybrał kolegów a nie mnie .Poszłam do pokoju spać nie wiem czemu ale z nerw żeby zasnąć i go nie słyszeć wzięłam silne tabletki i położyłam się. Obudziłam się w szpitalu pod kroplówkami o mały włos się nie zabiłam a chciałam tego .Tłumacze sobie ze Bóg nade mną czuwał .Od tej chwili było rożnie zazwyczaj kłótnie o wszystko i tak aż do dzisiaj.Chciałam odejść jednak nie potrafię.Od niedawna znowu się wszystko miedzy nami zaczęło psuć obwiniam go o zdrady kiedy wiem ze mnie nie zdradził .Ogólnie jestem o niego zazdrosna i to wszystko przez to.Teraz nie pije nie wychodzi z kolegami myślałam że będziemy szczęśliwi a jednak nie.Któregoś dnia oznajmił mi że będzie lepiej jak się rozstaniemy i na tym nasza rozmowa pozostała.Musze się od niego wyprowadzić ale nie chce i nie potrafię .kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego .po nocach płacze i mam dalej myśli samobójcze bo wiem ze jak odejdę to sobie z tym nie poradzę będzie mi go brakowało tych wspólnych spacerów, dowcipów ,uśmiechów.Kiedy zapytałam dlaczego mówi mi to po 3 latach usłyszałam;;''bo mi ciebie szkoda było litowałem się nad tobą '''więc nie rozumiem jednego jak można z kimś być udając że się kocha kiedy tak nie jest .powiedział mi jeszcze że musimy sobie dać czas i zobaczymy co będzie potem ale ja takiej bolesnej rozłąki nie chce .Nie będę go już naciskać i prosić żebyśmy spróbowali od nowa bo sensu w tym już nie widzę tylko co ja mam zrobić nie dam rady odejść za płacze się z bólu .
Chciałaś popełnić samobójstwo, bo on imprezował z kolegami w waszym mieszkaniu ? Nie chodzil po klubach tylko był obok ze znajomymi ?
Acha
Tak wiem masz racje ze powinnam sie z tym pogodzić ale ja nie potrafię ja go za bardzo kocham on jest dla mnie wszystkim nie dam rady ..... Czy jest może jakieś inne rozwiazanie
Też myślałam, że nie potrafię odejść a potrafiłam:) Wszystko zaszło tak daleko, że to było jedyne wyjście. Od rozstania minęły 2 miesiące a ja w końcu zaczynam być szczęśliwa. Nie martwię się ciągle, nie płaczę w kółko, nie zadręczam się. Mam spokojny sen, normalnie jem, depresji brak, a jak pakowałam moje rzeczy myślałam, że nie przeżyję następnego dnia bez niego. Czasami rozstanie to jedyne wyjście. Wyobraź sobie czy chcesz żeby z Tobą był z litości? To się prędzej czy później i tak rozpadnie. Im szybciej to zakończysz tym szybciej staniesz na nogi uwierz mi. Człowiek ma w sobie więcej siły niż nam się wydaje i uwierz mi dasz sobie radę. Będzie na początku ciężko, ale to jest do przeżycia!:) Nawet nie wiesz, którego dnia zaświeci promyk nadziei na lepsze jutro:)
Dasz radę. Odczekaj kilka tygodni a później będzie czas na wnioski...
To co opisalas nie brzmi dobrze. Z takim podejściem, nie ulozysz sobie z nikim życia.
Pisz tu jak się czujesz. Ile masz lat?
Mam 25 lat czuje sie okropnie cały czas płacze i myśle tylko o tym ze może sie do mnie odezwie napisze coś wiem ze to tylko głupie złudzenie , co ma pani na myśli mówiąc ze z takim podejściem nie ułożę sobie życia
Jesteśmy w tym samym wieku:) Tak początki wyglądają, ale to przechodzi. Trzeba każdy etap rozstania przeżyć, nie da się tego przeskoczyć. Trochę się tylko pogubiłam- rozstaliście się czy dalej jesteście razem?
Rozstaliśmy sie
Ja byłam o niego chorobliwie zazdrosna o wszystko miałam problem bo jak to ja twierdziłam miałam powody
Też myślałam, że nie przyżyję ani jednego dnia dłużej. Wyprowadzałam się ze łzami w oczach, jak wróciłam do własnego domu to nie nie mogłam sobie miejsca znaleźć, wszystko było obce. Ale.. minęło już 21 dni. I jak widać przeżyłam i tak te dni jakoś mijają niepostrzeżenie. Nie, nie jest mi łatwo, wręcz przeciwnie, nadal jest mi cholernie ciężko. Jednak z drugiej strony wiem, że to była dobra decyzja. I póki co tyle wystarczy. Na większe refleksje jeszcze przyjdzie dla Ciebie czas. Na razie musisz przyjąć, że to jedyne dobre rozwiązanie.
Niejednokrotnie zazdrość nie jest bezpodstawna ale partner nam to wmawia... Kobieta ma wyjątkowo dobrą intuicję i skoro bywałaś zazdrosna to miałaś powody, które teraz odsuwasz. Pewnie myślisz sobie co źle zrobiłam, teraz się zmienię, zrobię wszystko żeby to ratować itd. Jedyne co teraz musisz to dać sobie czas żeby z tego wyjść. Masa ludzi na tym forum kochała całym sobą, a jednak do rozstania doszło i każdy sobie jakoś z tym radzi. Na początku jest fatalnie, ale po jakimś czasie na prawdę wszystko się zaczyna układać. I wiem, że rady które ludzie udzielają są teraz na nic, ale one pomagają! Za kilka miesięcy będziesz sobie mówić jak mogłaś tak to przeżywać. Przede wszystkim jesteś odrębną jednostką, która do egzystencji nie potrzebuje drugiego człowieka. Za jakiś czas jak będziesz gotowa poznasz faceta, który bardzo Cię pokocha i nie będzie z Tobą z litości, a to dopiero będzie piękne uczucie:)
Nie wiem czy dam radę to wszystko wytrzymać ja to czuje ze on mnie nadal kocha tylko chwilami miał mnie dość i w nerwach tak mi mówił. Kiedy było wszystko dobrze miedzy nami przytulał mnie nie chce go zostawiać samego ponieważ on w swoim życiu przeszedł bardzo trudny czas i przez to tak sie zachowuje ma problemy z psychika tak mi sie wydaje martwię sie o niego i chce zeby był szczęśliwy zawsze mi mówił ze myślał ze juz nigdy nie pozna kobiety jednak pojawiłam sie ja chciałam dać mu to szczęście aż tu nagle wszystko pękło tylko czemu
Nie moja droga on Cię nie kocha. Inaczej byście byli razem i szczęśliwi. Wasza relacja była toksyczna i Twój były partner podjął trudną i dobrą decyzję. Po rozstaniu zawsze człowiek sobie wmawia, że nie było tak źle póki znowu nie ląduje w tym bagnie. Każdy po rozstaniu szuka powodu i jak to możliwe, że przestał nas kochać z dnia na dzień itd. Ludzie się rozchodzą jak wygasa uczucie przynajmniej jednej ze stron. Trzeba to zaakceptować a nie trwać w stanie zawieszenia i błagać o "kolejną szansę".
A jeśli odejdę i bede żałować ze to wszystko moja wina . Jak wspomniałam wcześniej on ma ciężki okres w życiu może to jednak przez to tak wszystko sie zawaliło .przeciez to nie może byc prawda ze on mnie przestał tak nagle kochać nie wierze ze to wszystko spotyka mnie
Z tego co napisałaś to już się rozstaliście. Zawsze możesz wyżebrać kolejną "szansę" żeby za parę miesięcy znowu wrócić na to forum. Twoja decyzja. Nie wiem tylko jakiej porady tu szukasz...?
Mam 25 lat czuje sie okropnie cały czas płacze i myśle tylko o tym ze może sie do mnie odezwie napisze coś wiem ze to tylko głupie złudzenie , co ma pani na myśli mówiąc ze z takim podejściem nie ułożę sobie życia
Uwierz, że przejdziesz przez to, że dasz radę... Wiem jak to brzmi, bo też byłam tutaj na tym forum po rozstaniu i w trakcie rozstania, gdy skomlałam o to by dał mi szansę, a przedłużyłam tylko swoje cierpienie o 2 miesiące.
Jeśli chodzi o podejście - to chodziło mi o tę próbę samobójczą, którą opisałaś. Jest to podejście autodestrukcyjne...
A poza tym chłopakiem to jak się czujesz? Jak Twoja samoocena?
Czuje sie okropnie i myślę tylko o nim nic innego mnie nie interesuje a co do samobójstwa to sie nie bede zwbijać ze względu na moja mamę to ona mnie trzyma przy życiu bo tak ogolnie to bym mogła odejść z tęgo świata i miec święty spokoj chciałabym uwierzcie
Napisałam do was ponieważ często czytałam posty na forum podziwiałam ludzi jednak nigdy bym nie pomyślała ze moje dotychczasowe życie tak szybko sie rozpadnie i tez bede potrzebowała pomocy . Pisze do was bo nie chce żalić sie znajomym mam juz tego dość wiec dlatego poprosiłam was o rady za które bardzo wam dziękuje
Sami jesteśmy panami własnego losu. Dobrze napisałaś Twoje dotychczasowe życie uległo zmianie, skończyło się, ale za to co będzie odpowiadasz tylko Ty. Skąd wiesz, że za pół roku nie powiesz "to rozstanie to było najlepsze co mnie spotkało". Teraz opierasz się tylko na tęsknocie, idealizacji partnera i przekonaniu że sobie nie poradzisz. Tak jak pisałam wszystko zależy tylko od Ciebie i jak teraz pokierujesz swoim życiem. Masz teraz ogromną szansę zmienić to co Ci do tej pory nie pasowało. Tylko musisz nauczyć się na nowo być sama. To nie jest takie straszne spędzić wieczór tylko w swoim towarzystwie. W ten sposób poznajemy siebie, nasze oczekiwania, zalety jak i wady. To jest bardzo pouczające i pozwala wejść jako zdrowsza osoba w kolejny związek. Etap zaprzeczenia i wyparcia tego co się stało jest normalny. Takie doświadczenia sprawiają, że jesteśmy silniejsi i każdy kto związek już przebolał powie Ci, że nie żałuje. C najwyżej tego, że tyle czasu na to zmarnował.
Autorko
tobie potrzebny psychiatra a nie ten facet. Ty się po prostu boisz zżycia. Wszyscy żyli za Ciebie chłopak, mama.on podjął naprawdę dobrą decyzję. Ty też masz szansę wyjść na prostą po terapii.
Przeczytaj sobie akrtykuł na wyborczej - wpisz w google Długołęcka i Reiter: Jak odbić się od dna po rozstaniu?
Utrata sensu życia zdarza się po rozstaniu! Sama to przeżyłam i również wypłakiwałam to na tym forum!
Witam pisze do was ponieważ nie radze sobie .Od 3 lat jesteśmy i mieszkamy razem z chłopakiem. Między nami układało się różnie czasami myślę że to przez zazdrość.Była to miłość od pierwszego wejrzenia na początku było super nic dodać nic ująć.Jednak z czasem zaczęło się wszystko zmieniać . Był taki dzień kiedy miałam dość jego zachowania i popisywania się przed kolegami .Sobota 2012 r wiadomo weekend zrobiliśmy imprezkę w domu ze znajomymi wypiliśmy trochę i chciałam już zakończyć zabawę iść spać jednak on zawsze bawi się do końca zdenerwowałam się wtedy ze wybrał kolegów a nie mnie .Poszłam do pokoju spać nie wiem czemu ale z nerw żeby zasnąć i go nie słyszeć wzięłam silne tabletki i położyłam się. Obudziłam się w szpitalu pod kroplówkami o mały włos się nie zabiłam a chciałam tego .Tłumacze sobie ze Bóg nade mną czuwał .Od tej chwili było rożnie zazwyczaj kłótnie o wszystko i tak aż do dzisiaj.Chciałam odejść jednak nie potrafię.Od niedawna znowu się wszystko miedzy nami zaczęło psuć obwiniam go o zdrady kiedy wiem ze mnie nie zdradził .Ogólnie jestem o niego zazdrosna i to wszystko przez to.Teraz nie pije nie wychodzi z kolegami myślałam że będziemy szczęśliwi a jednak nie.Któregoś dnia oznajmił mi że będzie lepiej jak się rozstaniemy i na tym nasza rozmowa pozostała.Musze się od niego wyprowadzić ale nie chce i nie potrafię .kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego .po nocach płacze i mam dalej myśli samobójcze bo wiem ze jak odejdę to sobie z tym nie poradzę będzie mi go brakowało tych wspólnych spacerów, dowcipów ,uśmiechów.Kiedy zapytałam dlaczego mówi mi to po 3 latach usłyszałam;;''bo mi ciebie szkoda było litowałem się nad tobą '''więc nie rozumiem jednego jak można z kimś być udając że się kocha kiedy tak nie jest .powiedział mi jeszcze że musimy sobie dać czas i zobaczymy co będzie potem ale ja takiej bolesnej rozłąki nie chce .Nie będę go już naciskać i prosić żebyśmy spróbowali od nowa bo sensu w tym już nie widzę tylko co ja mam zrobić nie dam rady odejść za płacze się z bólu .
Matko,wybacz-na miejscu tego chloppaka balabym sie Ciebie.Czym jest dla Ciebie zwiazek?Chcesz byc z nim za wszelka cenebo nie umiesz byc sama?Przeciez nikt nie da Ci gwarancji,ze bedzie z Toba do konca zycia.Myslisz,ze w koncu nie uodporni sie na Twoje szantaze?Kazda metoda z czasem zaczyna zawodzic.Nikt nie wytrzyma zycia na takich obrotach-na dluzej.Jedyne co powinnas zrobic,to pracowac nad soba.A Ty pracujesz nad tym,zeby on nie uciekl.Odwrotnie powinno byc-masz problem ze soba i to ogromny.Pzdr.
Ja go niczym nie szantażuje ja go po prostu kocham. Nie boje sie rownież ze zostaną sama boje sie tego ze straciłam faceta swojego życia bo on jest dla mnie wszystkim .Były dni kiedy to ja mu powiedziałam ze odchodzę bo mam go dość ale prosił żebym go nie zostawiała ze mnie kocha wiec zostalam zeby ratować ten związek i byc szczęśliwym . Czasami wydaje mi sie ze mam problemy ze sobą i powinnam isc do psychologa . Nie wiem jak to bedzie dalej.
Trudna sytuacja ale wierzę że dacie radę zakończyć ją pozytywnie.
Mam taka nadzieje ze wszystko bedzie dobrze
Ja go niczym nie szantażuje ja go po prostu kocham. Nie boje sie rownież ze zostaną sama boje sie tego ze straciłam faceta swojego życia bo on jest dla mnie wszystkim .Były dni kiedy to ja mu powiedziałam ze odchodzę bo mam go dość ale prosił żebym go nie zostawiała ze mnie kocha wiec zostalam zeby ratować ten związek i byc szczęśliwym . Czasami wydaje mi sie ze mam problemy ze sobą i powinnam isc do psychologa . Nie wiem jak to bedzie dalej.
Jezeli kochasz tak na zaboj to nie jest top zdrowy objaw.A co bedzie jezeli naprawde odejdzie?Przestaniesz istniec?Popadniesz w paranoje?Depresje?Jaki masz pomysl na siebie bez niego?Pzdr.
Nie wiem co ja zrobię pewnie bede brała tabletki na uspokojenie i powoli bede musiała zapomniec i zając sie sobą . Jestem osoba tak wrażliwa ze płacz mam na zawołanie wiec jak tylko o nim myśle rozklejam sie w sekundzie .
Nie wiem co ja zrobię pewnie bede brała tabletki na uspokojenie i powoli bede musiała zapomniec i zając sie sobą . Jestem osoba tak wrażliwa ze płacz mam na zawołanie wiec jak tylko o nim myśle rozklejam sie w sekundzie .
Zastanow sie i odpowiedz-kto jest dla Ciebie wazniejszy-Ty czy on?Pzdr.
W tej chwili on
W tej chwili on
Kochana,to zle z Toba.To nie jest normalne.Kazdy zdrowy czlowiek uwaza,ze najwazniejszy jest on sam.Ta "milosc",a raczej-uzaleznienie od drugiego czlowieka zapedzxi Cie w przepasc.Powinnas zmienic myslenie.Idz na terapie.Pzdr.
Wiem ze jest ze mna zle bo czuje to i może kiedyś wybiorę sie na terapie jeśli sama sobie z tym nie poradzę
Wiem ze jest ze mna zle bo czuje to i może kiedyś wybiorę sie na terapie jeśli sama sobie z tym nie poradzę
Na podstawie tego,co piszesz,wnioskuje,ze jest z Toba zle.Nie mozna swojego zycia uzalezniac od bycia z druga osoba.Ty powinnas byc dla siebie najwazniejsza,a nie ktos.Ktos jest,za chwile ,go nie ma...Pzdr.
Taka juz jestem głupia i naiwna wiec teraz mam za swoje .dzieki za dobre rady pozdr.
Taka juz jestem głupia i naiwna wiec teraz mam za swoje .dzieki za dobre rady pozdr.
"Jestem glupia i naiwna"-tak sobie mysl.Na pewno to dobra droga.Pzdr.
Ja cały czas powtarzam to nie chodzi o niego, Ty po prostu się boisz żyć. To nie jest miłość to uzależnienie. Terapia pomysl o niej.
Bez względu na to czy wrócicie do siebie czy nie, to i tak Ty jesteś najważniejsza - to musisz wbić sobie do głowy. Musisz zacząć od szacunku dla samej siebie, a mówienie sobie że jesteś głupia i naiwna nie pomoże.
Na początek zacznij myśleć o sobie bardziej pozytywnie, a zobaczysz, że na dobre Ci to wyjdzie. Tak czy inaczej żyjesz, i bez niego to życie też będzie się toczyć dalej...
Wiem rozumiem ale to wszystko mnie przerasta jest silniejsze odemnie
Jak Cię w końcu postawi pod ścianą i definitywnie zakończy znajomość to się nauczysz i znajdziesz siłę żeby żyć. Szkoda tylko, że zamiast sama wybrać taką drogę zdasz się na pastwę swojego byłego/ obecnego bo już nie wiem jak to z wami jest. A niestety nie daję wam dużo czasu. takie związki prędzej czy później się rozpadają...
Niestety ale to prawda co napisała lilianna90.
Prędzej czy później to się skończy i uwierz że dla Ciebie lepsze będzie to "prędzej". Myślę, że na chwilę obecną to jest nie do uratowania i nawet jak to będzie jeszcze trwało, to tylko przedłużająca się agonia, która tylko pogorszy Twoje samopoczucie, a w jego oczach niestety będziesz teraz tylko tracić...
Przepraszam za tak brutalne słowa, ale przerobiłam już i też nie wierzyłam kiedy wszyscy mi to mówili.
Wiem, że nie chcesz i wiem że Ci wszystko jedno, ale lepiej żebyś zabrała się już teraz i zachowała chociaż resztki godności i szacunku.