Kocham Go bardzo, zależy mi na wspólnej przyszłości, 5 lat związku, zaręczeni.... ale nie wierzę... w ani jedno słowo..... nawet która jest godzina.... muszę sprawdzić sama... bo nie wierze...
Okłamał mnie wiele razy, i choć wybaczałam - nigdy nie zapomniałam.
Przykładów mogę opisać kilkadziesiąt, kilkaset, nie wiem..... po głębszym zastanowieniu większość jednak ma swoje źródło w imprezach i kolegach....niestety i w %.
1. Wrócę do godziny - wraca następnego dnia wieczorem.
2. Idę już spać, jutro się zdzwonimy - idzie na dyskotekę.
3. Będę do 22 w domu to zadzwonię - telefon wyłączony dwa dni.
4. Jestem w pracy - dalej pije.
5. Dziś dłużej w pracy bo tyle roboty - już dawno u kolegów.
Kiedyś się zastanawiałam, czy to moja wina, że pytam, że proszę, że czekam z obiadem, że dzwonię kiedy będzie bo mam niespodziankę.... "wydzwanianie" o pierdoły by tylko sprawdzić czy telefon odbierze, czy nie poszedł do kolegów, czy wróci mam opanowane do perfekcji... popadłam w paranoje...
Teraz kiedy się "poprawiło" może - nie wiem.
Ma pretensje, że mu nie wierze, że go sprawdzam, kontroluje. A on nic złego nie robi.
Nie nie..nie sprawdzam mu telefonu, kieszeni czy komputera, nie wchodzę na jego pocztę (choć mam hasło) ja po prostu do niego dzwonię, wydzwaniam. By sprawdzić czy mówi prawdę.
No bo jak mówi że go obudziłam - a słyszę kolegów i muzykę - to to chyba kłamie. Albo jak nie odbiera przez trzy godziny no to chyba już coś kombinuje....
Teraz te sytuacje powtarzają się rzadziej, i nawet jeśli mówi prawdę - to ja nie wierzę.
Wiem wiem, zostaw go, jak możesz sobie na to pozwolić, on Cię nie szanuje.
Wychodzę z założenia że jak coś się psuje to się naprawia a nie wyrzuca.
Pozdrawiam,