Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 ]

1

Temat: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Osoby wierzące ale rozwiedzione będące w powtórnych związkach często spotykają się z niechęcią ze strony duchownych, a już co najmniej z bezradnością. Niestety, bywa że również przez osoby świeckie jesteśmy traktowani jak przysłowiowe ?piąte koło u wozu?, jeśli chodzi o nasz udział w życiu sakramentalnym Kościoła. Poza tym, brak możliwości przystępowania do sakramentów powoduje frustracje, ciągłe poczucie winy, dręczenie siebie i partnera. Po pewnym czasie gros takich osób przestaje praktykować, a co za tym nierzadko idzie, w dalszej perspektywie szuka nowych dróg poza Kościołem Katolickim. Niektórzy z kolei czują się ?gorszymi katolikami?, choć z narastającym poczuciem frustracji uczęszczają do kościoła.

Tymczasem w Adhortacji Familiaris Consortio czytamy: ?Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazywania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego Życiu. Niech będą zachęcani do słuchania Słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę. Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei (Jan Paweł II, Adhortacja Apostolska Familiaris Consortio).

Bardzo bym chciała, aby słowa z powyższego cytatu dla osób rozwiedzionych, czytających Nasze forum, stały się otuchą i wyznacznikiem na dalsze życie. W nich znajdujemy odpowiedź na pytania ?jak mam teraz żyć??, ?czy jestem jeszcze katoliczką??, ?co mam teraz robić, jaka jest moja rola w Kościele??.

Poniżej podaję adresy do grup wsparcia dla osób rozwiedzionych żyjących w powtórnych związkach.
Tam naprawdę nikt ?nie rzuci w Was kamieniem?, nie nazwie cudzołożnikami. W takich grupach uczestniczą osoby nierzadko brutalnie potraktowane przez życie, poranione. To miejsca, w których panuje miłość i zrozumienie, ale przede wszystkim wsparcie i zachęta do czynnego, aktywnego udziału w życiu Kościoła.

Duszpasterstwa Osób Żyjących w Związkach Niesakramentalnych:

O. Mirosław Paciuszkiewicz SJ
Tel. 022 54-28-817; 54-28-990
ul. Rakowiecka 61 (Parafia Św. Andrzeja Boboli)
02-532 Warszawa
e-mail: nosj@wp.pl

O. Przemysław Hermann OP
ul. Świętojańska 72 (Konwent św. Mikołaja)
80-840 Gdańsk
Tel. 058 301-35-77 wew. 38
e-mail: herman@dominikanie.pl

Ks. Jan Abrahamowicz
ul. Świętego Krzyża 23 (Parafia Św. Krzyża)
31-023 Kraków
Tel. 012 429-20-56
e-mail: jabraham@poczta.fm

O. Piotr Sawa OP
Pl. Ofiar Katynia 1 (Konwent św. Dominika)
70-452 Szczecin
Tel. 091 421-20-22
e-mail: piotrsawa@dominikanie.pl

Ks. Andrzej Cieślik
Ul. Słowiańska 2/III
41-200 Sosnowiec
Tel. 032 299-82-51; 502-217-266

Ks. Robert Brzozowski
Spotkania: ul. Warszawska 31 (Parafia Wieczerzy Pańskiej)
20-803 Lublin
Tel. 081 561-55-33
e-mail: robson6@op.pl

Ks. Rafał Zendran
Pl. Kolegiacki 10
67-200 Głogów
Tel. 076 834-07-10
e-mail: rzendran@plusradio.pl

O. Mieczysław Łusiak SJ
Pl. Kościeleckich 7
85-033 Bydgoszcz
Tel. 052 322-44-94; 609-458-608
e-mail: mlusiak@jezuici.pl

Ks. Norbert Frejek SJ
ul. Wincentego Stysia 16 (Parafia św. Ignacego Loyoli)
53-526 Wrocław
Tel. 071  332-64-31 wew. 318; 608-328-688
e-mail: nfrejek@jezuici.pl

Duszpasterstwo Osób Rozwiedzionych i Żyjących w Separacji:

Grupa Wsparcia dla Osób Rozwiedzionych i Żyjących w Separacji
O. Wojciech Nowak SJ
ul. Rakowiecka 61 (Parafia Św. Andrzeja Boboli)
02-532 Warszawa
Tel. 022 54-28-878; 54-28-990
e-mail: nosj@wp.pl

Wspólnota Trudnych Małżeństw Sychar
Ks. Jan Pałyga SAC
ul. Skaryszewska 12 (Parafia Św. Wincentego Pallotiego)
03-802 Warszawa

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Przeniesiony post ewzaj80:

ewzaj80 napisał/a:

Wiekszosc wypowiedzi jest tutaj o tym,ze jednak sex przed slubem nie jest grzechem jesli dwoje ludzi sie kocha . A co w takim razie z parami ,ktore zyja w konkubinacie ,bo nie moga zawrzec zwiazku malzenskiego ? Dlaczego tacy ludzie nie moga przystepowac normalnie do komunii?Sa dyskryminowanie w kosciele ?

3

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Cóż, niestety taka sytuacja, jaką opisuje ewzaj80 to "jawne trwanie w grzechu ciężkim" według KK. Dlaczego? Bo cudzołożysz. Bo według KK masz nadal męża - przed Bogiem, a uprawiasz seks z innym facetem, który mężem Twym nie jest  i pewnie nie będzie zbyt szybko...
Moje zdanie na ten temat - jest to totalnie niesprawiedliwe i bardzo bolesne. To że kilku dostojników gdzieś w Watykanie tak niezwykle odległym od naszego pełnego problemów życia zadecydowało tak a nie inaczej. Na jakiej podstawie? Per analogiam do ofiary Chrystusa na krzyżu. Tłumaczenia tego przytaczać nie będę, bo jest mętne i zawiła, poza tym - nic dobrego nie wnosi.

Niestety, bardzo wiele osób tzw. wierzących ma czelność zaglądać innym do łóżek, obgadywać za plecami, wytykać palcami... jako że są to osoby rozwiedzione w powtórnych małżeństwach cywilnych żyjące. Powinnam teraz wystosować apel: mniej jadu, drogie siostry i drodzy bracia!!!
Wspólnoty, do których należymy - mam tu na myśli parafie z ich proboszczami na czele, mają wręcz obowiązek modlić się za nas i podtrzymywać w wierze. Tymczasem gros  naszych współwyznawców robi wszystko, byśmy odwrócili się od Kościoła i stracili całkiem wiarę. Smutnie, ale prawdziwe, nie raz tego doświadczyłam, m.in. od księdza, któremu ufałam. Nikt z tych, którzy nas osądzają nigdy tak po tyłku od życia nie dostał jak my!

4

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Emalio

  Dziekuje Ci,ze poruszylas ten temat . Niestety ,ale taka jest prawda ,ze ludzie patrza na nas w takich sytuacjach jak na tredowatych . Kiedys jako nastolatka nalzalam do KSM u <Katolickie Stwowarzyszenie Mlodziezy > pozniej nalezalam do Oazy , chodzilam na Pielgrzymki do Czestochowy .Za maz wyszlam bardzo mlodo , mialam 21 lat , moj byly maz mnie zdradzil i odszedl do tej kobiety ...Bylam przez 4 lata sama az los chcial ze ktos stanal na mojej drodze . Nie bronilam sie przed miloscia ,bo chyba kazdy na nia zasluguje ...

Do kosciola sie zrazilam niestety mam swoje zdanie na ten temat zupelnie nie rozumiem pewnych praw zasad i przykazan nigdy nie odwrocuilam sie od Boga ,ale kosciol to dla mnie instytucja , w ktorej jak nie przestrzegasz praw narzuconych z gory , to sam tez nie masz zadnych praw. Mysle ,ze kiedys zbyt blisko bylam Boga niz potecjalni katolicy,ktorzy w zyciu swoim znaja tylko modlitwe przed snem i msze niedzielne w kociele ... to czego doswiadczylam na Oazie wyrazic sie slowami nie da ... Bardzo bym chciala uniewaznic swoje malzenstwo by zyc po katolicku i paradoksem w tym wszystkim jest to ,ze dla mnie bylo ono wazne ja z plna swiadomoscia wiazalam sie z tym czlowiekiem biorac sobie do serca slowa przysiegi malzenskiej z pelna odpowiedzialnoscia i tak sobie czasami zadaje pytanie dlaczego jedna osoba , ktora kochalam ,ktoej zaufalam tak mi zycie zniszczyla ? Czy to byla wola boza...?

5

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Ja też byłam w Oazie, jeździłam na rekolekcje, a po latach usłyszałam od jednego księdza, że wolą Boga jest trwać przy mężu, dodam że ten ksiądz doskonale zdawał sobie sprawę, jakim człowiekiem jest ex. Jak mu powiedziałam, że gdybym z nim została, to pewnie by mnie wykoćzył i nie było by mnie tutaj, to usłyszałam, że "Bóg tak chciał". Dla mnie to są i były brednie wymyślone przez ludzi, którzy kurczowo trzymają się władzy i koniecznie chcą wzbudzić w innych poczucie winy.

Cóż, w tej chwili jestem rzadkim gościem w kościele, chodzę, kiedy mam na to ochotę. Paradoksem jest to że kiedyś byłam blisko Boga, pewnie o wiele bliżej niż niejedna z tych jadowitych dewotek... Tylko że ja przed ślubem miałam wielkie opory, obawy, nie do końca chciałam wyjść za mąż, miałam przeczucia, które mówiły, żebym tego nie robiła, ale cóż... wszystko było przygotowane, suknia kupiona, sala zapłacona. Podświadomie czułam, że kiedyś od niego odejdę, że się rozwiodę. Nawet w momencie ślubu miałam takie myśli, że nie powinnam tego robić i wcale nie chciałam. Ale oczywiście nie wyszłam z kościoła, bałam się, co ludzie powiedzą, jaka będzie reakcja rodziny...

Co do unieważnienia małżeństwa to mogę Ci polecić fajną książkę Paolo Bianchi, "Kiedy małżeństwo jest nieważne". Może znajdziesz w niej coś, co będzie przemawiać na okoliczność unieważnienia Twojego małżeństwa (bo niestety fakt zdrady tym nie jest).

6

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Witajcie , jest troche tych paragrafów kanonicznych i duchowni  otym wiedzą, ale nie mówią

bo by w Kuriach kolejki były. Ja kiedyś spotkalam księdza / był kapelanem u sióstr zakonnych

niedaleko mojej parafii/, sam za mną pobiegł i znając moją sytuacje od jednej z sióstr/ mojej kuzynki/

spytał czy nie chcę - unieważnić małżeństwa - powiedziałam ,że na razie nie tongue bo ja co to tyle

i tyle i paragraf się znajdzie tongue

a ja mu na to ,że u mnie nie trzeba ich szukać , bo jest na "dłoni" ale mnie nie stać !!!!

To juz gadki nie było .... sorry ale w Kościele są biłąe iczarne owce sad

pozdrawiam Julia

7

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Julia, można stwierdzić nieważność zawarcia samkarmentu małżeństwa i ponoć wcale nie kosztuje to dużo wink. Ale zachowanie księdza, które opisujesz, to czysta obłuda i wstyd!!!

A z innje beczki. Osoby, które nie mogą przystępować do Komunii Św., ponieważ żyją w związkach niesakramentalnych, mogą odmawiać modlitwę tzw. Komunii Świętej Duchowej:

"Ty, Panie, stworzyłeś mnie dla siebie i moje serce tak długo będzie niespokojne, dopóki nie spocznie w Tobie. Jestem miotany wieloma problemami: burzą się we mnie myśli, niespełnione są pragnienia, brakuje mi zdrowia, nie umiem kochać i wierzyć w Ciebie tak jak trzeba, A jednak pragnę i łaknę Ciebie, mój Panie. Nie odsyłaj mnie głodnego. Nakarm mego ducha Chlebem, który zstąpił z nieba.

Kocham Ciebie, o Boże, kocham serdecznie! Kocham, bo Ty pierwszy mnie umiłowałeś! Biegnę dzisiaj do Ciebie, przychodzą do Ciebie jak żebrak proszący o kromkę chleba. Panie, wejdź znów w moje życie. Rozlej łaskę tam, gdzie jest najtrudniej. Naucz mnie słuchać Ciebie i wypełniać Twoją świętą wolę.

Przyjdź, o mój Panie, a ja Cię przyjmę z miłością Matki Najświętszej i z gorliwością świętych... Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... Chwała Ojcu...".

Najistotniejszym elementem tej Komunii jest pragnienie połączenia się z Chrystusem, duchowego złączenia. Przy czym istotna jest także fizyczna niemożność złączenia. Jakie są jej skutki? Takie jak i przy komunii eucharystycznej - pomnozenie łaski, miłości, czystości życia...

8

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Posty przeniesione


Dania220677 napisał/a:

Hej.
Na to forum natknęłam się tego samego dnia jak poznałam Ciebie. Taki dziwny zbieg okoliczności. To był ciężki czas w moi życiu, z resztą wiesz o co chodzi .. no i zalogowałam się. Zostałam moderatorką forum i niestety teraz nie mogę mieć linka do Twojej strony. Już redakcja mi zwróciła na to uwagę. Mam nadzieję, ze kto miał sie na to natknąć to się natknął. A co do normalności to Ty już dobrze wiesz, że normalna to ja nie jestem hehe. Pozdrawiam smile

xena napisał/a:

Witaj. Ja tez jestem w takiej samej sytuacji. Chodze do kosciola, wierze w Boga i modle sie ale niestety rozgrzeszenia nie dostaje. Niestety wybor nalezy do nas, Milosc do Boga czy milosc ziemska, znam osobiscie 2  przypadki ,ze kobieta zrezygnowala ze szczesliwego zwiazku na rzecz rozgrzeszenia. Ja nie mam tyle odwagi lub wiara moja jest slaba.  Nie oddalilam  sie od kosciola, po prostu nie uczestnicze w pelni we mszy sw.

Facet50+ napisał/a:

Witam w klubie .
Chyba nie nalezy tragizowac, badz stawiac spraw w czarno - bialym kontekscie.
Moj pierwszy tesc byl rozwodnikiem. Czlowiek nieslychanie uczciwy i prawy. Nie zabiegal o rozgrzeszenie czy zalegalizowanie swojego powtornego malzenstwa gdyz przestrzegal zasad wiary, czyli siebie widzial jako osobe ktora zlamala jej zasady. Byl w tym konsekwentny. Zmarl, ksiadz nie przyjal jego trumny do kosciola natomiat odprawil bardzo ladny pogrzeb. Uwazam ze inaczej byc nie moglo.
Tez jestem malzonkiem z wtornego rozdania. Mam dobre malzenstwo, dzieci wychowuje w katolickiej wierze, mialem taka porade/propozycje by uzyskac koscielny rozwod na zasadzie pewnych luk czy niedopowiedzen. Nie skorzystalem.

9

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Emilia nie czytałam późniejszych wpisów, tylko Twój pierwszy.

Ogólnie jak myślę o tym jak w kościele katolickim traktuje się osoby rozwiedzione to ogarnia mnie złość.

Uważam, iż ślub powinno się wziąść raz w życiu i to na całe życie, na dobre i złe. Uważam, że powinno się starać i dążyć do tego aby związek trwał zawsze. Czyli jestem przeciwna rozwodą z byle powodu, tzn. z powodu, że już mi się znudziło, że już się odkochałam itp. A szczególnie jestem przeciwna zdradzie i porzuceniu współmałżonka dla innej osoby. Miłość to jest coś co się pielęgnuje i jeśli ktoś uważa naiwnie, że bez starania będzie przez cały czas czuł motylki w brzuchu to dość żałosne. Miłość to oprócz tych "motylków" też decyzja. Nie zawsze uczucia są wyraźne, podkręcone na maksa, jednak nie oznacza to, że nie ma miłości. Nie zawsze też jest łatwo w codzienności, różne problemy czasem podkopują jedność wśród małżonków, ale właśnie w takich momentach powinno się tym bardziej dbać o więź.

Jednak z drugiej strony uważam, że jeśli osoba wierząca (traktująca poważnie wiarę i Boga) się rozwodzi to zazwyczaj ma ku temu powody i to istotne powody.
Uważam, że takie zachowania w małżeństwie jak zdrada, znęcanie się fizyczne, czy psychiczne, wszelkie działania czynione na szkodę rodziny już same w sobie łamią przysięgę małżeńską. I uważam, iż ignorowanie tych zachowań nie powoduje, że to małżeństwo trwa.

Nie wiem czemu kościół katolicki uważa, że skoro jest napisane w biblii: ... co Bóg złączył niech człowiek nie rozłącza, to czyni małżeństo czymś niemożliwym do rozwiązania.  Bóg według mnie w tym wersecie nie napisał, że człowiek nie jest w stanie rozłączyć tylko, że nie powinien tego robić. Kościół do małżeństwa ma takie podejście, że według nich nawet po rozwodzie dana para dalej jest małżeństwem w duchowym znaczeniu. Jednak według mnie tak nie jest. Małżonkowie się rozwiedli, złamali przysięgę, zerwali przymierze. A skoro je zerwali to oznacza, że jest zerwane, że już nie istnieje.

Tak też według mnie przytoczony werset nie oznacza, że ludzie nie mogą się rozwieść, bo fizycznie, praktycznie mogą zerwać, złamać, zakonczyć itp.. Natomiast prawdą jest to, że nie powinni tego robić, nie powinni łamać obietnicy, przysięgi. Złamanie przysięgi jest grzechem.  Jezus jest przeciwny rozwodom. Nie powinno się opuszczać, zostawiać współmałżonka.

Myślę, że dla większości osób decyzja o rozwodzie nie jest wcale łatwa, może nawet tego nie chcą. Odczuwają z tego powodu dramat. Jednak czasem nawet sami o tym nie decydują, bo co kobieta ma przywiązać faceta do łóżka, siłą zatrzymać go przy sobie jeśłi on postanowił ją zostawić. Albo ma dalej być jego żoną i jawnie pozwalać aby on obok niej miał drugą rodzinę? Absurd. Czasem też niektórzy w pewnym sensie uważają, iż muszą się rozwieść dla bezpieczeństwa swojego, bądź dzieci. Są różne sytuacje, myślę, że nie nam je oceniać. Każdy kto się rozwodzi powinien indywidualnie roztrzygnąć to w swoim sercu przed Bogiem.

Druga kwestia jest taka, że uczą nas w kościele, że jak zgrzeszysz i będziesz żałować to Bóg nam przebaczy. Uczą nas, że skoro przyjeliśmy Jezusa do swojego życia to jesteśmy zbawieni z łaski przez wiarę. Bóg jest pełen łaski i chętnie udziela łaski. Tak też "mówi" Biblia.
I teraz jak skłamiemy to wiemy, że jełśi wyznamy grzech będzie nam odpuszczony. Jak kogoś pobijemy też możemy pójść do spowiedzi i dostać rozgrzeszenie. Czyli Bóg tak naprawdę na Krzyżu wybaczył nam wszytskie nasze grzechy, czyli możemy od Boga otrzymać łaskę oczyszczenia tak naprawdę z każdego grzechu.

Zatem moje pytanie jest takie, dlaczego w kościele katolickim grzech rozwodu traktuje się jako grzech, który masz na sobie do końca życia i musisz cały czas się starać aby Bóg może kiedyś w końcu wybaczył? Jak dla mnie to jest niedorzeczne.
Czasem jest tak, że nie możesz odbudować swojego małżeństwa choćbyś bardzo chciał, rozwód jest dla Ciebie tragedią, bolesnym doświadczeniem. I w sercu można załować, że tak się stało, że do tego doszło.
Każdy człowiek odpowiada indywidualnie przed Bogiem i tylko Bóg zna serce tej osoby. Tylko ta osoba wie co czuje, wie czego załuje, a czego nie.
Zatem uważam, iż taka osoba powinna szczerze Bógu powiedzieć co czuje! Każdy w swoim sercu powinien przed Bogiem rozsądzić czy postępuje słusznie.

Uważam, iż nie powinno się zatrzymywać tej osoby (rozwiedzionej) odmawiając jej rozgrzeszenia, bo jest napisane, że jeśłi człowiek naprawdę żałuje, pokutuje jest mu odpuszczone.

Po drugie bez rozgrzeszenia człowiek czuje się wykluczony, to raczej nie wzmacnia tylko dołuje. Nie możnośc uczestniczenia w sakramentach np. komuni jest dla mnie dziwne, bo przecież Jezus mówi aby każdy kto wierzy uczestniczył w Komunii. To w końcu nasuwa się pytanie, czy osoba rozwiedziona według księży dalej należy do wspólnoty kościoła, czy nie? Skoro jest traktowana jak ktoś poza marginesem? Jedno według mnie wyklucza drugie, to brak konsekwentności.

Jeśłi nie ma już możliwości dobudowania małżeństwa, jeśłi osoby rozwiedzione wierzą w Boga, pragną być we wspólnocie kościoła i naprawdę kochają Boga to uważam, iż powinno się tym ludziom to umożliwić i otoczyć troską, miłością.

My ludzie grzeszymy, jedne grzechy mają to do siebie, że ich konsekwencje są dla nas i niekiedy innych mniej bolesne, inne zaś obciążają nas bardziej. Są grzechy, które możemy naprawić np. jak coś ukradniemy możemy oddać, jak kogoś obrazimy możemy przeprosić, jak okłamiemy możemy wyznać prawdę. Są też grzechy, których nie da się cofnąć. Jednak to, że nie da sie ich cofnąć nie oznacza, że rozgrzeszenie jest niemożliwe, bądź jakieś bardziej utrudnione.
Drogą do rozgrzeszenia jest wiara w Jezusa i pokora.

Bóg chce byśmy przychodzili do niego i wyznawali mu grzechy, pozwalali Bógu aby z tych grzechów nas oczyścił abyśmy nadal w nim trwali. Bóg nie chce aby ludzie ze strachu przed grzechem oddalili się od Niego.

Wieczerza - Kominia to pamiątka śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Uczestnictwo w Komunii oznacza, że uczestniczysz w tym co Jezus dokonał na krzyżu. Oznacza to, że wierzysz, że Jezus przelał za Ciebie swoją krew i wydał za Ciebie swoje ciało abyś mógł być zbawionym. Prawdą jest to, że nikt nie zasłużył na zbawienie, bo wszyscy zgrzeszyliśmy, ale mimo to Jezus z łaski, z miłości oddał swoje życie za nas.  Abyśmy już na wieki byli wolni od grzechu i aby grzech już nas nigdy nie oddzielił od Boga. Godne sporzywanie wieczerzy to wiara w Jezusa oraz to co uczynił. Komunia pokazuje, że właśnie tylko dzięki krwi Jezusa i jego ciału jesteśmy uświęceni, oczyszczeni.

Dodam, że zdrada współmałżonka według mnie jak najbardziej może być powodem do rozwodu. Chcę też dodać, że wśród chrześcijan innych wyznań dopuszcza się rozwód z powodu powtarzającej się niewierności współmałżónka. Jednak w sytuacji kiedy zdrada występuje po raz pierwszy i zdradzający naprawdę pokutuje, nawraca się z grzechu niewirności to często namawia się drugą stronę do zachowania małżeństwa, namawia się do dania szansy.

10

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Zgadzam się z moją przedmówczynią. Chociaż mnie ten problem osobiście nie dotyczy, znam kilka wierzących, bardzo fajnych babek, które z nim się borykają i też rodzi się we mnie jakiś bunt, kiedy o tym słyszę. Nasza religia oparta jest na wybaczeniu, na tym, że człowiek ma prawo zbłądzić, pomylić się, a Bóg mu wybaczy i da drugą szansę. Ale człowiek, który w młodym wieku źle ulokował uczucia według praw kościelnych na taką szansę nie zasługuje i jeśli rozwiedzie się, zostanie porzucony przez partnera mając np. lat 22, to do końca życia powinien być sam, nie mieć dzieci, rodziny i całe życie pokutować za to, że kiedyś dokonał złego wyboru, podczas gdy np. czterdziestoletni macho, który żył w czterdziestu nieformalnych związkach i ma z nich kilkoro nieślubnych dzieci, może stanąć na ślubnym kobiercu i zawrzeć sakramentalny związek. Coś tu jest nie tak...

11

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

agnieszka. w, masz racje.
etniczna, zgadzam sie z Toba

Ja sama jestem w zwiazku z facetem ktory mial zone (ona go zdradzila. nie zrobila tego raz, robila to za kazdym razem kiedy on wyjezdzal gdzies do roboty, dowiedzial sie o tym przypadkiem, probowali to naprawic ale nie wyszlo i sie wyprowadzil. ona powiedziala mu w miedzy czasie ze ma prawo byc szczesliwa itp.) Ona jest caly czas z tym facetem, moj trafil na mnie w sumie przypadkiem. Wracal od siostry i prawie mnie "rozjechal" ;p. Pomachalam mu a on od razu zadzwonil do brata zeby mu podal moj nr (z jego bratem sie kumplowalam, a on chodzil wczesniej z moja kuzynka jednak po ich zerwaniu kontakt miedzy nami zostal dobry). Z moim znalismy sie juz wczesniej (niecale 1,5 roku). Zawsze dobrze nam sie gadało, czułam się przy nim tak swobodnie jak nigdy przy nikim, wiedzialam i czulam ze moge mu o wszystkim powiedziec, czulam ze znamy sie od zawsze, on czul podobnie. Podobała mu sie od zawsze, to wiem, nawet nie musial mi mowic - chociaz i tak to zrobil jak juz sie rozstal z zona - no ale podobac sie nam moze kazdy. Kazde z nas czasami myslalo o drugim, nie moglo doczekac sie kolejnego przypadkowego spotkania (w przeciagu tego 1,5 roku). I tak się stało że zaczelismy ze soba chodzic, jestesmy razem 8 miesiecy. On chce sie ze mna ozenic - od poczatku tak mowil - no moze po ponad 2 miesacach - i dodam ze z byla nie chcial brac koscielnego, wzial go tylko dlatego ze ona tego chciala i mowil ze nawet jak stal przed oltarzem to sie zastanawial co tutaj robi - chcial tylko zeby jego syn mial jego nazwisko. Wzieli slub w wieku 22 lat i po 4 latach juz sie rozpadlo. Oboje chcielibysmy wziac slub koscielny (sam mi mowil że ze mna by chcial go miec) jednak boimy sie że go nie dostanie bo i nie mamy tyle pieniedzy żeby za to zaplacic (moim zdaniem to jest chore zeby tyle tysiecy ksieza brali za uniewaznienie slubu). No i teraz pytanie. Czy mamy zrezygnowac z naszej milosci, byc moze tej ktora mielismy spotkac, jestesmy dwiema polowkami tego samego jablka. Tylko dlatego że on kiedys popelnil blad. Tylko dlatego że jestesmy potepiani przez KK?. A moze mimo wszystko Bóg tak chcial? chcial zebysmy sie ze soba zwiazali i byli ze soba do konca zycia? Przeciez ksieza tak naprawde nie wiedza i nigdy nie beda wiedzieli czego On chce, jaka jest Jego wola. Mam racje czy moze sie myle?

P.S co do niektorych ksiezy, nie zebym ich potepiala ale niektorzy naprawde sie nie nadaja na osoby duchowe... a m.in chodzi mi o to że ksieza katoliccy maja zyc w czystosci itd. a tymczasem niektorzy te przysiegi ktore zkladali łamia wiec co to ma byc? z takich ludzi mamy brac przyklad? biora nie wiadomo ile kasy za sluby, komunie, bierzmowanie, pogrzeby i woza sie niezlymi samochodami (nie wszyscy ale paru sie znajdzie takich). Byla kiedys sytuacja... znajomemu zmarł członek rodziny. Nie mieli duzo pieniedzy, na pogrzeb mogli dac jedynie te 300 czy 400 zl, a ksiadz im powiedzial ze to za malo i ze nie odprawi pogrzebu. I czy to jest przyklad godny nasladowania? NIE! takie cos mnie strasznie irytuje... musialam to napisac. Nie rozumiem jak tak mozna w ogole robic... strasznie mnie to w ksiezach irytuje. jeden wezmie za chrzest tez pare setek a inny powie ze nie trzeba nic dawac. Widzicie roznice? to sa przyklady z zycia!

2.
P.S Wybaczcie za interpunkcje i że aż tak się rozpisalam ale inaczej sie nie dalo. Bylabym wdzieczna za odpowiedz. AA i jeszcze dodam że jestem osoba wierzaca, uczeszczalam na Oaze, do Parafialnej grupy młodziezowej. Chodzimy z chłopakiem do Kosciola.

12

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

nie można być trochę w ciaży i nie można być cudzołożnikiem a jednocześnie przystępować do sakramentów - jeśli rozumie się zasady wiary to albo się akceptuje swoją sytuacje cum gais boris et granicebus (choć to chwilami jest trudne) albo się dąży do tego żeby sprawę wyprostować, to co piszecie świadczy wprawdzie o Waszym dobrym sercu ale też o całkowitym niezrozumieniu założeń wiary katolickiej

13

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Wiary którą w jakimś stopniu została stworzona TYLKO przez Kościół Katolicki a tym samym przez ludzi, a nie Boga. Nie pamiętacie że to właśnie chrześcijanie zabijali kobiety?! To stare czasy ale jednak byly!. O czym to świadczy? Bóg tak na pewno nie chcial, a oni i tak to robili!

14

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim
girl90 napisał/a:

Wiary którą w jakimś stopniu została stworzona TYLKO przez Kościół Katolicki a tym samym przez ludzi, a nie Boga. Nie pamiętacie że to właśnie chrześcijanie zabijali kobiety?! To stare czasy ale jednak byly!. O czym to świadczy? Bóg tak na pewno nie chcial, a oni i tak to robili!

big_smile. Ale co Ty w ogóle piszesz? Że Kościół Katolicki został stworzony przez Kościół Katolicki? Przecież to jakaś niedorzeczność... Tak samo z tym zabijaniem kobiet. Nie chrześcijanie tylko inkwizycja, i nie tylko kobiety a całe rodziny. To była polityka i dominacja patriarchatu, walka o władzę, po co mieszać do tego Boga? Cóż, życie... wink.

Natomiast moim zdaniem Twój problem leży w tym, że bardzo chcesz ślubu kościelnego i nie możesz pogodzić się z tym że Twój kościół Ci go nie da. Pytanie więc, na ile to "Twój" Kościół? Skoro tyle Ci się w nim nie podoba, po co tam chodzisz? Nie trzeba być katolikiem, żeby zostać zbawionym. Nie trzeba ślubu kościelnego katolickiego, żeby kochać na całe życie i być wiernym.
Masz dwa wyjścia: albo szukać drogi życiowej poza Kościołem, albo zaakceptować powyższe fakty i dalej się dręczyć. Oczywiście Twój facet może jeszcze starać się o nieważnienie, ale to nie jest tak, że tylko za kasę, na to trzeba mieć mocne podstawy, będzie się przysięgać przed Bogiem - nie wolno więc kłamać. Odnośnie płatności - nikt nie chce pracować za darmo - płaci się więc za konkretną usŁugę. Kwota jest jawna: jedna dziesiąta rocznego przychodu, moim zdaniem mało, jak na wagę sprawy. Ludzie za auta i inne przyjemności płacą więcej, więc nie ma o co się rzucać.

15

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim
Emilia napisał/a:
girl90 napisał/a:

Wiary którą w jakimś stopniu została stworzona TYLKO przez Kościół Katolicki a tym samym przez ludzi, a nie Boga. Nie pamiętacie że to właśnie chrześcijanie zabijali kobiety?! To stare czasy ale jednak byly!. O czym to świadczy? Bóg tak na pewno nie chcial, a oni i tak to robili!

big_smile. Ale co Ty w ogóle piszesz? Że Kościół Katolicki został stworzony przez Kościół Katolicki? Przecież to jakaś niedorzeczność... Tak samo z tym zabijaniem kobiet. Nie chrześcijanie tylko inkwizycja, i nie tylko kobiety a całe rodziny. To była polityka i dominacja patriarchatu, walka o władzę, po co mieszać do tego Boga? Cóż, życie... wink.

Natomiast moim zdaniem Twój problem leży w tym, że bardzo chcesz ślubu kościelnego i nie możesz pogodzić się z tym że Twój kościół Ci go nie da. Pytanie więc, na ile to "Twój" Kościół? Skoro tyle Ci się w nim nie podoba, po co tam chodzisz? Nie trzeba być katolikiem, żeby zostać zbawionym. Nie trzeba ślubu kościelnego katolickiego, żeby kochać na całe życie i być wiernym.
Masz dwa wyjścia: albo szukać drogi życiowej poza Kościołem, albo zaakceptować powyższe fakty i dalej się dręczyć. Oczywiście Twój facet może jeszcze starać się o nieważnienie, ale to nie jest tak, że tylko za kasę, na to trzeba mieć mocne podstawy, będzie się przysięgać przed Bogiem - nie wolno więc kłamać. Odnośnie płatności - nikt nie chce pracować za darmo - płaci się więc za konkretną usŁugę. Kwota jest jawna: jedna dziesiąta rocznego przychodu, moim zdaniem mało, jak na wagę sprawy. Ludzie za auta i inne przyjemności płacą więcej, więc nie ma o co się rzucać.

Nie, że KK zostal stworzony przez kosciol katolicki! tylko zasady w nim panujące (niektore oczywiscie) wymyslili sobie wyłacznie ludzie, a co za tym idzie księża. Taa, ale ksieza nie maja prawa odmowic pogrzebu tylko dlatego że rodzina zmarłego nie ma wystarczająco duzo kasy bo to jest chore! Takich ksiezy tylko trzeba tepic. Strasznie mnie takie cos wkurza. Tak, ale ludzie za swoje auta itd. płacą za własne cięzka zapracowane pieniadze! A tymczasem niektorzy ksieza kupują je za tzw. składki dla "potrzebujących" (specjalnie w cudzysłowiu bo tymi potrzebujacymi sa oni)

16

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

takie zasady wymyślili ci paskudni księża z kościoła bo mieli takie prawo i obowiązek nałożony w piśmie świętym, o ile pamiętasz, więc teraz protesty i krzyki są bezsensowne... albo wszystko albo nic...

17 Ostatnio edytowany przez girl90 (2011-05-04 17:40:12)

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Tak ale nasz kościół uważa się za jedyny właściwy kościół, a inne są złe... moj kolega jest wiary Zielonoświatkowej i czytałam o tej wierze. Oni wierzą w to samo (to wiara protestancka) co katolicy. Z tym że nie uznają tego że człowiek jest nieomylny - a co za tym idzie osoby duchowne rowniez. Oto tekst z Wikipedii (mam nadzieje że takie cytaty moge wklejac);

"Kościół

Kościół Zielonoświątkowy w RP uważa, iż Kościół założony przez Jezusa Chrystusa nie jest korporacją czy instytucją, ale duchową wspólnotą wszystkich nowonarodzonych chrześcijan, niezależnie od ich wyznania. Odrzuca zatem pogląd, jakoby był jedynym właściwym kościołem. Utrzymuje pełną komunię z innymi ewangelikalnymi społecznościami. Kościół niewidzialny uznawany jest za powszechny i uniwersalny, czyli obejmujący wszystkich usprawiedliwionych, zarówno żywych jak i umarłych. Jezus Chrystus uważany jest za jedyną głowę Kościoła chrześcijańskiego, a Duch Święty ? za jedynego namiestnika. Podobnie, jak pozostałe Kościoły protestanckie, zielonoświątkowcy odrzucają zwierzchnictwo papieża nad Kościołem, a także przypisywanie jakiemukolwiek człowiekowi nieomylności. Kościół widzialny przejawia się w społeczności lokalnej, czyli zborze (parafii). Dla jego budowy ustanowione zostały właściwe służby, np. starsi zborów, pastorzy, diakoni, ewangeliści, nauczyciele etc."

Oraz ich definicja małżeństwa;

"Małżeństwo

Małżeństwo uznaje się za ustanowiony przy stworzeniu człowieka związek, który łączy jedną kobietę i jednego mężczyznę. Kościół Zielonoświątkowy w RP nie uznaje małżeństw jednopłciowych oraz bigamicznych. Nie akceptuje zawierania małżeństwa między osobami blisko spokrewnionymi. Nie postrzega również małżeństwa w kategoriach sakramentu, choć uznaje je, zgodnie z Biblią, za związek święty. Celem małżeństwa jest nie tylko prokreacja, ale również wspólnota i wzajemna pomoc."

Oni również są bardzo blisko Boga. Co mi się spodobało też to to że podczas Mszy są śpiewy włączając w to rozne instrumenty typu fortepian, gitara (uwielbiam takie msze na ktorych sa spiewy z gitara bo to daje takie fajny klimat smile). Widzicie róznice? oni akceptują KAŻDĄ inną wiare poza swoją, a KK nie! Jeśli chcecie poczytać wiecej to wejdzcie sobie na wikipedie wpisując "kosciol zielonoswiatkowy". Nie będę wszystkiego wklejać.

P.S mimo że są rzeczy które mi się nie podobają w naszej religii, a podobają w innej to nie zamierzam jej zmieniać. Ja tylko wyrażam swoje zdanie bo każdy ma do tego prawo.

18

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Proszę o trzymanie się tematu wątku.
Moderatorka-apoteoza

19

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Wiem, troszke odbieglam od tematu ale jakby nie patrzec to tez ma jakis zwiazek z tym. A raczej z nasza religia

20

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

też miałam "romans" z zielonoświątkowcami, bo nie umiałam zaakceptować takiego biało czarnego świata i tak surowego traktowania pewnych kwestii, wydawało mi się to zupełnie nieżyciowe. Ale trzeba sobie odpowiedzieć na podstawowe pytania: czy przyczyną moich poszukiwań jest zwątpienie czy nieumiejętność sprostania wymogom stawianym prze Kościół, czy jeśli raz pójdę na konformizm w tak podstawowych sprawach jak wiara i zasady moralne to jaka jest wartość tej wiary i czy nie będę dalej szukać tego co dla mnie wygodniejsze?
Mimo że mam świadomość że jest to życie w grzechu, to wiem co robię i dlaczego. Mam swoje miejsce w Kościele katolickim i działam tak jak mogę, nie usiłując uzurpować sobie więcej niż powinnam, ale nie mam zamiaru szukać czegoś tylko po to żeby budować fikcję i wygodne życie za cenę kompromisu, który jest dla mnie w gruncie rzeczy szkodliwy.

21

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

ale ja nie byłam z żadnym zielonoświątkowcem. Mój przyjaciel się żeni w tym rok i on jest tej wiary, a jego narzeczona jest katoliczką i biorą tylko ślub cywilny.

22

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Malinowy Bzyk niestety nie wszytskie zasady kościoła Katolickiego są odzwierciedleniem Pisma Świętego. Niektóre przykazania są stworzone przez ludzi.
Samo to, że księża nie mogą mieć żon, rodzin. To nie jest nakaz wynikający z Pisma Świętego, to wymysł kościoła Katolickiego. Apostołowie niektórzy mieli żony, choćby np. Św. Piotr. Owszem św. Paweł nie miał żony, nie ciągło go do życia rodzinnego. Ale św. Paweł z początku walczył z chrześcijanami, później Jezus mu się ukazał i Paweł się nawrócił. Jezus mu wybaczył jego wcześniejsze poczynania. Paweł czuł się zawsze z powodu swojej przeszłości "gorszy" od innych apostołów i całkowicie poświęcił się służbie Kościołowi. Paweł namawiał do życia tylko dla Jezusa, zachęcał do pozostawania w stanie wolnym. Jednak nigdy to nie było nakazem, czy obowiązkiem. On do tego namawiał, bo uważał, że jak się ma małżónka to zawsze siłą rzeczy dużo czasu poświęca się małżeństwu. Jednak nigdy nie powiedział, że jak się ma rodzinę to nie można służyć Bogu.

W bilbii jest napisane, że wszyscy jesteśmy powołani do kapłaństwa i tak naprawdę tylko Jezus jest pośrednikiem między człowiekiem i Bogiem zatem tak naprawdę ksiądż nie jest potrzebny aby mieć relację z Bogiem.
Jednak żyjąc w kościele otaczasz się braćmi i siostrami w Chrystusie, tak jest łatwiej trwać w Bogu. My jako kościół powinniśmy się wspierać i kochać. Będąc w kościele łatwiej służyć Bogu, usługiwać innym darami.

Malinowy Bzyk czy Ty uważasz, że jak np. jakaś kobieta prześpi się z facetem przed ślubem, czyli popełni grzech cudzołóstwa to, co do końca życia będzie cudzołożnicą?

Jeśłi tak, to oznacza, że jeśłi kogoś raz okłamaliśmy to będziemy kłamcami do końca życia! Jeśłi byliśmy mściwi w stosunku do jakiejś osoby to znaczy, że ten grzech mamy do końca życia.

W takim razie po co Jezus umarł za nas na krzyżu skoro nasze grzechy są nam pamiętane do końca życia?
Jezus umarł abyśmy byli wolni od grzechów. Jeśłi sumienie Cię oskarża idź do Boga i wyznaj swój grzech, a Bóg jest silnijeszy od Twojego sumienia.

Oznacza to, że jeśłi ta kobieta co cudzołożyła załuje swojego grzechu i go zaniecha to jest usprawiedliwiona i od tej chwili nie jest już cudzołożnicą i Bóg już tego nigdy jej nie wspomni.

Jeśłi kobieta w małżeństwie jest zdradzana, mąż ją opuszcza to gdzie tu jej wina? Przecież ona go nie zmusi aby przy niej pozostał. Jeśłi mąż ją bił i zdecydowała się na rozwód to owszem opóściła męża, ale myślisz, że taka kobieta jest szczęśliwa, że sytuacja życiowa ją zmusiła do tego kroku? Myślisz, że ona nie może żalować, że to małżeństwo się rozpadło?
Różne są powody rozpadu małżeństwa. Uważam, że jeśłi osoba rozwiedziona żałuje, odczuwa ból tragedii, że musiał nastąpić rozwód to jak my możemy tym osobą odbierać łaskę daną od Boga.
Nie do nas należy osąd i ocena. Bóg zna serca tych osób i tylko Bóg wie co one czują. Bóg jest pełen łaski i miłosierdzia. Bóg odpuszcza grzechy jesli je wyznajemy, załujemy.

Ile czasu taka rozwiedziona osoba w kościele katolickim ma pokutować za rozpad małżeństwa? Całe życie? Pare lat?

Dlaczego w takim razie my co chodzimy do spowiedzi z grzechami typu: pokłóciłęm się z babcią, okłamałam brata, ściągałem na egzaminie nie pokotujemy za te grzechy tak długo? Co te grzechy są lżejsze? Według zakonu mojrzesza nie ma grzechów lekkich i ciężkich. Za choćby jeden najmnijeszy grzech, karą za grzech jest śmierć. I nie ma tu innej obcji. Jezus wypełnił zakon za nas, abyśmy już nie musieli żyć według zakonu. Jezus zgładził grzechy na krzyżu aby każdy kto w Niego wierzy nie umarł ale miał życie wieczne. O tym mówi bibliia!!!

Jeżeli osoba rozwiedziona nie może uczestniczyć w sakramentach to oznacza, że nie jest traktowana jako 100 procentowy członek koscioła. To tak jakby cały czas nosiła na piersi "szkarłatną literę". To jak to jest w kościele wybaczamy sobie grzechy, ale tego jednego nie? Wybaczyliśmy takiej osobie ale co mimo to jest czarną owcą?

Pismo święte mówi o miłości i wybaczaniu! I też w biblii jest napisane, że sprawiedliwy 7 razy na dzień upada!

Nie twierdzę, że rozwód nie jest grzechem, czy cudzołóstwo ale jesteśmy zbawieni z łaski, a nie z uczynków. Jesteśmy zbawieni przez wiarę w Jezusa Chruystusa. Bóg nam wybacza jeśli żałujemy i o to prosimy!!! Pismo też mówi, że wszyscy jesteśmy winni sobie miłość. Kazdy też indywidualnie odpowiada przed Bogiem.
Nie oceniajmy tego, czy ktoś żałuje i w jaki sposób żałuje! Tylko Bóg to wie. Nie odrącajmy osób, które w kościele chcą znaleźć obecność Boga i Jego miłość tylko dlatego, że "upadli".

I kościół zielonoświątkowy nie jest fikcją. Paradoksalnie wyznawcy kościoła zielonoświątkowego zdecydowanie więcej i w wiekszości czytają Pismo Św. niż katolicy. Każde kazanie jest dokładnie poparte Pismem Świętym. Są to tacy sami chrześcijanie jak katolicy, mają dokładnie to samo wyznanie wiary. Wierzą w Jednego Jedynego Boga, Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego.

Jedyna różnica to taka, że zielonoświątkowi nie modlą się do zmarłych jedynie do Trójcy Świętej!

23 Ostatnio edytowany przez apoteoza (2011-05-09 20:56:35)

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim
etniczna napisał/a:

Malinowy Bzyk niestety nie wszytskie zasady kościoła Katolickiego są odzwierciedleniem Pisma Świętego. Niektóre przykazania są stworzone przez ludzi.
Samo to, że księża nie mogą mieć żon, rodzin. To nie jest nakaz wynikający z Pisma Świętego, to wymysł kościoła Katolickiego. Apostołowie niektórzy mieli żony, choćby np. Św. Piotr. Owszem św. Paweł nie miał żony, nie ciągło go do życia rodzinnego. Ale św. Paweł z początku walczył z chrześcijanami, później Jezus mu się ukazał i Paweł się nawrócił. Jezus mu wybaczył jego wcześniejsze poczynania. Paweł czuł się zawsze z powodu swojej przeszłości "gorszy" od innych apostołów i całkowicie poświęcił się służbie Kościołowi. Paweł namawiał do życia tylko dla Jezusa, zachęcał do pozostawania w stanie wolnym. Jednak nigdy to nie było nakazem, czy obowiązkiem. On do tego namawiał, bo uważał, że jak się ma małżónka to zawsze siłą rzeczy dużo czasu poświęca się małżeństwu. Jednak nigdy nie powiedział, że jak się ma rodzinę to nie można służyć Bogu.

W bilbii jest napisane, że wszyscy jesteśmy powołani do kapłaństwa i tak naprawdę tylko Jezus jest pośrednikiem między człowiekiem i Bogiem zatem tak naprawdę ksiądż nie jest potrzebny aby mieć relację z Bogiem.
Jednak żyjąc w kościele otaczasz się braćmi i siostrami w Chrystusie, tak jest łatwiej trwać w Bogu. My jako kościół powinniśmy się wspierać i kochać. Będąc w kościele łatwiej służyć Bogu, usługiwać innym darami.

Malinowy Bzyk czy Ty uważasz, że jak np. jakaś kobieta prześpi się z facetem przed ślubem, czyli popełni grzech cudzołóstwa to, co do końca życia będzie cudzołożnicą?

Jeśłi tak, to oznacza, że jeśłi kogoś raz okłamaliśmy to będziemy kłamcami do końca życia! Jeśłi byliśmy mściwi w stosunku do jakiejś osoby to znaczy, że ten grzech mamy do końca życia.

W takim razie po co Jezus umarł za nas na krzyżu skoro nasze grzechy są nam pamiętane do końca życia?
Jezus umarł abyśmy byli wolni od grzechów. Jeśłi sumienie Cię oskarża idź do Boga i wyznaj swój grzech, a Bóg jest silnijeszy od Twojego sumienia.

Oznacza to, że jeśłi ta kobieta co cudzołożyła załuje swojego grzechu i go zaniecha to jest usprawiedliwiona i od tej chwili nie jest już cudzołożnicą i Bóg już tego nigdy jej nie wspomni.

Jeśłi kobieta w małżeństwie jest zdradzana, mąż ją opuszcza to gdzie tu jej wina? Przecież ona go nie zmusi aby przy niej pozostał. Jeśłi mąż ją bił i zdecydowała się na rozwód to owszem opóściła męża, ale myślisz, że taka kobieta jest szczęśliwa, że sytuacja życiowa ją zmusiła do tego kroku? Myślisz, że ona nie może żalować, że to małżeństwo się rozpadło?
Różne są powody rozpadu małżeństwa. Uważam, że jeśłi osoba rozwiedziona żałuje, odczuwa ból tragedii, że musiał nastąpić rozwód to jak my możemy tym osobą odbierać łaskę daną od Boga.
Nie do nas należy osąd i ocena. Bóg zna serca tych osób i tylko Bóg wie co one czują. Bóg jest pełen łaski i miłosierdzia. Bóg odpuszcza grzechy jesli je wyznajemy, załujemy.

Ile czasu taka rozwiedziona osoba w kościele katolickim ma pokutować za rozpad małżeństwa? Całe życie? Pare lat?

Dlaczego w takim razie my co chodzimy do spowiedzi z grzechami typu: pokłóciłęm się z babcią, okłamałam brata, ściągałem na egzaminie nie pokotujemy za te grzechy tak długo? Co te grzechy są lżejsze? Według zakonu mojrzesza nie ma grzechów lekkich i ciężkich. Za choćby jeden najmnijeszy grzech, karą za grzech jest śmierć. I nie ma tu innej obcji. Jezus wypełnił zakon za nas, abyśmy już nie musieli żyć według zakonu. Jezus zgładził grzechy na krzyżu aby każdy kto w Niego wierzy nie umarł ale miał życie wieczne. O tym mówi bibliia!!!

Jeżeli osoba rozwiedziona nie może uczestniczyć w sakramentach to oznacza, że nie jest traktowana jako 100 procentowy członek koscioła. To tak jakby cały czas nosiła na piersi "szkarłatną literę". To jak to jest w kościele wybaczamy sobie grzechy, ale tego jednego nie? Wybaczyliśmy takiej osobie ale co mimo to jest czarną owcą?

Pismo święte mówi o miłości i wybaczaniu! I też w biblii jest napisane, że sprawiedliwy 7 razy na dzień upada!

Nie twierdzę, że rozwód nie jest grzechem, czy cudzołóstwo ale jesteśmy zbawieni z łaski, a nie z uczynków. Jesteśmy zbawieni przez wiarę w Jezusa Chruystusa. Bóg nam wybacza jeśli żałujemy i o to prosimy!!! Pismo też mówi, że wszyscy jesteśmy winni sobie miłość. Kazdy też indywidualnie odpowiada przed Bogiem.
Nie oceniajmy tego, czy ktoś żałuje i w jaki sposób żałuje! Tylko Bóg to wie. Nie odrącajmy osób, które w kościele chcą znaleźć obecność Boga i Jego miłość tylko dlatego, że "upadli".

I kościół zielonoświątkowy nie jest fikcją. Paradoksalnie wyznawcy kościoła zielonoświątkowego zdecydowanie więcej i w wiekszości czytają Pismo Św. niż katolicy. Każde kazanie jest dokładnie poparte Pismem Świętym. Są to tacy sami chrześcijanie jak katolicy, mają dokładnie to samo wyznanie wiary. Wierzą w Jednego Jedynego Boga, Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego.

Jedyna różnica to taka, że zielonoświątkowi nie modlą się do zmarłych jedynie do Trójcy Świętej!

I o tym właśnie mówie smile. Jeśli ktoś się rozwiódł, żałował że ożenił się z dana osobą to też żyje w grzechu? Jeszcze jak nie chciał brac slubu koscielnego z jakiegos tam powodu to oznacza że ten slub jest niewazny! Ale ogólnie powiem. Jeśli ktoś był w związku małżeńskim, coś sie posypało przez zdrade czy niedopasowanie, nawet kobieta nie wytrzymała bo mąż ją codziennie bił jak tylko był pijany (codziennie) i co? to oznacza że musi z nim być? musi całe zycie cierpiec, znosic bol, byc ponizana itp. tylko dlatego że źle wybrała? ja na pewno bym się na takie coś nie godziła! Załóżmy, że w tych danych sytuacjach kazda z tych osoby chce sie rozwiesc bo nie chce dalej byc nieszczesliwy jest skazany na potepienie według KK bo się rozwiodl, a przeciez to jest zakazane! niektorzy ksieza mysla że skoro wybrało sie dana osobe i dokonalo sie zlego wyboru to sprawa tej pokrzywdzonej osoby i mimo że cierpi to nie może sie rozwiezc. Ale czy Bog chce zebysmy cale zycie byli nieszczesliwi, albo reszte zycia spedzili sami tylko dlatego że się ktos rozwiodl?! moim zdaniem nie!  i chyba tak tez jest w Biblii napisane. Przecież Bóg nie chce żebysmy byli nieszczesliwi i całe zycie sami! a kosciol katolicki, wlasnie przez takie gadanie chce do tego doprowadzic i to sugeruje - rozwiodles sie to zyj teraz sam, nie masz prawa sie wiazac z kims innym. A potem właśnie wielu katolików po przejściach odwraca się od kościoła (kosciola, a nie Boga!). To samo, jakim prawem ksiądz nie udzieli pogrzebu tylko dlatego, że ktoś nie ma wystarczająco dużo pieniędzy żeby zmieścić się w ich cenniku? każdy do wulgaryzm ma prawo byc pochowany i ma byc w tej intencji msza! i nie wazne czy ktos jest bogaty czy biedny!! to wulgaryzm przeciez to że ktos nie ma wystarczajaco pieniedzy nie oznacza że musi byc pochowany niewiadomo gdzie!. Najlepiej w lesie chyba! Bo to jest och  wulgaryzm obowiązkiem!! Albo niektorzy mowią że płaci się dowolna kwote za chrzest, slub, pogrzeb, a jak sie da mniej niz oni sobie w głowie ubzduraja to juz sie krzywo patrza! to mnie strasznie wkurza w kosciele! nie twierdze że wszyscy tak robia, ale jest zdecydowana wiekszosc ktora patrzy na kase! bo ksiadz sobie wymyslil 600 zl za odprawienie pogrzebu, a jak tyle nie masz albo ci brakuje 200 czy 100 zl to juz ma cie gdzies i pogrzebu nie odprawi! to jest chore!! to samo sie tyczy chrztow.

Dokładnie. Kościół zielonoświątkowców nie jest fikcją i powiedziałabym, że jest bardziej normalniejszy od naszego. Oni mają szacunek dla innych religii i nie uważają że tylko ich jest słuszna (a kk własnie tak uwaza, tylko wiara katolicka jest cacy, a reszta jest bee). Kościół Protestancki nie krytykuje innych wiar tylko dlatego że są inne niż ich, a nasz właśnie robi na odwrót. A przeciez tak nie powinno byc i nie moze! przeciez Bóg nakazuje miłować kazdego, bez wzgledu na jego wiare. On nie mówi "kochajcie tylko katolikow, a reszte możecie potepiac"

24

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

strasznie dużo tego, postaram się po kolei odpowiedzieć - kwestia celibatu księży to sprawa na właściwie odrębny wątek, zaznaczyć tutaj chciałabym tylko że należy brać pod uwagę nie pogląd na celibat jaki mamy teraz ale taki jaki istniał w dacie ustanawiania go i przesłanki z tamtego okresu...
odnośnie "Nie twierdzę, że rozwód nie jest grzechem, czy cudzołóstwo ale jesteśmy zbawieni z łaski, a nie z uczynków. Jesteśmy zbawieni przez wiarę w Jezusa Chruystusa. Bóg nam wybacza jeśli żałujemy i o to prosimy!!! Pismo też mówi, że wszyscy jesteśmy winni sobie miłość. Kazdy też indywidualnie odpowiada przed Bogiem." no niezupełnie z tym zbawieniem z łaski a nie z uczynków bo cóż jest warta wiara bez uczynków? zamienia się w faryzeizm - formę bez treści...
Istotą stanowiska kościoła katolickiego wobec osób rozwiedzionych jest nakłonienie ich do uregulowania ich pozycji w kościele - rozwody zdarzają się z różnych przyczyn, również dla wygody albo z powodu próżności, z powodu nacisku rodziców, przez osoby trzecie.. ale jeśli małżonkowie zdradzają to być moze ich zgoda małżeńska była już obarczona wadą, bo przecież zdrada nie jest objawem dojrzałości... życie w grzechu jest niemoralne i kościół nie potępia ludzi a potępia grzech i zachęca wiernych do wyprostowania  ich życiorysu... jednocześnie rozmowa w poradni małżeńskiej albo z doradcą w kurii lub psychologiem w czasie badania daje duż o stronom - pozwala zrozumieć błędy jakie się popełniło i wyciągnąć z nich wnioski. Jeśli nie zrozumie się tego co się schrzaniło to najprawdopodobniej błąd się powtórzy, a przecież nie na tym polega dorastanie i dojrzewanie...
osoby w związkach niesakramentalnych mogą sanować swoje związki - poprzez powstrzymanie się od współżycia, więc nieprawdziwe jest założenie że całe życie ma się pokutować za jeden pojedynczy grzech, ale trwanie w nim powoduje niemożliwość rozgrzeszenia i stąd niemożliwość przyjmowania sakramentów przez osoby będące  w związkach małżeńskich...
nieprawdą też jest jakoby kościół katolicki był nietolerancyjny wobec innych religii - ekumenizm wypłynął właśnie z kościoła katolickiego i tu jest rozwijany, a nie z innych religii czy wyznań... ale z racji tego że wierzę że to kościół katolicki jest depozytariuszem wiaty zasadne jest też twierdzenie że to poprzez kościół katolicki można dostąpić zbawienia a nie gdzie indziej..
girl90 - nie znam przypadku odmowy pogrzebu o którym mówisz, zgodnie z z KPKan ksiądz może odmówić pogrzebu tylko i wyłącznie z przyczyn związanych z wiarą - gdy zmarły był np zadeklarowanym ateistą, a wszelkie sakramenty są co łaska... niemniej wierni mają też obowiązek wspierania kościoła w miarę swoich możliwości

25

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

ale ja znam takie przyklady i tak jest przynajmniej w moim miescie - nie w kazdej ale sie jednak zdarza. Co do małzenstw niesakramentalnych, to co jesli jedna z osob nie ma dzieci i bardzo chce je miec? druga tez np. i co? maja z tego marzenia zrezygnowac?

26

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

nie bardzo rozumiem zagadnienie, możesz precyzyjniej sformułować pytanie?

27 Ostatnio edytowany przez girl90 (2011-05-11 11:23:32)

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

chodzi mi o to czy takie małżeństwo ma zrezygnować z posiadania własnego potomka tylko dlatego że jedno z nich miało ślub z inna osoba?

28

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Malinowy Bzyk napisałaś: "(...) kwestia celibatu księży to sprawa na właściwie odrębny wątek, zaznaczyć tutaj chciałabym tylko że należy brać pod uwagę nie pogląd na celibat jaki mamy teraz ale taki jaki istniał w dacie ustanawiania go i przesłanki z tamtego okresu..."

Czym są dane przesłanki do ustanowienia celibatu jeśłi nie potrzebą, wymysłem ludzkim. W biblii nie ma wzmianki, że w jakiś szczególnych okolicznościach celibat może być narzucony, a w innych okolicznościach zniesiony. Jest tylko napisane o tym, że warto pozostawać w celibacie i jest to napisane przez jednego apostoła. Inni nawet nie czują potrzeby poruszać tej kwestii. Ogólnie w biblii ten temat jest przedstawiony jako wybór indywidualny. Czyli każdy kto czuje potrzebę pozostania w celibacie ma do tego prawo, jednocześnie każdy kto nie czuje potrzeby zachowania celibatu może wstępować w związki i równie intensywnie służbyć Bogu. Czyli nie trzeba rezygnować z zakładania rodziny aby móc być kapłanem.

Piszesz też, że wiara bez uczynków jest martwa - prawda! Jednak nie zmienia to faktu, że jesteśmy zbawieni z łaski przez wiarę, aby nikt się nie chlubił czy coś tam zrobił dobrego, czy nie  - parafrazując oczywiście.
Po drugie gdyby zbawienie przychodziło z uczynków to po co Jezus za nas by umarł? Jeśłi przyszłoby zbawienie z uczynków to każdy sam na własny rachunek poprzez dobre uczynki powinien próbować się zbawić. Jednak Bóg znał słabość człowieka i wiedział, że choćby najbardziej każdy z nas się starał to prawdopodobnie i tak w czymś by zgrzeszył. Co oznacza, że człowiek jest niedoskonały i zwyczajnie nie jest w stanie zbawić sam siebie, zbawić siebie poprzez uczynki. Dlatego Bóg tak bardzo nas umiłował, że swojego Syna Jednorodzonego nam dał aby każdy kto w niego WIERZY nie umarł ale miał życie wieczne. Tylko Jezus jest bez grzechu, winy, tylko on jest doskonały i On za nas umarł bo tego chciał. Umarł za nas bo tak bardzo nas - ludzi kocha aby dać zbawienie każdemu kto wierzy. Jezus umarł i zmartwychwstał i my poprzez wiarę w Niego wraz z Nim zmartwychwstaliśmy do życia w Bogu i dla Boga. Czyli poprzez przyjęcie Jezusa jako naszego osobistego zbawcę narodziliśmy się na nowo z wody i Ducha Świętego. Nie zostalismy zbawieni bo tacy jesteśmy "wspaniali" ale dlatego, że Bóg tak bardzo nas kocha. Bóg nas zbawił pomimo, że wszyscy zgrzeszyliśmy, pomimo, że nikt na to nie zasłużył, On nas zbawił przez krzyż bo tak bardzo nas kocha, że zdecydował się za nas umrzeć i powstać!

Jesteśmy zbawieni jednak to nie upoważnia nas do grzeszenia. Nie możemy grzeszyć zakładając, że już nie musimy być za nic odpowiedzialni, bo Jezus nas zbawił - takie myślenie jest ZŁE!!!
Jednak dzięki Jezusowi nie musimy już się więcej obawiać, że jeśłi popełnimy bląd, upadniemy to z nami koniec. Oznacza to, że w Jezusie jesteśmy wolni, żyjemy łasą, z łaski i możemy mieć pewność, że nawet jeśłi popełnimy błedy i pogubimy się Bóg wciąż nas kocha i na nas czeka, już nic nas nie odłączy od Boga. Nie stracimy zbawienia z powodu pomyłek, błędów.
Inna jest sytuacja jeśłi ktoś świadomie grzeszy, uważając, że wszytsko mu się nalezy i wszytsko mu wolno. Jeśłi ktoś nie odczuwa skruchy, nie ma ochoty przyznać się do błędu. Nie pokutuje, tylko egoistycznie podąża za swoimi pożądliwościami. Taki ktoś nie szanuje Boga!

Jeśłi wierzysz, że Bóg Cię zbawił to czym jest przyjęcie wybaczenia jeśłi nie "świadomym działaniem wynikającym z wiary? Wiara bez uczynków jest martwa - prawda, jednak zapominamy o tym, że najpierw jest wiara, a potem wiara pociąga za sobą czynność! Wierzę, że Bóg wybacza tym co proszą i żałują, zatem jeśłi żałuję i pokutuję to zgodnie z wiarą przyjmuje odpuszczenie grzechów, bo wierzę, że skoro Bóg tak powiedział to jest to prawda! Jeżeli Bóg mówi abyśmy prosili o cokolwiek chcemy, a będzie nam dane, to oznacza, że jeśłi proszę to dostanę i kolejnym krokiem wiary będzie  przyjęcie daru od Boga.
Jeśłi proszę Boga o nową pracę  to wierzę, że Bóg mi ją da, krokiem wiary, działaniem będzie faktyczne szukanie pracy, bo aby ją mieć muszę ją wziąć!

Kolejna rzecz jest taka, że jeśłi zgrzeszę i mogę naprawić swój błąd to powinnam to zrobić. O czym sama piszesz Malinowy Bzyk.
Czyli jeśłi mogę powinnam ratować swoje małżeństwo. Jednak jeśli mój były współmałżonek odejdzie i założy nową rodzinę to niestety nie mogę go zmusić do powortu, czyli wygląda na to, że nie mam za bardzo szans uregulować swojej sytacji. Co wtedy? Małżeństwo się zakończyło, już nieważne ile w tym naszej winy, ale fakt faktem małżeństwa już NIE MA. Skoro coś się skończyło, zakończyło to czy taka osoba nie ma już prawa aby zacząć od nowa? Aby pomimo błędu, upadku mieć kolejną sznasę? Czy taka osoba nie słuzyłaby bardziej owocnie Bogu zakładając nową rodzinę, gdzie miałaby szanse urodzić, wychować dzieci i w pełni zrealizować się w małżeństwie, niż gdyby miałaby zostać sama i "gorzeć"? Nie mówimy tu o przypadkach gdzie ktoś się rozwodzi z kaprysu, bo nagle coś mu się odwidziało, albo znudził się, tylko rozpatrujemy tu przypadki osób, które rozwodzą sie z bardzo trudnych i bolesnych powodów.

malinowy bzyk napisałaś też: " (...) osoby w związkach niesakramentalnych mogą sanować swoje związki - poprzez powstrzymanie się od współżycia, więc nieprawdziwe jest założenie że całe życie ma się pokutować za jeden pojedynczy grzech, ale trwanie w nim powoduje niemożliwość rozgrzeszenia i stąd niemożliwość przyjmowania sakramentów przez osoby będące  w związkach małżeńskich..."

Rozpatrujemy tu sytuację związków damsko - męskich, gdzie głównym założeniem takich związków w kościele katolickim jest rodzina, prokreacja zatem czym są wspomniane przez Ciebie związki niesakramentalne, które powinny powstrzymywać sie od współżycia? To samo w sobie wyklucza zwiazek, małżeństwo. Nam chodzi o to aby osoby rozwiedzione miały ponowną szansę stworzyć związek małżęński, a nie realcje przyjacielsko - koleżeńską bo taka relacja nie jest czymś "wymiennym" w stosunku do małżeństwa. Dlatego jest wyraźna różnica pomiędzy przyjaźnią, a małżeństwem. Czyli nie mogąc ponownie wejść w zwiazek małżeński wynika z tego, że jednak pokutować trzeba niemal całe życie za jednen grzech jakim jest rozłam małżeństwa. Tak tylko dodam, że według Kościoła brak pożycia w małżeństwie jest podstwaą do jego unieważnienia, zatem jak związek przyjacielski ma zrekompensować, zastąpić małżeństwo?
Czyli tak naprawdę osoby rozwiedzione w KK mają niemal do końca życia status "rozwodnika", co zabiera im szansę na zmianę, na zaczęcie od nowa.

Napisałaś też: " (...) więc nieprawdziwe jest założenie że całe życie ma się pokutować za jeden pojedynczy grzech, ale trwanie w nim powoduje niemożliwość rozgrzeszenia i stąd niemożliwość przyjmowania sakramentów przez osoby będące  w związkach małżeńskich..."

A jak taka osoba ma przestać trwać w "takim grzechu" skoro nie ma możłiwości uregulować swojej sytuacji, bo nie ma żadnych szans aby np. współmałżonek powrócił? Czym jest uregulowana sytuacja, co taka osoba musi zrobić aby mieć uregulowaną sytuację?

I właśnie nie rozumiem dlaczego osobę rozwiedzioną określa się jako, że ona trwa w grzechu? Ona popełniła grzech rozpadu małżeństwa, ale ten rozpad nastąpił raz, ta czynność nie powtarza się bez końca aby ona wciąż w grzechu trwała. To nie prometeusz, że ciągle odrasta mu wątroba i ciągle sępy mu ją wyrywają.

Jeśłi ktoś skłamał i nadal beszczelnie kłamie i nic sobie z tego nie robi to owszem trwa nadal w grzechu. Jeśłi ktoś zgrzeszył ale do tego się nie przyznaje, świadomie nie uznaje grzechu to również w nim trwa. Ale jak się to ma do rozwodu to jakoś nie rozumiem!
Skoro osoba rozwiedziona żałuje, pokutuje i postanawia, że albo więcej nie wyjdzie ponownie za mąż, albo bardziej świadomie, rozważnie wybierze kolejnego partnera postanawiając podjąć wszelki wysiłek aby kolejne małżeństwo nigdy się nie rozpadło to dlaczego ona wciąż miałaby trwać w grzechu?

Czyli jeśłi ktoś skłamie i żałuje to ten grzech nie powinien być odpuszczony dopóki nie będzie sie mieć pewności, że już nigdy więcej tego nie zrobi?

Są grzechy, które mozna naprawić i też takie których nie da się naprawić, cofnąć. Jednak to nie jest tak, że Bóg wybacza tylko te grzechy, które można naprawić. Bóg wybacza wszystkie grzechy.

Przykład: mężczyzna prowadził pod wpływem alkoholu i zabił dziecko. Wiadomo zgrzeszył i popełnił przestępstwo. Spotykają go za to konsekwencje w postaci sankcji prawnych.
Nie może on przywrócić życia dziecku, nie może cofnąć sytuacji, naprawić jej. Jednak żałuje i pokutuje, to wydarzenie powoduje, że nigdy więcej nie próbuje nawet pod wpływem alkoholu siadać za kierownicą. Grzech został mu odpuszczony pomimo, że nie mógł tej sytacji odwrócić. Może jedynie pokutować i obiecać poprawę i dzięki łasce nie powtórzyć nigdy podobnego czynu.

Może też nic sobie  z tego nie zrobić i dalej twierdzić, że to nic złego jeździć pod wpływem alkoholu... Wówczas wciąż trwa w grzechu skoro świadomie naraża życie innych...

Można zatem stwierdzić, że każda decyzja, wybór pociągają za sobą pewne konsekwencje, czasem dobre, czasem złe. Osoba rozwiedziona też ponosi konsekwencje swojego czynu, jednak jeśli naprawdę żałuje, pokutuje to grzech zostaje jej odpuszczony. Bóg jest miłosierny i odpuszcza grzechy, tym którzy o to proszą.

Zresztą ksiądż zanim wyrobi sobie jakieś zdanie na temat osób rozwiedzionych, rozwodzących się powinien dokładnie zapoznać się z daną sytuacją. Powinien być "pasterzem" pomagającym i wskazującym rozwiązania. Każda sytuacja jest bardzo różna, nie można wszytskich wrzucać do jednego worka. Najłatwiej jest oceniać! A gdzie miłość, wsparcie, duszpasterska pomoc.

Zresztą księża to też ludzie, którzy się mylą, popełniają błędy. Biblia mówi, że wszyscy zgrzeszyliśmy.
Znam przypadki gdzie niektórzy księża dają oficjalnie rozgrzeszenie osobą rozwiedzionym.
Najłatwiej wskazywać grzechy, co się zrobiło źle, mówić czego nie wolno, ale najtrudniej zaoferować realną pomoc.

29

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Kiedy sw. Pawel mowi, ze czlowiek jest usprawiedliwiony przez wiare i bez zadnej zaslugi, to nalezy te slowa rozumiec tak, jak je stale i zgodnie Kosciol katolicki uznawal i przyjmowal. Dlatego mowi sie, ze jestesmy usprawiedliwieni przez wiare, poniewaz wiara jest poczatkiem naszego zbawienia, korzeniem i fundamentem wszelkiego usprawiedliwienia; bez niej niemozliwa rzecza jest podobac sie Bogu ani osiagnac dziedzictwo Jego synow. Natomiast mowi sie, ze bez wlasnej zaslugi jestesmy usprawiedliwieni, bo nic z tego, co poprzedza usprawiedliwienie, czy to wiara, czy to uczynki, nie wysluguje samej laski usprawiedliwienia. Jesli to jest laska, to juz nie jest wynikiem uczynkow, bo inaczej, jak mowi ten sam apostol, laska nie bylaby już laska.
***
nikt nie broni osobom rozwiedzionym wniesienia sprawy przed sąd kościelny zamiast trwać w grzechu - Twój wywód długi ale nie wiem czemu błędnie zakładasz że osoba rozwiedziona "nie może" rozwiązać kwestii kanonicznych, to tak jakby powiedzieć że nie może się rozwieść bo nie ma czasu iść do sądu....
***
jeśli małżonkowie nie żyją ze sobą to sakrament trwa nadal i tak samo trwa małżeństwo - co z tego że fizycznie są rozłączeni czyli w separacji? czy jak wyjedziesz na drugi koniec świata będziesz mniej córką swojej matki? Bóg owszem odpuszcza ale wobec ludzi i kościoła należy też sprawę uregulować - czym innym jest grzech i pokuta a czym innym życie społeczne, nie bez kozery mamy "zadośćuczynić BOGU i BLIŹNIEMU"

30

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Malinowy Bzyk odnośnie Twojej ostatniej wypowiedzi napiszę tylko coś co już kilka postów dalej miałam okazję tu przedstawić.

Uważam, że takie zachowania w małżeństwie jak zdrada, znęcanie się fizyczne, czy psychiczne, wszelkie działania czynione na szkodę rodziny już same w sobie łamią przysięgę małżeńską. I uważam, iż ignorowanie tych zachowań nie powoduje, że to małżeństwo trwa.

Nie wiem czemu kościół katolicki uważa, że skoro jest napisane w biblii: ... co Bóg złączył niech człowiek nie rozłącza, to czyni małżeństwo czymś niemożliwym do rozwiązania.  Bóg według mnie w tym wersecie nie napisał, że człowiek nie jest w stanie rozłączyć tylko, że nie powinien tego robić. Kościół do małżeństwa ma takie podejście, że według nich nawet po rozwodzie dana para dalej jest małżeństwem w duchowym znaczeniu. Jednak według mnie tak nie jest. Małżonkowie się rozwiedli, złamali przysięgę, zerwali przymierze. A skoro je zerwali to oznacza, że jest zerwane, że już nie istnieje. I z tego co się orientuje takie stanowisko przyjmują też inne kościoły chrześcijańskie oprócz KK, co wcale nie oznacza, że łatwo jest uzyskać rozwód, który miałby poparcie pastora, czy starszych kościoła.

Tak też według mnie przytoczony werset nie oznacza, że ludzie nie mogą się rozwieść, bo fizycznie, praktycznie mogą zerwać, złamać, zakończyć itp.. Natomiast prawdą jest to, że nie powinni tego robić, nie powinni łamać obietnicy, przysięgi. Złamanie przysięgi jest grzechem.  Jezus jest przeciwny rozwodom. Nie powinno się opuszczać, zostawiać współmałżonka.

I jeszcze jedno każdy kto wierzy w Jezusa Chrystusa i prosi o Ducha Świętego otrzyma Go. Duch Święty przychodzi z poznaniem i mądrością. Oznacza to, że każdy czytając Pismo Święte prosząc o mądrość Bożą może doświadczyć osobistego objawienia co do Słowa Bożego. To nie jest tak, że tylko księża rozumieją Pismo Święte i tylko im wolno je interpretować, bo oni podobnie jak wszyscy wierzący są tylko ludźmi. Każdy ma swoją indywidualną odpowiedzialność przed Bogiem aby wzrastać duchowo.
Malinowy Byzk zachęcam do osobistego poszukiwania obecności Bożej i czytania Pisma Świętego (nie twierdzę, że tego nie robisz). Zresztą nie istotne jest wyszukiwanie np. różnic między kościołami chrześcijańskimi jednak najważniejsza jest prawda jaką jest Bóg, czyli właśnie poszukiwanie Jego obecności osobiście w naszym codziennym życiu. My, którzy wierzymy w Jedynego Boga jesteśmy tak naprawdę Kościołem Chrystusowym. A niezgoda jest dziełem ludzkim.

Ogólnie brakuje mi Malinowy Bzyk wypowiedzi, które byłby od Ciebie, jak Ty wierzysz, postrzegasz wiarę w Boga.

Masz rację, że wiara jest najważniejsza i pierwsza przed wszystkim, bo aby przyjąć Jezusa trzeba w Niego wierzyć. Aby przyjąć zbawienie trzeba wierzyć, że Bóg dał nam zbawienie przez Jezusa Chrystusa. Trzeba wierzyć, że Bóg istnieje i wierzyć, że Bóg jest dobry i nagradza wszystkich co Jego szukają. Bez wiary nie można podobać się Bogu! Kiedy przyjmujemy Jezusa Chrystusa jako swojego Pana wraz z Nim umieramy dla świata i grzechu i wraz z Nim zmartwychwstajemy do życia w Bogu. Czyli rodzimy się na nowo z Ducha Świętego, co oznacza, że nasz duch - my jesteśmy zbawieni. Jednak sam akt narodzin nie zmienia nas z dnia na dzień, naszego dawnego charakteru, osobowości i zbawienie duszy (naszych emocji, naszego sposobu myślenia)  jest procesem, który trwa cały ten okres kiedy jesteśmy tu na ziemi. Naszym zadaniem jest wzrastać. Jednak możemy być pewni zbawienia i tego, że Bożej łaski nam wystarczy aby wytrwać w wierze do końca. Musimy zaufać Bogu, że On nas zachowa od złego. Jednocześnie dzięki Jezusowi mamy tą pewność, że nasze pomyłki, błędy, upadki nie oddzielą nas już nigdy od Boga, gdyż w Jezusie mamy odpuszczenie grzechów.
Zbawieni z łaski oznacza za darmo. Oznacza, że niczym my ludzie nie jesteśmy w stanie siebie wykupić, to Jezus zapłacił za nas dług i On za darmo nas zbawił bo umiłował nas do końca.

Jezus na krzyżu powiedział: "Dokonało się!"
Jest też napisane, że dzięki Jezusowi my, którzy wierzymy mamy już wszystko co jest nam potrzebne do życia i pobożności.
Zacytuję 1 List Jana 1.8-10
Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu,
to samych siebie oszukujemy
i nie ma w nas prawdy.
Jeżeli wyznajemy nasze grzechy,
Bóg jako wierny i sprawiedliwy
odpuści je nam
i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.
Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy,
czynimy Go kłamcą
i nie ma w nas Jego nauki.

31

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

przepraszam Cię bardzo ale czy Ty jesteś katoliczką czy protestantką?
moja wiara tutaj nie ma nic do rzeczy, ważny jest przepis prawa kościelnego oraz ew. zapoznanie się ze stroną teologiczną zagadnienia
związków niesakramentalnymch

32

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim
etniczna napisał/a:

Uważam, że takie zachowania w małżeństwie jak zdrada, znęcanie się fizyczne, czy psychiczne, wszelkie działania czynione na szkodę rodziny już same w sobie łamią przysięgę małżeńską. I uważam, iż ignorowanie tych zachowań nie powoduje, że to małżeństwo trwa.

Dokładnie! Jeśli się coś złamie to oznacza że tego już nie ma!

Malinowy Bzyk, napisałaś "przepraszam Cię bardzo ale czy Ty jesteś katoliczką czy protestantką?
moja wiara tutaj nie ma nic do rzeczy, ważny jest przepis prawa kościelnego"

Otóż chodzi o to że wiara jest najważniejsza, a przepis prawa koscielnego jest duzo mniej wazny! to tak jakbys powiedziala że bardziej wierzysz w kosciol niz w Boga. Wiekszosc tych praw wymyslili sobie  ludzie bo tak im sie chcialo, a to ma sie nijak do wiary i Boga.

Co ma do rzeczy to czy ktos jest katolikiem czy protestantem? bo jakby nie patrzec to i to jest wiarą chrzescijanska! protestanci przynajmniej maja zdrowe podejscie! pastorzy moga zalozyc rodziny.

33

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Malinowy Byzk dla mnie najważniejsza jest wiara w Boga oraz postępowanie zgdonie z tym co mówi Pismo Święte. Natomiast doktryny napisane przez ludzi są najmniej ważne. Jeżeli miałabym wierzyć w ludzi, a osoba Boga byłaby na drugim miejscu to cała wiara nie miałaby sensu. Ja nie szukam sobie religii aby mieć co robić, aby zająć sobie wolny czas, nie szukam także filozofii, ja wierzę i szukam prawdziwego, żywego Boga i Bóg jest dla mnie najważniejszy, na pierwszym miejscu. Mamy służyć przede wszystkim Bogu.

Oczywiście Kościół jako Wspólnota ludzi wierzących w Boga jest bardzo ważny, jesteśmy sobie nawzajem potrzebni i powinniśmy sobie usługiwać i wspierać się nawzajem w wierze. Zadaniem kościoła jest także napominać w miłości, modlić się o siebie nawzajem, służyć sobie darami, pomagać itp.
Oczywiscie nikt też bez powodu nie zostaje księdzem, czy pastorem. Dana służba wiąże się z powołaniem i Bożym namaszczeniem. Ludzie Ci chodzą w Bożym autorytecie i mają obowiązek głosić Boże słowo, wspierać poradą duszpasterską, czy napominać. Ale wzraz z danym autorytetem idzie również odpowiedzialność.

Bożą wolą jest poddawać się autorytetom, które wyzacza Bóg. Jednak nikogo to nie zwalnia z własnej odpowiedzialności jaką każdy ma osobiście przed Bogiem. Naszą też odpowiedzialnością jest osobiście odpowiadać za to co przyjmujemy do swojego życia, czym się karmimy.

1 list Św. Jana: 4.1 Bibila tysiąclatka
Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie.

Księga Jeremiasza: 17.5
To mówi Pan:
Przeklęty mąż, który pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę,
a od Pana odwraca swe serce.

Malinowy Bzyk myśle, że to nie ważne czy jestem katoliczką czy nie. Na pewno jestem chrześcijanką.

Ludzie są tylko ludźmi, pewnie w każdym Kościele nie tylko katolickim często się przestrzega pewnych obrządków, które nie tyle są przestrzeganiem Pisma Świętego co są stworzone przez ludzi na potrzebę pewnych okoliczności.

Ogólnie chodzi mi o to, że nie nalezy bezgranicznie ufać ludziom i na nich budować, ale we wszytskim szukać Boga.
Każdy sam odpowiada przed Bogiem.
Kościół jako ciało Chrystusa jest bardzo ważny. Ja osobiście uważam, iż nie należy osobie, która szuka Boga i kocha Boga odmawiać łaski jaką jest należeć do Kościoła z powodu przeszłości, upadków. A czym jest należeć do Koscioła jeśłi nie w pełni uczestniczyć w sakramentach?

Myślę, że Kościół nie powinien robić różnic między osobami rozwiedzionymi, a nierozwiedzionymi. Szczególnie jeśłi osoby rozwiedzione żałują rozpadu swojego małżeństwa i wylewają swoje serca przed Bogiem. Uważam, iż powinno się takie osoby otoczyć opieką i pozwalać im w pełni być członkami Kościoła.

List do Rzymian 13.8:
Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnil Prawo.

1 List Piotra: 4.8
Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów.

34

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

a jak ktos zaluje że się z dana osobą ożenił?

35

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

etniczna - twoje słowa są też tylko interpretacją prawa bożego, zasady poddawania się bożym autorytetom to nic innego jak poddanie się woli hierarchii kościelnej której władza pochodzi z bożego nadania - sama sobie zaprzeczasz.
to że ktoś dokonał złego wyboru to nie znaczy że powinien w nim trwać - tak jak w prawie cywilnym tak w prawie kościelnym węzeł trwa dopóki nie zostanie orzeczone jego rozwiązanie; fakt zdrady czy znęcania się nie powoduje nieważności małżeństwa w prawie świeckim, fakt że żona zdradza męża który jest np alkoholikiem też nie powoduje nieważności małżeństwa a prawo kanoniczne pod tym względem jest zbieżne i tyle, nie ma o co podnosić larum, cała ta przepychanka jest zupełnie bezsensowna;

po raz kolejny powtarzam - orzeczenie nieważności małżeństwa nie jest zbędnym luksusem a etapem procesu zdrowienia, wyrazem dojrzałości zarówno od strony psychicznej jak i osobowościowej, dorośnięciem w wierze i chęcią nie popełniania ponownie błędów...

36

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Malinowy Bzyk nie zaprzeczam sama sobie.

Po pierwsze mamy szanować autorytety, nie buntować sie! Jednak chcę zaznaczyć, że nawet autorytet jest tylko człowiekiem, czyli nawet tacy ludzie mogą się pomylić, bo są tylko ludźmi. Autorytet wiąrze się z władzą ale również z odpowiedzialnością. Co oznacza, że autorytet nie może nadużywać władzy, czy wykorzystywać jej w sposób niewłaściwy. Osoby autorytatywne otrzymały władzę aby używać jej w sposób mądry i odpowiedzialny. I na takich ludziach jest duża odpowiedzialność za to co robią, mówią bo jakby nie było wpływają na innych. Odpowiadają  przed Bogiem.

Z drugiej zaś strony kazdy tez ma swoją odpowiedzialność przed Bogiem. Czyli powinniśmy odpowiedzi do swojego życia przede  wszytskim szukać w Bogu. Możemy ludzi się radzić. Możemy znaleźć duchownego, któremu możemy zaufać i przy jego pomocy szukać odpowiedzi. Osoby duchowne odgrwają w poradnictwie duszpasterkim ogromnie ważną rolę i znaczenie. Jednak osoby te powinny wspomagać, upominać w miłości, radzić, a nie osądzać, czy potępiać.
I nawet jeśli osoba duchowana: ksiądź, pastor mówi do nas kazanie, mówi do naszego życia to my we własnej odpowiedzialności powinniśmy to sami sprawdzić zarówno z Pismem Świętym, jak i poprzez modlitwe. Gdyż każdy podejmuje swoje indywidualne decyzje i każdy odpowiada indywidualnie przezd Bogiem. Jednak jeśli taka osoba prosi o radę np. księdza to uważam, iż powinna wziąć pod uwagę to co zostało jej powiedziane. Czyli powinna skorzystać z zaproponowanych wskazówek aby np. próbować ratować małżeństwo. Ponieważ jeśłi taka osoba miałaby znegować wszytsko co mówi jej ksiądź oznaczałoby, że tak naprawdę nie chce, nie potrzebuje porady!

Jednak pytanie moje jest takie czy jest sens analizować, czy "przegrzebywać" coś czego już nie ma, czyli jeśli małżeństwo zastało zakończone gdyż nastąpił rozwód? I co ważne nie ma możliwości powrotu do siebie małżónków. Co wtedy? Oczywiscie np. sama zdrada pomimo, że jest złamaniem przymierza i przysięgi małżeńskiej jeszcze nie powoduje rozwiązania małżeństwa choćby w prawie cywilnym. Ale orzeczenie rozwodowe już tak! Co powinna zrobić np. kobieta jeśli jej mężczyzna odszedł do innej kobiety, mieszka już u tej innej i wystapł z pozwem o rozwód? Powinna za wszelką cenę nie zgadzać się na rozwód? Czy to coś by dało? Ma narażać się na jeszcze większe upokorzenia jeśłi ten mąż i tak już do niej nie wróci, co najwyżej będzie żył z nową kobietą bez rozwodu? Ma pozwalać aby jej mąż jawnie ją zdradzał i udawać, że to małżeństwo wciąż trwa? Pomimo, że w duchowym wymiarze wszytsko to czym jest małżeństwo zostało przerwane, czy nawet pogwałcone?

Jakie jest Twoje zdanie Malinowy Bzyk?
I jeszcze jedno, czy możesz podać mi co kwalifikuje się do unieważnienia małżeństwa w KK? Albo gdzie znaleźć takie informacje w internecie?

Girl90 nie wiem jak odpowiedzieć na Twoje pytanie! Nie wiem dokładnie co spowodowało rozłam w małżeństwie Twojego obecnego chłopaka. Wspomniałaś o licznych zdradach jego żony.
Z mojego punktu widzenia te zdrady oraz ostatecznie to, że jego żona i tak odeszła do innego według mnie kwalifikują się do rozwodu. Wy zaś poznaliście się jak już było po ich małżeństwie.
Jednak nie przekonuje mnie stwierdzenie, że Twój chłopak żałuje, że się z nią ożenił oraz żałuje ślubu kościelnego. Czy też, że nie chciał ślubu kościelnego.
Według mnie może on żałować, że ten ślub był pomyłką, może żalować, że nawzajem się zranili i nie wytrwali we wspólnej przysiędze. Może żałować, że ich decyzja o ślubie była nieprzemyslana, czy niedojrzała. Jednak żałować, że się z nią ożenił to według mnie trochę za ostre, bo przecież kiedy się żenił kochał ją, na pewno był czas kiedy się kochali? Zazwyczaj obie osoby są winne, nigdy nie ma tak, że wina jest tylko jedna osoba.
Albo to, że on nie chciał ślubu kościelnego. Ale dlaczego wtedy nie chciał tego ślubu? Jeśli on nie chciał tego małżeństwa to też nie był do końca w porządku skoro te ich wątpliwości nie zostały załatwione przed ostateczną decyzją.
Rozumiem, że może wzięli ślub bo wszyscy tego od nich oczekiwali, czuli się pod presją i ich decyzja nie była do końca wyrazem ich woli, czy też nie była dojrzała.
Jednak nikt ostatecznie nie zmusił go do ślubu kościelnego. Może ze złych pobudek wizął ten ślub, ale jednak się zgodził. Zresztą nikt nie może go zmusić do ślubu...

Jednak wynika z tego, że nie wszystko było jak być powinno.  Ile lat byli małżeństwem? Jeśli zależy Ci Girl90 aby wasz związek był zawarty przed Bogiem, w np. KK to może warto postarać się o Kościelne unieważnienie wczesniejszego małżeństwa. Może warto spróbować?
Najważniejsze aby tą sprawę roztrzygnąć przed Bogiem osobiście i poszukać właściwego rozwiązania. Ważne aby postępować zgdonie z sumieniem i przekonaniem.

37 Ostatnio edytowany przez girl90 (2011-05-20 14:26:03)

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Owszem, chcemy się o to starać. Takie uniewaznienie kosztuje okolo 2 tysiecy takze trzeba zbierac kase. Ja nie pracuje, a on zarabia na jedzenie, na benzyne, jeszcze splaca raty. Także na razie na odlozenie nie ma szans na razie. Jesli znajde prace w koncu to bedzie o niebo lepiej i wtedy zaczniemy odkladac na uniewaznienie. W malzenstwie byli niecale 5 lat, a pobrali sie bo ona zaszla w ciaze. On chcial zeby maly mial jego nazwisko, a koscielnego nie chcial i nawet przed oltarzem zastanawial sie nad tym co robi. A wziął koscielny bo ona tego chciala i chcial ja uszczesliwic... nie zawsze wina jest po dwoch stronach. Ona sie tlumaczyla tym że wtedy gdy go zaczela zdradzac miedzy nimi bylo zle.. czy to jest powod do zdrady? czy takie tlumaczenie jest dojrzale? nie. Przynajmniej moim zdaniem. Ja jestem zdania takiego że jesli sie kogos naprawde kocha to się go nie zdradza i nawet nie probuje, nie mysli że moglby czy chcialby. Mimo że w zwiazku jest zle to nie ma takiej opcji żeby kogos zdardzic! wiadomo że są gorsze i lepsze momęty ale to nie powod do zdrady jesli to jest prawdziwa milosc!

A i my się znaliśmy przed naszym związkiem niecałe 2 lata. Tylko, że widzieliśmy się trzy razy. Dwa razy mnie odwiózł do domu. Super nam się rozmawiało. Wiem że zawsze mu się podobałam (to jeszcze nie przestepstwo i nie zdrada). Wiem, że ona mu się nie podobała, nawet nie chciał się na poczatku z nią spotykac. Potem jednak niestety wyszło jak wyszło i po czasie sie zakochał.

38

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/prawo/k4t7r2.html
http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/prawo/k4t7r3.html
http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/prawo/k4t7r4.html
oraz
http://archidiecezja.lodz.pl/czytelni/prawo/k4t7r9.html to odnośnie np sytuacji zdrady...

39

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Czyli jesli ktos dopusci sie zdradz, nie zaluje tego i dalej zdradza to znaczy ze malzenstwo z dana osoba jest niewazne?

40

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

tytuł brzmi: separacja podczas trwania małżeństwa.... a skoro trwa to nie jest nieważne, nieważność może tylko stwierdzić sąd kościelny a nie sama strona, ba, nawet gdyby obie strony zgodnie stwierdziły że małżeństwo jest nieważnie zawarte a obrońca węzła małżeńskiego wykaże przekonująco ze np. osoby są w zmowie i świadczą nieprawdę to sąd nie orzecze nieważności

41

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

tak ale jesli np. ktos nie wymawial szczerze przysiegi to małżeństwo jest i tak niewazne... a kosciol ma to tylko potwierdzic i tyle...

42

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

ale dopóki tego nie potwierdzi Kościół to przyjmuje się że jest ważne, samemu nie można "stwierdzić"

43

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim
girl90 napisał/a:

Owszem, chcemy się o to starać. Takie uniewaznienie kosztuje okolo 2 tysiecy takze trzeba zbierac kase. Ja nie pracuje, a on zarabia na jedzenie, na benzyne, jeszcze splaca raty. Także na razie na odlozenie nie ma szans na razie. Jesli znajde prace w koncu to bedzie o niebo lepiej i wtedy zaczniemy odkladac na uniewaznienie. W malzenstwie byli niecale 5 lat, a pobrali sie bo ona zaszla w ciaze. On chcial zeby maly mial jego nazwisko, a koscielnego nie chcial i nawet przed oltarzem zastanawial sie nad tym co robi. A wziął koscielny bo ona tego chciala i chcial ja uszczesliwic... nie zawsze wina jest po dwoch stronach. Ona sie tlumaczyla tym że wtedy gdy go zaczela zdradzac miedzy nimi bylo zle.. czy to jest powod do zdrady? czy takie tlumaczenie jest dojrzale? nie. Przynajmniej moim zdaniem. Ja jestem zdania takiego że jesli sie kogos naprawde kocha to się go nie zdradza i nawet nie probuje, nie mysli że moglby czy chcialby. Mimo że w zwiazku jest zle to nie ma takiej opcji żeby kogos zdardzic! wiadomo że są gorsze i lepsze momęty ale to nie powod do zdrady jesli to jest prawdziwa milosc!

A i my się znaliśmy przed naszym związkiem niecałe 2 lata. Tylko, że widzieliśmy się trzy razy. Dwa razy mnie odwiózł do domu. Super nam się rozmawiało. Wiem że zawsze mu się podobałam (to jeszcze nie przestepstwo i nie zdrada). Wiem, że ona mu się nie podobała, nawet nie chciał się na poczatku z nią spotykac. Potem jednak niestety wyszło jak wyszło i po czasie sie zakochał.

Unieważnienie kosztuje 1200zł(w tym koszt powołania biegłegonp. psychologa lub seksuologa) i jeśli trzeba wezwać dodatkowych biegłych to dodatkowe 200zł za każdego. Zazwyczaj kończy sie na jednym, więc całkowity koszt to 1200zł.

Ja dostałam unieważnienie w pierwszej instancji, teraz oczekujemy na wyrok z drugiej w Warszawie.

44 Ostatnio edytowany przez Entropia (2012-01-11 18:04:28)

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Wiecie co, ja myślę że człowiek nie jest głupi i powinien postępować odpowiedzialnie. A jeśli nie postępuje czekają go konsekwencje. Często są małżeństwa zawierane pochopnie, z powodu ciąży lub jakiś innych kwestii, które potem się rozpadają. I kiedy ta osoba chce związać się ponownie, albo kiedy ktoś chce się związać z tą osobą, czuję się pokrzywdzona przez Kościół. ale moim skromnym zdaniem sam się pokrzywdził. Jeśli wypowiadamy przysięgę przed Bogiem, obiecujemy komuś miłość i wierność aż do śmierci to to nie jest czcze gadanie, to przysięga przed Bogiem i trzeba ją wypełnić. Nie chodzi o przepisy prawa kościelnego, a o Twoją uczciwość i dobrą wolę. Bo cóż dla człowieka wierzącego może być ważniejszego, niż to co obiecał Bogu? Większość rozwodów jest z winy małżonków, powinni się lepiej zastanowić zanim podjęli decyzję spędzenie razem życia. Ponoszą konsekwencje złych wyborów. Co innego ludzie, którzy zostali w jakiś sposób oszukani, małżonek okazał się kimś stosującym przemoc albo i gorzej. Dla takich przypadków, kiedy jedna strona miała dobrą wolę, a druga wyraźnie kłamała powinna być opcja unieważnienia.

45

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Jestem rozwiedziona...nareszcie.Po 5 latach koszmarnego małżeństwa,ze zdradą,piciem i awanturami w tle nareszcie mnie zostawił.Kochałam męża tak bardzo i tak prawdziwie,że nie wierzyłam,że to co robi jest realne.Ja wytrzymywałam,ale to on nie wytrzymał...mojej cierpliwości i miłości.Odszedł.Cierpiałam bardzo,ale kiedy go już nie było poczułam jakąś wolność,radość której do tej pory nie znałam.Chciał znów wrócić-powiedziałam NIE!!!
Pełna wiary w Boga,pełna miłości do męża-powiedziałam NIE!!!JUŻ CIE NIE CHCĘ!
Rozwiedliśmy się.Zostałam z dwójką dzieci.Tak jak kocham Boga,na swój ułomny-rozwiedziony sposób,tak uczę dzieci miłości do Niego i ludzi,co niedziela wsiadamy do samochodu i jedziemy do kościoła.
Poznałam kogoś...jesteśmy razem.Ja nadal chodzę do kościoła,modlę się,przekazuję dziewczynkom to co umiem,to w co wierzę.
Rodzina odwróciła się ode mnie całkowicie...powinnam być SAMA!do końca moich dni-to jest ich wiara.
Wiem jak bardzo były mąż zniszczył moje duchowe życie.Tak łatwo wziął je w swoje ręce i je zniszczył,oznajmiając mi że jednak dobrze mu było "za kawalera".
Nie szukam niczego poza Kościołem,czasami pomimo poczucia winy czuję się jakaś mocniejsza,a czasami gorsza.
W tym roku córka ma Pierwszą Komunię Św. Jest mi jakoś trudno...

46

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim
Malinowy Bzyk napisał/a:

też miałam "romans" z zielonoświątkowcami, bo nie umiałam zaakceptować takiego biało czarnego świata i tak surowego traktowania pewnych kwestii, wydawało mi się to zupełnie nieżyciowe. Ale trzeba sobie odpowiedzieć na podstawowe pytania: czy przyczyną moich poszukiwań jest zwątpienie czy nieumiejętność sprostania wymogom stawianym prze Kościół, czy jeśli raz pójdę na konformizm w tak podstawowych sprawach jak wiara i zasady moralne to jaka jest wartość tej wiary i czy nie będę dalej szukać tego co dla mnie wygodniejsze?
Mimo że mam świadomość że jest to życie w grzechu, to wiem co robię i dlaczego. Mam swoje miejsce w Kościele katolickim i działam tak jak mogę, nie usiłując uzurpować sobie więcej niż powinnam, ale nie mam zamiaru szukać czegoś tylko po to żeby budować fikcję i wygodne życie za cenę kompromisu, który jest dla mnie w gruncie rzeczy szkodliwy.

Sugerujesz, że protestantyzm to jest wygodniejsza, łatwiejsza droga?  Ja się zupełnie z tobą nie zgadzam  Weź choćby pod uwagę to nieszczęsne unieważnienie ślubu - w kościołach protestanckich nie ma czegoś takiego, (nie ma też rozwodów wbrew temu co niektórzy mylnie sądzą). Ślub chociaż nie jest uważany za sakrament, to jest ważny bez względu na wszystko, nie można nigdy uznać że go nie było. Jeśli małżeństwo się rozpada (czyli przestaje istnieć) to ludzie którzy do tego doprowadzili (czyli rozerwali związek, którego nie wolno rozrywać) popełnili grzech i nikt i nic ich od tego nie zwalnia (prócz Jezusa Chrystusa oczywiście, który za ten grzech poniósł karę, ale to inna para kaloszy). Jest też wiele innych spraw, które czynią protestantyzm bardziej wymagającym wyznaniem (pod względem duchowym zwłaszcza) ale to nie zgodne z tematem wątku, wiec nie będę tego rozwijać.

47

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Wyjaśnijcie mi coś, bo chyba nie łapię, czy każdy musi wziąć ślub kościelny? Ja wiem, że dla wielu jest to ważne, i dobrze (mówię o takim zdrowym, sensownym podejściu), ale chyba ktoś decydując się na życie z rozwodnikiem chyba wie, jakie ma to konsekwencje w świetle kościoła?
Mój kuzyn ożenił się z kobietą rozwiedzioną. Ten pierwszy Ją bił i notorycznie zdradzał, więc od Niego odeszła. Nawet nie pamiętam, żeby ktoś w rodzinie był specjalnie tym ślubem kuzyna oburzony. Babcia coś tam przebąkiwała, że szkoda, że sobie panny nie znalazł..etc., ale końcem końców się pogodziła. Oboje wiedzieli na co się decydują, oboje są katolikami. Chodzą normalnie do kościoła, ochrzcili dziecko, są normalną rodziną. Nawet z tego co wiem to tam ksiądz organizuje jakieś spotkania małżeństw niesakramentalnych, takich, dla których istnieje przeszkoda w zawarciu sakramentu małżeństwa (od innych sakramentów też są odcięci, nawiasem przypomnienia...bo tutaj nie chodzi tylko o to, że nie można założyć białej kiecki i zaprosić wszystkich do kościoła). I nawet do głowy im nie przyszło pisać jakichś pism do sądu biskupiego o unieważnienie...chodzenie, załatwianie, narzekanie. Na pewno cierpią, zwłaszcza Ona, bo należy raczej do głęboko wierzących i przeżywających duchowo, ale coś za coś. Ona o tym wie. Gdybym kiedyś miała się związać z rozwodnikiem zrobiłabym chyba tak samo.
Dlatego taka zaszokowana jestem niektórymi aspektami tej sprawy smilesmile

48

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

masz racje Kamienna Twarz, ale białą suknie można mieć nawet na ślubie cywilnym smile

49

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim
anuska331 napisał/a:

Jestem rozwiedziona...nareszcie.Po 5 latach koszmarnego małżeństwa,ze zdradą,piciem i awanturami w tle nareszcie mnie zostawił.Kochałam męża tak bardzo i tak prawdziwie,że nie wierzyłam,że to co robi jest realne.Ja wytrzymywałam,ale to on nie wytrzymał...mojej cierpliwości i miłości.Odszedł.Cierpiałam bardzo,ale kiedy go już nie było poczułam jakąś wolność,radość której do tej pory nie znałam.Chciał znów wrócić-powiedziałam NIE!!!
Pełna wiary w Boga,pełna miłości do męża-powiedziałam NIE!!!JUŻ CIE NIE CHCĘ!
Rozwiedliśmy się.Zostałam z dwójką dzieci.Tak jak kocham Boga,na swój ułomny-rozwiedziony sposób,tak uczę dzieci miłości do Niego i ludzi,co niedziela wsiadamy do samochodu i jedziemy do kościoła.
Poznałam kogoś...jesteśmy razem.Ja nadal chodzę do kościoła,modlę się,przekazuję dziewczynkom to co umiem,to w co wierzę.
Rodzina odwróciła się ode mnie całkowicie...powinnam być SAMA!do końca moich dni-to jest ich wiara.
Wiem jak bardzo były mąż zniszczył moje duchowe życie.Tak łatwo wziął je w swoje ręce i je zniszczył,oznajmiając mi że jednak dobrze mu było "za kawalera".
Nie szukam niczego poza Kościołem,czasami pomimo poczucia winy czuję się jakaś mocniejsza,a czasami gorsza.
W tym roku córka ma Pierwszą Komunię Św. Jest mi jakoś trudno...

Właśnie to w katolickiej religii jest CHORE!! To że skoro ktoś sie rozwiódł to oznacza że musi byc do końca życia sam... Zapewniam Cie, że Bóg na pewno tego nie chce... On chce żebyśmy byli szczęśliwi, a nie cierpieli w samotności przez to że nie mamy drugiej połówki

50

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Witajcie.
Odpowiedzcie mi na jedno pytanie, jesli znacie odpowiedź,bo ten temat również mnie dotyczy.
Jestem wdową, obecnie w związku z rozwodnikiem. Jemu ksiądz nie dał rozgrzeszenia i nie może przystępować do komunii św. od wielu już lat.Czy ja będąc z nim w związku nieformalnym również nie mogę już przystępować do Komunii Świętej? To dla mnie bardzo ważne.
Moja szwagierka jest w małżeństwie cywilnym z rozwodnikiem i od lat nie chodzi do spowiedzi i komunii Świętej własnie chyba z tego powodu:(.

51

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

tak, w takiej sytuacji nie możesz przystępować do komunii, ani spowiedzi, nie możesz być chrzestną itp. jednym słowem dla kościoła jesteś skreślona i jesteś nikim... - dlatego właśnie uważam że KK ma chore zasady

52

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Do Girl90
Tak naprawdę to ja "dogaduję" się z Bogiem,ale odrzucona jestem przez własną rodzinę-rodzice,siostry.Czuję,że to mnie boli najbardziej.Dziewczynki też to czują.Od niedawna dostałam pracę u nas na wsi,w zakładzie jako instruktor w pracy z osobami niepełnosprawnymi.I moja rodzina jest w szoku,że ktoś mi ufa,daje pracę,rozmawia ze mną normalnie...a nie mnie skreśla jako osobę rozwiedzioną i będącą w drugim związku.Dla mnie to jest chore...
Dzięki Bogu mieszkam w odległości kilku kilometrów od "rodzinki" i nie mam z nimi do czynienia na codzień.
Ale uwierz mi,że jestem przez nich karana na każdym kroku...jak dostałam w nocy krwotoku to czekałam ponad 12godz.aż zorganizowałam transport do szpitala i opiekę nad dziewczynkami,bo mama powiedziała,żebym do sąsiadów zadzwoniła bo są bliżej...
Radzę sobie z wszystkim,najgorzej jest kiedy ja zachoruję i potrzebuję pomocy...teraz mam kogoś kto zrobi mi szklankę herbaty i zostanie z małymi...

53

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Jednym słowem traktują Cie jak trędowatą... ;/. Właśnie ja nienawidze takich ludzi... którzy skreślają Cie dlatego że źle wybrałaś i się rozwiodłaś bo nie chciałaś dalej tak żyć... Z takimi matołami trzeba sie kłócić i obstawiać za swoim! Rodzinna mimo wszystko powinna Cie wspierać i być przy Tobie bo po to jest rodzina! Ale widać Twoja jest bezmózgowa i bez serca - sorki za określenie ale naprawde mnie takie coś denerwuje... Bądź szczęśliwa z nowym partnerem i olej rodzine... skoro oni odwrócili się od Ciebie to Ty też miej ich gdzieś. Ważne że masz dwójke wspaniałych córeczek i kogoś kto Cie kocha i tego się trzymaj! Wiesz.. moja rodzina ma podobnie do Twojej, prędzej Ci dupe obrobią niż staną po Twojej stronie... dlatego od 2, 3 lat z nimi walcze i nie pozwalam żeby mną pomiatali! bo przez 19 lat tak było! ;/ (moi rodzice są od 10 za granicą, a ja mam 22 lata). Wiare w rodzinne więzi przywróciła mi rodzina mojego faceta. Oni chodzby musieli kłamać to w obronie najblizszych staną zawsze murem i zawsze pojda z pomoca jak któremuś się dzieje krzywda

54

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Nie walczę z nimi...nie czuję takiej potrzeby.To ich problem.Ja chcę tylko dalej żyć,w miarę normalnie. Miałam tak okropne małżeństwo,i moi rodzice to wszystko wiedzą,byli świadkami mojej tragedii,a mimo to postawili przede mną tak wysoką poprzeczkę i te ich nierealne oczekiwania.Wiem,że jakiś żal przemawia przeze mnie,ale z nimi nie da się normalnie porozmawiać.Nie znają mojego partnera,a kiedy pokażę się u nich raz na miesiąc to nawet dzieciom jakieś głupoty gadają...na człowieka którego na oczy nie widzieli.To jest żałosne i chore.

55

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

tutaj tylko czas pomoże, ale jestem pewna że będzie lepiej

56

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Witam wszystkich a w szczególności Ciebie anuska331 .Przechodziłam przez to samo co ty .Jestem po rozwodzie i w nowym bardzo udanym związku.Mamy podobne problemy i rozterki.Mój aktualny dylemat i twój zapewne też to pierwsza komunia dziecka.Jak  radzisz sobie z przygotowaniami?Mój rozwód spowodował zerwanie kontaktów z rodziną byłego męża w konsekwencji nie będą obecni na przyjęciu komunijnm w tym chrzestny ojciec również nie będzie obecny.Nie będzie również chrzestnej matki to moja siostra.Istnieje  prawdopodobieństwo że rodzina mojego obecnego męża też nie zechce uczestniczyć w uroczystości.Więcej rodziny nie mam.Jak dziecko będzie się czuło w kościele ?Samo z rodzicami,którzy nie mogą przystąpić z nim do komuni?
Mam poczucie odrzucenia .Dotkliwie przeżyłam to dzięki mojej siostrze która dała mi odczuć niemożność bycia chrzestną jej dziecka  z racji tego ,że jestem rozwiedziona...Będzie jeszcze wiele podobnych sytuacji.

57

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

To znowu ja .Nawiązuje do mojego poprzedniego postu.Dzisiaj był u nas brat męża z żoną z wizytą.Korzystając z okazji wręczyliśmy im zaproszenie na komunie mojego syna.A jego żona wypaliła do mnie od razu:NIE NIEPRZJDZIEMY BO NIE JESTEŚMY RODZINĄ A STAŚ(MÓJ SYN)JEST DLA NAS OBCY.Czuję się przez to podle ,jak zwyrodnialec ,jak coś najgorszego.

58

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Anuska i justi- współczuję.Musicie się jakoś trzymać i nauczyć nie przejmować rodziną.Zrozumieliby dopiero gdyby sami musieli przejść to co Wy.A na Komunię zaprosiłabym jak najwięcej przyjaciół i znajomych,po prostu życzliwe Wam osoby,żeby dziecko nie czuło się gorsze(i dostało prezenty). Ja jestem też w drugim związku,nie mam dzieci z tamtym a mam pasierba.Jeśli chodzi o spowiedz czy komunię to też zależy od księdza,nie wszyscy są tacy radykalni. Powodzenia życzę

59

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Diano, Dziękuję popłakałam się cztając Twój post ze szczęścia.Trzmam się dzięki Tobie .Żal mi mojego dziecka bo nie będzie przyjęcia ,nie będzie gości.Nie mam teraz przyjaciój ani znajomch(po rozwodzie tak bywa).Nie mam kogo zaprosić,może księdza?

60

Odp: Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

a może zróbcie coś tylko we dwoje - coś wyjątkowego? coś o czym wiesz że Twoje dziecko marzy? tak sobie myślę że chyba w takiej sytuacji jak Twoja bym zrobiła amerykański model weselny - para wyjeżdża w siną dal na jakieś romantyczne tete a tete i już smile

Posty [ 61 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Osoby rozwiedzione w Kościele Katolickim

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024