Wiem, że takich tematów jest na tym forum za pewne setki, więc postaram się jak najkrócej opisać swoją sytuację.
Mam 22 lata z dziewczyną byliśmy razem 4lata. Wczoraj oznajmiła, że przestała mnie kochać, i że to raczej koniec.
Wyglądało to tak, że gdy byliśmy oboje lekko pijani(byliśmy u znajomych) i wróciliśmy do siebie to powiedziała, że to się zaczęło dziać od około 2 lat. Powiedziała, że przestała mnie kochać, że męczy się w tym związku i, że jedzie do umierającej babci i wyprowadza się na parę dni do koleżanki, żeby to przemyśleć, a jak wróci to porozmawiamy i weźmie resztę rzeczy. Spytałem czy ma kogoś innego. Próbowała skłamać że tak, ale poznałem, że kłamie i powiedziała, że nie ma nikogo, ale w myślach zdradzała mnie tyle razy, że to aż chore.Ta wiadomość mnie zszokowała, w nerwach rozwaliłem całe wejściowe drzwi i pijany w końcu usnąłem. Rano przyszła po resztę rzeczy i porozmawialiśmy. Powiedziała, cytuję "czy ty naprawdę jesteś zaskoczony?" Zaczęła mówić, że jeszcze 2 lata temu było nam tak dobrze, ale wszystko zaczęło się sypać. Emocje wygasły i, że potrafimy ze sobą zajebiście żyć, ale jak przyjaciele, że brak namiętności. "Jak się kogoś kocha to odda się wszystko za tą osobę a ja nie czuje, że oddałbym coś za ciebie"Na moją wzmiankę, że co mam Ci powiedzieć, spróbuje się zmienić, powiedziała, że taki właśnie jestem cały czas kalkuluje co mi się opłaci i co powiedzieć. Dodała, że w momencie kryzysu jak to się zaczęło dziać, około 2 lata temu pocałowała się z innym facetem, mówiąc od razu, że nie powie mi w życiu kto to bo mu krzywdę zrobię, a to był jednorazowy incydent(ćwiczę sztuki walki) i że miała w związku z tym straszne wyrzuty sumienia. Dodała, czy nie dostrzegłem, że unika mnie często i że nawet cieszy się jak wyjadę do domu i może pobyć sama(jesteśmy studentami mieszkamy w akademiku) Coś w tym momencie we mnie pękło, i zacząłem ją wyzywać od szmat, że ma wypierdalać(słabe to wiem) Za parę godzin ją przeprosiłem i powiedziałem, żeby sobie normalnie śniadanie zrobiła i niech jedzie do babci. Pogadać mamy we wtorek do tego czasu siedzę i jakoś próbuję się trzymać. Czy po tym wszystkim to wgl ma jeszcze jakiś sens? Bardzo mi na niej zależy, kocham ją bardzo, ale nawet nie wiem jak z nią o tym rozmawiać. Gdyby jej wgl nie zależało nie mówiłaby mi tego z łzami w oczach. Nasz związek psuł się od jakiegoś czasu to prawda popadliśmy w straszną stagnację, ale i tak mnie to wszystko zszokowało. Chciałbym to zmienić bo wciąż ją kocham, ale sam czułem, że ten coś w tym związku nie gra. Wiem, że trudno doradzać znając tylko wyrywek sytuacji z ust jednej a nie 2 stron, ale drogie panie co byście mi w takiej sytuacji poradziły? Jak przygotować się do wtorkowej rozmowy czy to wgl jeszcze ma sens?
Olej ja na jakis czas a zobaczysz co to za cuda sa
![]()
Moim zdaniem, jak dziewczyna od dwóch lat praktycznie oprócz przyjaźni nic nie czuje i chce odejść to wątpię, aby związek zdał egzamin czasu. Tym bardziej Twoja "reakcja" (wyzywanie itp.) mogła Ją utrwalić w przekonaniu, że z tego nic dobrego nie wyniknie. Nie potrafisz utrzymać spokoju/powstrzymać się od agresji, kiedy wymaga tego sytuacja - a to bynajmniej dla mnie jest bardzo dobra cecha mężczyzny. Ja na Twoim miejscu spytałabym się dlaczego przez te dwa lata nadal ze mną była.
Nie chciała zniszczyć przyjaźni, liczyła na ponowne rozpalenie uczuć, a może wiedziała, że zareagujesz agresją jednak liczyła na rozejście się w dobrej atmosferze? To jest ciekawe.
Wyobraź sobie sytuację, że zakochujesz się w kobiecie do szaleństwa będąc w związku z długim stażem. Co robisz?
Cięzko jest powiedzieć osobie, która dla nas kiedyś dużo znaczyła, że to koniec. W tej sytuacji nie powinieneś rozpatrywać czy kogoś ma czy nie (chociaż to bardzo prawdopodobne) tylko przyjąć to na klate. Nie ważne co byś zrobił, żeby związek trwał musi być zaangażowanie dwóch osób. U niej chęć ciągnięcia tego dalej wygasła. Poza tym nie chciałbyś się wiązac z kimś kto w momencie kryzysu biegnie w ramiona innego. Życze powodzenia, to "wciąż ją kocham" minie. :)
Dziewczyna jedzie do umierającego babci a Ty zamiast jechać i ja wesprzeć to drzwi rozwalasz i ja od szmat wyzywasz. Nie ma co, super podejście.
Dziewczyna jedzie do umierającego babci a Ty zamiast jechać i ja wesprzeć to drzwi rozwalasz i ja od szmat wyzywasz. Nie ma co, super podejście.
A na kogo ona może liczyć?
Na chama który wyzywa ją od szmat.
Autorze zapamiętaj, kobieta chce czuć się bezpieczna dzięki partnerowi, chce mieć w nim wsparcie.
A co Ty jej zapewniłeś?
Sam sobie odpowiedz.
Z tym wyjazdem do umierajacej babci i jego wsparciem moze byc roznie. Mialem podobna sytuacje, tylko juz po smierci kogos z rodziny mojej ex. Moja ex pojechala do rodziny po smierci bliskiej osoby, chcialem jechac z nia ale odmowila bo to "ciezki okres dla mojej rodziny". Nie nalegalem w tej sytuacji, chociaz spytalem jeszcze raz. Pozniej slyszalem teksty typu " mam w tobie g***o nie wsparcie ", " w okresie kiedy potrzebowalam ciebie najbardziej, ciebie nie bylo ". I zrozum tutaj logike .
chociaz to byly jej powody na wybielenie sie i ukrycie zdradzania, wiec takich powodow to slyszalem setki, ktore nie mialy za wiele wspolnego z rzeczywistoscia.
Do miłości nikogo nie zmusisz. Szczególnie, jak dziewczyna powiedziała Ci, że od połowy Waszego związku to już nie to. Zajęło jej dwa lata, żeby zebrać się na odwagę i to powiedziec, ale skoro już to zrobiła, to znaczy, że serio tak uważa/czuje i że to już definitywny koniec waszego związku. Przykro mi.
Daj sobie spokój i żyj dalej. Ona podjęła już decyzję.
10 2015-02-08 11:47:39 Ostatnio edytowany przez robert92 (2015-02-08 11:49:08)
Rozmawiałem z nią i wiem, że to już na 99% procent koniec, ale tym razem to ja tak chcę przynajmniej teraz. Z tym, że jej emocje do mnie wygasły mówiła, że powiedziała tak w złości, tak naprawdę wciąż coś do mnie czuje. Opowiedziała, że jakoś 2 lata temu była z koleżanką w klubie i po pijaku całowała się z innym kolesiem. To był jednorazowy incydent i nie ma z nim żadnego kontaktu. Od tego momentu straciła szacunek do siebie i do mnie. Powiedziała, że potrzebuje czasu na przemyślenie tego wszystkiego, żeby ew jak będziemy ze sobą zastanowić się co było dobrze a co źle i wyprowadza się do koleżanki, bo to bardzo emocjonalne decyzje a nie chce ich podejmować w afekcie. Dla mnie to koniec, bo myślałem, że będę potrafił jej to wybaczyć, ale to ona jeszcze chce dyktować warunki w takiej sytuacji, to ona powinna wykazać większą inicjatywę, a nie kazać MI po takim czymś czekać, jestem zrozpaczony, ale w tej sytuacji to chyba jedyne wyjście. Dam jej tylko trochę odetchnąć po śmierci bliskiej osoby i powiem jej o tym za tydzień, dziękuje wszystkim za odpowiedzi.
11 2015-02-11 17:08:34 Ostatnio edytowany przez robert92 (2015-02-11 17:09:50)
Była udaje, że wszystko jest super chociaż wiem, od ludzi z którymi mieszka, że wcale tak nie jest. Wacha się raz bardzo chce ze mną być, raz nie. Dzisiaj gadaliśmy przez moment, co tam u nas. Mówiąc jej, że to koniec tak naprawdę liczyłem na to, że mimo tego, że nasz związek rozpadł się z winy obojga stron, to jednak ona zdradziła mnie całując się w przeszłości z innym. W takim układzie niech to ona się wykaże. Jestem pełen rozterek czy na jej prośbę o czas zrobiłem dobrze mówiąc, że nie dam się tak traktować, że to ona mnie zdradziła a ja nie będę czekał aż się namyśli, albo i nie. Może ona odczytała moje słowa na zasadzie nie chcę z tobą być, a nie tak jak myślę naprawdę ,czyli tak tylko mówię w duszy liczę na to, że pokażesz, że ci zależy. Zastanawiam się czy dobrym pomysłem będzie porozmawiać z nią o tym i wyjawić jej moje prawdziwe intencje, czy będzie to strzał w stopę.
Wiem, że takich tematów jest na tym forum za pewne setki, więc postaram się jak najkrócej opisać swoją sytuację.
Mam 22 lata z dziewczyną byliśmy razem 4lata. Wczoraj oznajmiła, że przestała mnie kochać, i że to raczej koniec.
Wyglądało to tak, że gdy byliśmy oboje lekko pijani(byliśmy u znajomych) i wróciliśmy do siebie to powiedziała, że to się zaczęło dziać od około 2 lat. Powiedziała, że przestała mnie kochać, że męczy się w tym związku i, że jedzie do umierającej babci i wyprowadza się na parę dni do koleżanki, żeby to przemyśleć, a jak wróci to porozmawiamy i weźmie resztę rzeczy. Spytałem czy ma kogoś innego. Próbowała skłamać że tak, ale poznałem, że kłamie i powiedziała, że nie ma nikogo, ale w myślach zdradzała mnie tyle razy, że to aż chore.Ta wiadomość mnie zszokowała, w nerwach rozwaliłem całe wejściowe drzwi i pijany w końcu usnąłem. Rano przyszła po resztę rzeczy i porozmawialiśmy. Powiedziała, cytuję "czy ty naprawdę jesteś zaskoczony?" Zaczęła mówić, że jeszcze 2 lata temu było nam tak dobrze, ale wszystko zaczęło się sypać. Emocje wygasły i, że potrafimy ze sobą zajebiście żyć, ale jak przyjaciele, że brak namiętności. "Jak się kogoś kocha to odda się wszystko za tą osobę a ja nie czuje, że oddałbym coś za ciebie"Na moją wzmiankę, że co mam Ci powiedzieć, spróbuje się zmienić, powiedziała, że taki właśnie jestem cały czas kalkuluje co mi się opłaci i co powiedzieć. Dodała, że w momencie kryzysu jak to się zaczęło dziać, około 2 lata temu pocałowała się z innym facetem, mówiąc od razu, że nie powie mi w życiu kto to bo mu krzywdę zrobię, a to był jednorazowy incydent(ćwiczę sztuki walki) i że miała w związku z tym straszne wyrzuty sumienia. Dodała, czy nie dostrzegłem, że unika mnie często i że nawet cieszy się jak wyjadę do domu i może pobyć sama(jesteśmy studentami mieszkamy w akademiku) Coś w tym momencie we mnie pękło, i zacząłem ją wyzywać od szmat, że ma wypierdalać(słabe to wiem) Za parę godzin ją przeprosiłem i powiedziałem, żeby sobie normalnie śniadanie zrobiła i niech jedzie do babci. Pogadać mamy we wtorek do tego czasu siedzę i jakoś próbuję się trzymać. Czy po tym wszystkim to wgl ma jeszcze jakiś sens? Bardzo mi na niej zależy, kocham ją bardzo, ale nawet nie wiem jak z nią o tym rozmawiać. Gdyby jej wgl nie zależało nie mówiłaby mi tego z łzami w oczach. Nasz związek psuł się od jakiegoś czasu to prawda popadliśmy w straszną stagnację, ale i tak mnie to wszystko zszokowało. Chciałbym to zmienić bo wciąż ją kocham, ale sam czułem, że ten coś w tym związku nie gra. Wiem, że trudno doradzać znając tylko wyrywek sytuacji z ust jednej a nie 2 stron, ale drogie panie co byście mi w takiej sytuacji poradziły? Jak przygotować się do wtorkowej rozmowy czy to wgl jeszcze ma sens?
Mam nadzieje,ze ta dziewczyna do Ciebie nigdy nie wroci."Zdradza mnie w myslach"-wiesz jak to brzmi?Ona sie po prostu Ciebie boi.Robert,cos u Ciebie jest nie tak z empatia i z szacunkiem do innej osoby.Popracuj nad soba ,a dopiero pozniej bierz sie za zwiazki.Opamietania Ci zycze.Pzdr.
To prawda mam problemy z empatią, ale to nie jest tak że nie odczuwam żadnych emocji pozytywnych jak psychopota. Czasami jestem po prostu "przytłumiony" np wszyscy pocieszaja kolegę po stracie matki a ja nie. Jakoś nie potrafię kłamać mu stary będzie dobrze skoro tak nie jest czasmi bywam aspołeczny, ale tą kobietę kocham nad życie tego jestem akurat pewien. A co do szacunku do innych stosuje zasadę dawaj tyle ile sam dostajesz.
To prawda mam problemy z empatią, ale to nie jest tak że nie odczuwam żadnych emocji pozytywnych jak psychopota. Czasami jestem po prostu "przytłumiony" np wszyscy pocieszaja kolegę po stracie matki a ja nie. Jakoś nie potrafię kłamać mu stary będzie dobrze skoro tak nie jest czasmi bywam aspołeczny, ale tą kobietę kocham nad życie tego jestem akurat pewien. A co do szacunku do innych stosuje zasadę dawaj tyle ile sam dostajesz.
Nie,no przestan.Ta dziewczyna nie zasluzyla zebys ja wyzywal.czy Ty chcialbys byc wyzywany?Ciesze sie ,ze masz jakas swiadomosc swojego postepowania .Moze cos ze soba zrobisz,jezeli tak zalezy Ci na tej dziewczynie?Pzdr.
Nie zasłużyła byłem pijany i porywczy. Mam problemy z agresją, ale nigdy nie uderzyłem kobiety a facetów tylko jak zostałem ostro sprowokowany słownie czy zachowaniem. Chodzi o to, że bardzo ją kocham, ale uganiając się za nią gdy ona potrzebuje czasu jak mnie jeszcze zdradziła pokażę "Bardzo cię kocham i możesz mnie zdradzać a ja i tak wrócę jak pies" nie wiem może błędnie, ale tak wskazywałaby moja postawa, jeżeli to ja będe teraz za nią biegał.
Nie zasłużyła byłem pijany i porywczy. Mam problemy z agresją, ale nigdy nie uderzyłem kobiety a facetów tylko jak zostałem ostro sprowokowany słownie czy zachowaniem. Chodzi o to, że bardzo ją kocham, ale uganiając się za nią gdy ona potrzebuje czasu jak mnie jeszcze zdradziła pokażę "Bardzo cię kocham i możesz mnie zdradzać a ja i tak wrócę jak pies" nie wiem może błędnie, ale tak wskazywałaby moja postawa, jeżeli to ja będe teraz za nią biegał.
masz problem ze soba,Robert .I to duzy.Pzdr.
Nie rozumiem, ale ludzie często nie widzą swoich wad. Możesz to jakoś rozwinąć ?
Nie rozumiem, ale ludzie często nie widzą swoich wad. Możesz to jakoś rozwinąć ?
robert,ja ciebie nie znam ,oczywiscie.Al;e na podstawie Twojego pierwszego postu,sadze ,ze masz problemy ze soba.chociazby ta agresja,nad ktora nie umiesz zapanowac.Widac tez w Twoim tekscie pewna niespojnosc.Pzdr.
... a facetów tylko jak zostałem ostro sprowokowany słownie czy zachowaniem. ... bardzo ją kocham....
Robert, dziewczyna się Ciebie boi. Sądzę, że z tego powodu jeszcze z Tobą jest. Powinieneś coś zrobić ze swoją agresją. Dziewczynie na razie daj spokój. Zajmij się sobą, swoją nadpobudliwością. Jeśli Cię kocha i zobaczy zmiany to kto wie, ale z tego co napisałeś to raczej (jak mówią francuzi) marneszanse.
Ludzie co wy mi próbujecie wmówić. Zdemolowałem te drzwi bo byłem pijany i po usłyszeniu takich wiadomości wpadłem w szał, ale nie jestem jakimś furiatem. Dziewczyna na pewno się mnie nie boi, bo nigdy na nią nie podniosłem i nie podniosę ręki i ona o tym doskonale wie. Jak każdy facet zaliczyłem parę bójek w klubie po alkoholu, ale nie jestem prowodyrem takich sytuacji mało tego zwykle to ja sam odciągam kolegów od tego typu sytuacji jak widzę do czego to zmierza. A z dziewczyną przecież nie jestem wyraźnie to zaznaczyłem.
Ludzie co wy mi próbujecie wmówić. Zdemolowałem te drzwi bo byłem pijany i po usłyszeniu takich wiadomości wpadłem w szał, ale nie jestem jakimś furiatem. Dziewczyna na pewno się mnie nie boi, bo nigdy na nią nie podniosłem i nie podniosę ręki i ona o tym doskonale wie. Jak każdy facet zaliczyłem parę bójek w klubie po alkoholu, ale nie jestem prowodyrem takich sytuacji mało tego zwykle to ja sam odciągam kolegów od tego typu sytuacji jak widzę do czego to zmierza. A z dziewczyną przecież nie jestem wyraźnie to zaznaczyłem.
To bardzo sie mylisz.Agresja nie oznacza tylko podnoszenie reki.Niszczenie ,demolowanie przedmiotow to takze agresja.Pzdr.