Cześć,
piszę do Was, ponieważ chciałabym zasięgnąć rady. Wydawało mi się, że jestem osobą towarzyską, otwartą. Zawsze każdy tak o mnie mówił. Ale myślę, że tak nie jest.
Teraz największy kontakt mam z ludźmi z liceum, którzy niestety nie powielają moich zainteresowań. I tu tkwi problem. Na studia poszłam na kieurnek ok 20 osobowy. Do tej pory zostało z nas ok 10-11 osób. Przez ostatni rok bardzo dziwne rzeczy się wg mnie działy i ludzie ze sobą tak nie rozmawiali jak kiedyś. Wcześniej byłam starostą, ja organizowałam wszystko. WIedziałam, że każdy z nas ma swoje życie osobiste i innych znajomych, ale czasem fajnie jest nawiązać znajomości czy przyjaźnie w grupie na studiach. Szczególnie,że studiowaliśmy kierunek artystyczny i można było dzielić się spostrzeżeniami, uwagami itp. Jednak z pół roku temu każdy się od siebie oddalił. Niby na uczelni ludzie ze sobą rozmawiali, spędzali czas, ale już po niej- nie. I mam z tym problem. Ponieważ widzę jak jest na innych kierunkach u mnie na uczelni. Wiem, że ludzie ze sobą czas spędzają, imprezują, chodzą na wystawy, do kina, do teatru. Tylko,że ich kieurnki mają po 80-90 osób a oni tworzą grupki 10-15 osobowe z tych 80-90 osób. U mnie co może się wytworzyć z grupki 10 osobowej? Każdy o sobie wszystko wiedział, do tego stopnia, że w pewnym momencie chłopaki przestali rozmawiać z dziewczynami, nawet nie pisaliśmy na facebooku. A dziewczyny? Prawie każda ma chłopaka, zajmuje się tylko nim. Nawet nie wychodzimy nigdzie razem w grupie np 2-3 pary i single. Bo nikomu się nie chce. Nikomu nie chce się nic proponować. Teraz każdy sobie. Ja postanowiłam nie wtrącać się w to i tak samo zaczęłam szukać znajomych w całej Polsce jeżdżąc po warsztatach, konferencjach itp. Mam z nimi kontakt, to są ludzie aktywni, mobilni. Jednak wiecie, nie jest to ta sama sytuacja. Np dziś jest wernisaż na który chciałam iść. Widzę , że idą moi znajomi z innych uczelni, jednak nikt bliższy ode mnie nie idzie. Głupio mi jest iść samej ale z drugiej strony wiem, że może spotkam dalszych znajomych na tym wydarzeniu.
Obecnie kończymy studia 1 stopnia. Będziemy mieli 6 miesięczną przerwę. Boję się, że już w ogole stracę kontakty z ludźmi z 'branży', że każdy będzie tylko sobie, że nie będzie jakiś imprez 'kierunkowych', w kręgu fajnych znajomych. Mam do tego obiekcje, bo wiem, że na początku studiów było inaczej. A teraz są już potworzone grupy, u mnie nie ma żadnej grupki- jak już gdzieś wychodzę to z pojedynczymi koleżankami. Jeszcze moim problemem jest to, że idąc na kierunek ten wiedziałam, że tylko ja jestem z rodziny artystycznej. Kiedy znajomi się dowiedzieli okazało się, że ja wiem najwięcej, że oni jakby uważali mnie za 'mentora' w pewnym momencie- bo ogarniałam wykłady zewnętrzne, spotkania z jakimiś artystami, warsztaty, wystawy, wyjazdy zagraniczne. Nauczyli mnie tego rodzice. A obecnie ja nie mam się na kim wzorować. Jeśli już to ludzie się mnie pytają o inicjatywę. A ja chciałabym kogoś spytać o wyjście czy coś. I to jest tak, że jak ja nic nie zroganizuję to nikt nie zorganizuje ( jeśli chodzi o ten krąg znajomych). Zaczęłam chodzić do kin studyjnych, chybanawet będę sama chodziła. Ale nie wiem jak mam się wkręcić w nowe towarzystwo, osób które interesują się podobnymi rzeczami co ja. Przez takie sytuacje, kiedy nie ma na około mnie ludzi staję się apatyczna i zbyt poważna.Nie wiem jak mam to mienić.
PS Mam pełno znajomych na fejsbuku. ALe kiedy nie rozmawiam z takimi osobami od kilku-kilkunastu miesięcy aż dziwnie mi zaczynać rozmowę. Kiedyś koleżanka z gimnazkum powiedziała mi, że myślała, że ja jestem ciągle zajęta i do mnie nigdy nie pisała pierwsza. A ja wcale nie jestem- to , że siedzę na offline prawie codziennie, albo wstawiam na tablice jakieś linki z wystawami czy konkursami nie sprawia, że jestem zajęta. Jestem osobą, która musi działać codziennie. Odpoczywam też to fakt, ale dla mnie liczy sie działanie. I jesli nic nie zrobię to uważam ten dzień za stracowny. A wiem, że dużo moich znajomych np po 3-4 razy zmieniało studia, czasem nieogarniają życia, nie chodzą na uczelnię. Mają depresję przez pół roku, mówią o tym i automatycznie krąg ich znajomych się powiększa bo ludzie chcą im pomóc. Ja natomiast wszystkie swoje bolączki chowam w środku, bo nie chcę aby ktokolwiek widzial ( oprócz przyjaciłł najbliższych) że coś jest nie tak. I np ludzie nie interesują się mną tak jak innymi. Nie jestem zapraszana na jakieś imprezy bo wlasnie przez takie glupie sytuacje nie znają mnie.