gdzie poznać fajnych znajomych? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » gdzie poznać fajnych znajomych?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: gdzie poznać fajnych znajomych?

Cześć,

piszę do Was, ponieważ chciałabym zasięgnąć rady. Wydawało mi się, że jestem osobą towarzyską, otwartą. Zawsze każdy tak o mnie mówił. Ale myślę, że tak nie jest.

Teraz największy kontakt mam z ludźmi z liceum, którzy niestety nie powielają moich zainteresowań. I tu tkwi problem. Na studia poszłam na kieurnek ok 20 osobowy. Do tej pory zostało z nas ok 10-11 osób. Przez ostatni rok bardzo dziwne rzeczy się wg mnie działy i ludzie ze sobą tak nie rozmawiali jak kiedyś. Wcześniej byłam starostą, ja organizowałam wszystko. WIedziałam, że każdy z nas ma swoje życie osobiste i innych znajomych, ale czasem fajnie jest nawiązać znajomości czy przyjaźnie w grupie na studiach. Szczególnie,że studiowaliśmy kierunek artystyczny i można było dzielić się spostrzeżeniami, uwagami itp. Jednak z pół roku temu każdy się od siebie oddalił. Niby na uczelni ludzie ze sobą rozmawiali, spędzali czas, ale już po niej- nie. I mam z tym problem. Ponieważ widzę jak jest na innych kierunkach u mnie na uczelni. Wiem, że ludzie ze sobą czas spędzają, imprezują, chodzą na wystawy, do kina, do teatru. Tylko,że ich kieurnki mają po 80-90 osób a oni tworzą grupki 10-15 osobowe z tych 80-90 osób. U mnie co może się wytworzyć z grupki 10 osobowej? Każdy o sobie wszystko wiedział, do tego stopnia, że w pewnym momencie chłopaki przestali rozmawiać z dziewczynami, nawet nie pisaliśmy na facebooku. A dziewczyny? Prawie każda ma chłopaka, zajmuje się tylko nim. Nawet nie wychodzimy nigdzie razem w grupie np 2-3 pary i single. Bo nikomu się nie chce. Nikomu nie chce się nic proponować. Teraz każdy sobie. Ja postanowiłam nie wtrącać się w to i tak samo zaczęłam szukać znajomych w całej Polsce jeżdżąc po warsztatach, konferencjach itp. Mam z nimi kontakt, to są ludzie aktywni, mobilni. Jednak wiecie, nie jest to ta sama sytuacja. Np dziś jest wernisaż na który chciałam iść. Widzę , że idą moi znajomi z innych uczelni, jednak nikt bliższy ode mnie nie idzie. Głupio mi jest iść samej ale z drugiej strony wiem, że może spotkam dalszych znajomych na tym wydarzeniu.

Obecnie kończymy studia 1 stopnia. Będziemy mieli 6 miesięczną przerwę. Boję się, że już w ogole stracę kontakty z ludźmi z 'branży', że każdy będzie tylko sobie, że nie będzie jakiś imprez 'kierunkowych', w kręgu fajnych znajomych. Mam do tego obiekcje, bo wiem, że na początku studiów było inaczej. A teraz są już potworzone grupy, u mnie nie ma żadnej grupki- jak już gdzieś wychodzę to z pojedynczymi koleżankami. Jeszcze moim problemem jest to, że idąc na kierunek ten wiedziałam, że tylko ja jestem z rodziny artystycznej. Kiedy znajomi się dowiedzieli okazało się, że ja wiem najwięcej, że oni jakby uważali mnie za 'mentora' w pewnym momencie- bo ogarniałam wykłady zewnętrzne, spotkania z jakimiś artystami, warsztaty, wystawy, wyjazdy zagraniczne. Nauczyli mnie tego rodzice. A obecnie ja nie mam się na kim wzorować. Jeśli już to ludzie się mnie pytają o inicjatywę. A ja chciałabym kogoś spytać o wyjście czy coś. I to jest tak, że jak ja nic nie zroganizuję to nikt nie zorganizuje ( jeśli chodzi o ten krąg znajomych). Zaczęłam chodzić do kin studyjnych, chybanawet będę sama chodziła. Ale nie wiem jak mam się wkręcić w nowe towarzystwo, osób które interesują się podobnymi rzeczami co ja. Przez takie sytuacje, kiedy nie ma na około mnie ludzi staję się apatyczna i zbyt poważna.Nie wiem jak mam to mienić.

PS Mam pełno znajomych na fejsbuku. ALe kiedy nie rozmawiam z takimi osobami od kilku-kilkunastu miesięcy aż dziwnie mi zaczynać rozmowę. Kiedyś koleżanka z gimnazkum powiedziała mi, że myślała, że ja jestem ciągle zajęta i do mnie nigdy nie pisała pierwsza. A ja wcale nie jestem- to , że siedzę na offline prawie codziennie, albo wstawiam na tablice jakieś linki z wystawami czy konkursami nie sprawia, że jestem zajęta. Jestem osobą, która musi działać codziennie. Odpoczywam też to fakt, ale dla mnie liczy sie działanie. I jesli nic nie  zrobię to uważam ten dzień za stracowny. A wiem, że dużo moich znajomych np po 3-4 razy zmieniało studia, czasem nieogarniają życia, nie chodzą na uczelnię. Mają depresję przez pół roku, mówią o tym i automatycznie krąg ich znajomych się powiększa bo ludzie chcą im pomóc. Ja natomiast wszystkie swoje bolączki chowam w środku, bo nie chcę aby ktokolwiek widzial ( oprócz przyjaciłł najbliższych) że coś jest nie tak. I np ludzie nie interesują się mną tak jak innymi. Nie jestem zapraszana na jakieś imprezy bo wlasnie przez takie glupie sytuacje nie znają mnie.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Evens (2015-02-01 15:32:47)

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?

Najważniejsze to złapanie kontaktu z koleżanką/kolegą. A ponieważ każdy ma znajomych (mniejszą lub większą ilość) to przy odrobinie chęci wszystko leci jak kula śnieżna. Umawiając się z koleżanką A, ta przyprowadza koleżankę B i C. Koleżanka C przypadła Ci do gustu, zaprasza Cię na jakąś imprezę, a tam poznajesz 10 kolejnych osób.

Nie uważam, że napisanie na facebooku po kilku miesiącach jest dziwne - wręcz przeciwnie.

"Hej! Mam nadzieję że wszystko u Ciebie w porządku. Co powiesz na jakąś kawę w ramach odświeżenia kontaktu?"
Gdyby ktoś tak do Ciebie napisał - czy uznałabyś że to dziwne/jest nachalny/zdesperowany? No właśnie!

Z kolegami z podstawówki nie kontaktowałem się od lat (po pierwsze nie było nigdy po co, po drugie mieszkam za granicą), ale gdy przyjechałem do rodzinnego miasta, to napisałem do kilku dziewczyn i kolegów z dawnej klasy, czy ktoś byłby chętny na herbatkę/piwko, bo jestem w mieście. Jak napisałem do 12/13 osób, tak wszyscy odpowiedzieli! Niektórzy przeprosili, bo pracowali/uczyli się, inni mieli zaplanowaną imprezkę i zapraszali mnie do siebie, a reszta była bardzo chętna by się spotkać. Także mając te 5 osób (+ja) w klubie nas było prawie 20, bo każdy wziął po 3 znajomych. 

Napisz do 10 osób z podstawówki/gimnazjum których lubiłaś. Czy to koleżanka, czy chłopak który Ci się podobał. Zdziwisz się, ile osób jest chętnych by ponownie się spotkać i porozmawiać. Niektórzy może sam na sam niekoniecznie (moja koleżanka myślała że "zarywam". Rozmowę zaczęła, że chętnie by wyszła ale ma chłopaka...) ale gdy dowiedziała się, że organizujemy coś większego, to wtedy już nie miała obiekcji.

To nieprawda że, trzeba się przed kimś od razu otwierać. Nowo poznanym osobom nie mówi się zazwyczaj o swoich problemach - bo po co? Oczywiście problem problemowi nie równy. Jeśli zaczniesz się żalić, że nie masz chłopaka, nigdy nie miałaś, jesteś brzydka i nikt Cię nie lubi, to wiadomo jak ktoś zareaguje. Ale jeśli podejdziesz do tego na spokojnie (wyniknie temat pracy, mówisz że miałaś strasznie ciężki tydzień i musiałaś odsapnąć na imprezie - koniec tematu) to czemu nie.

Spotkaliśmy się by spędzić miło czas, a nie smutkować, nie tak? Ty opowiesz trochę o swojej pracy/kierunku studiów, ktoś o swoim, temat zejdzie na hobby, wakacje czy na śmieszne owłosione rogi renifera. Ważne, by być towarzyskim, a wraz z poznawaniem kogoś, można podzielić się o problemach.

Dodam jeszcze od siebie, że też byłem zamknięty. Miałem swoją małą grupkę znajomych i było mi dobrze. Akurat my się troszeczkę różnimy, bo ja bałem się poznawać nowych ludzi (bo niby o czym ma z nimi rozmawiać? - myślałem) Niemniej zmieniłem podejście, zacząłem pisać do ludzi z facebooka (których tez nie widziałem rok/dłużej) i teraz jest fajnie.
Otworzyłem się na tyle, że pojechałem z moim przyjacielem na Woodstock. Strach (w trakcie podróży) był tak wielki, że to aż niewyobrażalne. Ale gdy już dotarłem na miejsce i gdy zobaczyłem tych szczęśliwych ludzi, to własnie wtedy coś się we mnie przełamało i to przezwyciężyłem. A poznałem tak wiele pozytywnych ludzi, że to aż ogrom. Zagadywałem do obcych, śmiechy żarty... Sporo z nich mam w znajomych i nawet niektórych odwiedziłem w Polsce - ot takiego "tripa" sobie machnąłem.

Niedługo po tym czasie koledzy z internetu zapowiedzieli że jadą na targi gier komputerowych (brali udział w turnieju) - znamy się od jakiegoś czasu, ale tylko przez internet. Jeszcze przed wyjazdem na Woodstock raczej bym nie pojechał (a bo mnie nie polubią, a bo okradną i w ogóle...).
No ale do rzeczy - dowiedziałem się że jadą, zapytałem czy mogę dołączyć (ich grupa 9 znajomych - oni znają się od wielu lat, ja kompletnie sam) ale się zgodzili bez problemu. Powiem, że było tak fajnie, że wszyscy nie możemy się doczekać wspólnego wyjazdu.

Także nie bój się rozmawiać, to nie jest tak straszne jak się wydaje! smile

Może to trochę głupie i nie do końca związane z tematem ale... Przeczytaj też to.
http://www.wikihow.com/Make-Friends

3 Ostatnio edytowany przez ola_kwiatek (2015-02-01 15:57:50)

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?

Dzięki za tak długi i wyczeprujący wpis. Zawsze wydawało mi się, że jestem otwarta. Jednak otwierałam się tylko przed znajomymi np na imprezach, wydarzeniach, na uczelni. Kiedy wracałam do domu zwykle nie było ze mną kontaktu, nigdy wcześniej nie wychodziłam na podwórko, bo utrzymywałam kontakt z rodziną. Teraz jestem dorosła, nadal mieszkam z rodzicami ale brakuje mi takiej spontaniczności i luzu. Nie wiem dlaczego. Zwykle mam tak, że jak pewien etap w moim życiu się kończy ( liceum i przerwa, pierwsze studia - odejście i przerwa , obecnie pusty semestr na dyplom i przerwa) czuję się dziwnie wyobcowana. Tak jakbym nie miała takich kilku przyjaciół, którzy by spontanicznie mnie zapraszali  gdzieś. To ja zawsze musiałam inicjować w różnych środowiskachm bo samej brakowało mi jakiejś grupy i to ja chciałam 'scalać ludzi'. Nie mam pretensji, że nie chcą się kolegować. Wiem, że mój poprzedni post może być trochę ostry. Ale np. brakuje mi osób o podobnych zainteresowaniach, tworzeniu pewnego teamu, kolektywu, ludzi aktywnych do działania. Zawsze byłam sama i skakałam z jednej grupy do innej. Nie wiem dlaczego tutaj w moim mieścietak trudno znaleźć mi takich aktywnych ludzi.jestem bardzo otwarta kiedy wyjeżdżam do innych miast na warsztaty, konferencje. Ludzie myślą, że u siebie tak samo jestem aktywna, działam. Nie wiem dlaczego mam jakieś obiekcje tutaj. Myślałam, że to problem psychiczny wynikający z mieszkania z rodzicami, że kiedy jestem w innym mieście automatycznie staję się wolna  i robię dużo. Tutaj tak samo niczego mi nie brakuje, ale to jest mimowolne myślenie, że jestem jeszcze podległa rodzicom, że jestem jeszcze dzieckiem. AUtomatycznie nic mi się nie chce, bo mam mało obowiązków. I przebywam z osobami starszymi, moją rodziną, a nie z osobami w moim wieku, które napędzają do działania. Oczywiście nie wszyscy tacy są, ale ja znam większość osób napędzających do działania.

Już się w tym wsyztskim pogubiłam. Ludzie znają różną mnie. Na uczelni jestem introwertykiem, nie otwieram się, ludzie myślą, że jestem wstydliwa. DO przyjaciół z liceum jestem bardzo otwarta, znają mnie jako osobętowarzyską . WIększość ludzi spoza mojej uczelni i miasta uważa mnie za osobę, ogarniętą i mobilną, wiele robiącą. Ja już nie wiem kim jestem. Kiedy jestem u siebie w domu rodzinnym, obecnie czuję się rozleniowiona. Nic nie robię. CHodzę na uczelnię, piszę pracę dyplomową, wychodzę ze znajomymi wieczorami raz na tydzień, ale czuję, że to nie jest to. Brakuje mi takiego towarzystwa, które coś by inicjowało. Chciałabym po prostu coś z kimś stworzyć. I ciągle nie mam w swoim środowisku ludzi którzy coś tworzą. Sama uwielbiam rysować i malować- powiem wprost mam do tego talent. Jednak przez ostatnie pół roku w ogole nic nie robiłam w tym kierunku. Moi znajomi nie interesują się rysunkiem i malarstwem. Tylko z rodzicami mogę o tym pogadać. A kiedy przychodzę na jakieś wystawy czy artystyczne wydarzenia widzę taką beznadziejną pseudo artystyczną otocznę hipsterstwa że aż mi się rzygać chce. Wszyscy tacy sami, to samo robiący. Zastanawiam się czy każdy musi się do każdego upodabniać. I automatycznie nie chce mi sie z takimi osobami zapoznawać.

Wiem, że może problem też ktwi we mnie, bo sama nie działam. Ale właśnie chcę działać. Chcę coś tworzyć. Tylko dlaczego sama? Nie chciałabym tworzyć czegoś tylko sama bo mogłabym po prostu umrzeć z samotności. Chciałabym się wkręcić gdzies w towarzystwo ludzi aktywnych tak jak już powiedziałam. I nie wiem czy powinnam po prostu zacząć sama coś robić, zacząć od siebie,aby ktoś mnei zauważył czy po prostu 'bywać', 'być', a nóż ktoś zauważy. Mam pewne plany na realizację, ale jeśli miałabym sama to zrealizować to zajęłoby mi chyba z 2 lata hmm

4 Ostatnio edytowany przez Evens (2015-02-01 17:26:21)

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?

W swoim gronie też miałem problem z tym, że to ja zawsze inicjowałem spotkania, także koniec końców jesteśmy trochę podobni - Ty i ja z przed kilku lat.
Przede wszystkim pozbądź się przeświadczenia, że mieszkanie z rodzicami jest be. To, że z nimi mieszkasz nie ma żadnego związku z Twoją sytuacją. Szanujesz swoich rodziców i całą rodzinę, a to jest atut który nie wszyscy posiadają. Mi by nawet przez gardło nie przeszło powiedzenie "Mój stary", "moja stara". A jest sporo osób, które tak mówią i nie widzą w tym nic dziwnego. A jeśli ktoś śmieje się z Ciebie (jedna sprawa zwrócenie uwagi/pytanie dlaczego, inna śmianie się) to znaczy, że to nie jest odpowiednie towarzystwo.

Co do "moje miasto takie puste" to też uważam że to nieprawda. A nawet jeśli to miasteczko na kilka tysięcy osób, to przecież masz w okolicy kilka większych miast, prawda? smile

Ważna sprawa: Jak wygląda u Ciebie sprawa z alkoholem? Pijesz coś niekiedy, czy raczej niespecjalnie?
W wieku 16/17 lat byłem bardzo samotny. W szkole niby normalnie rozmawiałem ze znajomymi, sporo osób miało mój numer telefonu, ale gdy dzwonił, to była to Mama, lub siostra. Zawsze...

Też myślałem, że wszyscy wokół są źli, że przecież jestem fajny, można ze mną o wszystkim porozmawiać, pośmiać się... Okazało się jednak, że to tak naprawdę ja nie dopuszczałem do siebie tych ludzi - mało o sobie mówiłem, bo zawsze miałem przeświadczenie, że kogo obchodzi moje życie, moje sukcesy/problemy. Jednocześnie, ironicznie, nie przeszkadzało mi słuchać problemów innych i pomagać w ich naprawieniu. Rozmowa o pogodzie, malarstwie czy historii jest fajna, ale po jakimś czasie okazuje się że tak naprawdę nie znasz człowieka z którym rozmawiasz. Nie pozwalałem ludziom się do mnie zbliżyć, a więc tego nie robili. Raz zostałem zaproszony na imprezkę - domówka na 20 osób, WOW.

Usiadłem, wziąłem piwo i chrupki na kolana. Po około dwóch godzinach i połowie piwa (tak, pół piwa przez 2 godziny) wróciłem do domu bo nie czułem się dobrze z tak dużym towarzystwem - nikt nie chce ze mną rozmawiać i w ogóle... Sam oczywiście nie wychodziłem z inicjatywą rozmowy, do tańca jak wołały dziewczyny to twierdziłem że tańczyć nie umiem więc nie ma sensu (zawsze przejmowałem się aż nadto - bo co taka dziewczyna pomyśli?) no i... Siedziałem sam, z kimś zagadałem jedno zdanie, z kimś innym pięć...

Do czego zmierzam: Przez rok "nigdzie" nie wychodziłem (czyli miałem już 17 lat, 6 miesięcy przed 18), gdy kolega zaprosił mnie na swoją imprezę - w tym samym miejscu co wcześniej, z tymi samymi ludźmi. Tym jednak razem wypiłem jedno, dwa piwa i tak się rozkręciło dalej... Alkohol nie smakował mi wtedy jak cholera jasna, ale piłem, bo stwierdziłem że coś muszę zrobić...Wiesz, jest takie powiedzenie, że jeśli Ci coś nie wychodzi, to nie wyjdzie kolejnym razem gdy będziesz ciągle to robić w ten sam sposób...
Tak się otworzyłem do ludzi na tej imprezie, że nikt mnie nie poznawał. To było oczywiście po pijaku, ale gdy ludzie w szkole już chętniej ze mną rozmawiali (pamiętali imprezę i mnie) i nawet zapraszali mnie do siebie bo umiem się bawić (co dla mnie wtedy było WOW), to poczucie mojej własnej wartości zwiększyło się o 500%.
Alkohol był w moim wypadkiem środkiem do przełącznika w moim mózgu. Po prostu zmieniłem podejście, zacząłem się czuć w sposób: "Jestem interesujący" i ludzie to zauważyli...
Nie twierdzę że musisz pić alkohol, że to jedyne rozwiązanie, że bez picia alkoholu nie jesteś nic warta... Ale alkohol nieco zagłusza umysł, pomaga wyzwolić prawdziwą Ciebie, co jest naprawdę bardzo pomocne. Oczywiście znać umiar trzeba! smile

Sprawa z własną inicjatywą - czy to naprawdę coś złego? Rozumiem, że po jakimś czasie może to trochę męczyć, ale hej! Zorganizowałem swoją 18 (wcześniej bałem się kogokolwiek nawet na herbatę zaprosić w obawie że odmówi!) niespełna pół roku później. Przyszło około 30 osób, a ja wszystko miałem dopięte na ostatni guzik - Od najważniejszych rzeczy typu odpowiednia ilość alkoholu/zapojki, poprzez jedzenie/przystawki i kilka gotowych playlist, do takich głupich rzeczy jak kupno ekstra wieszaków na kurtki czy pochowanie wszystkich butów do szafy.
Gdy ludzie to zobaczyli, byli tak wniebowzięci (Sami jak zapraszali to przyjdź, coś się wymyśli), że po jakimś czasie całą inicjatywę zrzucali na mnie. Jak ktoś organizował urodziny, to prosił mnie o pomoc w ogarnięciu tego - a że nie byłem/nie czułem się wykorzystywany, bo byłem w "gronie", to chętnie to robiłem. Także od prawie 5 lat, większość imprez ja organizowałem i nie czuje się z tego powodu źle smile

Ostatnia sprawa którą poruszyłaś - Skąd wiesz, że się nie interesują malarstwem? Pokaż komuś swoje rysunki. Jeśli nie chcesz się czuć, że się chwalisz, to zrób to "przypadkiem" - Kartka wypadła, czy coś. Ludzie może nie lubią malarstwa, ale zdecydowanie podziwiają kogoś, kto potrafi rysować. A jeśli jesteś świetna (Ah, jeśli nie pokażesz którejś ze swoich prac na tym forum któregoś dnia, to oficjalnie się obrażę! ;]) w rysowaniu, to ludzie będą wniebowzięci gdy zobaczą Twoje prace. Jedna sprawa rozmawiać o malarzach/o obrazach (to taki temat że nawet ja bym się nie podjął - nie znam się na tym, to nic nie mówię) ale inna o faktycznym rysunku który TY SAMA narysowałaś. Oczywiście nie będzie temat trwał godzinami, ale pytania typu:
- Ile czasu na niego poświęciłaś
- Od jak dawna rysujesz?
- Jak często rysujesz/ile godzin dziennie na to poświęcasz
- Masz inne rysunki? Pokaż je.
Wtedy zaczniesz odpowiadać na pytania i opowiesz trochę o malowaniu i trochę o sobie - Mam charakter X dlatego narysowałam ten obrazek bo przypomina mi o Y, a Y jest dla mnie ważne bo(...). Coś w tym guście.

Wiem, że może problem też ktwi we mnie, bo sama nie działam. Ale właśnie chcę działać. Chcę coś tworzyć. Tylko dlaczego sama

Nie będziesz sama, uwierz mi. Teraz, niektórzy ludzie, to w ogień by dla mnie wskoczyli. A było kilka sytuacji że było gorąco (no pun intended ^_^)
To działa w ten sposób: Daj coś od siebie, ktoś inny da coś od siebie. Jeśli zaczniesz działać, kontaktować się z osobą Y, to ta osoba prędzej czy później się skontaktuje z Tobą, czego w przeciwnym razie by nie zrobiła, gdybyś Ty się nie odezwała do niej w pierwszej kolejności. Wychodzenie z inicjatywą (nawet wielokrotnie) nie jest złe, jeśli tylko podejdziesz do tego pod innym kątem.

W razie czego jestem tutaj i czekam na kolejne Twoje wpisy smile

5 Ostatnio edytowany przez k.piech89 (2015-02-02 23:54:49)

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?

( to ja, ale piszę z innego konta, bo mi przeglądarka zjadła hasło do tamtego i nie pamiętam ) hmm

Hej, dzięki za takie rady, naprawdę. Ogólnie to chyba już wiem w czym tkwi problem. W tym, że ja nie wychodze i nie poznaję ludzi. Mam takie przeświadczenie ( nie wiem cholera skąd się to wzięło), że nie pytam się innych czy mogę dołączyć na imprezę, bo bym była zbyt natarczywa. Wiesz o co chodzi.
Minął miesiąc od sylwestra. Ogólnie dużo się u mnie pozmieniało. Nadal tkwię w postanowieniach z sylwestra. Najgorsze jest takie przeświadczenie, że mam ponad 800 znajomych na fb a kontaktuję się tylko z kilkoma osobami ( najbliższymi z liceum ok 4 osoby, które są w związkach). I sama jakby uciekam, nie pokazuję się w mieście, wieczorami nie wychodzę.
Ogólnie ten problem powstał rok temu. Może jeszcze wcześniej. Z 2.5 roku temu wyjechałam na erazmusa- byłam wtedy osobą bardzo towarzyską, ogarniałam dużo, nie miałam obiekcji. Na erazmusie mój fejsbuk szalał, ludzie komentowali, przyjeżdżali do mnie bez skrupułów itp. Po powrocie coś się dziwnego stało. Ja nie mogłam psychicznie powrócić do Polski, nic mi nie odpowiadało, byłam w jakimś limbo. Nawet moi znajomi byli inni- albo tak mi się tylko wydawało. Ja byłam w jednej z największych metropolii w Europie, najdroższej z największymi możliwościami. Ludzie myśleli, że jestem mega bogata, wstawiałam zdjęcia z wycieczek, miałam pełno znajomych. A tak naprawdę ciułałam koniec z końcem, tata wziął mały kredyt na to, żeby spłacić mi pobyt bo nawet stypendium z uczelni i pensja jaką dostałam za praktyki w trakcie wakacji nie pokryła tych kosztów. Więc ogólnie finansowo byłam na minusie. Ale mentalnie, możliwościowo na plusie. Tylko nie wiem czy to jest dobre. Bo powróciłam do mojego miasta ( ok to jest jedno z większych w Polsce, przesadzam mówiąc, że nic się nie dzieje- patrzę na mój wpis jako wpis rozgoryczonej życiem 35tki) i miałam inne spojrzenie na rzeczywistość i  znajomych. Znowu Ci sami, mimo, że fajni , spoko. Dopiero TERAZ po 1.5 roku od powrotu znowu zaczynam się otwierać.Ni ewiem dlaczego takie coś mnie spotkało. Nigdy nie byłam osobą złą, negatywną. Zawsze lgnęłi do mnie ludzie. A po tym powrocie to samej mi się odkręciło. Już mi się nic nie chciało. Moje miasto i ogólnie Polska mnie dobijały, tym, że w mojej dzielnicy widzę codziennie karki, dresów, że mieszkam tu a nie tu. Że moimi sąsiadami są alkoholicy. To jest moja rzeczywistość. Mimo, że mam kochającą rodzinę, mamę i tatę. Nie wiem czy przypadkiem to nie nazywa się syndrom post erazmusowy. Tylko, że ja nie spędziłam go tak TYPOWO na chlaniu codziennie. Ja właśnie uczyłam się, poznawałam ludzi, mentorów, lgnęłam do innych, LEPSZYCH ode mnie, uczyłam się od nich. Na uczelni byłam pilną studentką- lepszą od tych zagranicznych, ale i też umiałam się zabawić. Wyciągnęłam wszystko co możliwe z tego wyjazdu- a i otoczenie było piękne. Nigdy nie zapomnę tej przygody, bo wiele mnie nauczyła.
Tylko, że później sama się zamknęłam. Ludzie też niektórzy byli dziwni, bo nie mogłam odróżnić żartu od ich ironii. Np mówili że tak mi się tam dobrze żyło, a wcale tak nie było- a sami odpowiadali - no jasne jasne, tylko bogaci mogą sobie pozwolić. No i mnie takie rzeczy dołowały... Starałam się nie zwracać na to uwagi, ale jakoś nie dawałam rady. Poza tym kończę dość ciężkie studia techniczne. I wtedy po erazmusie miałam ciężki semestr- codziennie prawie od 9 do 20 na uczelni czasem bez okienek z tymi samymi ludźmi- jak pisałam ok 15 osób. I już ta atmosfera byłą beznadziejna. Ale jeszcze nie było tak źle bo odzywałam się do innych, ludzi spoza uczelni, moich znajomych zewsząd, utrzymywałam kontakt.
Później miałam dziwną sytuację damsko męską  z kimś mi bliskim i od tej pory- zamiast nie cofać się i zamiast się nie oglądać za siebie, ja wszystko wzięłam do siebie i się zamknęłam. Ok powiem teraz głupią rzecz- nawet oglądając mój profil facebookowy z tamtego okresu muszę przyznać, że bardzo się różnił od tego co teraz jest i był. Byłam jakby zamknięta i miałam wiele kompleksów, które sama sobie wmówiłam. Wmówiłam sobie, że nigdy nikogo nie spotkam ( bo tamten był najważniejszy) , że od tamtej pory będę sama itp. I tak trwałam, mimo, że chodziłam na imprezy i poznawałam nowych ludzi albo rozmawiałam na temat prywanty, albo na temat uczelni- byłam monotematyczna. I tylko ludzie, którzy dobrze mnie znali potrafili ogarnąć co mi jest. Bo np rozmawialiśmy szczerze. Wiem, że nie powinnam się przejmować ludźmi, każdy mi to mówi-szczególnie rodzice widzą, że zbyt dużą wagę przywiązuję do relacji międzyludzkich i kto z kim, jak ludzie mnie postrzegają. Ale mówią mi że to z wiekiem mija i człowiek z wiekiem, doesnt give a fuck. Dziś właśnie też czytałam taki artykuł na ten temat.

Wracając do wątku, wiem, że chodzi o moje zamknięcie. Nie dopuszczałam do siebie ludzi. Naszła też duża presja i wyścig szczurów na kierunku. Nie wiem czy niektórzy moi znajomi to rozumieją ale u mnie było to widoczne w baardzo dużym stopniu. Mimo, że każdy był miły  to i tak wbijał szpilę. Ja też. I to jest najgorsze bo zmieniłam się w obgadującą ludzi, znajomych jakąś larwę. Nienawidziłam siebie w tamtym okresie. Poza tym ten chłopak na którym mi zależało zaczął chodzić z kimś innym. I zamiast być obojętną ja się wycofałam z życia towarzystkiego. Chciałam się wycofać z jego życia a wycofałam się ze SWOJEGO ŻYCIA. Bo zaczełam sobie wkręcać wiele nieprawdziwych rzeczy, gestów i zdarzeń. To jak ktoś mnie odbiera,że sie krzywo spojrzał, ćzy mnie lubi, a może mnie podrywa, a może chce mnie obgadać, a może jednak jest zainteresowany. I w pewnym momencie uciekłam do innego miasta na kilka miesięcy- później zdalnie. Nie kontaktowałam się z nikim od siebie. Tylko z rodziną. I to był błąd. Bo później ludzie pytali się mnie co jest, ja wymijająco odpowiadałam., to inni rezygnowali z kontaktu ze mną. Udawałam zajętą, że pracuję w wakacje, tyle mam na głowie, zaangażowałam się w wielkie projekty w innym mieście, wow owo wow. Ale co z tego, jesli na moim telefonie zwykle widniały połączenia od rodziny, zleceniodawców, albo od szefów?:) Myślałam, że ten wyjazd to będzie moje wybawienie- i w pewnym sensie był- bo poznałam akurat wiele wspaniałych osobowości. Ludzi z pasją, charakterem, którzy lubią to co ja i którzy coś osiągnęli albo nad tym pracują. Wiem, że zawsze mam tam do kogo wrócić- więc to mi daje nadzieję. Jednak po powrocie do mojego miasta znowu okazało się, że coś jest nie tak. Zaczęłam spotykać się ze znajomymi, chciałam wrócić w towarzyski obieg JEDNAK okzało się, że mój kierunek ma strasznie dużo problemów na uczelni, z dziekanem, jakaś zmiana programowa. Okazało się, że ten semestr będzie katorgą, nikt nie wierzył że nam się uda wszystko zaliczyć. Ja zrezygnowałam wgl ze znajomych- znowu uczelnia 9-20 codziennie, praca w domu też, wszyscy chodzą w domu na szpilkach bo ja mam humory bo nie mogę się ogarnąć i czegoś zaliczyć. I to trwało do 31 grudnia 2014. Od 1 stycznia postanowiłam sobie, że się zmienię. Że nie będę już widzieć tylko cwszystkiego w czarnych barwach, że nie będę negatywnie patrzeć na świat. Wiedziałam,że mam wiele do zrobienia na uczelni, jednak oderwałam się od ludzi narzekających, ja przestałam narzekać i obecnie 2 .02 mówię to wszystkim na około, że chcę znowu być taka jak wcześniej, zadowolona z życia, niewkręcająca sobie nic. Ludzie których poznałam w innym mieście w ktrakcie wakacji nie wiedzą, że takie rzeczy przezywam. Przecież im tego nie powiem. Ok czasem narzekamy że studiujemy to co studiujemy ale to wszystko. Nigdy nikomu o swoich problemach osobistych nie powiedziałam. Tylko najbliższym przyjaciołom. KIedy mam się zwrócić do tych znajomych czasem czuję blokadę takie zahamowanie. Że długo się nie widziałam z nimi, kim mogę dla nich być, możepomyślą, że jestem taka a taka i automatycznie nie chce mi się z nimi pisać. Kiedy sobie coś wkręcę- obojętnie czy znajomi, fajny chłopak czy coś- mój mózg przestaje racjonalnie pracować i widzę tylko negatywne strony.

I przez to też się zamknęłam, bo możliwe, że 30% sobie wkręciłam i wcale nie było tak jak ja myślałam. I sama sobie utrudniłam życie. Ale to, że znajomi mnie komentowali po erazmusie, to mnie bardzo zahamowało. Zahamowało mnie to, że wszyscy widzieli moją tablicę, że wiedzieli co u mnie. Teraz nie wstawiam nic na fb, a nie wychodząc z domu ( bo robię dyplom i kończę w tym tyg sesję) automatycznie staję się alienem. Z towarzyskiej w aliena. Mówię znajomym, że mam sesję, że się nie wyrabiam ( to prawda) ale też dużo czasu poświęcam na rozmyślanie o sobie, o życiu itp zamiast coś zrobić automatycznie jak robot. Bo wtedy miałabym więcej czasu...
Jednak już jest lepiej niż w 2014. I mam nadzieję tylko na tendencję wzrostową a nie spadkową.

Chciałabym po prostu więcej się pokazywać, wychodzić. Bo pewnie ludzie myślą, że jestem mega zajęta albo ich olałam. A ja sobie rozmyślam i kończę sesję smile

xx

6 Ostatnio edytowany przez k.piech89 (2015-02-03 00:25:23)

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?

po prostu w tym ostatnim semestrze miałam takie przeświadczenie, że musze jak najszybciej zaliczyć wszystko aby się od tych ludzi odpępowić. ale z drugiej strony chodziło tylko o 1 osobę. a ja znowu generalizowałam i patrzyłam na wszystkim przez pryzmat jednej czy dwóch osób... obecnie wiem, że ludzie ode mnie z uczelni są mega zajęci. wgl to bardzo specyficzni ludzie są. nawet mój brat ( poznając ich) kiedyś mowił, że mam dziwnych ludzi na kieurnku i że dziwi się jak ja z nimi daję radę. przez 4 lata wyszliśmy może z 2-4 razy na piwo ( z czego 3 razy ja organizowałam to wszystko, a w zeszłym roku byliśmy na wielkiej imprezie). a tak nawet w okienkach nie wychodziliśmy- bo każdy miał swoje sprawy prywatne. i mimo, że kiedyś chcieliśmy się poznać i byliśmy bliżej ( ja tak uważam , z niektórymi osobami) obecnie np nikt od mnie sam z siebie nie napisze smile a kiedyś było inaczej smile
no tak, ale 95% osób ode mnie z uczelni ma kogoś więc całą energię oddaje tamtej osobie i cały wolny czas. bo takie panuje przeświadczenie. że nie dzielić się życiem prywatnym z ludźmi z uczelni. nawet jak organizowałam spotkania, bez par przychodzili na godznikę aby się odmeldować. a moi inni znajomi spoza uczelni, nawet spoza tego kierunku ni emają obiekcji przyjść na piwo z parą i normalnie siedzieć kilka godzin i rozmawiać.
dlatego mój brat uważał, że Ci ludzie są dziwni, oni tworzyli 'porównywanie', presję, wyścig szczurów, któremu ja też niestety podległam i dlatego nie wiedząc co zrobić zamknęłam się sama ze sobą... moje niekóre znajome mówiły, "no tak X jesteśmy w tej samej sytuacji, ciągle pesymistki, jesteśmy z chłopakami,którzy się nami nie interesują tak jak  tego byśmy chciały, jeszcze ta uczelnia, nikogo nie lubimy, nie mamy nikogo poza uczelnią- X ja mam tylko Ciebie i tą Z i Y., nie miałabym obiekcji wyjechać z miasta do innego na 2 stopień". ja wtedy sobie myśłałam, że może takie biedne są te osoby, powinnam się z nimi zadawać, są samotne, ale teraz widzę że żadnego kontaktu ze mną nie mają. ja chciałam je zabierać na jakieś spektakle, koncerty, a zwykle nie przychodziły, mówiąc, że są zajęte.....a później znowu marudziły.. a ja mam pełno znajomych ( może miałam, byłam zawszetowarzyska, takie osoby się mnie trzymały) aż później stałam się taka jak one...i też sobie wkręćiłam, że lepiej wyjechać, że nic tu na mnie nie czeka, że lepiej być gdzieś indziej. a przecież ucieczką się nic nie zdziała. jeśli tu sobie nie poukładam życia, to nikt na mnie TAM nie będzie czekał. jeśli one nie miały nikogo nie znaczy to, że tak samo JA nie miałam nikogo. ja właśnie miałam a zaczynałam myśleć jak ONE. a teraz boję się powrócić do starych znajomych, bo uważam, że mnie nie przyjmą, wyśmieją. Ale tak nie powinnam myśleć...


PS jeśli chodzi o alkohol. już nie piję tyle co kiedyś. kiedyś ok, mogłam dużo wypić i się szybko 'zakolegować' i wiem dlaczego np ni emiałam chłopaka. bo byłam chyba zbyt rubaszna, grubsza i chciałam dodać sobie fajności alkoholem. jak patrzę na zdjęcia z przeszłości widzę otwartą, ale grubszą dziewczynę. ludzie mnie lubili jak koleżąnkę. obecnie schudłam i wyładniałam ( ok skromność), wiem, że mogę się podobać, ale nie mogę się przełamać. miałam bardzo dużo dziwnych zdarzeń poalkoholowym. wiele razy urwał mi się film- i dlatego teraz ograniczam. wolę wypić np wino niż piwo. piwa nie cierpię pić. a kiedyś mogłam w siebie wlać ok 5 kufli na raz. ogólnie to mam tak, że wpadam ze skrajności w skrajność. towarzyska- alien, gruba- chuda, alkoholik-abstynent, nie mam problemy z powiedzeniem nie nałogowi- np z dnia na dzień przestałam palić papierosy. minęły 4 miesiące i wypaliłam 2 papierosy. a kiedyś na tydzień 2-3 paczki smile

dlatego lepiej się czuję, wiem, że jestem już subtelniejsza i bardziej dziewczęca- to mi też się na i po erazmusie zmieniło. wcześniej byłam taką kumpelką. a teraz? wiem, że jestem kobietą, tylko, że się zamknęłam z powodu tych moich jakiś obiekcji i kompleksów które prawdopodobnie w 90% sobie wymyśliłam.
jakbym się dobrze czuła to bym nie pisała tego na forum.. wiem, że jedna z moich lepszych koleżanek od 8 lat, miała ten sam problem. teraz jest osobą ogarniętą, mieszka sama, pracuje i ma pełno znajomych. a wcześniej wypisywała na Vitalii o swoich problemach, tak jak ja tutaj. Mam nadzieję, że mi też to się zmieni... Bo kiedy nie wyjdę nawet nie poznam jakiś fajnych osób, może przyszłego chłopaka. Nie wiem tego. Przecież nikt nie wie, że ja siędzę przed kompem 24/7 i mam sesję. Ale powoli się kończy i chcę wychodzić. Panuje przekonanie, że w moim zawodzie tak trudno się spotykać z innymi itp, bo tyle pracy- to fakt ale jak teraz o tym myślę, to jednak z 2 str jest to przesada. Po prostu trzeba żyć bez presji otoczenia i bez presji tego co mówią inni, nie porównywać się tylko robić swoje...
A ja zawsze sie porównywałam z lepszymi i do nich dążyłam nie zważając na swoje życie smile

7

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?

To nie jest oskarżenie, ale czy gdzieś głęboko w środku nie czułaś się troszeczkę lepsza od innych, dlatego że byłaś w innym państwie? To pierwsze na co zwróciłem uwagę. Użyłaś następujących słów: "Ja byłam w jednej z największych metropolii w Europie, najdroższej z największymi możliwościami", zamiast po prostu "za granicą". Prawdopodobnie starałaś się jedynie przekazać swoje myśli na "papier" i wynikło to całkowicie przypadkiem - Chciałaś przekazać nam(mi) kontrast między Twoim pobytem TAM, a w POLSCE, ale przyznam, że pierwsze co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tego zdania to: "Ja też byłem i co z tego?"

Czy może być w tym trochę prawdy, że ludzie automatycznie zaklasyfikowali Ciebie jako "światową, czyli bogatą" i troszeczkę się od Ciebie odsunęli, bo rozmawiałaś z nimi w sposób na przykładzie wyżej oraz nie wyprowadziłaś ich z błędu? Tutaj, ponownie o żaleniu się, bo nie mam na myśli 30 minutowego referatu o tym że było ciężko bla bla, ale raczej "zejście do ich poziomu", powiedzieć że ciężko pracowałaś na taki wyjazd, że wspaniale wspominasz tamte chwile, ale finansowo nie było tak kolorowo jak by się mogło wydawać. Tak by ludzie nie myśleli, że się "wywyższasz", że jesteś "lepsza" od nich bo miałaś okazję być poza granicami Polski.

Mam znajomego który poleciał na tydzień Londynu... Opowiedział o swoim pobycie z takim przejęciem, że przez pierwsze kilka minut chętnie się go słuchało. Ale niedługo później to już nie była "historia jego życia", a zwykłe przechwałki. On był, on widział, a więc NA KOLANA bo byłem w Londynie a wy biedaki dalej siedźcie na dupie i pijcie piwo... Jego "wyższość" aż z niego biła. A to, że rodzice kupili mu bilet, mieszkał u rodziny i jechał po minimalnych kosztach to inna sprawa...
Bo jeśli (nawet odrobinkę) czułaś się od kogoś lepsza, to Twoi znajomi mogli to wyczuć i samoistnie się odsunąć. Ktoś kto wiele podróżuje raczej opowiada swoje historie na luzie (A właśnie słuchajcie, miałem podobną sytuację w...) zamiast "A bo ja gdy byłem w to...". Jeśli to był Twój pierwszy wyjazd, to myślę że mogłaś się tak czuć i nawet nieświadomie opowiadałaś w taki sposób, że ludzie uznawali że próbujesz się chwalić.
Ja sam mam na facebooku ponad 2 tysiące zdjęć z wakacji (Nigdy nie rozstaję się z aparatem tongue) i nigdy nie spotkałem się ze stwierdzeniem "Ty to musisz być bogaty, tyle podróżujesz". A ludzie sami mnie wypytują i chętnie słuchają (to znaczy, mam nadzieję, haha!) moich opowieści o tym gdzie byłem i co robiłem. Nie postrzegają mnie jako "chwalipięty", lecz jako ciekawego osobnika z ciekawymi historiami.

W sprawie FB - do ilu osób mogłabyś teraz napisać z zapytaniem, czy wyjdą na kawę w najbliższym miesiącu? Ilu z nich by się zgodziło? Miałem ponad 300 osób na FB. Kolega kolegi, brat wujka siostry od strony babci... Rozumiesz. Usunąłem WSZYSTKICH. Kompletnie, pusta lista. Zero, nada... Przez pierwszy tydzień dodało mnie kilku znajomych. OD tego momentu zacząłem myśleć, kogo potrzebuję/kogo chciałbym mieć. W ten sposób zrobiła mi się lista 40 osób. Tyle mi wystarczyło... Po ponad roku, liczba moich znajomych wzrosła do dokładnie 144. A to poznałem kilku nowych ludzi, niektórzy starzy znajomi mnie dodali, niektórych sam dodałem. Teraz mam zasadę - Nie dodaję nikogo, kogo spotkałem raz, czy dwa. Chyba że dana osoba faktycznie przypadnie mi do gustu i wiem, że chcę kontynuować znajomość.
Dzięki temu w tej chwili, gdybym zapytał o wyjście na kawę w najbliższym miesiącu, to 4/5 osób by się zgodziło. Zresztą gdy widzę że ktoś jest dostępny, to zagaduję do niego/do niej, tak po prostu. Spytać jak ktoś żyje i w ogóle. A jak ktoś ma życzenia urodzinowe, to składam je poprzez prywatną wiadomość, nie na tablicy. Chyba że mam numer telefonu - wtedy dzwonię. Dla mnie to dwie minuty, ale ludzie pamiętają takie rzeczy i sami też się odzywają później.

Złamane serce, to temat rzeka, więc podpowiem krótko: Niektórzy mówią o wyrzuceniu pamiątek, lub twierdzą by zapomnieć. Ja po rozstaniu się z dziewczyną zrobiłem wręcz przeciwnie - pamiątki przeglądałem kilka razy dziennie, uśmiechałem się do nich (na wspomnienie o niej) i nawet teraz gdy myślę o niej, to nie mam żalu/nie czuję pustki. Najważniejsze to wypłakać się tyle że aż się będzie zmęczonym samym sobą, następnie przyjąć to na barki, wynieść z tego doświadczenie i ruszyć przed siebie. Może o tym chcesz też porozmawiać? Założenie nowego tematu nie byłoby najgorszym pomysłem - mi napisanie tematu na forum pomogło smile

Spróbuj tak: Każdego dnia odezwij się do 2 znajomych z Twojego miasta, spytaj jak samopoczucie. Pozmawiaj chwilę. Jeśli będą przejawiały minimalne zainteresowanie (czyli inne odpowiedzi niż "tak", "nie", "ok") to rzuć tekst w stylu "powinniśmy odświeżyć kontakt, co powiesz o wypadzie na kawę?". No bo pomyśl: Co masz do stracenia? Albo zaczną tłumaczyć się brakiem czasu, albo faktycznie będą chcieli wyjść. Nic nie przegrasz (bo nikt nie pomyśli o Tobie: "Ojej jaka ona dziwna, odzywa się po X miesiącach), a możesz wiele zyskać. W przypadku chłopaków napisz o "luźnych spotkaniu", tak by nie odebrał tego jako randkę. Albo spytaj wprost, czy zbliża się jakaś imprezka.

Jutro (A w sumie to dzisiaj) napiszę trochę więcej, bo mam jeszcze kilka rzeczy do dodania.

8 Ostatnio edytowany przez k.piech89 (2015-02-03 22:44:17)

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?
Evens napisał/a:

To nie jest oskarżenie, ale czy gdzieś głęboko w środku nie czułaś się troszeczkę lepsza od innych, dlatego że byłaś w innym państwie? To pierwsze na co zwróciłem uwagę. Użyłaś następujących słów: "Ja byłam w jednej z największych metropolii w Europie, najdroższej z największymi możliwościami", zamiast po prostu "za granicą". Prawdopodobnie starałaś się jedynie przekazać swoje myśli na "papier" i wynikło to całkowicie przypadkiem - Chciałaś przekazać nam(mi) kontrast między Twoim pobytem TAM, a w POLSCE, ale przyznam, że pierwsze co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tego zdania to: "Ja też byłem i co z tego?"

Czy może być w tym trochę prawdy, że ludzie automatycznie zaklasyfikowali Ciebie jako "światową, czyli bogatą" i troszeczkę się od Ciebie odsunęli, bo rozmawiałaś z nimi w sposób na przykładzie wyżej oraz nie wyprowadziłaś ich z błędu? Tutaj, ponownie o żaleniu się, bo nie mam na myśli 30 minutowego referatu o tym że było ciężko bla bla, ale raczej "zejście do ich poziomu", powiedzieć że ciężko pracowałaś na taki wyjazd, że wspaniale wspominasz tamte chwile, ale finansowo nie było tak kolorowo jak by się mogło wydawać. Tak by ludzie nie myśleli, że się "wywyższasz", że jesteś "lepsza" od nich bo miałaś okazję być poza granicami Polski.

Mam znajomego który poleciał na tydzień Londynu... Opowiedział o swoim pobycie z takim przejęciem, że przez pierwsze kilka minut chętnie się go słuchało. Ale niedługo później to już nie była "historia jego życia", a zwykłe przechwałki. On był, on widział, a więc NA KOLANA bo byłem w Londynie a wy biedaki dalej siedźcie na dupie i pijcie piwo... Jego "wyższość" aż z niego biła. A to, że rodzice kupili mu bilet, mieszkał u rodziny i jechał po minimalnych kosztach to inna sprawa...
Bo jeśli (nawet odrobinkę) czułaś się od kogoś lepsza, to Twoi znajomi mogli to wyczuć i samoistnie się odsunąć. Ktoś kto wiele podróżuje raczej opowiada swoje historie na luzie (A właśnie słuchajcie, miałem podobną sytuację w...) zamiast "A bo ja gdy byłem w to...". Jeśli to był Twój pierwszy wyjazd, to myślę że mogłaś się tak czuć i nawet nieświadomie opowiadałaś w taki sposób, że ludzie uznawali że próbujesz się chwalić.
Ja sam mam na facebooku ponad 2 tysiące zdjęć z wakacji (Nigdy nie rozstaję się z aparatem tongue) i nigdy nie spotkałem się ze stwierdzeniem "Ty to musisz być bogaty, tyle podróżujesz". A ludzie sami mnie wypytują i chętnie słuchają (to znaczy, mam nadzieję, haha!) moich opowieści o tym gdzie byłem i co robiłem. Nie postrzegają mnie jako "chwalipięty", lecz jako ciekawego osobnika z ciekawymi historiami.

W sprawie FB - do ilu osób mogłabyś teraz napisać z zapytaniem, czy wyjdą na kawę w najbliższym miesiącu? Ilu z nich by się zgodziło? Miałem ponad 300 osób na FB. Kolega kolegi, brat wujka siostry od strony babci... Rozumiesz. Usunąłem WSZYSTKICH. Kompletnie, pusta lista. Zero, nada... Przez pierwszy tydzień dodało mnie kilku znajomych. OD tego momentu zacząłem myśleć, kogo potrzebuję/kogo chciałbym mieć. W ten sposób zrobiła mi się lista 40 osób. Tyle mi wystarczyło... Po ponad roku, liczba moich znajomych wzrosła do dokładnie 144. A to poznałem kilku nowych ludzi, niektórzy starzy znajomi mnie dodali, niektórych sam dodałem. Teraz mam zasadę - Nie dodaję nikogo, kogo spotkałem raz, czy dwa. Chyba że dana osoba faktycznie przypadnie mi do gustu i wiem, że chcę kontynuować znajomość.
Dzięki temu w tej chwili, gdybym zapytał o wyjście na kawę w najbliższym miesiącu, to 4/5 osób by się zgodziło. Zresztą gdy widzę że ktoś jest dostępny, to zagaduję do niego/do niej, tak po prostu. Spytać jak ktoś żyje i w ogóle. A jak ktoś ma życzenia urodzinowe, to składam je poprzez prywatną wiadomość, nie na tablicy. Chyba że mam numer telefonu - wtedy dzwonię. Dla mnie to dwie minuty, ale ludzie pamiętają takie rzeczy i sami też się odzywają później.

Złamane serce, to temat rzeka, więc podpowiem krótko: Niektórzy mówią o wyrzuceniu pamiątek, lub twierdzą by zapomnieć. Ja po rozstaniu się z dziewczyną zrobiłem wręcz przeciwnie - pamiątki przeglądałem kilka razy dziennie, uśmiechałem się do nich (na wspomnienie o niej) i nawet teraz gdy myślę o niej, to nie mam żalu/nie czuję pustki. Najważniejsze to wypłakać się tyle że aż się będzie zmęczonym samym sobą, następnie przyjąć to na barki, wynieść z tego doświadczenie i ruszyć przed siebie. Może o tym chcesz też porozmawiać? Założenie nowego tematu nie byłoby najgorszym pomysłem - mi napisanie tematu na forum pomogło smile

Spróbuj tak: Każdego dnia odezwij się do 2 znajomych z Twojego miasta, spytaj jak samopoczucie. Pozmawiaj chwilę. Jeśli będą przejawiały minimalne zainteresowanie (czyli inne odpowiedzi niż "tak", "nie", "ok") to rzuć tekst w stylu "powinniśmy odświeżyć kontakt, co powiesz o wypadzie na kawę?". No bo pomyśl: Co masz do stracenia? Albo zaczną tłumaczyć się brakiem czasu, albo faktycznie będą chcieli wyjść. Nic nie przegrasz (bo nikt nie pomyśli o Tobie: "Ojej jaka ona dziwna, odzywa się po X miesiącach), a możesz wiele zyskać. W przypadku chłopaków napisz o "luźnych spotkaniu", tak by nie odebrał tego jako randkę. Albo spytaj wprost, czy zbliża się jakaś imprezka.

Jutro (A w sumie to dzisiaj) napiszę trochę więcej, bo mam jeszcze kilka rzeczy do dodania.

no właśnie problem jes taki, że ja chyba podświadomie chciałam się wyrwać z miejsca zamieszkania i samowolnie zrobiłam sobie taką otoczkę- nie jakby lepszej ale może się tak ludziom wydawało. to nie był mój pierwszy wyjazd za granicę. ale pierwszy na tak długo i może trochę mi się poprzewracało w głowie. tzn ja żyłam wtedy, uczyłam się, chodziłam na imprezy i robiłam to co tamci ludzie. żyłam tak samo - ok biedniej niż oni ale inaczej nawet niż w Polsce. i może przez to czułam się automatycznie lepsza? obecnie nawet nic nie wkładam na fejsbuka opórcz jakiejś muzyki czy jakiś głupot. zauważyłąm, że więszość z nich 'lajkują' mi znajomi z zagranicy. wiem,że ogólnie zmieniłam styl bycia, czuję się sama ze sobą lepiej, bardziej kobieco, zwiewnie i bardziej pewna siebie- tam w tej szkole np dziewczyny były bardzo pewne siebie, same zagadywały do facetów, panował luz i np relacja student -profesor była zupełnie inna niż jest np u mnie na uczelni. tam było po prostu inaczej. dopiero wtedy zauważyłam porównanie, jak można żyć inaczej.
i po moim powrocie, zauważyłam, że mogę być właśnie odbierana jako chwalipięta-i dlatego też np zamknęłam się, albo przestałam być aktywna na fejsbuku, bo uważałam,że lepiej będzie jak przemilczę mój powrót niż komuś coś powiem. albo automatycznie stawałam się takim błaznem, klaunem, który robi z siebie idiotkę, aby tylko 'przypodobać' się znowu. i wstawiałam jakieś głupoty, beznadziejne obrazki hmm
tyle że tam za granicą miałam też styczność z ludźmi o wiele bardziej otwartymi niż tutaj. i to też na mnie wpłynęło,że kiedy wróciłam byłam znowu b otwarta aby znowu się zamknąć. i od tego zamknięcia teraz musżę się wyrwać- ale w dobrą stronę- bycia normalnym.

wcześniej przed erazmusem, jak powiedziałam, byłam taką głośną, trzpiotką, trochę zagubioną, ale było mnie pełno, miałam pełno znajomych. później czułam,że muszę się tłumaczyć z tego że tam byłam niektórym. i to było bardzo kiepskie. bo wiedziałam, że np wielu rzeczy nie zrobiłabym  będąc w Polsce i np moi znajomi by nigdy nie zrobili. i podświadomie też miałam żal, że np jestem tagowana tu czy tam. tylko, że tam w kręgu tamtych znajomych to wszystko było normalne, oni tak normalnie żyli. podróżowali po całym świecie, zwiedzali. tam był/jest inny standard życia. i to jakby mnie zmyliło. wiem, że gdybym np teraz pojechała za granicę zupełnie inaczej bym się zachowywała, wiem, że nie pokazywałabym tyle ze swojego życia bo przecież ludzie są ciekawscy a nikomu nie muszę się chwalić. ale wiem, byłam głupia i naiwna.  i też mam o to pretensje.

właśnie chciałabym być postrzegana tak jak ty. jako ciekawą osobistość. i tak kiedyś byłam postrzegana wg mnie.

wiem,że popełniłam błąd właśnie wtedy kiedy możliwe, że ludzie uważali mnie za wywyższającą się ( albo znowu, ja coś sobie wmawiam). wtedy też automatycznie starałam się zawsze coś wytłumaczyć, jakbym była winna tego. rozumiesz? tak jakbym musiała się usprawiedliwiać przed każdym, którego spotkałam co mi się zdarzyło, co mi się przytrafiło, jak do tego doszłam. ogólnie powinnam nie zwracać na to uwagi i się nie przejmować, ale nie mogłam...bo podświadomie czułam,że coś jest nie tak.


z tym wychodzeniem z inicjatywą w sprawie spotkań to się zgodzę. tylko że musże skończyć sesję w ten piątek i mam nadzieję wejdę znowu w życie.

9 Ostatnio edytowany przez k.piech89 (2015-02-03 04:58:18)

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?

szczerze powiem to takie zwierzanie się na forum trochę daje. jest mi trochę lepiej. niby piszę to co wiem, ale to jest inne jednak.

10

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?

Ja tez jestem osoba dosyć zamknieta. Kiedyś mialam mala grupkę znajomych i nawet zamieszkalam z jedna koleżanką. Zaniedbalam ich przez durny związek i falszywych znajomych bylego. Paczka się rozpadla. Czy zaluje? chyba nie. Wiem ze gdyby moim dawnym znajomym zalezalo na mnie to by się zainteresowali mną. Jak pytalam się ich czy gdzieś chcą wyjść zawsze pracowali.
Ze starego kierunku utrzymuje kontakt tylko z paroma osobami. Na nowych studiach mam parę koleżanek bylam na kilku imprezach z nimi ale one tez jakos nie SA zbyt rozrywkowe tongue
W sumie od marca nie bedw wiedziala gdzie ręce wlozyc 2 kierunki studiow. Chce znaleźć prace i planuje iść z koleżanką na silownie.  Najbardziej czego mi brakuje to chyba takiej przyjaciolki z która mogę o wszystkim porozmawiać z dawna się poklocilam i nie mam zamiaru się godzić.
Z tego co zrozumialam piszesz, ze czegoś ci brakuje. Ale może nie chodzi Ci wcale o większą grupkę. Tylko o jedna osobę z która możesz o wszystkim porozmawiać.

11

Odp: gdzie poznać fajnych znajomych?

Evens
mineło pół roku. Jest lepiej, ale wydaje mi się, że moje kontakty z ludźmi naprawdę są bardzo powierzchowne. Zawsze jestem jakimś dodatkiem do osoby, która nalezy do danego towarzystwa. Nie wiem dlaczego tak jest. Poznałam dwa nowe towarzystwa w tym półroczu ale nie na tyle aby np oni sami mnie zapraszali na jakieś spontaniczne wpyady, spotkania. Zwykle widujemy się w klubokawiarniach, na imprezach na mieście kiedy ja jestem z jakąś koleżanką a oni są z innymi znajomymi. Albo mam spaczone spojrzenie na takie grupy albo naprawdę ludzie mnie nie zapraszają.
Ja jak kiedyś mowiłam, organizowałam dużo, byłam otwarta, spontaniczna, potrafiłam wielke ogniska organizować zapraszać ok 40 osób, ogarniać wszystko. Jednak wtedy kilka lat temu ludzie nie odwzajemniali tego, sami nie wychodzili z inicjatywą. Tak jakbym natrafiła na jakąś blokadę. Nawet usłyszałam raz że ktoś nie pójdzie z nami na piwo, bo ma innych, lepszych znajomych u siebie pod miastem big_smile Więc automatycznie taka osoba jest u mnie skreślona. nawet jak pewnie już nie pamięta co mówiła ( na trzeźwo) to dla mnei jest to bardzo dziwne i nie nalezy chyba tak mówić innym o.O
Od pewnego momentu wlasnie jakoś rok , 1.5 roku temu nie organizuję nic. Nie przykładać koniuszka palca do organiacji żadnej imprezy. Bo się wtedy przejechałam. Nawet jak wpadłam w dwa środowiska nowe, to i tak jestem jakby bierna. Pokazuję, że jestem zajęta, że robię swoje, ale jestem miła i uczynna. Czasem zapraszam ludzi na jakieś spontaniczne wypady ale nie jest tak, że bardzo płaczę jak ktoś nie przyjdzie, tzn nie pokazuję tego smile Nie mam rozkmin i nie błagam takiej osoby by przyszła czy nie. Jak jest to jest jak nie to nie, trudno.
Nie mogę z jednej strony stawiać siebie w roli ofiary, osoby organizującej jakby czekającej na decyzje innych. Bo sama mogę sobie zorganizować 1000 spraw i być zajętą i sama czekać na inne wyjścia.
Wspomnę teraz te dwie grupy. Jedna jest mojej znajomej. Chodziła  z jednym kolegą z tej grupy chyba z kilkanaściemiesięcy. Zna ich  kilka lat z wakacji, Odnowiła z nimi kontakt. mieszkała u nich będąc z nim w związku. Teraz nawet kiedy go nie ma, i tak ona zabiegała o kontakt z tą grupą, to ona się tam jakby wpychała i organizowała im imprezy, popijawy tak aby czuc się w grupie.

Tak samo druga grupa , która poznałam. Większość facetów dość aktywnych w kulturze, sztuce. Inna kolezanka zapracowana, mowi ze nie moze sie wyluzowac. Ma tylko facetów za znajomych, Wprowadziła mnie do tej grupy. Jednak ja jestem jeszcze na studiach, mam inne obowiązki, robię inne rzeczy i automatycznie nie mam tyle czasu ile ona na bycie w tej grupie, Nawet jak pisze czasem z tymi znajomymi oni odpowiadaja mi półsłowkami. A na imprezach 'podobno' pytaja sie gdzie jestem bo mysleli ze przyjde. A skad mam wiedziec ze mam przyjsc jesli nikt mi nic nie mowi?

Nie wiem czy zgrywam osobe zbyt zajeta czy nie angazuje sie tak w relacje kolezenskie? Za Twoja namowa w lutym stalam sie bardziej otwarta i poznawąłam ludzi od kolezanki A do kolegi Z. Jednak nie wiem jak to sie dzieje, ale np nastepnego dnia po imprezie i tak jestem 'sama' w takim stanie jakim bylam 2-3 dni przed impreza. W znaczeniu- nikt sie ze mna nie kontaktuje, nawet kiedy sama dodam ludzi na facebooka to i tak np sam nikt do mnie pierwszy nie napisze.


Widze, ze jestem mlodszy ode mnie. Chcialabym spytac sie o rade i ogolne stwierdzenie. Czy dziewczyny w wieku 20-25 lat wg Ciebie, w Twoim środowisku sa takie bardzo 'narwane' i takie wiedzace czego chca i gadatliwe? Czy to one pierwsze wychodza z inicjatywa, gadaja ile wlezie i one jakby są organziatorkami, same pisza do kolegow a faceci/koledzy czekaja na 'gotowe', aby zostac zaproszonym, aby przyjechac ?
Bo moze tutaj wystepuje jakis konflikt interesow. Ja od tego 1.5 roku przestalam sie narzucac, przestalam byc taka gadatliwa i aktywna, jestem spokojniejszym czlowiekiem , robie swoje, bardzo sie skupilam na swoim zawodowym rozwoju. Ale widze, ze mozliwe robie cos zle? Moze chlopaki sa przyzwyczajeni ze dziewczyny wlasnie ciagle orzmawiaja, sa glosne, one ogarniaja sprawy, sa aktywne a oni sa bierni? Bo wiekszosc dziewczyn z tego srodowiska mojej kolezanki jest taka- to faceci sa powazni, spokojni a kobiety lataja i sie miotaja. Tylko ze ja w tym momencie zachowuje sie jak facet- bo sie nie miotam.

Fajnie by bylo gdybys odpowiedzial na mój post. Bo widze ze chyba problem nie lezy w innych ludziach ale na przykladzie tego polrocza widze ze moze lezy we mnie. Jesli jestem niby lubiana i zapraszana ale nie moge jakby kontynuowac znajomosci i jakos osoby nie moga mnie poznac?
Co sadzisz?

Pozdrawiam wink

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » gdzie poznać fajnych znajomych?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024