Zakladam ten wątek, bo mam ochote już tylko usiąść i płakac. Z samotnosci, oczywiście.
Chlopaków miałam na studiach, Dwoch albo trzech. I tyle. Od tego czas nic, dno, mogiła.
Mam równo 30 lat, rozmiar 38, 172 cm wzrostu. Nie wiem, co jest ze mną nie tak. Mialam znamię na doopie to usunełam. Mialam krzywe zęby to wyprostowałam, przechodzac przy tym przez operację dwuszczękową!
Z natury nie podchodzę sama do nowych ludzi, ale przeciez mnóstwo introwertyków znajduje kogoś. Za duzo narzekam.
Lubię sport, uwielbiam podróże, gry planszowe, lubię dzieci, umiem gotować, prasowac, sprzatac i robić na szydełku.
Umiem tez wbijać gwożdzie, wymieniac zarówki i zazwyczaj samodzielnie naprawie mój rower, jesli zepsuje sie po drodze. Czego ja mam się jeszcze nauczyć?!
Przeprowadzilam sie pół roku temu za granicę. Myslałam, ze tu bedzie łatwiej i co? i dooopa. Wszyscy znajomi z pracy są pozajmowani. Próbowałam na portalu randkowym- ze 4 facetami miło sie rozmawialo, z jednym sie dzis umówiłam i co? nie pojawil sie.
Zarezerwowalam popołudnie i wieczór na marne
![]()
ech...
Tak mi brakuje kogoś, aby mieszkac razem. Wspierać się. Kochac sie.