Jestem atrakcyjną kobietą, która nie narzeka na brak adoratorów. Mój problem polega na tym, że gdy w kimś się zakochuję, okazuję zainteresowanie, uczucia, następnie druga osoba to odwzajemnia i chce ode mnie więcej i więcej, ciągłego potwierdzania moich uczuc, staję się w pewnym sensie zablokowana. Ignoruję tą osobę, unikam jej, staję się oziębła. To niestety nie pierwszy raz, wszystkie znajomości, które mogły byc bliskimi związkami kończyły się z mojej winy. Druga strona miała dośc tego, że najpierw byłam blisko, okazywałam zainteresowanie, a potem zamieniałam się w bryłę lodu. Nie mogli znieśc tej sinusoidy.. nastrojów? Nie bardzo wiem, jak to nazwac. Czy ktoś z Was miał kiedyś podobną sytuację? Bardzo zależy mi na naprawieniu siebie, spotkałam na swojej drodze wspaniałego mężczyznę, połączyło nas coś wyjątkowego, chciałabym z nim byc, ale widzę, że problem jest we mnie... Nie chcę skrzywdzić kolejnej osoby i przy tym sama przeżywać męczarnie.
dlaczego tak się dzieje? jakie są twoje motywy, że tak się zachowujesz?
Hm...lodowa królewna ![]()
Czasami, szczególnie na początku związku, nie chcemy być tą stroną, której bardziej zależy.
Może to TO?
4 2015-01-26 21:57:09 Ostatnio edytowany przez ania246 (2015-01-26 21:57:48)
sosenek - chciałabym do tego dotrzeć, ale nie potrafię. Staram się obserwować siebie najbardziej jak to możliwe, ale nie potrafię wejrzeć w głąb siebie... Nie wiem, co mną kieruje. Wiem jedynie, że to jest coś jak 'siła wyższa', jest poza moją kontrolą. To nie jest celowe zachowanie, nie chcę nikogo skrzywdzić, oprócz tego, że druga osoba cierpi, ja też mocno przeżywam takie sytuacje...
Przyszłośc - Być może jest to jakiś lęk przed zaangażowaniem? Sama się w tym wszystkim gubię ![]()
Jestem atrakcyjną kobietą, która nie narzeka na brak adoratorów. Mój problem polega na tym, że gdy w kimś się zakochuję, okazuję zainteresowanie, uczucia, następnie druga osoba to odwzajemnia i chce ode mnie więcej i więcej, ciągłego potwierdzania moich uczuc, staję się w pewnym sensie zablokowana.
1. Nie narzekam na brak adoratorów, znajcie moją wartość, ja nie z tych co brzydkie.
2. Duszę się gdy ktoś angażuje się, choć zakochana bywam nie raz....
Dusza narcystyczna, która tak naprawdę może i była zauroczona, ale zakochana to na pewno nie. Bo zakochanie nie wzbudza blokady, nerwów, to po prostu piękne uczucie.
Byłam w związku z facetem który zachowywał się podobnie. Przez jakiś czas dużo bardziej okazywał swoje uczucia ,a po jakimś czasie po prostu tracił gdzieś zainteresowanie okazywaniem uczuć. Mówił przy tym, że dla niego to normalne zachowanie i będę musiała się do tego przyzwyczaić. Bo on nie zamierza się zmienić. Raz był bardziej czuły, innym razem w ogóle tego nie pokazywał.
Kiedyś mi powiedział,że nie lubi nadmiernej czułości przy obcych osobach. I uznał temat za zamknięty.
Myślę, że nie wszyscy będąc z kimś w związku potrafią na ,,każdym kroku" pokazywać swoją wielką miłość i przywiązanie. Warto powiedzieć tej drugiej osobie, jak widzisz kwestię pokazywania swoich uczuć na co dzień. Żeby nie było wielkiego zaskoczenia.
Remi, myślę, że Twoja sugestia może być trafna. Czytałam trochę na ten temat, i z bólem muszę stwierdzić, że jest w tym sporo prawdy.
cannea5r, nie lubię okazywania uczuc przy innych lub w miejscach publicznych; wychodzę z założenia, że to intymna strefa, którą dobrze zachować dla siebie, cały świat nie musi tego widzieć
Ja chcę się zmienić, bo widzę, że droga, którą idę jest niewłaściwa, sprawia ból mnie, ale przede wszystkim osobom wokół, a nie chcę nikogo krzywdzić. Chciałabym zbudować zdrowy, dobry związek, nie jakąś paranoję, w której głównym problemem jestem ja i moje nastroje. Powiedzenie o swoich odczuciach w kwestii okazywania uczuc jest uczciwym rozwiązaniem, ale jednocześnie trudnym - umiem sobie wyobrazić siebie mówiącą o tym komuś, ale gdy przychodzi do czynów, brakuje języka w gębie. Niemniej trzeba to jakoś rozwiązać. Im szybciej, tym lepiej.
Lęk przed bliskością. Nie angażujesz się, bo boisz się, że ta osoba finalnie cie odrzuci. Ciężka sprawa.
lifrinat - mam kilka bardzo trudnych przeżyć z dzieciństwa (odrzucanie emocjonalne przez matkę, gdy robiłam coś, co jej się nie podobało i odrzucenie przez ojca, które trwa do tej pory i nic nie wskazuje na poprawę, mam wrażenie, że mnie nienawidzi, a ja nawet nie wiem za co), takie rzeczy na pewno nie zostają bez echa...
Wahania nastrojów są zupełnie normalne i druga osoba powinna to zrozumieć zamiast naciskać na stałe okazywanie uczuć. Nie należy mieć pretensji, tylko pomóc wtedy partnerowi w jego smutku. Trudne sytuacje są najlepszym sprawdzianem uczuć. Jeśli partner jest zdolny do poświęceń i udzielania pomocy, to dobrze rokuje dla trwałości związku.
11 2015-01-28 21:02:01 Ostatnio edytowany przez ania246 (2015-01-28 22:51:04)
Tak, ale nie dość, że mam te wahania, to gdy druga osoba chce iśc dalej, ja się wycofuję, zaczynam jej unikac. Mam nadzieję, że ta osoba okaże się tą właściwą osobą, która zrozumie moją sytuację i jakoś wspólnie to naprawimy.
Zastanawiam się nad jedną kwestią - czy takie powiedzenie wprost, z czym ma się problem, dlaczego zachowuję się tak, a nie inaczej, nie zostanie odebrane źle? Albo czy to nie będzie po prostu zbyt wcześnie? To początki, faza zalotów, okazywania sobie zainteresowania, nie byliśmy jeszcze nigdzie razem...
Ciężka sprawa, wiem, bo sama zawsze tak miałam
Na początku zawsze wielkie zainteresowanie i chęci, a kończyło się na tym, że odrzucałam wszystkich, nie dawałam rady się zaangażować. Aż w końcu poznałam mojego dotychczasowego chłopaka, z którym wszystko wyszło tak naturalnie, nic nie udawałam i naprawdę się mocno, sama z siebie zaangażowałam
Z tym, że poznaliśmy się dość przypadkiem, nie mieliśmy żadnych wspólnych znajomych, wręcz bym powiedziała, że trochę dwa różne światy, więc może to też zrobiło swoje.
Twoja odpowiedź dała mi trochę nadziei, dziękuję
Może i ze mną tak będzie? Bardzo bym tego chciała. Nie chcę być samotna, a ten mężczyzna ma wszystko, czego potrzebuję i czego szukałam w drugiej osobie, to wspaniały człowiek ![]()
Myślę, że w życiu nie ma przypadków
My też nie mieliśmy wspólnych znajomych, teraz to się powoli zmienia. Czas pokaże jak będzie, staram się być dobrej myśli ![]()
Zastanów się nad tym czy podświadomie nie bronisz się przed wzięciem odpowiedzialności za drugiego człowieka i jego uczucia. Na początku jest fajnie i łatwo, bo nie ma zobowiązań. Później gdy wszystko się pogłębia taki strach przed odpowiedzialnością i/lub obawa przed podeptaniem naszych uczuć kiełkuje coraz mocniej. Napisałaś, że nie jesteś zwolenniczką publicznego okazywania uczuć, ale są różne formy. O ile całowanie się i namiętne obściskiwanie można przełknąć w miarę łatwo o tyle jeśli masz opory przed publicznym np. chodzenie za rękę z facetem to już powinien być dla Ciebie jakiś sygnał ostrzegawczy.
15 2015-01-30 12:41:03 Ostatnio edytowany przez ania246 (2015-01-30 12:54:06)
Zastanów się nad tym czy podświadomie nie bronisz się przed wzięciem odpowiedzialności za drugiego człowieka i jego uczucia. Na początku jest fajnie i łatwo, bo nie ma zobowiązań. Później gdy wszystko się pogłębia taki strach przed odpowiedzialnością i/lub obawa przed podeptaniem naszych uczuć kiełkuje coraz mocniej. Napisałaś, że nie jesteś zwolenniczką publicznego okazywania uczuć, ale są różne formy. O ile całowanie się i namiętne obściskiwanie można przełknąć w miarę łatwo o tyle jeśli masz opory przed publicznym np. chodzenie za rękę z facetem to już powinien być dla Ciebie jakiś sygnał ostrzegawczy.
Kiedyś byłam u psychologa, który powiedział mi coś trochę innego - że wszystko preżywam za bardzo i poczuwam się do nadmiernej odpowiedzialności, ale na zewnątz sprawiam zupełnie inne wrażenie. Ze względu na dość trudne przeżycia w domu, postanowiłam już dawno temu, że odizoluję się od nich jak najbardziej to możliwe i naprawdę unikam odpowiedzialności od lat, chociaż wiem, że tak naprawdę to nie jeat dobre rozwiązanie, ale musiałam zrobić coś, żeby nie zwariować. Teraz pewnie to podejście podświadomie przenoszę na inne sfery - przyjaźni, miłości.
Jeśli chodzi o publiczne okazywanie uczuć, nie mam problemu z chodzeniem za rękę, uważam, że buziak i przytulenie też jest akceptowalne. Byle nie wymiana śliny na środku ulicy z obłapianiem się ????
Tak w ogóle - czy ktoś z Was ma pomysł jak sobie z takim lękiem poradzić? Czy można zrobić to samemu?
Niedawno czytałam książkę " Toksyczne związki " Pia Melody Jest tam ciekawy rozdział o dysfunkcjonalnych/ uszkodzonych granicach.
Przytoczę Ci fragment: "Ludzie, którzy wyrośli w dysfunkcjonalnych rodzinach zwykle cierpią na różnego rodzaju upośledzenie swoich granic i albo brak im zdrowej osłony albo jest ona nadmierna. Rezultatem takiego rodzicielstwa mniej niż opiekuńczego są 4 podstawowe rodzaje upośledzeń systemu granic:
1. Brak granic
2. Uszkodzenie granic
3. Mury zamiast granic
4. Przerzucanie się od murów do braku granic, a także z powrotem. "
Autorka podkreśla też że są dwa podstawowe poziomy granic. 1. Granice dla osób obcych i wszystkich z zewnątrz 2. Granice dla osób bliskich z którymi jesteśmy związani emocjonalnie. Każda z granic na tych poziomach może być dysfunkcjonalna w inny sposób. Np. Poziom 1 -granice funkcjonalne (zdrowe), uszkodzenie granic lub brak granic, za to poziom 2- MURY zamiast granic.
Może w tym kierunku należy szukać ? Mnie to bardzo pomogło w zrozumieniu pewnych mechanizmów i trudności z którymi się borykam.
Niedawno czytałam książkę " Toksyczne związki " Pia Melody Jest tam ciekawy rozdział o dysfunkcjonalnych/ uszkodzonych granicach.
Przytoczę Ci fragment: "Ludzie, którzy wyrośli w dysfunkcjonalnych rodzinach zwykle cierpią na różnego rodzaju upośledzenie swoich granic i albo brak im zdrowej osłony albo jest ona nadmierna. Rezultatem takiego rodzicielstwa mniej niż opiekuńczego są 4 podstawowe rodzaje upośledzeń systemu granic:
1. Brak granic
2. Uszkodzenie granic
3. Mury zamiast granic
4. Przerzucanie się od murów do braku granic, a także z powrotem. "Autorka podkreśla też że są dwa podstawowe poziomy granic. 1. Granice dla osób obcych i wszystkich z zewnątrz 2. Granice dla osób bliskich z którymi jesteśmy związani emocjonalnie. Każda z granic na tych poziomach może być dysfunkcjonalna w inny sposób. Np. Poziom 1 -granice funkcjonalne (zdrowe), uszkodzenie granic lub brak granic, za to poziom 2- MURY zamiast granic.
Może w tym kierunku należy szukać ? Mnie to bardzo pomogło w zrozumieniu pewnych mechanizmów i trudności z którymi się borykam.
Dziękuję! Muszę koniecznie przeczytać ta ksiażkę, z tego co myślę po przeczytaniu przytoczonego przez Ciebie fragmentu, może się przydać. Póki co jestem tym przypadkiem od murów, ale może dowiem się o sobie czegoś więcej po przeczytaniu ksiażki. Czy oprócz zrozumienia siebie robisz z tym lękiem coś więcej, pracujesz nad nim?
18 2015-01-30 16:43:58 Ostatnio edytowany przez Purple_Rain (2015-01-30 20:43:23)
Dziękuję! Muszę koniecznie przeczytać ta ksiażkę, z tego co myślę po przeczytaniu przytoczonego przez Ciebie fragmentu, może się przydać. Póki co jestem tym przypadkiem od murów, ale może dowiem się o sobie czegoś więcej po przeczytaniu ksiażki. Czy oprócz zrozumienia siebie robisz z tym lękiem coś więcej, pracujesz nad nim?
Książka nie jest wybitna, chociaż zawiera w sobie kilka odkrywczych dla mnie kwestii. Rozdział o granicach, bardzo mi się przydał.
U mnie problemem jest raczej to, że na zbyt wiele pozwalam w bliskich związkach. Zbyt często za to stawiam mury na zewnątrz. Taka sytuacja
. Czytam i próbuję nad tym pracować.
ania246 napisał/a:Dziękuję! Muszę koniecznie przeczytać ta ksiażkę, z tego co myślę po przeczytaniu przytoczonego przez Ciebie fragmentu, może się przydać. Póki co jestem tym przypadkiem od murów, ale może dowiem się o sobie czegoś więcej po przeczytaniu ksiażki. Czy oprócz zrozumienia siebie robisz z tym lękiem coś więcej, pracujesz nad nim?
Książka nie jest wybitna, chociaż zawiera w sobie kilka odkrywczych dla mnie kwestii. Rozdział o granicach, bardzo mi się przydał.
U mnie problemem jest raczej to, że na zbyt wiele pozwalam w bliskich związkach. Zbyt często za to stawiam mury na zewnątrz. Taka sytuacja. Czytam i próbuję nad tym pracować.
Dorwałam kawałek książki w internecie. Trochę porządkuje moją wiedzę o sobie, mam nadzieję, że oprócz możliwości określenia siebie znajdę jakieś możliwości pracy nad sobą; jedyne co wywnioskowałam do tej pory z lektury to dążenie do umiaru ![]()
Obojętnie jakie są przyczyny tych wahań nastroju, sposób na to jest taki. Musisz starać się z tym chłopakiem być na stopie KOLEŻEŃSKIEJ przez dłuższy czas. Może to trwać nawet kilka miesięcy. Gdy już będziesz czuła, że nie odczuwasz emocji na myśl o bliższej więzi z nim, wtedy możesz o tym pomyśleć. Ten sposób zawsze działa.
Obojętnie jakie są przyczyny tych wahań nastroju, sposób na to jest taki. Musisz starać się z tym chłopakiem być na stopie KOLEŻEŃSKIEJ przez dłuższy czas. Może to trwać nawet kilka miesięcy. Gdy już będziesz czuła, że nie odczuwasz emocji na myśl o bliższej więzi z nim, wtedy możesz o tym pomyśleć. Ten sposób zawsze działa.
Dziękuję za radę. Pomyślę nad tym, jak ją wprowadzić w tą relację.