Witam was:) Mam problem z przyjaciółka. Tzn. chyba już nie jest moja przyjaciółką bo nie wiem jak to ująć. Pisze tutaj bo może ktoś z was spojrzy na to z innej perspektywy niż ja na to patrze.
Moją przyjaciolke Wiktorie poznałam w liceum. W ostatnim roku szkoły dobrze się dogadawaliśmy. Jak to przyjaciółki wszystko sobie mówiłysmy itd. Studniówka, wyjścia, wygłupy... Razem poszłyśmy na studia. Razem mieszkałyśmy przez dwa lata, wynajmowaliśmy wspólnie jeden pokój. Nastepnego roku do tego mieszkania doszła jeszcze jedna kolezanka i bylysmy we trzy. Ogólnie fajna dziewczyna, ja od razu kontakt załapałam. Jednak Wiktoria trzymala dystans. Zosia-nowa kolezanka próbowala nawiazac jakis blizszy kontakt no ale bez skutku. No ale były wspolne wypady na miasto, organizoiwanie urodzin alkohol i te sprawy, zakonczona sesja, wspolne zdjecia, wygłupianie sie..... itd. Przez jeden wspólny wieczór to były urodziny Zosi poznalysmy jej chlopaka i kolege. Ten kolega zaczął bajerowac do Wiktorii i tak zostali parą. No ale jak ja mialam jakis problem i przychodzialam do niej sie wygadac to nie zainteresowana byla, niby słuchala ale słabo-caly czas w telefonie, esemeski i te sprawy. Znajomość Chopaka Zosi I chopaka Wiktori nieco sie ulotnila przez Wiktorie. Zakazala mu mowic o czymkolwiem.
Ale nie do tego zmierzam... Niestety....Koniec szkoły..wakacje. W sierpniu ubieglego roku zaczelo sie poszukiwanie mieszkania. Tzn mi i Zosi pasowalo mieszkanie stare, w którym mieszkalysmy no ale Wiktorii najwidoczniej nie.
I ta sytuacja która się własnie wydarzyla sprawila mi smutek, żal......
Otóż Wiktoria szukała mieszkania (chciala koniecznie z oddzielnym pokojami bo jak twierdzila bedzie pisala prace licencjacką..i wgl. W tam tym mieszkaniu nie mialysmy źle, były 2 pokoje. W jednym bylam Ja i wiktoria a w 2 pokoju Zosia. Warunki tez dobre, czasem wieczorami było troszke zimno ale dawałysmy rade. Wiktoria znalazła mieszkanie z trzema pokojami w bloku. Postanowiłysmy obejrzeć, co nam szkodzi zobaczyc. Wiktoria przyjechała z rodzicami nie mówiąc nam o tym....Włascicielka pokazala nam pokoje. czynsz 300 zl plus opłaty ok. 70-80 zł a wczesniej nam mowila 50-60zl..(małe kłamstwo chyba dla zachęty). Dwa pokoje były małe-łózko szafa, widok na bloki, niska ława. Zas ten 3 pokoj był duzy bo był z balkonem, z telewizorem, zestawem mebli, dużą ławą. Do tego kuchnia, łazienka. Zaczełyśmy sie naradzać wspólnie czy nam sie podoba czy nie. I tak: w starym mieszkaniu płaciłysmy okolo 330 zl(razem z prądem) a tu w nowym by wychodzilo 370 zl (i wszystkie opłaty)... Ja z Zosią się zastanawiałam poniewaz nie dostajemy zadnego socjalnego bo mamy za duzy dochód (gospodarka zawala niestety). Wiktoria zas dostaje. Hm... I tak sie stalo ze wiktoria powiedziala ze jej sie podoba to mieszkanie i że zostaje. Rodzice także na tak byli. I byla taka rozmowa: Wiktoria:-Ja zostaje, nie wiem jak wy. Zosia:-Tak bedziesz mieszkac sama? Wiktoria na to: A co to? Znajdzie mi jakąś kolezanke. Ja oczy wysłupiłam. Myslalam ze jak razem szukamy to albo razem wynajmujemy albo wcale. Jednak sie pomylilam. Nam jak Wiktoria radziła żebysmy pomieszkaly z miesiąc i zobaczyly ile bedą opłaty wychodziły. A jak by bylo duzo to wyniesc sie do innego, tylko gdzie?? Kazdy zaklepuje sobie miejsce wczesniej. To mnie bardzo zabolało.... Do godziny 19 mialysmy dac odpowiedz. Naradzałam sie z mama i z Zosia przez Tel.. Wiec mowie sobie sprobuje, najwyzej. Zadzwonilam do Zosi i mowie że możemy spróbować, jednak zosia powiedziala ze za chwile oddzwoni. I zadzwonila ze nie ma kasy zeby placic po prawie 400 zl i ze zostaje w starym mieszkaniu. Ja zas poszlam do mamy, mowie jej o tym. I mam do mnie że jak Wiktoria tak postapiła to zostań z nią. Więc napisalam Wiktori że zostajemy na starych śmieciach. Pozniej napisalam sentymentalne wiadomosci Wiktorii ale ona olała.... nic nie odpisala. Ale że zblizal sie pażdziernik postanowilam sie odezwac. Pytałam sie dlaczego nie odpisala mi..a ona co ci mialam odpisac a ja: niewiem to co czulaś a ona że "nic nie czula xd" ....:((( no poprostu mnie to zabolało. Oczywiscie w szkole jak sie dziewczyny pytaly czy mieszkamy razem to ze oddzielnie, i ona innym gadala ze mi proponowala mieszkanie ale ja nie chcialam.... I tak wlasnie przez to nie odzywalam sie prawie wcale do niej, nie raz takie sytuacje były że traktowala mnie jak powietrze bo nie wiem niby że mi cos odbilo. Teraz na zajecia ona siada sobie z inną kolezanka w innej ławce z dala ode mnie.Ta kolezanka ani do mnie czesc nic.. nie wiem nic jej nie zrobilam a tak sie zachowuje. Ogólnie jak mnie widzi Wiktoria w szkole to jest TYLKO cześć, tak to idzie sobie do tej kolezanki. Byly sms-y od niej ze wgl sie nie odzywam-powiedzialam jej że to o te mieszkanie chodzi, ze mnie zranila. A ona ze jest jej to obojetne z kim bedzie mieszkac czy zemna czy beze mnie..... I teraz ogólnie do mnie nic nie przemowi nawet w lawce gdy sie dosiąde słysze jakies szepty-pewnie o mnie gadaja.... Nie wiem co zrobic. Teraz mieszkajac z Zosią bardzo sie z nia zżylam. I wlasnie rozmawialismy o tej sytuacji...no Jak np napisze do mnie wiktoria to Zosia zebym jej nie odpisywala, zebym pomyslala o jej zachowaniu..... Ja do tej pory jak widze w szkole Wiktorie i widze jej zachowanie że tylko czesc i nic wiecej to mi sie smutno robi... . a z drugiej strony ja bym tak nie postapila z tym mieszkaniem. Kiedys przyjaciólki, wszedzie po szkole chodzilysmy teraz ja sama a ona z ta kolezanką....
((( Został ostatni semestr studiów....jakos trzeba bedzie przetrwac to..
Wyraźcie swoje opinie na ten temat. Co sądzicie o tej sytuacji? co powinna zrobić?
Nie wiem napisac do niej.....Jakos to rozwiązać, wybaczyc???? Pomózcie....:((
Myslałam żeby napisac, spotkac pogadac ale nie wiem czy to jest dobry pomysł....Ona traktuje mnie jak nic waznego....
Boliiii....