Nigdy nie sadziłam, ze kolejny raz bede pisac na tym forum...a jednak. Jestem z rodziny , gdzie ojciec był alkoholikiem, matka była nadopiekuncza i bardzo duzo wyamgała. Prawie całe życie wybieram sobie nieodpowiednich partnerów. Po kilku porażkach postanowiłam odpuscic sobie związki i zajać się soba. Mieszkam za granicą, założyłam firme, ciagle sie rozwijam , szło mi całkiem niezle. Do czasu. Kazdy potrzebuje milosci i ja tez zaczelam zauwazac jej brak wracajac codziennie do pustego domu. Pomyslalam, ze juz czas, jestem gotowa na nowa znajomosc. Wybralam pewien portal randkowy i poznalam kogos. Wiele tygodni pisania, dzwonienia ( on zawsze dzwonil), znalam jego najwieksza wade - palil marihuane, sam pochodzil z rodziny , gdzie ojciec byl alkoholikiem, jednak mimo wszystko postanowilam zaryzykowac. Spotkalismy sie. To bylo jak grom z jasnego nieba, trafilo mnie, myslalam ze to ten jedyny. zaczelam wierzyc w "milosc", ta jedyna, cudowna, bezproblemowa. On czul to samo, nawet bardziej. Szybko wyznal jak cudownie sie przy mnie czuje i ze dzieki mnie rzuca swoj nalog. Troche sie wystraszylam, ze ja jako dziecko z rodziny dysfunkcyjnej nie bede mogla tego odwzajemnic , ale nie ucieklam. Bylam wniebozieta, chociaz wiedzialam, ze z tym nalogiem tak szybko nie skonczy. Nie palil, wydzwanial po kilka razy dziennie, kontakt prawie 24h na dobe. Pojechalam na swieta do Polski, bardzo tesknil, czulam sie cudownie. Po moim urlopie on wyjechal na 2 tygodnie odwiedzic rodzine w Polsce. Zaczelo sie. Drinkowalam z przyjaciolkami, wiedzial o tym, on spotkal sie z kolegami w Polsce. Ja zmeczona podroza, troche wypita poszlam spac...zadzwonil w srodku nocy, obudzil mnie...wydawalo mi sie ze rozmawialm z nim normalnie, tak jak rozmawia czlowiek wybudzony ze snu po kilku drinkach. Kolejnego dnia zaczely sie te dziwne pytania...czy cos sie wczoraj wydarzylo? czy ze mna ktos tam jeszcze byl? i pol zartem, pol serio, czy go zdradzalam...Wszystko odebralam jako jeden wielki zart, podobalo mi sie ze jest zazdrosny. Kolejny jego wieczor w Pl...znowu zapalil marihuane. Przestal sie odzywac. Milczal az nastepnego dnia postanowilam zadzwonic. Mowil, ze chyba go oklamuje, ze nie powiedzialam mu calej prawdy, ze stracil troche tej euforii, ktora czul myslac o mnie. Rozplakalam sie, powiedzialam, ze oskaza mnie o cos bezpodstawnie, ze jest mi przykro ze tak o mnie mysli. Po tej rozmowie przeprosil. Postanowilam o tym zapomniec. Kolejne wieczory palil codziennie, za kadym razem mowil , ze juz nie chce, ale ze koledzy, ze tutaj ma "kiepskie" towarzystwo...Mialam nadzieje , ze jak wroci do domu wszystko wroci do normy jednak nie ukrywalam, ze nie podoba mi sie to, co robi. Czulam , ze staje sie bardziej obojetny. Powiedzialam mu o tym, przeprosil, ze mamy mniejszy kontakt, ale ze wszystko jest ok, zebym sie nie martwila, ze wszystko bedzie dobrze, ze zalezy mu na mnie. Kolejny wieczor zapalil...nie odezwal sie...Na nastepny dzien napisal ze przeprasza, ze wzial jeszcze jakies inne narkotyki i ze czuje sie fatalnie...Przerazilam sie i nie odpisalam mu. On tez sie nie odezwal. Kolejnego dnia milczal. Dzwonilam, nie odbieral. Rano dostalam wiadomosc" Przerasta mnie to wszystko, bylem ostatnie 4 lata w zwiazku i nie tego szukam..." O malo nie wypuscilam telefonu z reki. Nie wierzylam, to jemu bardziej zalezalo. To on o mnie zabiegal...i to on mnie olal mimo ze ja powinnam !!! Zablokowalam go, zeby do mnie nie pisal juz nigdy, ale w glebi duszy liczylam , ze jeszcze kiedys zadzwoni. Nie zrobil tego. To koniec. Nie moge przestac sie obwiniac, mimo ze wiem, ze ja nie zrobilam nic zlego. Bylam za bardzo czepialska ? za bardzo staralam sie podtrzymac ten kontakt , a on chcial wiecej luzu ? Wiem, co napiszecie. Ze to narkoman, ze nad czym ja mysle. Ale ja u uwierzylam, ja czulam, ze on czuje to samo co ja... Gdybym wiedziala, ze to wina narkotykow, to jakos bym to przebolala. Ale ja po tylu kopniakach od zycia ciagle mysle ze to moja wina...nie moge spac, nie moge jesc, zaniedbuje prace...odczuwam zupelny bezsens tego zycia...
No to sie wpakowałaś, sama mówisz, że nie pierwszy raz. Koleś pali maryche- dla nie to byłoby NO GO. Dla Ciebie też powinno. Pomyśl o terapii dla siebie bo już siedzisz w gownie, a może być tylko gorzej.
Tak, myślę że dał Ci kosza, bo wybrał narkotyki, a Ty mu w tym przeszkadzałaś. Pewnie gdybyś paliła/ćpała z nim, to byłby z Tobą do tej pory.
dalej wybieraj tych ktorzy sa problemowi to skonczysz jako kobieta upadła
od poczatku wiedzialas jaki jest, ale przeciez magia, chemia, ulozy sie...
Chyba wierzylam w to, ze popalanie trawy nie jest az takie straszne. Zawsze powtarzalam, ze wszystko jest dla ludzi. Ludzi z glowa. A juz na pewno nie myslalam, ze moje kilkudniowe marudzenie , ze srednio mi sie to podoba sprowokuje go do podjecia decyzji o rozstaniu...
Chyba wierzylam w to, ze popalanie trawy nie jest az takie straszne.
Bo nie jest - jeśli się to robi z umiarem.
Bez trawki, czy z trawką, po prostu nie chciał z Tobą być.
Czyli to wszystko jest takie proste ? Nawet jak dwa dni wczesniej zapewnial, ze wszystko jest ok ? Ze nic sie nie zmienilo ? Mam uwazac, ze wszystko co mowil bylo jednym wielkim klamstwem ?
Czyli to wszystko jest takie proste ? Nawet jak dwa dni wczesniej zapewnial, ze wszystko jest ok ? Ze nic sie nie zmienilo ? Mam uwazac, ze wszystko co mowil bylo jednym wielkim klamstwem ?
Dokładnie tak. Zapalenie marihuany nie spowoduje, że facet nagle przestanie Cię kochać.
Choć teraz zapewne chciałabyś w to wierzyć.
Nie twierdze ze w ogole kochal. Ja to wszystko odebralam nieco inaczej, ze myslal ze jestem inna, ze bede mu przytakiwac w tym co robi, a kiedy okazalo sie ze tego nie pochwalam ...olal...szukal kogos innego...
Chyba wierzylam w to, ze popalanie trawy nie jest az takie straszne. Zawsze powtarzalam, ze wszystko jest dla ludzi. Ludzi z glowa. A juz na pewno nie myslalam, ze moje kilkudniowe marudzenie , ze srednio mi sie to podoba sprowokuje go do podjecia decyzji o rozstaniu...
Bo wszystko jest dla ludzi, chyba trochę przesadą jest, żeby nazywać trawę narkotykiem... to taki sam zmieniacz nastroju jak alkohol, a do tego ludzie przecież podchodzą z dużo mniejszą odrazą.
To nie zmienia faktu, że miał z tym problem. Może jeszcze nie uzależnienie, ale i tak jaranie było na pierwszym miejscu.
Cóż, trzymam kciuki żebyś się zebrała po tym i w końcu znalazła mężczyznę z którym będziesz szczęśliwa. To, że to nie ten, wiesz nawet ty, pod wpływem silnych emocji ![]()
Byl uzalezniony, palil 10 lat z przerwami i prawdopodobnie w przeszlosci mial tez problem z innymi narkotykami... Jestem idotka, totalna idiotka...
Byl uzalezniony, palil 10 lat z przerwami i prawdopodobnie w przeszlosci mial tez problem z innymi narkotykami... Jestem idotka, totalna idiotka...
A nie zastanawiałaś się nigdy, dlaczego wybierasz takich, a nie innych mężczyzn?
Może poszukaj jakiegoś dobrego terapeuty.
Bo uważam, że w tym tkwi problem.
Trawa to jest narkotyk. Bez wzgledu na to jak bardzo fani chcieliby, żeby było inaczej. Nie moge słuchać tych porównań do alkoholu. Znałam sporo ludzi, którym trawa tak zryła mózgi, że nie pytaj.
Moim zdaniem CIESZ SIE JARACZ ZNIKNAL Z TWOJEGO ZYCIA.
bleedinglove napisał/a:Byl uzalezniony, palil 10 lat z przerwami i prawdopodobnie w przeszlosci mial tez problem z innymi narkotykami... Jestem idotka, totalna idiotka...
A nie zastanawiałaś się nigdy, dlaczego wybierasz takich, a nie innych mężczyzn?
Może poszukaj jakiegoś dobrego terapeuty.
Bo uważam, że w tym tkwi problem.
Wiem, obiecalam sobie nigdy wiecej nie wdawac sie w takie relacje. Powiedzialam mu nawet na poczatku , ze nie chce sie w to angazowac , bo dokladnie wiem , jak to sie skonczy. Ludzie, ktorzy pala tyle lat maja zaburzony system wartosci, nic im sie nie chce , sa obojetni na wszystko co ich otacza. Poprosil , zebym nie oceniala go dopoki go nie poznam. Ze kazdy ma "cos" , ze nie ma ludzi idealnych. Gdy nie palil bylo cudownie, czy zaczal znowu i nie widzielismy sie 2tyg zobojetnial zupelnie. Wiem, ze powinnam w ogole w to wchodzic ale czy nie kazdy zasluguje na szanse ?
Trawa to jest narkotyk. Bez wzgledu na to jak bardzo fani chcieliby, żeby było inaczej. Nie moge słuchać tych porównań do alkoholu. Znałam sporo ludzi, którym trawa tak zryła mózgi, że nie pytaj.
Moim zdaniem CIESZ SIE JARACZ ZNIKNAL Z TWOJEGO ZYCIA.
Oczywiście, że trawa to narkotyk. Tylko, że miękki.
Oczywiście, że ryje baniak, szczególnie, jeśli się jara codziennie przez kilka lat.
Ale nie wmówisz mi, że facet przestał Autorkę kochać, bo się najarał trawy, gdyż zioło takiego działania nie ma ;-).
Trawa to jest narkotyk. Bez wzgledu na to jak bardzo fani chcieliby, żeby było inaczej. Nie moge słuchać tych porównań do alkoholu. Znałam sporo ludzi, którym trawa tak zryła mózgi, że nie pytaj.
Moim zdaniem CIESZ SIE JARACZ ZNIKNAL Z TWOJEGO ZYCIA.
Dziekuje, tak wlasnie staram sie myslec. Nie skupiac sie na tym, ze to ja nie bylam wystarczajaco "dobra", zeby DLA MNIE mogl z tym ostatecznie skonczyc...
wcale nie uważam, że " przestał kochać bo zapalił", gdzie to wyczytałaś? Koleś ma problem - jest uzależniony. Wątpię, czy kochał w ogóle, ale to moje zdanie na podstawie krótkiego wpisu autorki...
Po tylu latach palenia ma pewnie do tego tak zryty mózg, że mu na serio nie zazdroszczę..:(
Jest nieodpowiedzialny, nie nadaje się do związku.
Trawa to jest narkotyk. Bez wzgledu na to jak bardzo fani chcieliby, żeby było inaczej. Nie moge słuchać tych porównań do alkoholu. Znałam sporo ludzi, którym trawa tak zryła mózgi, że nie pytaj.
Moim zdaniem CIESZ SIE JARACZ ZNIKNAL Z TWOJEGO ZYCIA.
Też znam takich ludzi, tak samo jak znam ludzi którym mózg zrył alkohol. W Dubaju Alkohol jest traktowany jak narkotyk, czy to go nim czyni?
Ja tez nie nazwalabym tego miloscia, za krotko to trwalo. Bylismy na etapie zauroczenia i poznawania siebie. Pamietam jak dzis jego slowa, ze dziekuje mi, ze stanelam na jego drodze, odzyskal nadzieje, sens zycia, ze gdyby nie ja przejaralby reszte zycia.
wcale nie uważam, że " przestał kochać bo zapalił", gdzie to wyczytałaś?
Ale mi chodziło o Autorkę, nie Ciebie. Jej posty brzmią tak, jakby ona tak uważała.
Koleś ma problem - jest uzależniony. Wątpię, czy kochał w ogóle, ale to moje zdanie na podstawie krótkiego wpisu autorki...
Jest nieodpowiedzialny, nie nadaje się do związku.
Z tym się zgodzę.
to ja nie bylam wystarczajaco "dobra", zeby DLA MNIE mogl z tym ostatecznie skonczyc...
Dzieci alkoholików próbują "odczarować" dzieciństwo. Myślą: "Tata mnie nie kochał, wybrał wódkę zamiast zajmowania się mną. Widocznie jestem do niczego." I przez całe życie wyszukują sobie na partnerów osoby "z problemami", żeby wreszcie wygrać z czyimś nałogiem, wreszcie poczuć się "wystarczająco dobrymi". Błędne koło. Dopóki tego nie zrozumiesz i nie przepracujesz (sama lub z pomocą terapeuty), tak długo będziesz sobie przygarniać kolejnych pijaków i ćpunów.
Binonade napisał/a:wcale nie uważam, że " przestał kochać bo zapalił", gdzie to wyczytałaś?
Ale mi chodziło o Autorkę, nie Ciebie. Jej posty brzmią tak, jakby ona tak uważała.
Binonade napisał/a:Koleś ma problem - jest uzależniony. Wątpię, czy kochał w ogóle, ale to moje zdanie na podstawie krótkiego wpisu autorki...
Jest nieodpowiedzialny, nie nadaje się do związku.Z tym się zgodzę.
Nie twierdze ze zapalil i przestal kochac. Chodzi o to, ze codziennie udowadnial mi, ze zalezy mu na kontakcie, dzwoniac po 5 razy dziennie, planujac przyszlosc. A w momencie kilkudkiowego jarania i siegniecia po twardsze narkotyki zmienil swoj sposob myslenia o 180stopni. Nie mial juz sily udawac ? Nie chce o tym myslec , ale nie potrafie przestac
Binonade napisał/a:Trawa to jest narkotyk. Bez wzgledu na to jak bardzo fani chcieliby, żeby było inaczej. Nie moge słuchać tych porównań do alkoholu. Znałam sporo ludzi, którym trawa tak zryła mózgi, że nie pytaj.
Moim zdaniem CIESZ SIE JARACZ ZNIKNAL Z TWOJEGO ZYCIA.Też znam takich ludzi, tak samo jak znam ludzi którym mózg zrył alkohol. W Dubaju Alkohol jest traktowany jak narkotyk, czy to go nim czyni?
Normalnie wygina mnie jak to czytam- od tylu jaraczy slyszalam ten argument - "przecież alkohol TEŻ jest zły a jest dozwolony, buuu":(
Wrzuć sobie w wyszukiwarke "czy marihuana jest narkotykiem" i poczytaj na ten temat, jeśli masz wątpliwości ![]()
Cynicznahipo napisał/a:Binonade napisał/a:wcale nie uważam, że " przestał kochać bo zapalił", gdzie to wyczytałaś?
Ale mi chodziło o Autorkę, nie Ciebie. Jej posty brzmią tak, jakby ona tak uważała.
Binonade napisał/a:Koleś ma problem - jest uzależniony. Wątpię, czy kochał w ogóle, ale to moje zdanie na podstawie krótkiego wpisu autorki...
Jest nieodpowiedzialny, nie nadaje się do związku.Z tym się zgodzę.
Nie twierdze ze zapalil i przestal kochac. Chodzi o to, ze codziennie udowadnial mi, ze zalezy mu na kontakcie, dzwoniac po 5 razy dziennie, planujac przyszlosc. A w momencie kilkudkiowego jarania i siegniecia po twardsze narkotyki zmienil swoj sposob myslenia o 180stopni. Nie mial juz sily udawac ? Nie chce o tym myslec , ale nie potrafie przestac
Trawa zmienia percepcje, wiele rzeczy staje sie obojetne. Ludzie staja sie obojetni.
Tylko nie tlumacz sobie, ze "gdyby nie trawa/wodka/inny syf to by mnie kochal".
Problem tkwi tak jak napisala Babaosiadla- powtarzasz nieswiadomie nieprzepracowane emocje z dziecinstwa, dlatego wybralas go na "partnera".
bleedinglove napisał/a:Cynicznahipo napisał/a:Binonade napisał/a:wcale nie uważam, że " przestał kochać bo zapalił", gdzie to wyczytałaś?
Ale mi chodziło o Autorkę, nie Ciebie. Jej posty brzmią tak, jakby ona tak uważała.
Z tym się zgodzę.
Nie twierdze ze zapalil i przestal kochac. Chodzi o to, ze codziennie udowadnial mi, ze zalezy mu na kontakcie, dzwoniac po 5 razy dziennie, planujac przyszlosc. A w momencie kilkudkiowego jarania i siegniecia po twardsze narkotyki zmienil swoj sposob myslenia o 180stopni. Nie mial juz sily udawac ? Nie chce o tym myslec , ale nie potrafie przestac
Trawa zmienia percepcje, wiele rzeczy staje sie obojetne. Ludzie staja sie obojetni.
Tylko nie tlumacz sobie, ze "gdyby nie trawa/wodka/inny syf to by mnie kochal".
Problem tkwi tak jak napisala Babaosiadla- powtarzasz nieswiadomie nieprzepracowane emocje z dziecinstwa, dlatego wybralas go na "partnera".
Jasne, zgadzam się, ale:
1) Po tygodniu regularnego jarania trawa nie zmienia percepcji, trzeba na to paru dobrych lat;
2) Trawa nie może więc mieć ŻADNEGO wpływu na uczucia tego faceta, bo w ciągu tygodnia zmienił zdanie co do swoich uczuć.
Proste. Facet ten to po prostu zagubiony chłopczyk, który nie wiedział do końca, czego chce. Na początku było miło, ale zaczęły się wymagania typu ''nie jaraj'' i koleś odpadł. I nie zwalajcie tego na trawę, jak ktoś jest nieodpowiedzialny i niedojrzały do związku, to jest to jego wina, a nie narkotyków/alkoholu/matki.
Binonade napisał/a:bleedinglove napisał/a:Nie twierdze ze zapalil i przestal kochac. Chodzi o to, ze codziennie udowadnial mi, ze zalezy mu na kontakcie, dzwoniac po 5 razy dziennie, planujac przyszlosc. A w momencie kilkudkiowego jarania i siegniecia po twardsze narkotyki zmienil swoj sposob myslenia o 180stopni. Nie mial juz sily udawac ? Nie chce o tym myslec , ale nie potrafie przestac
Trawa zmienia percepcje, wiele rzeczy staje sie obojetne. Ludzie staja sie obojetni.
Tylko nie tlumacz sobie, ze "gdyby nie trawa/wodka/inny syf to by mnie kochal".
Problem tkwi tak jak napisala Babaosiadla- powtarzasz nieswiadomie nieprzepracowane emocje z dziecinstwa, dlatego wybralas go na "partnera".Jasne, zgadzam się, ale:
1) Po tygodniu regularnego jarania trawa nie zmienia percepcji, trzeba na to paru dobrych lat;
2) Trawa nie może więc mieć ŻADNEGO wpływu na uczucia tego faceta, bo w ciągu tygodnia zmienił zdanie co do swoich uczuć.Proste. Facet ten to po prostu zagubiony chłopczyk, który nie wiedział do końca, czego chce. Na początku było miło, ale zaczęły się wymagania typu ''nie jaraj'' i koleś odpadł. I nie zwalajcie tego na trawę, jak ktoś jest nieodpowiedzialny i niedojrzały do związku, to jest to jego wina, a nie narkotyków/alkoholu/matki.
Zgadzam sie . na poczatku bylo wspaniale, sam mowil ze rozplywal sie na moj temat do kolegow ze jestem taka cudowna, ze o nic sie nie czepiam. A gdy pierwszy raz zasugerowalam po codziennym jaraniu, ze srednio mi sie to podoba obruszyl sie. Zapytalam czy nie mam juz prawa wyrazic swojego zdania i czy wolalby zebym dopingowala go w tym co robi. Powiedzial, ze to by bylo fajne bo zabraniac potrafi kazda. I byla klotnia. Oczywiscie chwile pozniej przeprosil. A ja teraz juz wiem , ze juz wtedy zrozumial , ze nie takiej kobiety szuka, a ja powinnam wtedy juz zrozumiec ze ja nie szukam takiego faceta. Z perspektywy czasu widze jak przejarany mozg ma i chore podejscie
Wejdź sobie w zakładce "trudna miłość zazdrość nałogi" w temat "mąż uzależniony od dopalaczy" i zobacz jaki wielki " skarb" straciłaś i ile "szczęścia" Cię ominęło ![]()
Uwazam jednak ze wieloletnie jaranie wplywa na poczucie odpowiedzialnosci i podejscie do zycia
Wejdź sobie w zakładce "trudna miłość zazdrość nałogi" w temat "mąż uzależniony od dopalaczy" i zobacz jaki wielki " skarb" straciłaś i ile "szczęścia" Cię ominęło
Dziekuje, zaraz zajme sie lektura ![]()
Uwazam jednak ze wieloletnie jaranie wplywa na poczucie odpowiedzialnosci i podejscie do zycia
Wieloletnie na pewno.
Dobrze,ze się ewakuowal sam;) Ty bylas/jesteś zauroczona i mogłaś się wpakować W coś mega niefajnego!
bleedinglove napisał/a:to ja nie bylam wystarczajaco "dobra", zeby DLA MNIE mogl z tym ostatecznie skonczyc...
Dzieci alkoholików próbują "odczarować" dzieciństwo. Myślą: "Tata mnie nie kochał, wybrał wódkę zamiast zajmowania się mną. Widocznie jestem do niczego." I przez całe życie wyszukują sobie na partnerów osoby "z problemami", żeby wreszcie wygrać z czyimś nałogiem, wreszcie poczuć się "wystarczająco dobrymi". Błędne koło. Dopóki tego nie zrozumiesz i nie przepracujesz (sama lub z pomocą terapeuty), tak długo będziesz sobie przygarniać kolejnych pijaków i ćpunów.
Dokładnie tak, jedyne wyjście uporządkować siebie i przestać szukać facetów na "śmietniku"...