Bardzo często reaguje płaczem na wiele sytuacji...nie potrafię tego w sobie zatrzymać, przyzwyczajam się ciągle tłumacząc sobie że to z powodu zbliżającego się okresu, albo, że po prostu jest mi później lżej. Ponadto pomimo tego, że obiecuję sobie nie denerwowć się, zachować większy spokoj w relacjach z rodzicami, rodzeństwem i chłopakiem, kiedy przyjdzie co do czego, nie potrafię spokojnie z nimi rozmawiać, każde słowo potrafi mnie zdenerwować...Nie wiem co robić..Obiecałam sobie że umówię się z psychologiem-traf chciał, że kiedy już sie nastawiłąm, wizyta nie mogła sie odbyć, a ja zaczęłąm sie zmieniac....minął może miesiac a sytuacja sie powtarza...smam juz nie wiem, czy z czasem bedzie lepiej, czy mam na to liczyc, czy faktycznie jakas rozmowa ze specjalistą cos tu pomoze...jestem osobą bardzo upartą czuję w sobie pewne blokady, których po prostu nie potrafie przełamać...Czy mam depresję, czy może nerwicę, czy moge to tłumaczyc hormonami...:(
Zacznij od zmiany pojęć. Masz być spokojna a "nie denerwować się" wyrzuć ze słownika
W ogóle sugeruję zrezygnować z "nie".
Emocjonalne reagowanie na różne zdarzenia w życiu jest normalne, w Twoim wieku masz jeszcze pełne prawo.
Ale jest jakaś przyczyna takiego zachowania. Prawdopodobnie pochodzi z Twoich czasów dziecięcych.
Sugeruję więcej dbać o siebie, o swoje przyjemności.
Dla złagodzenia nerwów dobra będzie herbatka rumiankowa, 2x dziennie - na początek rób sobie z 2 torebek.
Rano i wieczorem.
Najprosciej bedzie sie wybrac do dobrego lekarza i powiedziec mu ze jestes placzliwa itp co tam sobie zyczysz . I glowa do gory , wiele osob ma podobnie , kazdy ma jakis umiar przeciez.
Ja mam tak ze jak ktoś podniesie mocniej ton to zaczynam płakać i też tego nie mogę powstrzymać, a jak ktoś zacznie krzyczeć to jeszcze bardziej płacze a nawet czasem dostane ataku(tracę oddech). Wcześniej jak tylko zaczęłam sie z kimś kłócić od razu płakałam, teraz przy normalnej kłótni wytrzymuje. Za to jak się denerwuje to sie zaczynam śmiać. Nie leczyłam tego nigdy, choć wiem że u mnie to jest związane z psychiką.
Jeśli chodzi o kłótnie mam to samo. A po niej, nawet jak pomyślę o tym wszystkim, to wystarczy abym znowu nie mogła powstrzymać łez. Nie mam pojęcia, czy mogłabym to nazwać swoją dużą wrażliwością, chociaż to jest już przewrażliwienie. Te nerwy, przejmowanie się wszystkim po kolei..Chciałabym znaleźć sposób, aby być silniejszą osobą i radzić sobie niekiedy chociaż z powstrzymaniem łez. Najgorsze jest to ze z tego 'przyzwyczajenia' nawet w chwilach, jak jakies wydarzenia rodzinne, bardo mile spotkanie z przyjaciołmi łzy sie pojawiają. Juz sama nie wiem czy ze wzruszenia, czy z tesknoty za czyms...;( Jako dziecko równiez czesto plakalam w poduszke, mialo to zwiazki z innymi rowiesnikami , ze szkołą. Ale przeciez tak sie nie da na dłuższą metę...
Masz po porostu depresję. Też tak miałam. Długo się wahała, żeby pójść do psychiatry, ale to był dobry krok z mojej strony.
Czy nie da sie zapobiec tej depresji bez konsultacji z lekarzem?
Nie potrafie otworzyc sie przed kims obcym...A jesli chodzi o specjaliste to czy mogłabym zacząć od psychologa?