Od dawna noszę się z zamiarem by opisać swoją historię.... nie wiem czy komuś w jakiś sposób ona pomoże wiem że dziś w ten wyjątkowy dzień chciałabym zamknąć ten rozdział i umieć cieszyć się zyciem na nowo.
Był rok 2005 kiedy poznałam byłego już męża.... ja dziewczyna zakompleksiona on przystojniak za którym na ulicy sie kobiety nie raz oglądały... na początku nasza znajomość zapowiadała się całkiem niewinnie w maju 2007 roku wzięliśmy ślub cywilny i sielanka trwała jednak nie długo, postanowiliśmy wyjechać do Irlandii do pracy, wynajęliśmy pokój przy polskiej rodzinie i ja poszłam do pracy bo ją pierwsza znalazłam w czasie kiedy mój ślubny siedział w domu niby szukał pracy a tak naprawdę przeglądał strony porno... kiedy okazało się że jestem w ciąży mój własny koszmar się zaczął, ja niestety nie byłam zdolna by dalej pracować po 16 godzin w zimnej fabryce jeżeli chciałam utrzymać dziecko.... była Wigilia BN 2007 właścicielka domu pojechała z rodziną na świąteczne zakupy, ja z mężem zostaliśmy w domu, kiedy zaczęłam temat jak to dalej będzie skoro ja nie mogę pracować wstał podszedł i mnie uderzył PIERWSZY RAZ, powiedział epitet, że go to nie obchodzi ja mam wrócić do pracy, podczas wigilii się spił sam ze sobą w lusterku i tak mnie bił aż spadłam ze schodów, podszedł kopnął w brzuch a reszty nie pamiętam.... obudziłam się w fotelu cała obolała i zakrwawiona kiedy pojechałam do szpitala powiedzieli że się dziecka nie da uratować bo u nich nie uznają ciąży do II trymestru.... czemu już wtedy nie zwiałam NIE WIEM.
Wpadłam w depresję leżałam w pustym pokoju bez TV, radia, książek on na szczęście znalazł pracę a ja coraz bardziej chciałam powrotu, miałam nadzieję, że jak wrócimy wszystko się zmieni na lepsze niestety tak się nie stało
Wynajęliśmy mieszkanie on znalazł szybko pracę dobrze płatną ja dostałam się na staż, pracowaliśmy w tych samych godzinach w domu zawsze było czysto, pranie poprasowane i poskładane na miejsce koszule do pracy zawsze miał uprasowane, i obiad zrobiony, a jednak zawsze coś było nie tak i każda okazja na bicie była dobra, umiał bić tak że nie było śladów, a z jego ust coraz częściej padały słowa że jestem tak beznadziejna, że nie potrafię dać mu SYNA, zaczęły się ukradkowe spotkania z innymi kobietami i alkohol. Mój staż dobiegł końca i jako jedna z kilku osób w dziale gdzie byliśmy szkoleni dostałam umowę, za to że dostałam umowę z lepszą stawką niż on również dostałam "manto". Tak sobie to moje życie leciało w marazmie aż zaczęły przychodzić wezwania do zapłaty na mojego męża.... jego wypłata była JEGO a moja wyplata również JEGO kiedy się pytałam na co on wydaje pieniądze kończyło się to laniem, wiec przestałam pytać kiedy w 2011 dowiedziałam się że jestem w ciąży myślałam, że mój los się skończy los na który niby zasługiwałam bo nie dawałam mu syna niestety się pomyliłam w 9 tc a dokładniej podczas śniadania Wielkanocnego zaczęłam krwawić, tata z bratem zawieźli mnie do szpitala i stało się nieuniknione ...poroniłam, i nasiliło się siadanie mi na psychikę typu " co ze mnie za kobieta która facetowi nie potrafi dać dziecka" lub " a od Gosi to bym dostał syna " ( gosia - jego eks, z którą jak się okazało miał kontakt nie tylko telefoniczny) i znów depresja. Rodzice i rodzeństwo cały czas starali mi się wytłumaczyć, że powinnam go zostawić.
On za każdym razem utwierdzał mnie w przekonaniu jaka to ja jestem nieporadna życiowo i on jest dla mnie ważniejszy niż tlen, że będę nikim ZEREM bez niego.
w 2012 mój tata był u nas kiedy dobrze nie wyszedł z mieszkania ten powiedział do mnie tekst że mało mu pieniędzy ( miał 2 wypłaty) i może bym dorobiła a on mi klienta na MNIE poszuka.... powiedziałam że nie
na następny dzień mój tata zapytał się go czy może zabrać mnie na spacer słowa mojego eks do mojego taty a niech spierda..... rodzice zabrali mnie do psychologa i stali pod drzwiami gabinetu bym nie uciekła, początki terapii były trudne jednak w BN 2013 roku spakowałam się i wyprowadziłam, w styczniu z racji redukcji etatów straciłam pracę jednak udało mi się szybko znaleźć inną. Moja terapia trwała a złożyłam pozew o rozwód bez orzekania o winie nie miałam siły prać tego wszystkiego. Sprawę rozwodową miałam 26.06.2014. w miedzy czasie pojechałam na majówkę i spotkałam się na kawę z moim obecnym partnerem, w miedzy czasie szukałam pracy jak najdalej od swojego rodzinnego miasta. Dostałam pracę na Śląsku z pomocą finansową rodziny wynajęłam mieszkanie, Grzegorz zaczął zapraszać mnie do Krakowa zaczęliśmy się bliżej poznać i wyszło, że jesteśmy razem, jest czuły opiekuńczy jest wsparciem, jego zdaniem każdy MÓJ problem jest naszym problemem, Grześ ma nastoletniego syna z którym niestety nie utrzymuje kontaktów
W Krakowie u G. własnie posypała się praca dziś pracuje ostatni dzień... składał papiery do innej firmy ale już na Śląsku.
Zdecydowaliśmy się a nie było mi łatwo że zamieszkamy razem, choć bardzo bardzo się boję czego?? że pod ta czułością , opiekuńczością kryje się POTWÓR z moich koszmarów