Witam ,
potrzebuję Waszej rady. Jestem z żoną po rozwodzie 2 tyg - bez orzekania o winie - pozew złożyła ex. Nie chcę tutaj pisać co się działo , wszystkie znaki na niebie wskazują że jest bpd albo toksyk albo poprostu została tak wychowana - nie chcę już w to wnikać. Nie chciałem tego rozwodu , próbowałem coś zmienić jednak wszystko co robiłem było tak czy siak złe. Kiedy oznajmiła że złożyła pozew , przyjąłem to na klatę i się wyprowadziłem , dostała to co chciała , zrezygnowałem z walki o majątek itp , generalnie zostałem z ciuchami i materacem. Sam rozwód poszedł gładko i szybko, żona obstawiowa adwokatami - bałem się że zarząda kary śmierci dla mnie, kilka bezmyślnych zarzutów wobec mnie na pytanie sędziny co i jak i dlaczego i koniec. I teraz o co mi chodzi.
Od mojej wyprowadzki do samej rozprawy mineło około 4 miesięcy. W tym czasie ex dzwoniła do mnie non stop , była zazdrosna - cały czas mnie kontrolowała mimo że już nie mieszkaliśmy razem. Cały czas coś ode mnie potrzebowała , a to żeby coś przywieźć , a to coś pomóc itp. Powiedziałem sobie że póki jest moją żoną to pomogę , nie zerwę kontaktu mimo że było ciężko. Za każdym razem rzucała mi się na szyję , przytulała , prosiła o uwagę , na początku próbowałem jeszcze wybadać jak "nasze" sprawy stają , jednak nic się nie zmieniło i wyciągała jaki to byłem zły kiedy byliśmy razem - ok nie poruszłałem tematu - dość się wycierpiałem. Jedyne co usłyszłem to że zawsze możemy się zejść i ożenić jeszcze raz.
Po rozwodzie postanowiłem jej unikać, nie odbierać tel.(dzieci brak) tylko zdawkowe sms na temat jeszcze jakiś tam moich ciuchów , stałem się obojętny i zdawkowy - ona miła jak nigdy. Jednak trzymam się swojego i chcę utrzymać jak najmniejszy kontakt.
Nie ukrywam że nadal coś do niej czuję , martwię się o nią jak cholera , skręca mnie żeby zadzwonić i zapytać czy wszystko ok , taki już jestem że chociaż dostałem w tyłek to nie potrafię powiedzieć nie. Odzyskać jej nie chcę bo ostatnie 2 lata to koszmar którego bym nikomu nie życzył i wiem że raczej nic się zmieni , przynajmnie nie w związku ze mną.
Czy moje zachowanie jest właściwe , czy ex żona to obca osoba , czy słusznie mam wyżuty sumienia ze zostawiam ją samą - sam już nie wiem. Nie chcę być jakimś tam kołem zapasowym, zabawką jak tutaj piszecie , ewentualnie jak reagować na jej podchody?