Witam, potrzebuję pilnej pomocy (opinii, wsparcia), choć wiem, że to niemożliwe, raczej. Myślę, że jestem głupią idiotką i takie słowa padną pod moim adresem (i bardzo dobrze), ale gdy zastanowię się nad tym racjonalnie, to myślę, że mam bardzo duży problem psychiczny...
W skrócie. Za kilka dni kończę 29 lat. Jestem jedynaczką, od dziecka choruję na serce, więc jestem oczkiem w głowie wychuchanym i chowanym pod kloszem. Skończyłam dzienne studia, mieszkam z rodzicami, pracuję... dorywczo, w domu, na śmieciówki, ale zarabiam. Od zawsze w domu. Żadnych imprezek, znajomych. Introwertyczka. Malutka córeczka rodziców. Tzw. dorosłe dziecko. Oni wcielają mnie w taką rolę? Albo sama się w nią wcielam...
To głupie i wstyd przyznać. Chcę wyjechać na sylwestra do przyjaciela. 600 km, wiadomo, w moim stanie zdrowia trochę strach, no ale... chyba nie tylko o to chodzi. W swoim dotychczasowym życiu wyjeżdzałam sama, właśnie do tego przyjaciela, 4x, na przestrzeni 3 lat (wow!). Za każdym razem boję się o tym powiedzieć, głównie mamie... Za każdym razem kończy się to awanturą, w dniu wyjazdu i w dniu powrotu (choć jadę na 2-4 dni). Zawsze jednak, mimo strachu, dawałam radę. Tym razem nie - blokada, paraliż, masakra. Od tygodnia próbuję powiedzieć, że w środę chcę wyjechać. Kręcę, kombinuję, mówię, że mam zaproszenie, smucę się. W końcu pada "no jak chcesz to jedź" i co odpowiadam? "nie, już odmówiłam, no coś Ty, nie pojadę"
choć wewnętrznie bardzo chcę, nie chcę zawieść przyjaciela, bo już się z nim umówiłam, a mimo wszystko czuję, że to zrobię, jeśli ktoś mnie nie kopnie w łeb.
Mamy poniedziałek już. Czas powiedzieć. Mam 24h na to, a ja się boję... Bo już dziś padł tekst, że on ma na mnie zły wpływ. Zły - że mnie zaprasza i że mam jechać. Bo ogólnie mama podkreśla, że to niesamowity przyjaciel, tyle mi pomaga i w ogóle pełen podziw. Ale jak już mam jechać, to jestem zła. Przez dokładnie te samą relację, rozpadł się 4 lata mój związek z facetem, którego bardzo kochałam. Nie umiem się uczyć na błędach. Przyjaciel pomaga, tłumaczy, ja też rozumiem, że powinnam szczerze porozmawiać, ale cóż z tego? Paraliż, zawiązać mi kucyki, dać lizaka i mam 3 lata. Dochodzi do tego druga kwestia. Rodzice bardzo się kłócą... Niby są normalni. Tata pracuje, mama nie, ale przykładnie zajmuje się domem, nie są alkoholikami, ani żadnymi innymi nałogowcami. No ale się kłócą, a ja jak mam wyjechać to mam ogromny paraliż, że coś się stanie jak zostaną sami... mam mega czarne wizje... Nie wiem skąd. Nie biją się, ale było już kilka sytuacji (mama wielka frustracja zawsze, tata z kolei pełen zemsty często i takie małe mściwe dziecko, co jak nie dostanie czegoś, to odmrozi sobie uszy na na złość mamie), w których mama dała tacie po twarzy - jak to kobieta, plaskacza, jak zasłużył, tata wtedy całą siłą trzyma jej rękę, ja wkraczam pomiędzy nich i proszę, żeby się uspokoili. Są cholernie wybuchowi. Tak są dorośli, ja też. Kocham ich i to potęguje moją obawę przed wyjazdem. Raz nawet mama prosiła wprost, żebym nie jechała, bo nie lubi zostawać z ojcem w domu sama. Ale wtedy pojechałam. Mam wrażenie, że kiedyś łatwiej mi to wychodziło, a po 4 latach mam jeszcze większą blokadę. Co prawda podczas 4 ostatnich wyjazdów nic się nie wydarzyło, nawet po ostatnim miałam wrażenie, że się zbliżyli i moja nieobecność dobrze im zrobiła. Ale to było rok temu, teraz mają więcej kłopotów i więcej kłótni. Jestem debilem, po prostu. Nie radzę sobie z tym, przerasta mnie to. Chcę być tam i chcę być tu - rozdwojenie jaźni? Jak jadę, to co chwilę do nich dzwonię, bo się martwię. A druga kwestia, że nie potrafię otwarcie przyznać "chcę jechać". Najlepiej, żeby mama mnie spakowała i wystawiła za drzwi, mówiąc "jedź". Ehhh. Nie umiem się przyznać, że mogę nie chcieć spędzić z nimi sylwestra przed tv, że chcę gdzieś wyjechać, że jej pokażę, że nie jestem małą dziewczynką, że będzie jej po prostu smutno. A nie chcę by jej było.... W sumie nie wiem, po co to piszę, skoro nic mnie nie przekona i tak i nie przełamię tej bariery, wystawie przyjaciela i popadnę w czarną rozpacz, kolejny raz w życiu. Pomocy... męczę się sama ze sobą
DZIĘKUJĘ z góry.