Cześć...
Ta historia jest długa ale postaram się ją streścić.
Jestem z moim facetem już 4 lata, na poczatku związku powiedział mi ,że jego ojciec jest alkoholikiem ale mało go jest w domu ponieważ wyjeżdzał czesto za granice do pracy..zkazdej go zwalniali po jakims czasie z powodu tego ze pił alko. Zaakceptowałam to bo nie spodziewałam sie ze to wyglada az tak źle.
Teraz od jakiegos roku nie wyjezdza ale dzieje sie to samo i są rozne akcje..przez co moj chłopak pełni rolę w swoim domu: syna, męża itd..bo wszystko on robi..gotuje, rąbie drewno na zime itd. Kiedyś o tym nie myślałąm ale od niedawna zaczełam mysleć w ten sposob ,ze co jezeli nic sie z tym nie zmieni ? Ciagle bd siedział i pilnował ojca ? Przeciez on kiedys tez musi się wyprowadzić miec swoja rodzine...Nie moze tak byc wiecznie.
Jego mama to super babka, pracuje jest porządna ,zabawna i miła, bardzo ją lubię. Ale za bardzo wszystko zrzuca na swojego syna przez co on czesto nie był słowny w stosunku do mnie (np: umawialismy sie a on mi nagle pisał,ze nie może bo : albo problem z tatą albo mama mu coś kazała, albo musi siedzieć w domu bo tata jest pijany i mama sie boi ze coś wykobinuje w domu itd). Ja to rozumiem .
Ale po prostu im częściej sie tak dzieje tym mnie bardziej jest przykro ,ze nie mozemy mieć normalnie, ze on sie nie może postawić bo ma taką a nie inną sytuacje , wszystko na jego głowie w tej rodzinie. Gdzie tu jest miejce w tym wszystkim dla mnie ?
W tym roku jeszcze zaczął studia zaoczne, znalazł niedawno pracę...Bardzoo, zadko sie spotykamy. Kiedys tak nie było, spotykalismy sie prawie codziennie.
Generalnie nie wiem jak sie zachować, jak postąpić..poniewaz wiem ze to super chłopak, bardzo dobrze mnie traktuje często jeździlismy na wycieczki, robił mi super prezenty czasem bez okazji..problem dotyczy tylko tego, ze nie czuje się dla niego najważniejsza..zawsze ważniejsze są inne sprawy albo jego rodziny, nauka, hobby albo od niedawna teraz także praca. Czasem wydaje mi się ,że on specjalnie nabiera sobie roznych zajęć, zeby sie ze mna nie spotykać tak często...
Zawsze ja jestem odsuwana na sam koniec..rozmawialismy kiedyś o tym, mówiłam mu ,ze tak czuję ..ale on kiedy są poruszane tego typu tematy przeważnie milczy, ewentualnie przeprasza (co nic nie daje) lub twierdzi ,ze powinnam być bardziej wyrozumiała. Ale ja już nie potrafię.
Ja codziennie płacze przez to ..bo nie wiem co mam zrobić. Bo wiem,ze byliśmy i bylibyśmy nadal super parą, bardzo go kocham...jest bardzo dobry człowiekiem i wiem,ze gdybysmy byli tylko MY we dwoje to było by mi z nim bardzo dobrze. Byłabym szczęśliwa...
Ale przez to ze on ma w charakterze pomagać wszystkim, nie ma czasu dla mnie plus to co juz wczesniej napisalam.
Od 2 tygodni sie nie widzielismy, on tylko do mnie pisze, nie dzwoni nawet... interesuje sie mną , pisze co u niego czasem ale nie wykazuje juz nawet inicjatywy zeby sie ze mna spotkać chocby na chwilke..mieszkamy od siebie 10 minut ! to jest dla mnie nie zrozumiałe . Jego odpowiedz to zawsze -"nie ma czasu, kochanie". Przestałam sie odzywać..naciskać...pisać co u mnie. Nic to nie daje.
Czuje sie rozdarta wewnetrznie i nie wytrzymuje juz tej sytuacji psychicznie. Uznałam,że olewanie tego oraz rozmowa z nim nic nie daje, złościć sie nie moge bo on ma i tak dużo problemów po za tym jeśli bym się obraziła to by się nie odzywał , poszedł by spać albo by sie zajął jeszcze abrdziej sobą jak zawsze.
Bo on taki jest. Jestem zrezygnowana..to juz nie wyglada jak zwiazek. Czuje ze powinnam to przetrwać a serce mówi zebym zerwała..ale nie potrafie . ;(
Prosze o jakieś wsparcie , jakąś "pomoc" , ocene sytuacji wg was... bo ja juz nei wiem co o tym myśleć. Czy ze mną jest coś nie tak , bo może za wiele wymagam ?!