Witam wszystkich,
Oto moja historia. 12 lat razem od 7 lat małżeństwo (żona młodsza 6 lat wariowała na moim punkcie) i 7 letnia córeczka. Plany piękne, optymizm, dom na kredyt ale niestety po 4 latach pojawił się problem finansowy. Wyjechałem za granicę. Odwiedzałem je co miesiąc ? półtora. Codziennie kilkukrotne kontakty przez telefon, skype itd. Wszystko tylko dla nich. Po półtora roku dowiedziałem się o krótkiej zdradzie. Przyznała się, zakochała się ale skończyła to natychmiast. Był żal, ból; potraktowałem żonę wyzwiskami wielokrotnie ale .. próbowałem przebaczyć. Sam popełniłem wiele błędów (długi, wyjazd, chałupa wymaga obowiązków). Wróciłem do Polski na kilka miesięcy, raz było lepiej raz gorzej jak to w małżeństwie ale już inaczej. Rozłąka robiła swoje. Zamiast zostać wyjechałem na 8 miesięcy raz jeszcze. Ogromny błąd. Żona się wyprowadziła. . Ale dalej dawała szansę, chciała bardzo żebym poważnie zastanowił się nad pracą w Polsce i sprzedażą domu. Obie rzeczy rozumiałem. Żona ma jednak silny, specyficzny charakter i tą presją wywoływała u mnie skutek odwrotny. Będąc już tu w Polsce na miejscu prosiłem o czas żebym SAM mógł na nowo odnaleźć się w Polsce i żebym SAM mógł to przetrawić. Inna sprawa, że nie czułem presji bo mam duży zasiłek, odłożone pieniądze. W końcu na przekór, na złość, z głupoty podpisałem z nią 2 i pół miesiąca temu wniosek o rozwód bez orzekania o winie z zaplanowanym podziałem majątku, sposobem wychowania córki jednym słowem ?wzorcowy?. ?Jak mnie nie chce to nie, znajdę se inną?. Przykre ale prawdziwe - tak myślałem. Trzy miesiące temu poznałem inną kobietę, spotykaliśmy się. Sytuację moją znała. W pewnym momencie zorientowałem się , że ona się angażuje emocjonalnie a ja w ogóle tego związku nie chcę. Uciąłem to natychmiast. Żadnego zbliżenia fizycznego nie było; nie nastawiałem się na to zupełnie. Zrozumiałem, że kocham żonę.........a tu niespodzianka........żona ma już kogoś :-( Z racji odległości spotkała się z nim (rozwodnik 5 lat po rozwodzie) dwa razy po dni kilka , miłość platoniczna jak twierdzi ale trwa już kilka miesięcy. A ja ?spóźniłem się o trzy miesiące? jak mówi. Popłakała się jak jej powiedziałem, że ją kocham. Dom już wystawiony na sprzedaż, widok na pracę precyzyjnie określony choć proces rekrutacyjny etapowy i bardzo długi.
I coż z tego.....
Żona już mnie nie chce. Wyczerpała się jej cierpliwość....Jest zła na mnie, że burzę jej ten zdobyty po pozwie spokój. Twierdzi, że mnie nie rozumie, że zaskoczyłem ją. Nie jestem namolny, o nic nie proszę, nie błagam, nie płaczę, nie manipuluję, nie gram dzieckiem, nie nalegam, zero złości. Staram się być ojcem i pomagać jej w domu. Dużo rozmawiamy. Tak jak kiedyś. Spędzam u nich kilka dobrych godzin dziennie. Ale na każdym kroku daje mi odczuć, że już nie wróci .Boi się też , że wywinę jej numer na sprawie rozwodowej. Ja ten rozwód jej dam, nie mam innego wyjścia :-(...20-go stycznia sprawa rozwodowa. Co robić...:-(
Żony nigdy nie zdradziłem, nie uderzyłem, Było za to wiele przykrych słów.
PS. Obok mnie śpi córa a żona gdzieś celebruje 30 - te urodziny... i "nowe życie" :-(