Witam, mam problem i poszukuję obiektywnej porady. Mam 24 lata.
Mam problem z relacją z przyjaciółką/dziewczyną...już sam nie wiem kim ona dla mnie jest. Utknęliśmy między przyjacielstwem a parą.
Maria, bo tak ma na imię, miała już wcześniej dwóch chłopaków, zaś ona była dla mnie pierwszą dziewczyną.
Znałem Marię 8 lat temu w gimnazjum ale przez pewnej incydent nasza znajomość się urwała, gdyż oboje byliśmy obiektami drwin. Nie widziałem jej 8 lat.
Po pewnym czasie ona do mnie napisała, z wyjaśnieniem tej całej sytuacji z gimnazjum. Umówiliśmy się na spotkanie, jedno, drugie i tak dalej i im się obejrzałem, a ja się chyba w niej zakochałem a ona we mnie. Zrezygnowała z chłopaka z którym była przez prawie 5 lat, ale z którym już nie łączyło jej uczucie.
Wszystko było pięknie, byłem księciem w lśniącej zbroi, ale to minęło, gdy nie chciałem jej pokazać swojego pewnego zdjęcia, którego się wstydziłem. Uznała to za brak zaufania i byliśmy pokłóceni przez pewien czas. Udało mi się ją przeprosić i obiecałem że już tego nie zrobię. Ale zrobiłem. Tym razem zaniedbałem ją, bo chciałem się skupić na sobie i przestałem do niej pisać (mieszka w innym mieście) a jak już pisałem to krótkimi słówkami. Zapytała mnie co mi jest, a ja jej odpowiedziałem że nic takiego, że muszę poukładać myśli. Odrzuciłem jej pomoc
To był błąd. Uznała to za brak zaufania i zdecydowała się zerwać naszą znajomość. Próbowałem ją przepraszać, ale tylko się pogarszało. Wczoraj zrobiłem błąd, bo w niedzielę była ona w moim mieście i jechała do swojego. Wsiadłem do auta i pojechałem z nią bez zastanowienia, mając nadzieję, że uda mi się coś uratować. Ale nie udało się. Ona zmiażdżyła mnie swoimi odpowiedziami na temat w jaki sposób ją raniłem. Wszystko było prawdą. Robiłem to nie świadomie. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić, chciałem ją kochać, być z nią. Milczałem, nie mogłem nic powiedzieć, bo na wszystko miała odpowiedź, która tylko mnie dobijała. Gdy przyjechaliśmy do jej domu, nic nie mówiłem. Spaliśmy w osobnych łóżkach, rano wstałem powiedziałem, że "przepraszam, zniknę" i wyszedłem. Później zrobiłem coś dziecinnego, co pogrążyło ją w jeszcze większych cierpieniach. Usunąłem zdjęcia z facebooka i ją ze znajomych. Chciałem zniknąć. Ale teraz wiem, że mogłem jeszcze coś zdziałać. Mogłem wieczorem z nią porozmawiać, rano nie wychodzić, nie usuwać ze znajomych... Ona w rozpaczy wysłała mi kilka sms'ów na które nie miałem odpowiedzi...milczałem. Jeden to był mms, ze zdjęciem spalonych obrazów które dla niej narysowałem, bo napisałem w jednym sms'ie, że "chciałem zniknąć i aby nic ci mnie nie przypominało". Byłem głupi... byłem już w swojej miejscowości, ale wiem że płakała...czułem to. Wysłała mi na wieczór nie skończoną książkę o nas. Cierpię z tego powodu, że ją zraniłem. Znajomi mówią odpuść, ale ja nie potrafię. Chciałbym ją odzyskać, ale wiem, po rozmowie z aucie, że nie będzie chciała do mnie wrócić, do człowieka skur***la.
Co powinienem zrobić? Chcę ją odzyskać, ale zraniłem ją za bardzo. Dla mnie zerwała kontakt z byłym chłopakiem, a teraz żałuje bo mogła mieć chociaż kolegę. Jak ona to mówi: "Wszystko mi zabrałeś".