Witaj na niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...
Nie jesteś zalogowany.
Strony: 1 2
Chodzi mi o to że każdy ma jakieś tam swoje grzeszki i grzechy a księża są strasznie staromodni. Mieszkam z chłopakiem bez ślubu i jak raz się z tego wyspowiadałam w Polsce to ksiądz mi nie chciał dać rozgrzeszenia. Teraz sie wybieram na Wielkanoc do kraju i znów czeka mnie spowiedź. Ale co taki ksiądz wie o życiu. Teraz to normalne, że się mieszka przed ślubem razem. Nie uważam tego za grzech osobiście, mam stałego chłopaka od 4 lat ale wiem że księża patrzą na to dalej tendencyjnie. Co ja mam zrobić ?
Offline
Heh, to nie jest tendencyjne patrzenie. To wynika z Pisma. Czasem taki ksiądz wie więcej o życiu niż niejeden świecki. Czy Kościół zawsze ma iść z duchem czasu? To my musimy dostosować się do Kościoła, my, nasza wiara, a nie Kościół do nas. Inaczej byłoby to pójście na łatwiznę. Zresztą przecież Kościół się zmienia, jego nauka społeczna ulega zmianie. Poczytaj katechizmy przed- i posoborowy - różnice są ogromne i dotyczą spraw fundamentalnych.
Idź do spowiedzi do franciszkanów, dominikanów lub znajdź stałego spowiednika, najlepiej postępowego wykładowcę z ATK lub Wydziału Filologicznego. Ja kiedyś chodziłam do takiego. Powiedział, że jeśli kocham się z moim przyszłym m`eżem, kocham się a nie rżnę czy bzykam i wiem, że zostanę jego żoną, tzn. mam 100% pewność, że za jakiś czas zwrzemy sakrament małżeństwa - to nie ma problemu. Ale to zależy od spowiednika - kwestia jego interpretacji. Wierzę, że znajdziesz kogoś takiego.
Offline
Właśnie - bardzo dużo zależy od księdza. Mi też zdarzyło się trafić na dość ... surowo wszystko interpretujących. Także najlepiej mieć jakiegoś swojego i sprawdzonego bo wtedy jakoś nie boimy się spowiedzi i łatwiej nam kontrolować wszystko w naszym życiu.
Offline
Nigdy nie mówię wszystkich grzechów. Część z nich w myślach ujmuję mówiąc słowa: Więcej grzechów nie pamiętam. Wierzę, że jest to moment kiedy pomyślane grzechy zostają mi też wybaczone, mimo, że nie zostały wypowiedziane na głos.
Nie wyobrażam sobie spowiadanie się księdzu z wszystkich grzechów! Musiałabym mu wtedy powiedzieć o seksie z moim chłopakiem, bo przecież to seks niemałżeński, o masturbacji, o myślach różnego rodzaju itp. No myślę, że ksiądz zrobiłby mi niezłe kazanie, o ile by mnie nie wyrzucił z kościoła. A jestem pewna że 100% osób chodzących do kościoła nie spowiada się z uprawiania miłości, bo po co księdzu taka wiedza, po co rozbudzać jego wyobraźnię i jeszcze mieć go na sumieniu, że przez nas miał złe myśli
Lepiej oszczędzić księżom niektórych szczegółów!
Prawdę mówiąc, to też nie spowiadałam się z grzechów, które wymieniłaś. Tylko po prostu nie uważałam tego za grzech. Tyle że mnie guzik obchodzi, co sobie ksiądz pomyśli, gdy je usłyszy, bo moim zdaniem nie powinien myśleć nic. Spowiedź jest sakramentem i w nim ksiądz powinien oddzielić swoje prywatne sądy i opinie od pełnienia posługi. Wiem z doświadczenia,że niektórzy księża potrafią ochrzanić osobę spowiadająą się za coś, co nawet nie jest grzechem, ale w prywatnej opinii księdza jest czymś nagannym. Przykład: kiedyś powiedziałam, że niechcący zraniłam jednego chłopaka, nie chciałm, ale to zrobiłam, bo nie dało się inaczej.
No i usłyszałam, że my kobiety wszystkie jesteśmy takie podłe, wstrętne i wyrachowane (!) i że ona nas dobrze zna! ;D
Offline
Jednak religia dopuszcza tylko seks małżeński, zaspokajanie potrzeb seksualnych tylko z udziałem stałego partnera, a wszystko to zawarte w przykazaniu: Nie cudzołóż. Samozaspakajaine też mieści się w grupie tych grzechów naruszających to przykazanie. A zatem należałoby się z obu spowiadać. Grzechem jest to co co jest niezgodne z naukami Kościoła, a nie to co my sami, prywatnie wedle naszej filozofii uważamy za grzech.
Offline
Grzechem jest to, co jest niezgodne z Pismem, Ewangelią, a nie z naukami Kościoła. Nauki Kościoła zostały wymyślone po coś, wedle czyjejś interpretacji; po co? myślę, że po to, by się stado owieczek nie rozpadło
Poza tym interpretatorzy bywają omylni, niezależnie jaki Kościół reprezentują.
Nie códzołóż - ale jeśli kocham się z facetem, którego żoną zostanę, jeżeli posiadam 100 % pewność? Co do samozaspokajania - nikomu krzywdy nie wyrządzam, samej sobie też nie, więc w czym problem?
Offline
A czy nauki Kościoła przypadkiem nie bazują na przykazaniach i Ewangelii? Na jedno wychodzi moim zdaniem, tak czy tak relgia nie popiera seksu przedmałżeńskiego, zarówno nie godzą się na to przykazania, jak i Biblia. Rola Kościoła polega na tym by o tym mówić na głos i pomóc ludziom zrozumieć przekazy biblijne. Chyba jednak nikt nie mówi księdzu wszystkich grzechów, no bo niektóre z nich są tak intymne i prywatne, że nie mówi się o nich neikiedy z najbliższymi osobami, czasem nie umiemy się przyznac do nich sami przed sobą, a co dopiero księdzu. Tym bardziej, że wydaje mi się iż każdy z nas z wiekeim ma coraz więcej tajemnic i coraz mniej wierzy w to, że to Bóg nie mając co robić, uszami księdza w konfesjonale słucha naszych dużych i mniejszych wykroczeń.
Holly napisał:
Nigdy nie mówię wszystkich grzechów. Część z nich w myślach ujmuję mówiąc słowa: Więcej grzechów nie pamiętam. Wierzę, że jest to moment kiedy pomyślane grzechy zostają mi też wybaczone, mimo, że nie zostały wypowiedziane na głos.
Nie wyobrażam sobie spowiadanie się księdzu z wszystkich grzechów! Musiałabym mu wtedy powiedzieć o seksie z moim chłopakiem, bo przecież to seks niemałżeński, o masturbacji, o myślach różnego rodzaju itp. No myślę, że ksiądz zrobiłby mi niezłe kazanie, o ile by mnie nie wyrzucił z kościoła. A jestem pewna że 100% osób chodzących do kościoła nie spowiada się z uprawiania miłości, bo po co księdzu taka wiedza, po co rozbudzać jego wyobraźnię i jeszcze mieć go na sumieniu, że przez nas miał złe myśliLepiej oszczędzić księżom niektórych szczegółów!
Więc dlaczego tam wogóle chodzisz? Poważnie się nad tym zastanów.Czego tak naprawde oczekujesz od sakramentu spowiedzi.
To nie zeznanie podatkowe,gdzie pewne rzeczy lepiej ukryć - zalatuje kombiną.
Włącz w to Boga miłość absolutną , która nie osądza.
Twój wstyd i żal za grzech jest wystarczajacą dla ciebie karą.
Sami zrobiliśmy ze spowiedzi przykry obowiązek kablowania na samych siebie.
Potraktuj spowiedz jako środek pomocny do samopoznania,do nabrania dystansu do samej siebie.
Jeśli mam grzech którego się wstydzę a mam takie uwierz mi, nie potrzebuję reprymendy księdza.Dziękuję za spowiedz i odchodze. Szukaj mądrych księży,którzy właśnie poprzez twoje słabości pomogą ci spiąć się o jeden schodek wyżej w poszukiwaniu prawdy.Wtedy sama odróżnisz fałsz i wyrachowanie od prawdziwych uczuć.Nie bój się spowiedzi ona jest dla ciebie, nie ty dla niej.
Nie wiem czy wiecie, że spowiedź była protoplastą obecnej psychologii? Na początku nie było katalogu grzechów jak w zeznaniu podatkowym. Miłość Boga dawana - przekazywana była bez kartek. Warto o tym wiedzieć i pytać własnego sumienia, czy jestem ok czy też nie, ono jest bezstronne i służy doskonale przy robieniu rachunku sumienia. Więc jeśli nie czujesz, że grzeszysz no to ja się pytam, po co chwalisz się przed obcym facetem?
Osobiście uważam, że tak właściwie nie grzeszymy, tylko popełniamy wiele błędów, które można i należy naprawić. Ale ten tok myślenia wymaga więcej wglądu, nie wystarczy średnia katecheza, często prowadzona w sposób obecnie głośno krytykowany.
kiki ma rację, że sami zrobiliśmy ze spowiedzi przykry obowiązek kablowania na samych siebie.
Pozdrawiam cieplutko i z Miłością
Offline
Haniu, ja myślę, że sumienie niektórych ludzi nie jest bezstronne. Takie "czyste", niewinne sumienie mają tylko dzieci i ludzie bardzo głęboko wierzący. A my, reszta świata, codziennie dajemy manipulować swoim sumieniem. Manipulacja zewnętzrna oczywiście.
"Obcy facet" - tak, to jest bolesne, kiedy muszę coś w konfesjonale powiedzieć i mam świadomość, że zaraz dostanę opiernicz od faceta, a nie od Kogoś Kochającego, do Którego wg wszelkich teologicznych przesłanek tam przychodzę. Więc może lepsza jest spowiedź sam na sam z Nim? Tak jak jest chyba we wszystkich chrześcijańskich wyznaniach, tylko oczywiście nie u nas.
Offline
Chwilę mnie nie było, czasem i ja jestem zajęta.
Co do czystości sumienia... tak Emilio, masz rację. Sumienie stoi na straży wszystkich nakazów i zakazów jakie przyjęliśmy za swoje we wczesnych latach dziecięcych.
Moje wypowiedzi są trochę ...., z perspektywy zrobienia generalnych porządków we własnym wnętrzu. Teraz na przykład wiem, że dziesięć przykazań - jak uczy nasza kultura - to dziesięć drogowskazów na drodze życia, podane w odpowiedzi na pytanie po czym poznam, że idę dobrą i właściwą drogą. Już w tym miejscu zostało przekręcone pojmowanie starożytnych. Jest wiele naciąganych dogmatów utrzymujących prowadzenie "za pomocą kija i marchewki", bo tak łatwiej jest kontrolować. Jednak nie widzę w tym nic złego, tak prowadzić dają się tylko ci którzy tego chcą. W obecnych czasach zniknęły stosy, kamienowanie i lincze. Nie ma restrykcyjnego przymusu wypełniania tych dogmatów - i tu trzeba przyznać mądrość kk. Nawet nie ma obowiązku uczestniczenia w spowiedzi czy nawet mszy - nikt cię nie potępia(przynajmniej w teorii teologii) więc i wszyscy powinniśmy przestać się potępiać .
I jeszcze jedno - o manipulacji z zewnątrz - jeśli poddaję się manipulacji to i tak jest to mój wybór i odpowiedzialność za niego. Ja zaniechałam "spychówy" odpowiedzialności na świat zewnętrzny. Jeśli podjęłam błędną decyzję, to mogę ją zmienić. To mnie na prawdę pomogło uzyskać wolność, przestać użalać się nad sobą, oczekiwać, że ktoś... kiedyś... mnie wyręczy ... marnować własną energię i czas. Jednak zaznaczam, że mnie to pomogło - nie wiem co może pomóc każdej innej osobie.
Pozdrawiam cieplutko
Offline
Haniu, myślę, że to, co piszesz, jest pełne głębokiej, życiowej mądrości, szczególnie to, że "wszyscy powinniśmy przestać się potępiać". Ja tak jeszcze nie potrafię, mam nadzieję, że mi to przyjdzie "z wiekiem".
Offline
Emilia, myślę, że z doświadczeniem i to każdym możesz zmieniać się tak jak uważasz za słuszne. Wiek tu niewiele ma wspólnego. Znam wiele rówieśniczek, które nawet nie zastanawiają się po co tak na prawdę żyją.
Tak sobie myślę, że istotne jest zrozumienie ... czym jest świadomość , a takie rozumienie nie zależy od wieku tylko od dojrzałości jako istoty.
Pozdrawiam cieplutko
Offline
Rozważania,rozważania...przecież i tak każdy z nas zostanie rozliczony ze swojego życia tam.....tam się dowiesz jak oceniono twoje życie,ile było warte,czy było w porządku ,a grzechy to naprawdę jest nie istotne...chyba ,że zabijesz a i za to Cię ocenią tam................ I jezeli zataisz "nieistotne grzechy" być może okaże się , że zostanie Ci to wybaczone....Poprostu żyj i pomagaj zyc innym.
Offline
Saba, czy ty na pewno wiesz, że będziesz tam... rozliczna , jeśli tak to zdradź mi przez kogo, kto oceni wartość twego życia i skąd wiesz, że grzech w przeszłości nie był przypadkiem obecnego błędu. Mam nadzieję, że wiesz iż Bóg jest Istotą, nie starcem siedzącym na chmurce. A Istota jest poza ocenami i poza dogmatami.
Ja myślę, że warto zostawić dogmaty w spokoju i ... żyć Miłością, a wtedy wszystko wolno i to nie moje przekonanie tylko wskazówka mądrych ksiąg, jak Testament zarówno stary jak i nowy.
Pozdrawiam z Miłością
Offline
"żyć Miłością" no właśnie i moim zdaniem o to w chrześcijaństwie a i w innych religiach również chodzi. Żyjąc Miłością człowiek oddaje siebie innym, żyje dobrze, a czy grzeszy czy nie to jest to miom zdaniem tylko interpretacja jego zachowania. Jestem z kimś bez ślubu kościelnego, a więc wg Kościoła Katolickiego żyję w grzechu. A to że się kochamy, że mamy cudowną rodzinę, że ludzie zazdroszczą nam naszego szczęcia, to się nie liczy? Nie - jeśli się żyje miłością i nie krzywdzi się innych to nie grzeszymy.
Offline
saba napisał:
Rozważania,rozważania...przecież i tak każdy z nas zostanie rozliczony ze swojego życia tam.....tam się dowiesz jak oceniono twoje życie,ile było warte,czy było w porządku ,a grzechy to naprawdę jest nie istotne...chyba ,że zabijesz a i za to Cię ocenią tam.................
Nie dokładnie jest tak, że ktoś po prostu sobie oceni nasze życie i powie, czy było coś warte, czy nie. Jezus powiedział, że tak, jak my osądzamy, tak i nas będą osądzać. Więc tak naprawdę wszystko zależy od nas. Czy grzechy nie są istotne? Są, ale to, czy zostaną nam odpuszczone, również zależy od nas. Jeżeli np Anna, żyje ze swoim mężczyzną bez ślubu to jest to grzech. Ale jeśli potępi kiedyś kogoś w swoim życiu za to, że żyje bez ślubu, sama za to zostanie potępiona.
Jezus powiedział, że taką miarką, jaką my odmierzamy i nam odmierzać będą.
Ostatnio edytowany przez xibalbaa (2008-06-14 11:38:38)
Offline
xibalbaa, nie rozumie co chciałaś przekazać. Pomieszałaś kościół, nauki Jezusa i jeszcze Wielkie Prawa i zapomniałaś całkiem o tym, ze nasze grzechy są odpuszczone i to nawet bez spowiedzi. Jakoś trudno mi zgodzić się, że małżeństwo bez ślubu jest grzechem, małżeństwo bez miłości lub nawet zdradzie to tak, jest nieetyczne i niecelowe nawet jeśli był ślub.
A jeśli idzie i OCENIANIE, to warto zrezygnować z tej maniery i to dla własnego dobra. Wszelkie oceny przynoszą więcej szkody niż pożytku.
Pozdrawiam cieplutko
Offline
Nie spowiadam sie z sexu przedmałżeńskiego( mam narzyczonego, jesteśmy ze sobą 6lat a we wrześniu bierzemy ślub) ponieważ nie uważam by był to grzech.
Grzechem by było jak bym stała przy drodze i zaczepaiała tirowców, lub na dysce dawała pierwszemu lepszemu.
Jeśli jestem z kims kogo kocham, chcę spędzić reszte zycia-to chce mu dac siebie w całości, łączyć sie z nim, przezywać namiętności.
Czy to źle? nie uważam...
Offline
chodziło mi o to, że wg kościoła współżycie przedmałżeńskie jest grzechem bez względu na to, co myślimy. choć dla mnie nie jest, bo przecież tu chodzi o miłość, najwyższą wartość. Ale zawsze, co innego Kościół, co innego nasze sumienia. dlatego myślę, że należy kierować się własnym sercem i żyć w zgodzie z samym sobą.
Ja jak się spowiadam, to również z tego, co wg Kościoła jest grzechem, a co dla mnie nie. Jestem chrześcijanką, są jakieś przykazania przecież. Jak się wyspowiadam z tego, co powinnam, choć uważam inaczej, nie robię przecież niczego złego. Choć uogólniam wszystkie swoje grzechy. Ks. niech myśli swoje, nie musi wszystkiego wiedzieć ze szczegółami, od tego jest Pan Bóg.
Offline
mi katechetka powiedziala kiedys ze patrzenie na kogos z pozadaniem to cudzolostwo. przeciez przechodzi sie przez pewien okres kiedy hormony buzuja i to naturalne za patrzy sie na kogos z mysla co ma pod ubraniem.. zwlaszcza mezczyzni.
nie rozumiem kosciola ;/
Offline
Kościół kościołem, ale takie i inne słowa wypowiadane przez panie katechetki mogą doprowadzić nawet do odejścia z kościoła albo do kryzysu wiary u młodych ludzi. Jak ja bym takie goniła.... na 4 wiatry ![]()
Offline
Nieodpowiedni, nikompetentni ludzie ucza katechezy, religi.Wygłaszają jakieś swoje herezję i zniechęcają młodych do kościoła, wiary, Boga- to smutne.
Sama wiem jak takie bezmyślnie wypowiedziane na lekcji słowa przez katechetke mogą zaboleć, zranić, wkurzyć itp.
Offline
Ja uważam, że ksiądz jest tylko człowiekiem. Sam grzeszy, bo czyż nie jest grzechem krytykowanie i wtrącanie się w życie innych.
Dlaczego więc miałabym się wyspowiadać komuś takiemu. Dla mnie sakrament spowiedzi to tradycja a sumienie i żal za grzechy to coś bardzo istotnego. Uważam, że Bóg widzi co robimy i po to dał nam umysł żebyśmy sami potrafili ocenić co jest dobre a co złe.
A co z tajemnicą spowiedzi, wystarczy dobrze wysłuchać kazań i już wiemy, że ona nie istnieje.
Offline
Strony: 1 2