Czesc, mam problem z ktorym nie do konca moge sobie poradzic a raczej mamy bo jestem ja i moja partnerka. Z tym, ze ona nie wie o tym, ze ja pisze tutaj do Was. Mniejsza. Jestem z moja dziewczyna ponad 4 lata , coraz czesciej przewija mi sie mysl, zeby wspolnie zamieszkac. Razem zgodnie uwazamy, ze za nim beda jakies zobowiazania finansowe (czyt. kredyt na mieszkanie) musimy pomieszkac razem w wynajmowanym mieszkaniu. Uwazam, ze jest to dobry pomysl, zeby zobaczyc czy wytrzymamy razem wspolnie pod jednym dachem. Wiem, ze to troche dziwnie brzmi ale chyba warto sprawdzic czy wszystko bedzie nam odpowiadalo, czy bedziemy potrafili sie dogadac i czy
wspolnie bedziemy wstanie rozwiazywac domowe sprawy na wlasna reke. Ogolnie to wszystko ladnie, pieknie ale oprocz rozmow na ten temat nic nie jest w tym kierunku robione. Chodzi mi o to, ze moja dziewczyna oprocz tego, ze ze mna rozmawia na ten temat raczej nie wykazuje checi wspolnego zamieszkania caly czas slysze, ze "ona naprawde chce zamieszkac ze mna ale jeszcze nie teraz". Oczywiscie takie slowa slysze juz od dwoch lat. Pytam sie jej za kazdym razem, dlaczego nasze wspolne mieszkanie jest chyba tylko w naszej wyobrazni i na tym pozostaje to dostaje odpowiedzi, ze nam pieniedzy nie starczy. Ze nie bedziemy mieli co jesc. No dobra przyznaje, moze nie bedzie nam sie wtedy jakos ekstrawagancko zylo ale mysle, ze na jedzenie starczy jesli tylko dobrze rozplanujemy nasz juz wtedy wspolny budzet. Ja zarabiam 1500zl na reke ale od stycznia dostaje podwyzke i bede zarabial 1700zl na reke, moja dziewczyna zarabia 1500zl na reke ale ma czesto premie nawet po 250zl. Ja nie pije i nie pale ona pali, juz sie jej nie chce czepiac ale moglbym jej powiedziec, ze gdyby rzucila zawsze troche wiecej pieniedzy byloby na inne rzeczy do domu. Druga taka sprawa to temat slubu, razem uwazamy, ze najpierw wspolne mieszkanie wynajmowane, wtedy slub a dalej kredyt na mieszkanie? Z tym, ze ona chce miec koniecznie slub za conajmniej 30-40tysiecy. W sumie to ja tez chcialbym miec slub nawet za troche wiecej. Ale szybko spadam na ziemie i probuje jej wytlumaczyc, ze to ogromna suma i ciezko bedzie to wszystko ogarnac z mieszkaniem no bo przeciez nie wezmiemy slubu a dalej bedziemy mieszkac osobno z rodzicami. Nie chce brac kredytu bynajmniej tak ogromnego na samo wesele.. Wolalbym troche oszczedzic i ewentualnie jakis mniejszy kredyt na wesele wziasc ale nie 30-40 tysiecy! Oczywiscie wszystko jej to mowie co mysle. Ale ona nadal nie potrafi zrozumiec, ze taka suma 30-40 tysiecy to jest ponad nasze sily. A na pytanie jak ona to chce zrobic, zeby tyle kasy zdobyc na wesele dostaje, krotka odpowiedz "nie wiem". Wiec jej tez na dobitke mowie, ze rowniez nie wiem. Wczoraj nawet uslyszalem, ze jak nie zrobimy takiego wesela za te 30-40tysiecy to wcale nie bedzie. Oczywiscie mowie jej to, ze nie tylko dla niej wesele bedzie najwazniejszym momentem w zyciu jezeli chodzi o sprawy zwiazkowe itd. ale dla mnie tez. Ludziska, kobiety juz sam nie wiem czy to cos ze mna jest nie tak, czy my po prostu nie potrafimy sie dogadac, moze najlepszym rozwiazaniem byloby pojscie na swoje mieszkanie wynajmowane i wtedy okaze sie co dalej. Ale jakos ona zbytnio nie kwapi sie do opuszczenia swojego rodzinnego gniazdka. Coraz czesciej juz zaczynam myslec i zaczynam dostrzegac, ze nasz zwiazek to tylko taki chyba zeby ludzie widzieli, ze za raczke sie trzymamy. Ja chce czegos wiecej, a ona zapewnia, ze tez chce ale boi sie chyba opuscic rodzicow? Moze to dlatego, ze jej ojciec robi matce awantury bo pije? A ona nie chce zostawiac matki samej z tata? Moze dlatego, ze ona jest ostatnia curusia jak to sie mowi. Nie wiem co mam robic, po prostu chce zaczac zycie na wlasna reke, odbic od rodzicow, sprobowac samemu. Moze zbyt duzo tutaj jest "ja". Moze moja dziewczyna nie chce? Choc zapewnia, ze na pawno bardzo by chciala zamieszkac wspolnie.
Juz sie sam zaczynam motac w tym co pisze bo dla mnie to dziwna sytuacja jest troche niby chce ale nie chce. Niby kasy nie starczy ale wesele to tylko za 30-40 tysiecy. O co chodzi? Prosze o pomoc. A tak przy okazji ja mam 25 lat ona 21 lat. Pozdrawiam
O co chodzi pytasz?
Może laska ma jakieś marzenia dotyczące ślubu, białej sukienki, przyjęcia itp. No ale marzenia marzeniami, a trzeba też się ustosunkować do realiów finansowych.
Wasze zarobki nie są duże i branie kredytu 40tyś na wesele to jak dla mnie trochę wygórowane marzenia. Ja przynajmniej chyba bym się na to nie pisała.
Jesli chodzi o wspólne zamieszkanie to ja jak najbardziej jestem za. To dobra próba, przed małżeństwem. Wtedy poznaje się tą druga osobę z zupełnie innej strony, w zwyczajnych sytuacjach, codzienność trochę zmienia pogląd na ta naszą drugą połówkę. Nie koniecznie zawsze stawia ją w tym wspaniałym swietle :-D. No ale na tym polega życie, nie zawsze jest kolorowo...
Choć uważam, że branie kredytu na mieszkanie w waszej sytuacji, strasznie obciąży wasz budżet i strasznie go uszczupli, jeżeli w ogóle taką zdolnośc kredytową mieć będziecie.
Czesc, mam problem z ktorym nie do konca moge sobie poradzic a raczej mamy bo jestem ja i moja partnerka. Z tym, ze ona nie wie o tym, ze ja pisze tutaj do Was. Mniejsza. Jestem z moja dziewczyna ponad 4 lata , coraz czesciej przewija mi sie mysl, zeby wspolnie zamieszkac. Razem zgodnie uwazamy, ze za nim beda jakies zobowiazania finansowe (czyt. kredyt na mieszkanie) musimy pomieszkac razem w wynajmowanym mieszkaniu. Uwazam, ze jest to dobry pomysl, zeby zobaczyc czy wytrzymamy razem wspolnie pod jednym dachem. Wiem, ze to troche dziwnie brzmi ale chyba warto sprawdzic czy wszystko bedzie nam odpowiadalo, czy bedziemy potrafili sie dogadac i czy
wspolnie bedziemy wstanie rozwiazywac domowe sprawy na wlasna reke. Ogolnie to wszystko ladnie, pieknie ale oprocz rozmow na ten temat nic nie jest w tym kierunku robione. Chodzi mi o to, ze moja dziewczyna oprocz tego, ze ze mna rozmawia na ten temat raczej nie wykazuje checi wspolnego zamieszkania caly czas slysze, ze "ona naprawde chce zamieszkac ze mna ale jeszcze nie teraz". Oczywiscie takie slowa slysze juz od dwoch lat. Pytam sie jej za kazdym razem, dlaczego nasze wspolne mieszkanie jest chyba tylko w naszej wyobrazni i na tym pozostaje to dostaje odpowiedzi, ze nam pieniedzy nie starczy. Ze nie bedziemy mieli co jesc. No dobra przyznaje, moze nie bedzie nam sie wtedy jakos ekstrawagancko zylo ale mysle, ze na jedzenie starczy jesli tylko dobrze rozplanujemy nasz juz wtedy wspolny budzet. Ja zarabiam 1500zl na reke ale od stycznia dostaje podwyzke i bede zarabial 1700zl na reke, moja dziewczyna zarabia 1500zl na reke ale ma czesto premie nawet po 250zl. Ja nie pije i nie pale ona pali, juz sie jej nie chce czepiac ale moglbym jej powiedziec, ze gdyby rzucila zawsze troche wiecej pieniedzy byloby na inne rzeczy do domu. Druga taka sprawa to temat slubu, razem uwazamy, ze najpierw wspolne mieszkanie wynajmowane, wtedy slub a dalej kredyt na mieszkanie? Z tym, ze ona chce miec koniecznie slub za conajmniej 30-40tysiecy. W sumie to ja tez chcialbym miec slub nawet za troche wiecej. Ale szybko spadam na ziemie i probuje jej wytlumaczyc, ze to ogromna suma i ciezko bedzie to wszystko ogarnac z mieszkaniem no bo przeciez nie wezmiemy slubu a dalej bedziemy mieszkac osobno z rodzicami. Nie chce brac kredytu bynajmniej tak ogromnego na samo wesele.. Wolalbym troche oszczedzic i ewentualnie jakis mniejszy kredyt na wesele wziasc ale nie 30-40 tysiecy! Oczywiscie wszystko jej to mowie co mysle. Ale ona nadal nie potrafi zrozumiec, ze taka suma 30-40 tysiecy to jest ponad nasze sily. A na pytanie jak ona to chce zrobic, zeby tyle kasy zdobyc na wesele dostaje, krotka odpowiedz "nie wiem". Wiec jej tez na dobitke mowie, ze rowniez nie wiem. Wczoraj nawet uslyszalem, ze jak nie zrobimy takiego wesela za te 30-40tysiecy to wcale nie bedzie. Oczywiscie mowie jej to, ze nie tylko dla niej wesele bedzie najwazniejszym momentem w zyciu jezeli chodzi o sprawy zwiazkowe itd. ale dla mnie tez. Ludziska, kobiety juz sam nie wiem czy to cos ze mna jest nie tak, czy my po prostu nie potrafimy sie dogadac, moze najlepszym rozwiazaniem byloby pojscie na swoje mieszkanie wynajmowane i wtedy okaze sie co dalej. Ale jakos ona zbytnio nie kwapi sie do opuszczenia swojego rodzinnego gniazdka. Coraz czesciej juz zaczynam myslec i zaczynam dostrzegac, ze nasz zwiazek to tylko taki chyba zeby ludzie widzieli, ze za raczke sie trzymamy. Ja chce czegos wiecej, a ona zapewnia, ze tez chce ale boi sie chyba opuscic rodzicow? Moze to dlatego, ze jej ojciec robi matce awantury bo pije? A ona nie chce zostawiac matki samej z tata? Moze dlatego, ze ona jest ostatnia curusia jak to sie mowi. Nie wiem co mam robic, po prostu chce zaczac zycie na wlasna reke, odbic od rodzicow, sprobowac samemu. Moze zbyt duzo tutaj jest "ja". Moze moja dziewczyna nie chce? Choc zapewnia, ze na pawno bardzo by chciala zamieszkac wspolnie.
Juz sie sam zaczynam motac w tym co pisze bo dla mnie to dziwna sytuacja jest troche niby chce ale nie chce. Niby kasy nie starczy ale wesele to tylko za 30-40 tysiecy. O co chodzi? Prosze o pomoc. A tak przy okazji ja mam 25 lat ona 21 lat. Pozdrawiam
jak o co chodzi? Nie widzisz?chodzi o to żeby wymusić wesele za 30-40 tysi,a co to pannę obchodzi jak...ona myśli ze to nie ona jest od myslenia........jak.....
albo tatus albo ty masz to finansować,tyle w temacie wesela
co do wspolnego mieszkania to napiales ze,,zapewnia ze na pewno by chciala,, taaa na pewno to umarl Kopernik,a ona to sama nie wie czego chce,a raczej teraz jej jest wygodnie ,u mamusi i tatusia
cos tam dolozy do domowego budżetu,albo i nie dolozy,kase wydaje jak chce moze nie musi sie martwić za co prąd,gaz,czynsz zaplaci ,bo to zmartwienie rodzicow wiec do czego ona ma sie spieszyc....z drugiej strony ma dopiero 21 lat,wiec dla niej to moze jeszcze nie ten etap.....
Chodzi jej o to, że za mało zarabiasz co najmniej o 10 tysi
Ona nie chce rezygnować ze swojej pensji, którą miała tylko na siebie, aby ładować w jakiś tam cudzy dom w imię jakiegoś tam budżetu domowego.
Jak chcesz się przekonać, to zrób brutalną próbę. Powiedz jej, że wszystkie opłaty za utrzymanie i mieszkanie bierzesz na siebie i niech szuka mieszkania. I wtedy zobaczysz, czy zacznie Cię zasypywać linkami i planować kolor ścian, czy jednak weźmie na wstrzymanie.
ona 21 lat.
W zasadzie powyższy cytat powinien wystarczyć.
Ale dla jasności.
Dziewczynie jeszcze nie w głowie wesele, ślub ani wspólne mieszkanie.
Tym się różnicie kolego Autorze, że Ty chcesz, a ona chciałaby.Kolosalna różnica/
neptunowy napisał/a:ona 21 lat.
W zasadzie powyższy cytat powinien wystarczyć.
Ale dla jasności.
Dziewczynie jeszcze nie w głowie wesele, ślub ani wspólne mieszkanie.
Tym się różnicie kolego Autorze, że Ty chcesz, a ona chciałaby.Kolosalna różnica/
Umknął mi jej wiek... jeśli tak, to nie rozumiem czemu Autor zadaje takie dziwne pytania ![]()
Chyba wlasnie chodzi o to, ze ona nie chce jeszcze wydawac pieniazkow na poczet wspolnego budzetu. Teraz do tego jeszcze rodzice kupili jej do pokoju nowe meble. W sumie to sie ciesze ale w tym momencie chyba tylko sie utwierdzila jak to dobrze mieszkac u rodzicow. Nie wiem co mam robic bo po czterech latach bycia razem w zwiazku czuje, ze potrzebuje czegos wiecej. Oprocz wspolnych wypadow, spacerow itd czuje sie zmeczony siedzeniem u niej albo u mnie, nie potrafie tego opisac ale chce czegos wiecej niz "chodzimy ze soba".
Tak na marginesie jeszcze napisze, ze u nas seks to jest raz na miesiac albo raz na dwa. Od razu mowie, ze doskonale sobie zdaje sprawe z tego, ze seks nie jest najwazniejsza rzecza w zwiazku ale na pewno jest istotny. A my nawet za bardzo nie mamy gdzie bo u mnie rodzice u niej rodzice. Z tym wspolnym mieszkaniem to juz od jakiegos czasu jestem przez nia splawiany bynajmniej tak sie czuje, przeciez nie bede jej blagal, prosil czy zmuszal raczej tez powinna czuc a jesli tego nie czuje po czterech latach to jaka mam gwarancje, ze za rok czy za dwa zmieni zdanie. Hm.
Chcialbys zeby Twoja corka 21 lat zamieszkala z facetem? Bo ja nie. Wolalbym zeby najpierw skonczyla studia. A sex rzadki? Moze swiadczy o jakiejs ozieblosci albo o nierozbudzeniu?
Chcialbys zeby Twoja corka 21 lat zamieszkala z facetem? Bo ja nie. Wolalbym zeby najpierw skonczyla studia. A sex rzadki? Moze swiadczy o jakiejs ozieblosci albo o nierozbudzeniu?
Zdanie rodzicow to jedno a zdanie jej samej to zupelnie co innego. Rowniez dla mnie sa dwie odrebne rzeczy jesli rodzice nie pozwalaja uciec corce z gniazdka a co innego jesli rodzice nic nie mowia a ona sama nie wychodzi z inicjatywa przeistoczenia zwiazku w cos powazniejszego niz wspolne wychodzenie na spacerek. Zaczynam sobie sam odpowiadac juz.. hm moze problem jest w tym, ze po pierwsze ona nie chce marnowac kasy na czynsz, jedzenie itd bo tak jak ktos tutaj napisal, teraz moze dorzucic sie do rodzicow da trzy stowki i ma reszte wyplaty dla siebie. A po drugie idac tym tokiem myslenia, skoro mnie zwodzi i splawia to dlaczego ja nie mam myslec, ze za rok, dwa czy trzy kopnie mnie w cztery litery i tyle i tak sie skoncza jakiekolwiek nadzieje z mojej strony na wspolne zamieszkanie. A moze problem jest w tym, ze mam dziewczyne mlodsza o cztery lata? Ogolnie nie jestem tego zdania, ze kobieta badz mezczyzna dojrzewa szybciej ale moze wlasnie ta roznica wieku. Ona nie jest na etapie budowania wspolnej przyszlosci na fundamentach samodzielnosci i odpowiedzialnosci?- bo przeciez teraz jest pod kloszem rodzicow i boi sie opuscic gniazdko. Moze pojdzie na studia moze nie pojdzie. To teraz mam za kazdym razem czekac az panience sie cos zachce albo dojrzeje do wspolnego mieszkania? I na wszystko czekac i byc cierpliwym? To zaczyna byc chore. A co do seksu to zauwazylem pewna zaleznosc; jesli ja nie wyjde z inicjatywa to jej w sumie wsio ryba czy jest czy nie ma. Zaczynam sie dziwnie czuc bo za kazdym razem ja musze zaczynac, przytulac sie, calowac. Po prostu glupie sie zaczynam z tym czuc. Hm.
maniek_z_maniek napisał/a:Chcialbys zeby Twoja corka 21 lat zamieszkala z facetem? Bo ja nie. Wolalbym zeby najpierw skonczyla studia. A sex rzadki? Moze swiadczy o jakiejs ozieblosci albo o nierozbudzeniu?
Zdanie rodzicow to jedno a zdanie jej samej to zupelnie co innego. Rowniez dla mnie sa dwie odrebne rzeczy jesli rodzice nie pozwalaja uciec corce z gniazdka a co innego jesli rodzice nic nie mowia a ona sama nie wychodzi z inicjatywa przeistoczenia zwiazku w cos powazniejszego niz wspolne wychodzenie na spacerek. Zaczynam sobie sam odpowiadac juz.. hm moze problem jest w tym, ze po pierwsze ona nie chce marnowac kasy na czynsz, jedzenie itd bo tak jak ktos tutaj napisal, teraz moze dorzucic sie do rodzicow da trzy stowki i ma reszte wyplaty dla siebie. A po drugie idac tym tokiem myslenia, skoro mnie zwodzi i splawia to dlaczego ja nie mam myslec, ze za rok, dwa czy trzy kopnie mnie w cztery litery i tyle i tak sie skoncza jakiekolwiek nadzieje z mojej strony na wspolne zamieszkanie. A moze problem jest w tym, ze mam dziewczyne mlodsza o cztery lata? Ogolnie nie jestem tego zdania, ze kobieta badz mezczyzna dojrzewa szybciej ale moze wlasnie ta roznica wieku. Ona nie jest na etapie budowania wspolnej przyszlosci na fundamentach samodzielnosci i odpowiedzialnosci?- bo przeciez teraz jest pod kloszem rodzicow i boi sie opuscic gniazdko. Moze pojdzie na studia moze nie pojdzie. To teraz mam za kazdym razem czekac az panience sie cos zachce albo dojrzeje do wspolnego mieszkania? I na wszystko czekac i byc cierpliwym? To zaczyna byc chore. A co do seksu to zauwazylem pewna zaleznosc; jesli ja nie wyjde z inicjatywa to jej w sumie wsio ryba czy jest czy nie ma. Zaczynam sie dziwnie czuc bo za kazdym razem ja musze zaczynac, przytulac sie, calowac. Po prostu glupie sie zaczynam z tym czuc. Hm.
Ale nie musisz ani czekać ani być cierpliwym. To Twój wybór. Ona też nie musi bać się wychodzić spod klosza rodziców. Może zwyczajnie nie chcieć się jeszcze wyprowadzać, bo jej dobrze.
. Ona nie jest na etapie budowania wspolnej przyszlosci na fundamentach samodzielnosci i odpowiedzialnosci?
Neptunowy a moze sam sobie odpowiedziales-? Ona ma 21 lat, a Ty juz wyskakujesz z samodzielnoscia, odpowiedzialnoscia i etapami budowania. Jeszcze nie do konca wyszla spod kurateli rodzicow a juz ma wchodzic w Twoja. Jupii
Ja myślę, że ona po prostu nie jest gotowa na poważny związek, wspólne mieszkanie i ślub.
Nie wie, jak Ci o tym powiedzieć, więc najłatwiej walnąć ''chciałabym, ale nie wiem jak i kiedy''.
Daj jej czas, pogadajcie szczerze. Jeśli nie zmieni zdania, to pozostaje Ci wybrać - czekasz, albo idziesz swoją ścieżką.