Samotność.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotność....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

Temat: Samotność....

Jak pozbyć się bólu samotności, kiedy wszyscy dookoła są szczęśliwie zakochani? A ja ciągle tkwię w matni swojego smutku, ponieważ miłość i bliskość drugiej osoby są mi tak potrzebne by być szczęśliwą. Ile można udawać, że wszystko jest ok i uśmiechać się do innych, choć wszystko w okół wciąż mi przypomina, że cały czas kpi sobie ze mnie. To tak przykre, gdy nie widzi się pozytywów swojego istnienia, gdy się udaje niewzruszoną na to, że jest Ci źle, a tak naprawdę w głębi duszy krzyczysz z rozpaczy i wołasz " zauważcie mnie czuję się taka samotna i nie potrafię sobie z tym poradzić." Uciekanie w pracę i wmawianie sobie, że nie jest źle, że lubię być sama, bo mam więcej czasu dla siebie i mogę robić to na co mam ochotę, nie skutkuje. Przychodzą takie wieczory, puste, ciemne, zimne, gdy tak bardzo brakuje tej drugiej osoby. Jednak jak długo można żyć marzeniami o tym, że bliskość i miłość jest możliwa. Jestem szczęściarą, mówią inni, ale oni nie zrozumieją, że samotność może być taką męczarnią, bo nie doświadczyli jej tak jak ja....

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-11-16 19:42:04)

Odp: Samotność....

Ludzie uzalezniają szczęście od wielu rzeczy, a tak naprawde to tylko oddalenie problemu od sedna. Od tego ile negatywnych rzeczy w nich siedzi i jak sie beznadziejnie ze sobą czują, we własnej skórze. Bo mowisz o szczęściu zawsze w czasie przyszłym - miałabym chłopaka, milosc, to bym była happy. Miałabym kase, byłabym ładniejsza itp wezme ślub to będzie fajnie. Bede miała dzieci to bedzie jeszcze lepiej. Nigdy tu i teraz. I nagle dostajesz chłopaka, stara się. Nadal nie jestes szczesliwa. Dziwisz się. Mowisz sobie, ze to nie milosc była, zrywasz. Dalej jestes niepoukładana i szukasz dalej. Czujesz sie tak bezwartościowa, że przeradzasz się w totalny bluszcz i wybierasz ochłapy, maksymalnie toksyczny związek. Przychodzi moment że sie tak uzależniasz od chłopaka, że jedyne co Cie przy nim trzyma to lęk przed jego utratą, czy samotnością. I dalej pielęgnujesz te negatywne emocje w sobie, mimo że cel zdobyłaś, który sobie przeciez zalozylas do szczęścia. Siedzi to jednak gdzie indziej niz w tym że brakuje osoby, która by humor zmieniała i zazdroszczeniu że inni mają lepiej...

Logicznie. Jak nieszczęśliwa osoba może tworzyć szczęśliwy związek? Skąd to szczęście? Z powietrza? Miłość sama da to szczęście? Toż to tylko hormony. Czyli wybryk umysłu, oszustwo. W ten sam sposób można oszukać mózg bez wmawiania sobie miłości. Może masz depreche. Trzeba poznać prawdziwe powody tego złego samopoczucia i myslenia.

3

Odp: Samotność....

hmmm być może to tylko moja podświadomość podpowiada mi, że jestem nieszczęśliwa....

4

Odp: Samotność....

> patryna
Wierz mi, każda samotna osoba ma chwile gdy czuje się jak Ty, nawet ja. Choć w sumie jak sobie pomyślę że miałbym na siłę z kimś być i się męczyć jak kiedyś, to mi szybko przechodzi ;P Tak, prawdą jest że miłość to szczęście, jeśli się zakochasz w odpowiedniej osobie wtedy nawet pieniądze przestają mieć aż takie znaczenie, szczęśliwie zakochani mogą być nawet bezdomni, warunkiem jest jednak znalezienie tej, odpowiedniej osoby, naszej tzw. drugiej połówki.

Ale kolega thepass powyżej ma też 100% racji. To czy jesteśmy szczęśliwi czy nie zależy tylko od nas, albo nawet tylko od tego co mamy w głowie. Szczęśliwi mogą być rolnicy tyrający ciężko w polu, a kompletnie nieszczęśliwi biznesmeni pracujący w drapaczach chmur i zarabiający fortuny. Widzisz zakochane pary spacerujące po parku i jest Ci smutno bo też byś tak chciała, ale pewnie kiedy zobaczysz gdzieś w wiadomościach informacje o przemocy w rodzinie, gdzie mąż katuje żonę wtedy nagle odechciewa Ci się związków ;P

5

Odp: Samotność....
patryna napisał/a:

(...)miłość i bliskość drugiej osoby są mi tak potrzebne by być szczęśliwą. (...)

Bardzo niebezpieczne myślenie. Szukanie szczęścia na zewnątrz nie jest dobrym pomysłem, jest przyczyną powstania toksycznego związku.

6

Odp: Samotność....
Wielokropek napisał/a:

Bardzo niebezpieczne myślenie. Szukanie szczęścia na zewnątrz nie jest dobrym pomysłem, jest przyczyną powstania toksycznego związku.

Pozwólcie że to rozwinę albo raczej poprę przykładami z życia wziętymi.

Nie wiem ile masz lat patryna, ale napiszę Ci że ja znam sporo samotnych osób. Moje dwie koleżanki, jedna 30 lat, druga 27, z nich tylko młodsza miewa napady depresyjne z powodu swojej samotności. Starsza ma masę znajomych, jeździ po całej Polsce, nie wiem jak się czuje w chwilach gdy jest sama ale w towarzystwie jest bardzo wesoła. Wiem że na pewno odpaliła już dwóch kawalerów co do niej startowali a więc nie spieszy się, jest mądra i chce dobrze trafić. W mojej rodzince ja jestem singlem mam 32 lata, moja kuzynka 35 lat samotnie wychowuje dziecko, porzucił ją mąż i teraz siedzi sama w Niemczech, następna kuzynka 33 lata również jest sama, mój kuzyn 32 lata to samo i najmłodsza 28 lat również samotnie wychowuje dziecko, tatuś jedynie co to alimenty płaci wink

Piszę o tym tak w ramach przestrogi, żebyś może zbyt desperacko nie szukała faceta bo nigdy nie wiadomo na kogo trafisz. Lepiej chyba być samotnym, albo raczej wolnym niż z dzieciakiem na głowie. Choć oczywiście niektóre kobiety chciałyby mieć dziecko by miały dla kogo żyć i nawet mąż im do tego nie potrzebny wink

7

Odp: Samotność....

Moim zdaniem nie ma co biadolić i uzależniać 100% swojego szczęścia od posiadania drugiej połówki, bo się można porządnie rozczarować jak już się kogoś spotka. To tylko rodzi nierealne oczekiwania wobec drugiej osoby, bo nagle się okaże, że książę z bajki też ma jakieś wady.
Ja ostatnio doszłam do wniosku, że się nacieszyłam byciem singlem i fajnie by było znaleźć sobie faceta do jakiejś poważniejszej relacji, ale nie zamierzam się specjalnie spinać. Skoro szukam, to znajdę.

Nie ty jedna długo byłaś sama, więc się tak nie użalaj nad sobą, bo to nie zmienia niczego, sporo ludzi ma problem ze znalezieniem sobie kogoś. Nie wiem w sumie czego oczekujesz, pocieszenia, pogłaskania po głowie?
Robisz cokolwiek żeby znaleźć tą drugą połówkę? Umawiasz się na randki? Poznajesz nowych ludzi? Wychodzisz gdzieś? Bo siedząc samotnie w domu wieczorami na bank nie znajdziesz.

8

Odp: Samotność....
patryna napisał/a:

Uciekanie w pracę i wmawianie sobie, że nie jest źle, że lubię być sama, bo mam więcej czasu dla siebie i mogę robić to na co mam ochotę, nie skutkuje.

Według mnie "nie działa" bo to nie są zalety bycia "singlem". Jeżeli tworzysz zdrowa relację tak samo powinnaś mieć czas, aby robić to na co masz ochotę (oczywiście jeżeli nie narusza to wolności Twojego partnera itp.)


patryna napisał/a:

Przychodzą takie wieczory, puste, ciemne, zimne, gdy tak bardzo brakuje tej drugiej osoby. Jednak jak długo można żyć marzeniami o tym, że bliskość i miłość jest możliwa. Jestem szczęściarą, mówią inni, ale oni nie zrozumieją, że samotność może być taką męczarnią, bo nie doświadczyli jej tak jak ja....

A dążysz do tych marzeń ? Czy jakieś zdarzenia sprawiły, że ciężko Ci wierzyć w miłość, czy wątpisz bo 'jeszcze Cię nie spotkała' ?

I tak w ogóle, uważają Cię szczęściarą bo jesteś sama, czy z jakiego powodu ?

9

Odp: Samotność....

Nie wiem ile masz lat patryna, ale napiszę Ci że ja znam sporo samotnych osób. Moje dwie koleżanki, jedna 30 lat, druga 27, z nich tylko młodsza miewa napady depresyjne z powodu swojej samotności. Starsza ma masę znajomych, jeździ po całej Polsce, nie wiem jak się czuje w chwilach gdy jest sama ale w towarzystwie jest bardzo wesoła. Wiem że na pewno odpaliła już dwóch kawalerów co do niej startowali a więc nie spieszy się, jest mądra i chce dobrze trafić. W mojej rodzince ja jestem singlem mam 32 lata, moja kuzynka 35 lat samotnie wychowuje dziecko, porzucił ją mąż i teraz siedzi sama w Niemczech, następna kuzynka 33 lata również jest sama, mój kuzyn 32 lata to samo i najmłodsza 28 lat również samotnie wychowuje dziecko, tatuś jedynie co to alimenty płaci wink

Tak znajduję sie w tym przedziale wiekowym o którym piszesz, spotykam sie ze znajomymi, potrafię sie cieszyć z malych rzeczy, nie jestem, aż takim chodzącym nieszczęściem, ale czasem dopada mnie taki nastoj i takie myśli jak na wstępie...

10

Odp: Samotność....

Hard - Bitter Chyba wątpię, by mnie spotkała, nigdy jej nie zaznałam.
Uważają mnie za szczęściarę bo jestem zdrowa, mam pracę itd., zawsze słyszę, że reszta jakoś sama  się ułoży, tylko szkoda że nie chce

11 Ostatnio edytowany przez micke82 (2014-11-17 21:32:45)

Odp: Samotność....
patryna napisał/a:

reszta jakoś sama  się ułoży, tylko szkoda że nie chce

Jakbym słyszał swoich starych, te biadolenie że miłość przyjdzie sama. Prawda jest taka że jak się czegoś nie poszuka to nic nie przyjdzie samo ;]

Może jak się jest pięknym, młodym i bogatym to przystojni kawalerowie/piękne panny walą drzwiami i oknami, ale jak się jest normalnym, szarym obywatelem tego smutnego kraju to może nie być tak łatwo ;]

12

Odp: Samotność....
micke82 napisał/a:
patryna napisał/a:

reszta jakoś sama  się ułoży, tylko szkoda że nie chce

Jakbym słyszał swoich starych, te biadolenie że miłość przyjdzie sama. Prawda jest taka że jak się czegoś nie poszuka to nic nie przyjdzie samo ;]

Może jak się jest pięknym, młodym i bogatym to przystojni kawalerowie/piękne panny walą drzwiami i oknami, ale jak się jest normalnym, szarym obywatelem tego smutnego kraju to może nie być tak łatwo ;]

Otóż to. Czasami trzeba po prostu mieć odwagę żeby sięgnąć po to czego się pragnie. Siedzenie na tyłku i czekanie na mityczne nadejście miłości to jest dla mnie kompletna bzdura. Trzeba poznawać nowych ludzi, to jest podstawa do tego żeby trafić na kogoś, kto nam się może spodobać i będzie to zainteresowanie odwzajemniać.

13

Odp: Samotność....

Witch, najśmieszniejsze jest to że my tutaj tych rad udzielamy w co drugim wątku na forum ale dalej siedzimy sami ;P Myślę jednak że prędzej czy później coś się zmieni, kwestia czasu i tego by się nie poddawać, ciągle próbować. Dziś lecę do znajomego którego nie widziałem wieki, córeczka mu wyrosła więc będzie okazja się zaprzyjaźnić wink Jeśli będzie okazja wejść na tematy związków może zaproponuje jakieś fajne kandydatki spośród koleżanek ;P O, to jest też dobra rada. Jeśli macie jakiegoś przyjaciela, kogoś z rodziny, czy nawet tylko dobrą koleżankę, warto zamiast tutaj na forum, zwierzyć się właśnie takiej osobie że samotność wam dokucza. Warto poszukać kogoś wśród zaufanych znajomych, zawsze to pewniejsza osoba niż poznany obcy na ulicy czy jakiś wariat z portalu randkowego ;P

14

Odp: Samotność....
micke82 napisał/a:

Witch, najśmieszniejsze jest to że my tutaj tych rad udzielamy w co drugim wątku na forum ale dalej siedzimy sami ;P Myślę jednak że prędzej czy później coś się zmieni, kwestia czasu i tego by się nie poddawać, ciągle próbować. Dziś lecę do znajomego którego nie widziałem wieki, córeczka mu wyrosła więc będzie okazja się zaprzyjaźnić wink Jeśli będzie okazja wejść na tematy związków może zaproponuje jakieś fajne kandydatki spośród koleżanek ;P O, to jest też dobra rada. Jeśli macie jakiegoś przyjaciela, kogoś z rodziny, czy nawet tylko dobrą koleżankę, warto zamiast tutaj na forum, zwierzyć się właśnie takiej osobie że samotność wam dokucza. Warto poszukać kogoś wśród zaufanych znajomych, zawsze to pewniejsza osoba niż poznany obcy na ulicy czy jakiś wariat z portalu randkowego ;P

Pewnie, ja jestem sama póki co, ale cały czas gdzieś jeżdżę na jakieś sesje treningowe w nowe miejsca, z nowymi ludźmi. Ostatnio mi się kolega z grupy dość mocno widzi, dużo gadamy ze sobą, więc jakoś towarzysko zaniedbana się nie czuję. Tylko nie nastawiam się niepotrzebnie, że nie wiadomo co z tego będzie. Jak coś będzie, to fajnie, jak nie, to szukam dalej. Nie siedzę w domu i nie użalam się, że mnie nikt nie kocha.

Ja bym portali randkowych całkiem nie przekreślała - poznałam kiedyś przez portal randkowy faceta, z którym byłam w całkiem fajnym związku przez 2 lata. Na żywo jak poznajesz kogoś, to też tak naprawdę nie wiesz kim się może okazać.

15

Odp: Samotność....

Jak czytam to biadolenie niektórych osób, to aż mi się przykro robi.:P
Jaka to dla was wielka trudność znaleźć kogoś ciekawego? Tu na forum jest mnóstwo różnych ludzi, więc jaki jest problem do kogoś napisać, poznać się, spotkać? Na spotkaniu być zabawnym, miłym, dużo słuchać, uśmiechać się, żartować? Ja w tym nic trudnego nie widzę, tylko trzeba chcieć! Ja już nie pamiętam kiedy byłam sama, bo co rusz kogoś poznaje. Raz bywało lepiej, raz gorzej. Czasami znajomości rozczarowały, czasami przetrwały do dziś. Ale nigdy na samotność nie narzekałam, bo się jej nie boję. I nie dlatego, że mam powodzenie, ale dlatego, że ją lubię. Bez faceta też potrafię sobie poradzić. Jak chcę kogoś poznać to nie czekam na to aż mi ktoś z nieba spadnie tylko poznaje. Proste i logiczne. Czasem bywa nawet tak, że jakiś facet nie chciał mnie, a ja jego tak, lecz nie płakałam z tego powodu, bo on ma prawo mnie nie chcieć. Ale nigdy nie leżałam i nie czekałam na cud.

16

Odp: Samotność....
patryna napisał/a:

Jak pozbyć się bólu samotności, kiedy wszyscy dookoła są szczęśliwie zakochani? A ja ciągle tkwię w matni swojego smutku, ponieważ miłość i bliskość drugiej osoby są mi tak potrzebne by być szczęśliwą. Ile można udawać, że wszystko jest ok i uśmiechać się do innych, choć wszystko w okół wciąż mi przypomina, że cały czas kpi sobie ze mnie.
To tak przykre, gdy nie widzi się pozytywów swojego istnienia, gdy się udaje niewzruszoną na to, że jest Ci źle, a tak naprawdę w głębi duszy krzyczysz z rozpaczy i wołasz " zauważcie mnie czuję się taka samotna i nie potrafię sobie z tym poradzić."

Uciekanie w pracę i wmawianie sobie, że nie jest źle, że lubię być sama, bo mam więcej czasu dla siebie i mogę robić to na co mam ochotę, nie skutkuje. Przychodzą takie wieczory, puste, ciemne, zimne, gdy tak bardzo brakuje tej drugiej osoby. Jednak jak długo można żyć marzeniami o tym, że bliskość i miłość jest możliwa. Jestem szczęściarą, mówią inni, ale oni nie zrozumieją, że samotność może być taką męczarnią, bo nie doświadczyli jej tak jak ja....

Przestań marudzić. Chłop Twoich problemów nie rozwiąże... To nie jakiś wielki wynalazek od Boga, żeby rozwiązywać babskie problemy dot. samotności. Ja też sam siedzę. I nie rozpaczam z tego powodu. Uwierz, że łatwiej jest dziś trafić w Lotto "szóstkę" niż znaleźć normalnego chopa/normalną kobiyte.

A co to? Oni samotni nie byli? Tak nagle wzięli tych facetów/te babki? Szkoda czasu na myślenie o samotności. Chociaż... Jesteś płci żeńskiej, więc inaczej pewnie reagujecie na te 'samotności'. Więcej emocji, czucia. Natury niestety nie powiem Ci jak zmienić. Możesz zmienić swoje podejście - do ludzi uśmiechniętych aż chce się podejść smile

I taka dygresja - Myszeczka ma rację (co i ja tu kiedyś napisałem):

Tu na forum jest mnóstwo różnych ludzi, więc jaki jest problem do kogoś napisać, poznać się, spotkać?

Wszyscy samotni niech się zastosują do tej rady, bo jedyne co niektórzy samotni potrafią to marudzić. A to problemu nie rozwiązuje.

17

Odp: Samotność....

Tak są nauczone kobiety, które nie wykonują kroków... pozniej sie w tym tylko taplają, aż grzęzną. Jakby ruszyły, zainicjowały, to by nie były samotne - ale przecież wtedy nie byłyby sobą. To pytanie. Chcesz coś zmienić, czy jednak nie? Chcesz być szczęśliwa, czy wolisz cierpieć? Chcesz dać szczęście, czy tylko ssać?

Kobieta daje znaki, więc dała - jestem samotna.
No i teraz czeka, czeka, czeka. Wieża z księżniczką pada. Liście usychają i nie ma po czym się wspiąć.
Kobieta nadal czeka, braknie pudru, wiek zrobi swoje, juz nawet wyglądem nie przyciąga. Nawet jeśli zawoła rycerza ktory przechodzi obok i mimo że ta wieża jest dość niska (może sama wyjść) to mówi - nie, ty chłopie masz do mnie tu przyjść, mnie wyciągnąć, zabrac gdzieś, znaleźć temat, rozochocić. ruszaj dupsko, ja rządze, ja marudze! Zero zachęty. I co tu sie dziwić.

18

Odp: Samotność....

thepass - co niektóre tak inicjują, że szkoda słów. Popatrzą się bardziej wymownie i mają nadzieję, że facet się domyśli, że ona na niego leci. Odezwać się boją, pogadać się boją, coś zaproponować - uważają, że kobiecie nie wypada i tak sobie czekają, aż jakaś mądrzejsza i śmielsza się facetem zainteresuje i po sprawie.

19 Ostatnio edytowany przez micke82 (2014-11-19 00:27:29)

Odp: Samotność....
Kerty napisał/a:

Uwierz, że łatwiej jest dziś trafić w Lotto "szóstkę" niż znaleźć normalnego chopa/normalną kobiyte.

Taka jest prawda niestety :] A znaleźć partnera małżeńskiego to już w ogóle masakra jakaś. Niby dorośli ale niedojrzali ludzie, nikt nie chce brać odpowiedzialności za formalny związek :]

WitchQueen napisał/a:

thepass - co niektóre tak inicjują, że szkoda słów. Popatrzą się bardziej wymownie i mają nadzieję, że facet się domyśli, że ona na niego leci. Odezwać się boją, pogadać się boją, coś zaproponować - uważają, że kobiecie nie wypada i tak sobie czekają, aż jakaś mądrzejsza i śmielsza się facetem zainteresuje i po sprawie.

Mnie tak uśmiechy i spoglądania wystarczają wink Ale faktycznie jak facet jest dość nieśmiały to może potrzebować lepszej zachęty. Nie trzeba od razu zagadywać i podrywać, zapraszać na kawę czy coś, czasem wystarczy tylko podejść, ładnie się uśmiechnąć i powiedzieć/zapytać jakąś banalną rzecz, np. pochwalić ubiór. Mnie powiem szczerze bardzo peszy gdy dziewczyna tylko intensywnie się patrzy, czy dosłownie świdruje non stop wzrokiem, odnoszę wtedy wrażenie że chyba nie jest do końca normalna, albo że to ja mam coś na twarzy, czy może gołąb mi nasrał na głowę ;P Ostatnio mam taką sytuację, panna non stop ślepi się na mnie, nawet jak siedzę za nią wykręca szyję że o mało karku nie skręci. Wiem że na pewno jest strasznie nieśmiała bo za każdym razem gdy chcę do niej podejść i pogadać ucieka speszona ;P Ale kiedyś ją gdzieś zapędzę w kozi róg i wydobędę informacje co takiego strasznego mam na twarzy że nie może oderwać ode mnie wzroku ;P

Wiadomo że niektórych facetów to kręci, taka postawa: Chcę, ale się boję ;P Tylko facet musi być na tyle śmiały żeby mu też się zachciało ;P

20 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-11-19 00:42:30)

Odp: Samotność....

Nie ma problemu z spojrzeniami, usmiechami. Gorzej jak to jest internet. Gorzej jak ktos nie usmiecha sie do nikogo, nawet takich sygnałów nie daje. Chce kogos poznac, ale najlepiej zeby spadł z nieba wink I to kurcze jak dach nad głową jest.

21

Odp: Samotność....
thepass napisał/a:

Nie ma problemu z spojrzeniami, usmiechami. Gorzej jak to jest internet. Gorzej jak ktos nie usmiecha sie do nikogo, nawet takich sygnałów nie daje. Chce kogos poznac, ale najlepiej zeby spadł z nieba wink I to kurcze jak dach nad głową jest.

Powiem szczerze, że ja akurat w internecie jakoś nieczęsto do kogoś pisałam, ale to zwykle dlatego, że do mnie od razu pisało bardzo dużo osób, bywało, że z kimś się fajnie gadało itd. Ale jak mi się ktoś spodobał, to nigdy nie miałam oporu napisać pierwsza. Wolę wiedzieć, że ktoś jest niezainteresowany niż nie wiedzieć nic, albo czekać na cud.

Jak kobieta nic nie robi i czeka aż się pojawi ten jedyny, to niech się nie dziwi, że czas oczekiwania można zacząć liczyć w latach. Trzeba jednak te minimum chęci i zaangażowania z siebie wykrzesać.

micke82 - zależy też od spojrzenia, bo ja się generalnie uśmiecham do ludzi, których lubię i nie mam problemu żeby z nimi utrzymywać kontakt wzrokowy, co jeszcze nie znaczy, że zaraz na kogoś lecę. Jak już lecę, to owszem lubię się poprzyglądać, spojrzeć temu komuś w oczy, ale nie zamierzam czekać aż się facet domyśli, wolę po prostu do niego zagadać. Rozmowa to jest dla mnie podstawa. Tylko, że ja nie jestem typem wiecznie zawstydzonej i nieśmiałej. Ja jestem dość bezpośrednia. Nigdy co prawda nie próbuję nachalnie się do nikogo przystawiać, na siłę flirtować itp. ale z rozmową na jakikolwiek temat zazwyczaj nie ma problemów. Żeby tylko jeszcze facet miał coś ciekawego do powiedzenia.

No widzisz, dziewczyna się bezczelnie gapi i wzbudziła tym Twoje zainteresowanie. Zawsze to jakaś metoda.

22

Odp: Samotność....
patryna napisał/a:

Jak pozbyć się bólu samotności, kiedy wszyscy dookoła są szczęśliwie zakochani? A ja ciągle tkwię w matni swojego smutku, ponieważ miłość i bliskość drugiej osoby są mi tak potrzebne by być szczęśliwą. Ile można udawać, że wszystko jest ok i uśmiechać się do innych, choć wszystko w okół wciąż mi przypomina, że cały czas kpi sobie ze mnie. To tak przykre, gdy nie widzi się pozytywów swojego istnienia, gdy się udaje niewzruszoną na to, że jest Ci źle, a tak naprawdę w głębi duszy krzyczysz z rozpaczy i wołasz " zauważcie mnie czuję się taka samotna i nie potrafię sobie z tym poradzić." Uciekanie w pracę i wmawianie sobie, że nie jest źle, że lubię być sama, bo mam więcej czasu dla siebie i mogę robić to na co mam ochotę, nie skutkuje. Przychodzą takie wieczory, puste, ciemne, zimne, gdy tak bardzo brakuje tej drugiej osoby. Jednak jak długo można żyć marzeniami o tym, że bliskość i miłość jest możliwa. Jestem szczęściarą, mówią inni, ale oni nie zrozumieją, że samotność może być taką męczarnią, bo nie doświadczyli jej tak jak ja....

OMG...dziewczyno, jęczysz jak udręczona życiem 70latka (choć i one często zdają się być bardziej szczęśliwe). Mam zawroty głowy gdy czytam takie herezje. Facet to nie "zapchajdziura", która wypełni wszystkie Twoje braki. Zacznij od tego, aby uporządkować swój stan, głowę i zacząć ŻYĆ, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi. Problem tkwi w Tobie, a nie w samotności, pojawienie się faceta niczego nie zmieni.

A swoją drogą jak można mówić, że nie widzi się pozytywów własnego istnienia, PRZERAŻAJĄCE...ogarnij się i doceń to co masz, bo są zapewne tacy, którzy w połowie nie mają tego co Ty.

23

Odp: Samotność....

Ja jestem sama od 2 lat. Nie wiem czy z wyboru czy po prostu mam pecha. Możliwe, że po tym co przeżyłam, (choć uwierzcie staram się nie żyć przeszłością-choć sami wiecie, że to nie jest łatwe) nie potrafię już naprawdę kochać? Czuje , że ktoś zabrał mi serce i nie oddał, czuje, że nigdy go nie odzyskam. Mam 26 lat naprawdę przeszłam wiele, ciężkie dzieciństwo, nieuleczalna choroba ( neurofibromatoza typu NF1) 5letni toksyczny związek, zaręczyny, plany, burzliwe i bolesne rozstanie, później wiadomość o ciąży , poronienie. Boje się samotności ale boje się też zaufać. Samotność w tłumie.... ;-(

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » Samotność....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024