Witam! Mam wielkie obawy o bezpieczeństwo męża, który planuje sobie kupić motor. Co o tym myślicie? Czy któraś z kobiet też tak ma?
Rozumiem go w pewnym sensie, bo na motorze są inne wrażenia z podróżowania, natomiast niepokoi fakt ryzyka wypadku. I tu pojawiaja mi sie wątpliwości...
Hey !
Mój facet swego czasu mial motor i to nie taka zabawkę tylko prawdziwego ścigacza. Ile ja sie naprosiłam żeby sprzedał. Kazda minuta spóźnienia ja juz mialam wizje. Wiem jak wygląda jazda na ścigaczu , bylam na dwóch takich przejażdżkach to i tak myślę ze ze mna jeździł ostrożnie a kiedy sam wiadomo o co chodzi.
Nie chce Cie dołować, nie nie. To nic nie pomoże, kwestia czasu i zrozumialam ze on kocha to. Nie kazałam mu wybierac.
Minelo parę lat i co ? Minęło mu ta milość , sprzedał. Wiecej stal niż jeździł swego czasu.
Rozmowa byla ze jak będziemy miec dziecko to na 100 % sprzeda. Nie chce zostać wdowa z malym dzieckiem. Dziecka na razie nie mamy. Od czasu do czasu mówi ze kupi,zobaczymy.
Trochę spóznione to hobby, bo my mamy już 14 latka ![]()
Spóźnione ale byc moze zawsze chcial miec motor, a teraz finanse na to pozwalają.
Jak chce to kupi, zrzędzenie nic nie da.
Pojeździ miesiąc, postawi. Potem będzie przejażdżka raz do roku.Potem sprzeda.
Też tak miałem.
Wielka radość przy zakupie, jeszcze większa przy sprzedaży.
Motor to nie jest wcale takie życiowe marzenie męża od dziecka.
W czasie tych wakacji trochę się ekscytowaliśmy motocyklistami w górach, bo piękne były trasy do jazdy. Tak wkręcaliśmy się tym i żartowaliśmy, że w przyszłości kupimy sobie choppera i będziemy nim robić sobie wycieczki. Z inną parą nawet w żartach "uzgodniliśmy", że spotkamy się w tym samym miejscu. Fakt, nie jestem bez winy bo sama zachwycam się wyglądem i dzwiękami tych motorów
i mąż widzi tą moją reakcję, więc chyba teraz chce mi ty zaimponować.
Co prawda, nie kupi od razu takiej klasy motocykla, ale... zapowiedział że na wiosnę gdy sobie "coś" kupi to będzie tym codziennie dojeżdżał do pracy ponad 40 km. Najgorsze dla mnie jest to, że to duże miasto i nietrudno o kolizje. Niejednokrotnie byłam świadkiem jak motocykliści wymuszali pierwszeństwo, jechali z "prędkością światła", albo mieli wypadek... Ech.. i jeszcze do tego jego znajomi, którzy od dawna mają motory i jeżdżą nimi po Polsce i po świecie...
Trudne to jest dla mnie bo nie chcę zostać wdową przez moją zbytnią fascynację jazdą motorem i mam poczucie winy, że to ja spowodowałam takie zainteresowanie męża tym tematem. Nie wiem chyba będziemy rozmawiać o polisie na życie. ![]()
7 2014-11-06 22:16:03 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2014-11-06 22:31:45)
Mój małżonek jeździ na moto
Sama namówiłam go żeby zrealizował swoje młodzieńcze marzenie. Od 3 lat mamy suzuki bandit s ![]()
Czy się boję? Nie bardziej, niż gdy wychodzi rano do pracy, a moto zostaje w garażu. Radzę odrzucić stereotypowe myślenie o motocyklistach dawcach ![]()
Niech małżonek przyłoży się do wyboru motocykla i zainwestuje w kilka kursów doszkalających, mojemu bardzo to pomogło i naprawdę umie zachować zimną krew nawet w podbramkowych sytuacjach, przy czym jeżeli mąż jest rozsądnym kierowcą, to nie wydaje mi się żeby moto nagle odebrało mu mózg
(przynajmniej mojemu nie odebrało)
edit: a tak w ogóle, to jak mąż nie ma motoru we krwi, to szybko mu się odechce. Pamiętam pierwszy sezon mojego... pełen pasji miał dojeżdżać do pracy... jak go 5 razy w tygodniu zlało deszczem do samych majtek, to myślałam, że odpuści, ale nie... musiało go zlać 30 razy i dopiero podarował sobie jazdę na motorze do pracy
Mniej zapaleni odpuściliby po 2 razach ![]()
Ktoś Cię może nożem zaatakować na ulicy, albo potrącić na przejściu dla pieszych. Można całe życie jeździć motorem i nic. Życie nie dość, że jest nieprzewidywalne, to jeszcze stwarza ciągłe ryzyko śmierci. Ja bym się cieszyła, że facet zrealizował jakieś tam swoje marzenie. Ja sama jeżdżę konno i słyszę nierzadko, że to niebezpieczne itd. Jeżdżę ponad 7 lat i mam się dobrze.
Motocykl fajna sprawa, sama bym kiedyś chciała mieć.
Odkopie stary temat..... Autorko jak skończyła się sprawa? Mąż kupił motor? Żyje?
Mojemu pasja ukazała się kilka lat temu, jak kolega kupił motor... przed ślubem jakoś nie przejawiał zainteresowania... mamy nastoletnie dzieci, coś tam koło domu do wykończenia ale teraz On będzie się spełniał ... niech skończy to co zaczął zanim zacznie się realizować ... Myślę o jakimś zabezpieczeniu zanim rozpędzi się na dobre, nie wiem.. ubezpieczenie na życie? Testament? Doradzicie.... ![]()
Uff dobrze, że mój nie ma takich pomysłów bo bym osiwiała chyba
to już wolę jak siedzi w domu i gra sobie w te gry, przynajmniej się nie zabije przy tym:/
...no ... mój grał jakiś czas, chyba ma za mało adrenaliny juz... zeby była jasność - przed ślubem nie grał, nie marzył o motorze..
gra nadal, działka czeka.. ja już przestaję przypominać bo w sumie dom ogarnięty a działka jeść nie woła.. z tymże ja nie mam zamiaru ziemi zwozić podczas gdy tatko będzie się realizował, muszępilnować lekarzy dzieci i inne tego typu (starsze jest z niepełnosprawnością)...
także te gry to taki temat ..śliski... zależy od osobnika, mojemu już nie wystarczają chyba...