Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 49 ]

1 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-03 22:25:41)

Temat: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Witam, postaram się jak najdokładniej opisać swoją historię...
W marcu na pewnym portalu społecznościowym przez zupełny przypadek odnowiłem kontakt z rok młodszą znajomą z liceum. Zawsze podobała mi się, ale jak byłem jeszcze w liceum to nigdy nie wystarczyło odwagi by podejść i zacząć jakoś rozmowę.
Rozmawialiśmy bardzo dużo, mieliśmy ogrom różnych tematów, często do siebie dzwoniliśmy, rozmowy video przez internet, byliśmy cali sobą pochłonięci. Ona przedstawiła mi się samotnie wychowująca roczną córeczkę mama, którą zostawił mąż układający sobie teraz życie w innym mieście i z inną kobietą. Wspomniała też, że jest już po rozwodzie.
Ja pracuję za granicą w związku z tym spotkaliśmy się osobiście dopiero w następnym miesiącu i wszystko potoczyło się bardzo szybko. Pocałunki i to bardzo czułe i namiętne, później seks. Mimo tego, że do Polski mogłem przyjeżdżać najczęściej tylko na weekendy to i tak poświęcałem jej tyle czasu ile mogłem. Wspólne wyjazdy do kina, zjeść coś w innym mieście, spacery czy wyjazd na pewną fajną imprezę...
W międzyczasie u mojej dziewczyny (bo myślałem, że mogę ją tak nazywać) przytrafiało się dużo różnych zbiegów okoliczności, szczególnie jak byłem na urlopie w Polsce... wyjazd na pogrzeb kogoś z rodziny na drugi koniec Polski, choroba dziecka i wiele wiele innych, które jak potem okazały się kłamstwem.
Nie podejrzewałem niczego, bo jak się mówi, podstawa w związku to zaufanie u partnera.
Cała sytuacja trwała do połowy września, bo jak okazało się wcale nie była po rozwodzie, a miała męża, który tak samo jak ja pracował w Niemczech na rodzinę. Mąż stracił pracę, wrócił do Polski, odkrył, że kogoś ma i przyparł ją do muru by zadzwoniła do mnie a później sam przejął słuchawkę i rozmawiałem z nim na wiele różnych tematów. Cóż nie mieliśmy do siebie nawzajem pretensji (ja i mąż) bo oboje byliśmy tego nieświadomi, więc odbyło się bez wzajemnych bluzgów czy jakichś prób bójek.
Te wszystkie zmyślone historie okazały się kłamstwami, bo ona nie mogła się ze mną spotkać, gdy mąż był w Polsce. Kłamała nas obustronnie i jego i mnie.
Gdy to wszystko wyszło na jaw po szczerej (mam nadzieję) rozmowie z nią powiedziała mi, że chciała się już z nim rozstać, ale wyszło na jaw, że jest w ciąży i rodzina zmusiła ją do ślubu bo szkoda by dziecko urodziło się, gdy rodzice pozostają bez ślubu. Dodam, że on jest od niej prawie 10 lat starszy. Mówi, że go nie kocha, że kocha mnie, ale boi się rozstania z nim bo on zagroził, że nie pozwoli zabrać kiedyś tej malutkiej córeczki do Niemiec (co jest zrozumiałe) albo w ogóle postara się zabrać tą małą córeczkę z jej życia.
Po rozmowie z nim właściwie nic mu nie obiecywałem (że odwrócę się od niej, że dam za wygraną, otwarcie powiedziałem mu, że kocham jego żonę, że nie traktowałem jej w swoim życiu jako przygodę a jako prawdziwą partnerkę z którą chciałem ułożyć sobie życie... Powiedziałem tylko, że 3 osoby dorosłe w tym związku muszą znaleźć najlepsze wyjście dla tej małej córeczki.
Przez około miesiąc pozostawał bez pracy ściśle ją kontrolując, sprawdzając czy aby nie zostawiła sobie jakiejś furtki do mnie, tymczasem znowu wyjechał za granicę a nasz ( z nią ) kontakt odżył.
Rozmawiamy ze sobą dalej, spotkaliśmy się już po kryjomu. Ja wybaczyłem jej kłamstwa, bardzo ją kocham, jest to najlepsza kobieta (względem dopasowania do mnie) jaka stanęła w moim życiu na mojej drodze i strasznie boję się ją stracić. Daję jej do zrozumienia, że jeśli wybierze jego to ja to zaakceptuję, ale jeśli chciałaby kontynuować to co zaczęła, czyli zmianę życiowego partnera to zrobię wszystko by tak samo ona jak i jej młoda córeczka były szczęśliwe. Ona jeszcze się waha, bo jak twierdzi boi się zacząć z mężem temat rozwodu, bo jak twierdzi on jest dobrym człowiekiem, problemem jest tylko to, że nie jest z nim szczęśliwa i nic do niego nie czuje... Poza tym ostatnio ona daje mi do zrozumienia, że boi się, że ja tylko teraz tak mówię, a gdyby ta odpowiedzialność założenia rodziny nagle na mnie spadła to rozmyślę się i sobie odejdę... Daje mi też do zrozumienia, że jedyną stuprocentową gwarancją dla niej teraz będzie wspólne (nasze) dziecko.

Wyjaśniła mi, że kłamstwa były po to żeby mnie nie stracić, teraz ryzykuje już 3ci raz, bo za pierwszym razem mąż kazał to skończyć, za drugim razem do mnie zadzwonił, a teraz kazał jej już się więcej ze mną nie kontaktować... Tymczasem ona dalej ryzykuje i dalej podtrzymuje ze mną kontakt, oczywiście w mniejszym stopniu niż wcześniej, bo zięć kazał pod jego nieobecność pilnować jej nawet jej własnej matce... Co więcej prosiła bym obiecał jej, że nie dam znać jej mężowi o tym, że się kontaktujemy bo wcześniej on sam na takie "donoszenie" na nią do niego mnie namawiał z czym go spławiłem.

No właśnie i teraz rodzą się pytania, bo o ile jestem pewien, że jeśli będzie chciała zostać ze mną to dam sobie radę, mam stałą pracę, jestem pracowity, buduję sobie tutaj w Niemczech stabilną jeśli chodzi o finanse przyszłość, jestem pewien uczuć do niej, jestem pewien, że nigdy nie dam zrozumieć jej małej córeczce, że nie jest moją córką.  Gdy spotykamy się teraz to jesteśmy dla siebie bardzo czuli, namiętni... mamy dalej obopólną ochotę na seks, chociaż jeszcze się kochaliśmy...

Ale pytanie brzmi i teraz pytam się o to was drogie kobiety...

- Czy nie jest to tak, że ona boi się to ze mną skończyć? bo np. obawia się, że wtedy spróbuję rozbić jej małżeństwo?
- że może chce mi dawkować to cierpienie bo jestem w niej zakochany i stopniowo to kończyć?
- że jej i tak nawet przez myśl nie przejdzie żeby odejść od męża a chce mnie przy sobie zostawić bo potrzebuje uwagi ze strony dwóch mężczyzn?
- że przez pewien czas chce się ze mną spotykać i upewnić się co do moich uczuć ? wyczuć mnie czy mi zależy i czy za chwilę się nie rozmyślę? Bo decyzja z którym z nas ona będzie dalej żyć będzie wiążąca, będzie miała dużo skutków i raczej nieodwracalna, bo jeśli wybierze jego to ja zniknę już na zawsze z jej życia, jeśli wybierze mnie to nie wiem jak zachowa się dalej mąż....
- wiem, że dla młodej matki, która ma dziecko, to dziecko jest ważniejsze niż ona sama ( to znaczy że instynkt macierzyński u niej prawidłowo funkcjonuje ) i może to być tak, że ona boi się stracić źródła pieniędzy ze strony pracującego za granicą męża, bo nie jest pewna czy ja (choć deklaruję, że tak) przejmę obowiązki względem wspomagania jej finansowo.

Co mogłybyście mi doradzić w tej sytuacji ? Macie jakieś inne pomysły ? Czym ona teraz może się kierować? O co może jej chodzić? Co siedzi w jej psychice? Ona prosi mnie o czas do namysłu, ja choć staram się nie nalegać to tłumaczę jej to tak, że im szybciej podejmie decyzję tym lepiej bo wtedy ograniczy cierpienie dla jednego z nas, on ma nadzieję, że odbuduje związek, a ja mam nadzieję, że ona wybierze mnie.

Nie wiem ile czasu zajmie jej podjęcie decyzji o której mówi, prosiła mnie tylko by w przypadku negatywnej decyzji dla mnie, żebym nie podjął się próby kontaktowania z nim i powiedzenia mu, że nadal mieliśmy kontakt i nadal się spotykaliśmy... Ja nie chcę czekać jak sęp obserwujący potknięcia innych i nie chcę też później żyć ze świadomością, że nawet jeśli wybierze mnie po długim czasie to byłem towarem drugiej kategorii na zasadzie... "Spróbowałam z mężem - nie udało się, to idę do niego... do kochanka..."

Co zrobić?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Aleś Ty naiwny...

3

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Wiej tongue
Mówię jako kobieta.

4

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

NieZnamSiebie

Możesz rozwinąć swoją myśl?

5 Ostatnio edytowany przez Koczilla (2014-11-03 22:37:23)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....
on25kochanek napisał/a:

- Czy nie jest to tak, że ona boi się to ze mną skończyć? bo np. obawia się, że wtedy spróbuję rozbić jej małżeństwo?

Poniekąd. Konkretnie boi się - jak sądzę - że za trzecim razem mąż się już skutecznie zniecierpliwi i albo trzaśnie drzwiami, albo ją między oczy.

on25kochanek napisał/a:

- że może chce mi dawkować to cierpienie bo jestem w niej zakochany i stopniowo to kończyć?

Może grać na czas. Bo chce coś ugrać i wie, że może, bo jesteś w niej zakochany.

on25kochanek napisał/a:

- że jej i tak nawet przez myśl nie przejdzie żeby odejść od męża a chce mnie przy sobie zostawić bo potrzebuje uwagi ze strony dwóch mężczyzn?

Ależ skąd Ci to przyszło do głowy?

on25kochanek napisał/a:

- że przez pewien czas chce się ze mną spotykać i upewnić się co do moich uczuć ? wyczuć mnie czy mi zależy i czy za chwilę się nie rozmyślę? Bo decyzja z którym z nas ona będzie dalej żyć będzie wiążąca, będzie miała dużo skutków i raczej nieodwracalna, bo jeśli wybierze jego to ja zniknę już na zawsze z jej życia, jeśli wybierze mnie to nie wiem jak zachowa się dalej mąż....

To wszystko prawdopodobne, ale nie liczyłabym na jakieś przyszłościowe kombinacje z jej strony. Odnoszę wrażenie, że ona żyje z dnia na dzień.

on25kochanek napisał/a:

- wiem, że dla młodej matki, która ma dziecko, to dziecko jest ważniejsze niż ona sama ( to znaczy że instynkt macierzyński u niej prawidłowo funkcjonuje ) i może to być tak, że ona boi się stracić źródła pieniędzy ze strony pracującego za granicą męża, bo nie jest pewna czy ja (choć deklaruję, że tak) przejmę obowiązki względem wspomagania jej finansowo.

Wiem, że dla młodego mężczyzny miłość własna bywa ważniejsza niż zdrowy rozsądek, niż on sam (nie boisz się czasem, że mąż kochanki sprzeda Ci kosę?) ale jeśli naprawdę myślisz, że ona tylko ze strachu o dziecko jeszcze się z Tobą nie związała, to jej mąż jest rogaczem, a z Ciebie to po prostu jeleń.

on25kochanek napisał/a:

Czym ona teraz może się kierować? O co może jej chodzić? Co siedzi w jej psychice?

Przypuszczam, że tego nie wie nawet ona sama. Względnie kieruje się swym interesem. Może być psychopatką, a wtedy wszelkie próby wchodzenia w jej psychikę tracą sens.

on25kochanek napisał/a:

Co zrobić?

Może odwrotność tego wszystkiego, co zrobiłeś dotychczas? Skoro nie przyniosło efektu.

6

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Poczytaj sobie wątki kochanek, jeden jest na tapecie od niedawna.

Problem polega na tym, ze fiutello (tak jak kiedyś Elle ładnie to napisała) przejął kontrolę nad Twoim życie wink i głównie nim myślisz. Ale widzę, ze coś Ci się zaczyna nie składać, i dobrze kombinuj dalej wink.

7

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Odpowiem Ci jako facet.
Jeżeli wierzysz w to, że będąc z Tobą będzie się inaczej zachowywała, niż teraz w stosunku do swojego męża, to sądzę, że będąc w liceum byleś mądrzejszy...
No możesz jeszcze być z nią, ale w swoim domu przygotuj jedną, największą ścianę, na bogaty zestaw swojego poroża.

8

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

ona nawet nie bierze pod uwagę bycia z Tobą.Jesteś tym drugim,frajerem z doskoku i nigdy nikim innym nie będziesz.

9

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Ta kobieta powinna przede wszystkim odejść i od męża i od Ciebie, żeby zdecydować czego naprawdę chce. Ani Ty, ani on nie powinniście być kołem zapasowym w razie gdyby pierwsza opcja nie wypaliła.
Dopiero potem można coś sensownego zdziałać

10 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-11-04 08:34:29)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....
on25kochanek napisał/a:

Witam, postaram się jak najdokładniej opisać swoją historię...
W marcu na pewnym portalu społecznościowym przez zupełny przypadek odnowiłem kontakt z rok młodszą znajomą z liceum. Zawsze podobała mi się, ale jak byłem jeszcze w liceum to nigdy nie wystarczyło odwagi by podejść i zacząć jakoś rozmowę.
Rozmawialiśmy bardzo dużo, mieliśmy ogrom różnych tematów, często do siebie dzwoniliśmy, rozmowy video przez internet, byliśmy cali sobą pochłonięci. Ona przedstawiła mi się samotnie wychowująca roczną córeczkę mama, którą zostawił mąż układający sobie teraz życie w innym mieście i z inną kobietą. Wspomniała też, że jest już po rozwodzie.
Ja pracuję za granicą w związku z tym spotkaliśmy się osobiście dopiero w następnym miesiącu i wszystko potoczyło się bardzo szybko. Pocałunki i to bardzo czułe i namiętne, później seks. Mimo tego, że do Polski mogłem przyjeżdżać najczęściej tylko na weekendy to i tak poświęcałem jej tyle czasu ile mogłem. Wspólne wyjazdy do kina, zjeść coś w innym mieście, spacery czy wyjazd na pewną fajną imprezę...
W międzyczasie u mojej dziewczyny (bo myślałem, że mogę ją tak nazywać) przytrafiało się dużo różnych zbiegów okoliczności, szczególnie jak byłem na urlopie w Polsce... wyjazd na pogrzeb kogoś z rodziny na drugi koniec Polski, choroba dziecka i wiele wiele innych, które jak potem okazały się kłamstwem.
Nie podejrzewałem niczego, bo jak się mówi, podstawa w związku to zaufanie u partnera.
Cała sytuacja trwała do połowy września, bo jak okazało się wcale nie była po rozwodzie, a miała męża, który tak samo jak ja pracował w Niemczech na rodzinę. Mąż stracił pracę, wrócił do Polski, odkrył, że kogoś ma i przyparł ją do muru by zadzwoniła do mnie a później sam przejął słuchawkę i rozmawiałem z nim na wiele różnych tematów. Cóż nie mieliśmy do siebie nawzajem pretensji (ja i mąż) bo oboje byliśmy tego nieświadomi, więc odbyło się bez wzajemnych bluzgów czy jakichś prób bójek.
Te wszystkie zmyślone historie okazały się kłamstwami, bo ona nie mogła się ze mną spotkać, gdy mąż był w Polsce. Kłamała nas obustronnie i jego i mnie.
Gdy to wszystko wyszło na jaw po szczerej (mam nadzieję) rozmowie z nią powiedziała mi, że chciała się już z nim rozstać, ale wyszło na jaw, że jest w ciąży i rodzina zmusiła ją do ślubu bo szkoda by dziecko urodziło się, gdy rodzice pozostają bez ślubu. Dodam, że on jest od niej prawie 10 lat starszy. Mówi, że go nie kocha, że kocha mnie, ale boi się rozstania z nim bo on zagroził, że nie pozwoli zabrać kiedyś tej malutkiej córeczki do Niemiec (co jest zrozumiałe) albo w ogóle postara się zabrać tą małą córeczkę z jej życia.
Po rozmowie z nim właściwie nic mu nie obiecywałem (że odwrócę się od niej, że dam za wygraną, otwarcie powiedziałem mu, że kocham jego żonę, że nie traktowałem jej w swoim życiu jako przygodę a jako prawdziwą partnerkę z którą chciałem ułożyć sobie życie... Powiedziałem tylko, że 3 osoby dorosłe w tym związku muszą znaleźć najlepsze wyjście dla tej małej córeczki.
Przez około miesiąc pozostawał bez pracy ściśle ją kontrolując, sprawdzając czy aby nie zostawiła sobie jakiejś furtki do mnie, tymczasem znowu wyjechał za granicę a nasz ( z nią ) kontakt odżył.
Rozmawiamy ze sobą dalej, spotkaliśmy się już po kryjomu. Ja wybaczyłem jej kłamstwa, bardzo ją kocham, jest to najlepsza kobieta (względem dopasowania do mnie) jaka stanęła w moim życiu na mojej drodze i strasznie boję się ją stracić. Daję jej do zrozumienia, że jeśli wybierze jego to ja to zaakceptuję, ale jeśli chciałaby kontynuować to co zaczęła, czyli zmianę życiowego partnera to zrobię wszystko by tak samo ona jak i jej młoda córeczka były szczęśliwe. Ona jeszcze się waha, bo jak twierdzi boi się zacząć z mężem temat rozwodu, bo jak twierdzi on jest dobrym człowiekiem, problemem jest tylko to, że nie jest z nim szczęśliwa i nic do niego nie czuje... Poza tym ostatnio ona daje mi do zrozumienia, że boi się, że ja tylko teraz tak mówię, a gdyby ta odpowiedzialność założenia rodziny nagle na mnie spadła to rozmyślę się i sobie odejdę... Daje mi też do zrozumienia, że jedyną stuprocentową gwarancją dla niej teraz będzie wspólne (nasze) dziecko.

Wyjaśniła mi, że kłamstwa były po to żeby mnie nie stracić, teraz ryzykuje już 3ci raz, bo za pierwszym razem mąż kazał to skończyć, za drugim razem do mnie zadzwonił, a teraz kazał jej już się więcej ze mną nie kontaktować... Tymczasem ona dalej ryzykuje i dalej podtrzymuje ze mną kontakt, oczywiście w mniejszym stopniu niż wcześniej, bo zięć kazał pod jego nieobecność pilnować jej nawet jej własnej matce... Co więcej prosiła bym obiecał jej, że nie dam znać jej mężowi o tym, że się kontaktujemy bo wcześniej on sam na takie "donoszenie" na nią do niego mnie namawiał z czym go spławiłem.

No właśnie i teraz rodzą się pytania, bo o ile jestem pewien, że jeśli będzie chciała zostać ze mną to dam sobie radę, mam stałą pracę, jestem pracowity, buduję sobie tutaj w Niemczech stabilną jeśli chodzi o finanse przyszłość, jestem pewien uczuć do niej, jestem pewien, że nigdy nie dam zrozumieć jej małej córeczce, że nie jest moją córką.  Gdy spotykamy się teraz to jesteśmy dla siebie bardzo czuli, namiętni... mamy dalej obopólną ochotę na seks, chociaż jeszcze się kochaliśmy...

Ale pytanie brzmi i teraz pytam się o to was drogie kobiety...

- Czy nie jest to tak, że ona boi się to ze mną skończyć? bo np. obawia się, że wtedy spróbuję rozbić jej małżeństwo?
- że może chce mi dawkować to cierpienie bo jestem w niej zakochany i stopniowo to kończyć?
- że jej i tak nawet przez myśl nie przejdzie żeby odejść od męża a chce mnie przy sobie zostawić bo potrzebuje uwagi ze strony dwóch mężczyzn?
- że przez pewien czas chce się ze mną spotykać i upewnić się co do moich uczuć ? wyczuć mnie czy mi zależy i czy za chwilę się nie rozmyślę? Bo decyzja z którym z nas ona będzie dalej żyć będzie wiążąca, będzie miała dużo skutków i raczej nieodwracalna, bo jeśli wybierze jego to ja zniknę już na zawsze z jej życia, jeśli wybierze mnie to nie wiem jak zachowa się dalej mąż....
- wiem, że dla młodej matki, która ma dziecko, to dziecko jest ważniejsze niż ona sama ( to znaczy że instynkt macierzyński u niej prawidłowo funkcjonuje ) i może to być tak, że ona boi się stracić źródła pieniędzy ze strony pracującego za granicą męża, bo nie jest pewna czy ja (choć deklaruję, że tak) przejmę obowiązki względem wspomagania jej finansowo.

Co mogłybyście mi doradzić w tej sytuacji ? Macie jakieś inne pomysły ? Czym ona teraz może się kierować? O co może jej chodzić? Co siedzi w jej psychice? Ona prosi mnie o czas do namysłu, ja choć staram się nie nalegać to tłumaczę jej to tak, że im szybciej podejmie decyzję tym lepiej bo wtedy ograniczy cierpienie dla jednego z nas, on ma nadzieję, że odbuduje związek, a ja mam nadzieję, że ona wybierze mnie.

Nie wiem ile czasu zajmie jej podjęcie decyzji o której mówi, prosiła mnie tylko by w przypadku negatywnej decyzji dla mnie, żebym nie podjął się próby kontaktowania z nim i powiedzenia mu, że nadal mieliśmy kontakt i nadal się spotykaliśmy... Ja nie chcę czekać jak sęp obserwujący potknięcia innych i nie chcę też później żyć ze świadomością, że nawet jeśli wybierze mnie po długim czasie to byłem towarem drugiej kategorii na zasadzie... "Spróbowałam z mężem - nie udało się, to idę do niego... do kochanka..."

Co zrobić?

przestać być kolejnym szajsbukowym  naiwniakiem,otworz szeroko oczy na to co się dzieje ,bo nie rozumiem jak możesz nie widzieć swojej sytuacji,bzykasz KŁAMCZUCHE ,zone innego gościa,w dodatku z malym  dzieckiem,co ty sobie myślisz ,ze jak ona znudzona mezem poszla z pierwszym lepszym się gzic ,to jak ty będziesz na nia w tych swoich Niemczech zaiwaniała ,to tobie będzie wierna,o swieta naiwności............

taki duzy ,a taki głupi,z kurew...wa się nie leczy ,ona taka będzie,jeczy ,oklamuje męza ,nawet teraz,sypiajac z toba,jakies ukradkowe spotkania,jakies kłamstwa,cudze diecko,pomysl ,po co ci to ,po co ci ktoś taki.........
nie rozumiem czego ty oczekujesz,ze jak będzie z toba to się nagle przemieni w wierna Penelope...nie ,nie ,nie......ona uczepi się ciebie jak małpa liany,bo jak straci meza to na tobie będzie pasozytowac

jeden i drugi powinniscie to kopnac w zad a nie ciackac się jak ze zgniłym jajem,ty to ty ale ten maz to dopiero idiota,baba mu się szmaci a on na nia jeszcze pracuje,ale jazda

11 Ostatnio edytowany przez Aeryn (2014-11-04 09:13:05)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Od takiej kobiety uciekałabym i to szybko. Jeśli jej mąż - jak sama mówi - jest dobrym człowiekiem i mimo to go zdradza, to Ty masz duże szanse być kolejnym dobrym człowiekiem, którego będzie zdradzać...

12

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Jedynym dowodem jej milosci bedzie jej decyzja a dla Ciebie wyklarowanie sytuacji. Woz albo przewoz i tyle w temacie. Wiem ze ta sytuacja Ci nie odpowiada a nie wymagajac decyzji od kobiety po prostu moze sie ciagnac w nieszkonczonosc az sie wypali.

13 Ostatnio edytowany przez AlicjaL (2014-11-04 15:07:43)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Moja rada uciekaj... Męża zdradza to i Ciebie w końcu będzie. Zabezpieczeniem ma być kolejna ciąża? Ona jest niepoważna widać... wygodna bo siedzi w domku z dzieckiem a mąż na nią robi. Dojdzie do tego, że będzie żyła z alimentów od obecnego męża i z drugich od Ciebie jak zmajstrujesz dziecko. Ale rób jak uważasz. Skoro jesteś w porządku facetem to stać Cię chyba na jakąś "normalną" kobietę.

14

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Okłamuje jednego i drugiego. To znaczy Ty jesteś tym drugim, a może i kolejnym, albo kolejny będzie. "Dopasowana do ciebie" - ale że w sensie seksualnym, tak? Przecież to nie wszystko! Zbudź się!

15 Ostatnio edytowany przez MamaMamusia (2014-11-04 16:51:37)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....
on25kochanek napisał/a:

- wiem, że dla młodej matki, która ma dziecko, to dziecko jest ważniejsze niż ona sama ( to znaczy że instynkt macierzyński u niej prawidłowo funkcjonuje ) i może to być tak, że ona boi się stracić źródła pieniędzy ze strony pracującego za granicą męża, bo nie jest pewna czy ja (choć deklaruję, że tak) przejmę obowiązki względem wspomagania jej finansowo.

Dla większości  matek dziecko jest najwazniejsze, ale na pewno nie dla bohaterki wątku

Nie, jej instynkt macierzyński nie funkcjonuje prawidłowo

Tak, źródło pieniędzy, to jest jej podstawowe kryterium. Mąż sprawdził się na tym polu doskonale. Co do możliwości twojego portfela jeszcze nie jest do końca przekonana, stąd jej pełne niesłychanego rozdarcia i cierpienia wahania. Czekajcie więc panowie cierpliwie na decyzję.

aaa....tuż obok jest wątek, w którym mężczyzna opowiada jak podczas rozwodu wywalczył prawo do opieki nad dzieckiem i córka została z nim a nie z matką. Mamusia też miała romantycznego kochanka i też lawirowała rozdarta. Facet pokazał jak się załatwia takie sprawy. Może pokaż ten wątek swojej księżniczce, zobaczymy co jej instynkt na to

16

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

- Czy nie jest to tak, że ona boi się to ze mną skończyć? bo np. obawia się, że wtedy spróbuję rozbić jej małżeństwo?
Skoro mąż już o Tobie wie, to raczej nie.

- że może chce mi dawkować to cierpienie bo jestem w niej zakochany i stopniowo to kończyć?
Skoro jest w stanie zdradzać męża, to nie sądzę, że byłaby wrażliwa na uczucia kochanka, jeśli by jej nie zależało.

- że jej i tak nawet przez myśl nie przejdzie żeby odejść od męża a chce mnie przy sobie zostawić bo potrzebuje uwagi ze strony dwóch mężczyzn?
Bardzo prawdopodobne.

- że przez pewien czas chce się ze mną spotykać i upewnić się co do moich uczuć ? wyczuć mnie czy mi zależy i czy za chwilę się nie rozmyślę? Bo decyzja z którym z nas ona będzie dalej żyć będzie wiążąca, będzie miała dużo skutków i raczej nieodwracalna, bo jeśli wybierze jego to ja zniknę już na zawsze z jej życia, jeśli wybierze mnie to nie wiem jak zachowa się dalej mąż....
Może, ale to znaczy, że jest tchórzem i nie ma szacunku ani do Ciebie, ani do męża.

- wiem, że dla młodej matki, która ma dziecko, to dziecko jest ważniejsze niż ona sama ( to znaczy że instynkt macierzyński u niej prawidłowo funkcjonuje ) i może to być tak, że ona boi się stracić źródła pieniędzy ze strony pracującego za granicą męża, bo nie jest pewna czy ja (choć deklaruję, że tak) przejmę obowiązki względem wspomagania jej finansowo.
A o alimentach nie słyszała? Natomiast sytuacja finansowa owszem, może mieć jakiś wpływ.

Co zrobić?
Zażądać od niej deklaracji. Natychmiast. Bez odwlekania. Trochę godności. wink

17

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Daj sobie z nią spokój.
Niech sobie siedzi sama, mąż frajer, że daje się pomiatać. Ty drugi, jako przyszły jeleń. Na początku będzie super aż się znowu odezwie w niej pociąg do innych.
Dobre sobie "Dobry człowiek ale go ona nie kocha". A ciebie kocha, wątpie, tylko chce kasy.

18 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-22 23:14:54)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Długo mnie nie było w związku z tym nic tutaj nie pisałem. No cóż sytuacja sama się wyklarowała, w sensie, popisaliśmy trochę, to przez maila, to na skype, spotkaliśmy się porozmawiać (w sensie ja byłem nastawiony na rozmowę, ona chciała czegoś więcej) no i cóż i znowu dała się przyłapać.
Cóż, nie odzywa się od ponad dwóch tygodni, za to miałem znowu rozmowę telefoniczną z mężem. W sumie to podziwiam jego opanowanie, bo mi na jego miejscu nie wiem czy wystarczyłoby tego opanowania względem żony. Mąż znowu poprosił mnie o informację, gdyby znowu coś do mnie napisała - chyba zaczyna też wątpić tak jak i ja zwątpiłem. Rozmowa była kulturalna (prócz kilku smsów zaraz po tym na gorąco, ale sam później powiedział, że emocje bo myślał, że mieszam ja, tymczasem dalej mieszała jego żona).
Z mojej strony wszystko było na zasadzie, że jeśli chce to może zmienić swoje życie, zakończyć etap A a zacząć etap B - pod warunkiem, że chce - ja do niczego nikogo ani nie zmuszałem ani nie oczekiwałem. Zwyczajnie powiedziałem co mam do zaoferowania, potwierdziłem prawdziwość swoich uczuć i powiedziałem, że życie to sztuka wyboru, albo jeden albo drugi, bo żyjemy w takim miejscu na świecie, gdzie nie ma miejsca na poligamię. Nie deklasowałem przy tym "wroga" w osobie męża, bo on może jej zaoferować dokładnie to samo co ja, nikt nie jest tutaj ani lepszy ani gorszy.
Będę teraz na urlopie w Polsce w grudniu i ja i mąż chcemy się spotkać, pod jednym warunkiem, że w trójkę, w sumie to mógłbym już to zostawić jak jest i się odłączyć bo dalsze brnięcie w to powoduje coraz więcej problemów ale zwyczajnie ciekaw jestem konfrontacji jej przy nas dwóch naraz bo wtedy nie będzie już miejsca na wygodne historie dla mnie sam na sam i wygodne historie dla męża sam na sam.
Czego spodziewam się, że usłyszę na tym spotkaniu ? Ano pewnie tego, że byłem błędem, zauroczeniem, że uczucia do mnie nigdy nie było, że była zagubiona (no tak przecież lepiej przenieść swoje własne zagubienie z siebie na kogoś innego smile - niech ktoś inny ma z sobą samym problemy, że wybiera jego i inne wyświechtane frazesy, których właściwie jestem już pewien teraz bez konieczności spotkania.

Ostatni mail jaki od niej dostałem brzmiał dokładnie tak :

"A ja będę Twym aniolem Twa radością smutkiem żalem będę gwiazdą na Twym niebie będę zawsze obok Ciebie :* "

Mąż wszedł w posiadanie archiwum do skype, gdzie jego luba pisała do mnie rzeczy takie jak :
- ja dopiero wiem co to znaczy słowo Kocham Cię przy Tobie
- kiedyś kupiliśmy próbne srebrne obrączki ze srebra - szkoda, że to nie były ostatnie...
- chciałam zajść z Tobą w ciążę kochając się bez zabezpieczenia bo wtedy odszedłby sam
- chcę żebyś Ty był tym pierwszym i jedynym
- mój kochany... właśnie głaszczę monitor patrząc na Ciebie

Szczerze powiem, że mi to by już wystarczyło, żeby stwierdził, że ożeniłem się z niewłaściwą osobą.

Jakie nauczki z tego dla mnie na przyszłość ?
Że będę się bał komuś zaufać, będę przesadnie zazdrosny, dociekliwy....

Co mnie najbardziej boli ?
Przedmiotowe traktowanie innego człowieka (czyli w tej sytuacji mnie) bo jeśli wie się, że nie można / nie chce się zaoferować więcej niż romans (będąc tego świadomym od początku do końca) to po jaką cholerę zaprasza się kogoś do swojego życia? Myślę, że ta kobieta nie kocha nikogo, ani męża ani mnie, liczy się tylko to co czuje ona i to co jest teraz... Konsekwencje? Jakie konsekwencje... mężowi sugeruje, że zmuszałem / poganiałem / nakłaniałem* (niepotrzebne skreślić) ją do rozwodu... rozumiem, że pozew w sądzie też mógłbym za nią złożyć ?

Bardzo nieodpowiedzialne zachowanie... nie wiem co złego w życiu zrobiłem, żeby mnie takie coś w życiu spotkało. Intencje miałem dobre, ale tak już wychodzi kiedy ja słyszę inne słodkie kłamstwa w oczy i inne słyszy mąż, zamiast zdecydować i podjąć decyzję to sytuacja eskaluje do momentu, że ja z mężem mamy sobie to wyjaśniać w rozmowie... to co namieszała "biedna i zagubiona istota". Skrót tego co mi mówiła mógłbym oznajmić tak : mąż to przeszkoda do naszego wspólnego szczęścia.

Czego się boję?
Ano tego, że to za jakiś czas wróci.... Bo kiedy zaczął się ten półroczny romans byli raptem nieco ponad rok małżeństwem. Oczywiście nie jestem wyrocznią i nie znam przyszłości, ale mimo naprawdę szczerych prób męża do ratowania tego i być może pełnego zaangażowania jej teraz w to (choć w szczere intencje nie wierzę bo niezła z niej aktorka) to pozwala mi to przypuszczać, że to i tak się rozsypie... Kogo ze znajomych bym się nie zapytał o radę to każdy mówi mi to samo, że to nie ma prawa się im udać... ona próbuje zamieść to pod dywan, on wraca - wypomina...

Każdy ze znajomych dodaje też to, że to kwestia czasu kiedy rozdzwoni telefon, czy moja skrzynka email pokaże nową wiadomość.... od niej właśnie... że wtedy będę jej pierwszym celem i będzie szukać mnie każdym dostępnym sposobem.

Nie będę na nikogo czekać, będę dalej żyć własnym życiem, co ma być to będzie... ja tutaj od początku do końca nie byłem w stanie zmienić absolutnie niczego.

Co ja tym zyskałem?
Absolutnie nic, wyrwane 9 miesięcy z życia, starania by zbudować coś czego nie mogłem nawet zacząć budować, poczucie porzucenia i zdradzenia, zażenowanie tym, że dałem się tyle razy okłamać i manipulować, ciężko mi się po tym pozbierać i zacząć jakieś nowe relacje z kimś innym (chociaż jest już jedna zainteresowana smile ), zostałem "kochankiem" chociaż całe życie nie myślałem nawet że można nim być nieświadomie.... i zacząłem palić papierosy....

Nie zazdroszczę sobie swojej sytuacji, ale jemu też nie zazdroszczę...
Smutna historia bez happy endu dla nikogo.
Czy mógłbym tutaj coś jeszcze namieszać na zasadzie zemsty? Pewnie tak, może udałoby mi się przeciąć ostatnią nitkę na której to wisi.... i wtedy byłaby sama... pytanie tylko czy ktoś kto kieruje się w życiu rewanżem i zemstą będzie kiedyś szczęśliwy? Nie będzie...

19 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-22 23:17:47)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

No, wreszcie jakieś sensowne wnioski i prawie sam do nich doszedłeś wink


Tylko jedno pytanie na koniec..

Po takim tekście:

"A ja będę Twym aniolem Twa radością smutkiem żalem będę gwiazdą na Twym niebie będę zawsze obok Ciebie :*"

..nie miałeś problemów z potencją?
Mnie by do kostek opadł.

Skąd Ty ją wytrzasnął?
"Mistrza i Małgorzaty" pewnie nie czyta..

20 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-22 23:26:41)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

W sumie to przypadek... odnowiona znajomość na "cześć" z liceum, po kilku latach na facebooku. Rozmowa, rozmowa, coraz śmielsza rozmowa, spotkanie i tak się potoczyło.

Nie wiem czy sam bym chciał z nią być, nie wiem czy mąż po jakimś czasie też jej nie zostawi. Zasugerował mi w rozmowie, że skoro jesteśmy facetami to powinniśmy się dogadać, bo bardziej wierzy mi niż jej, że zupełnie nie wie na czym "stoi".

A co do do problemów z potencją... póki co nie chcę o tym rozmawiać. Sex to ostatnia rzecz której bym teraz potrzebował i o której myślał...Wstyd mi trochę, że choć nieświadomie to jednak "obracałem" mężatkę. Nawet na ostatnim "spotkaniu" chciałem tylko rozmawiać, max przytulić, a ta dążyła do czegoś więcej... gdy zapytałem się po co, to powiedziała, że 'bardzo by się ucieszyła".

Kto ją zrozumie...

21

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Klasyczny wściek macicy.
Mąż pewnie nie daje po ostatnich rewelacjach. Bidulka..

22

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Tego nie wiem, staram się codziennie coraz mniej o niej myśleć, wiadomo z różnym skutkiem, raz jest lepiej raz gorzej.

O seksie z mojej strony nawet nie było mowy już gdy to się wydało, bo wyznaję zasadę, że albo jestem ja albo inny, źle bym się czuł, ze świadomością, że nie jestem tym jedynym. Sam nigdy nie zdradziłem i nie chcę być zdradzany. Dla mnie zdrada w takiej formie (półroczny romans z zaangażowaniem emocjonalnym, fizycznym i takimi rewelacjami na temat męża z jej strony) to definitywny koniec - bo co tu wyjaśniać?

23

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Nie zazdroszczę Ci, On25, ale najlepszym wyjściem będzie, według mnie, byś zrezygnował z tego spotkania.
Bo co ono Ci da?
Zrobisz interes życia?
Jej mąż ma chyba wystarczająco dużo podstaw i dowodów, by uznać swoją żonę za puszczalską?
Nie masz też żadnej pewności, co faktycznie może się kryć za tym "zaproszeniem". Niektórzy ludzie są niebezpiecznie nieprzewidywalni, uwierz mi.
A ją postaraj się wyrzucić z głowy. To trudne, ale inaczej chyba się nie da.

Pozdrawiam.

24 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-23 00:43:48)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Myślę, że spotkanie w jakimś normalnym miejscu, gdzie będą inni ludzie w centrum miasta nie będzie złym pomysłem. Mi też się nie uśmiecha tłumaczyć się teraz za wywijasy tej dziewczyny, bo i co mi po tym? Ale przynajmniej chciałbym w końcu usłyszeć tą pieprzoną prawdę bo w 6 oczu już nie będzie miejsca na kłamstwa.  Prawda pozwoliłaby mi zapomnieć na zasadzie uświadomienia sobie, że to zwyczajnie nie jest kobieta godna tego przez co ja muszę teraz przechodzić.

A gdy stawiam się na miejscu męża to nie zazdroszczę, to fakt, ale gdyby mnie zdradziła żona, to czy jej kochanek (tym bardziej wprowadzony nieświadomie) mi coś kiedyś obiecywał? przysięgał?

25

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Strasznie ci musiała w głowie zawrócić, że aż musisz ją sobie obrzydzić tym spotkaniem.
Tak jakbyś nie wierzył dalej, że to prawda.

26 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-23 01:08:16)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Stety lub niestety - tak zawróciła. O ile na początku mi się jakoś nawet tak mocno nie podobała, to później przez gesty, uśmiechy, spotkania zakochiwałem się krok po kroku mocniej i mocniej. Kupowała mi tyle samo prezentów ile ja jej - w związku z tym aspekt finansowy znajomości ze mną bym wykreślił. Gdy wyjeżdżałem do pracy to zawsze coś przygotowała, ot co pierwszy raz w życiu poczułem się komuś (prócz mamy) potrzebny. Spadłem z nieba do piekła, myślałem, że mam wszystko, teraz czuję się jakbym nie miał nic.

Zawsze chciała przed samym spotkaniem się spotkać, nawet pomilczeć czy się przytulić.... Nie miałem szczęścia do kobiet - teraz też nie mam. A dotyka mnie to bardziej jeszcze bo do pracy do Niemiec wyjechałem sam bez rodziny. Chciałem by ona była moją rodziną, fakt współwychowywania jej małej córeczki mi nie przeszkadzał. Wiedziałem, że skończą się teraz zabawki w stylu nowsze auto, nowszy telefon czy inne duperele bo pieniądze będą potrzebne na inne rzeczy (wynajem lepszego - większego mieszkania), utrzymanie już nie 1 a 3 osób...

Teraz mi ciężko bo ktoś przejechał walcem po moich dobrych uczuciach ( i zresztą nie tylko moich - jego też mi autentycznie szkoda).
Moje "destrukcyjne" działanie na ich związek to było raptem dążenie by ta decyzja pojawiła się szybciej niż później i to tylko tyle... wiedziałem, że niezależnie od sytuacji szkoda jednego albo drugiego. Nie chciałem się z nią spotykać w nieskończoność po kryjomu, bo co to za życie, ja nie mam 17 lat, żeby spotykać się z dziewczyną po kryjomu bo jej rodzice np. nie pozwalają.
A jak jeszcze ją pośpieszałem, że weź się w końcu zdecyduj to się obrażała na mnie. A przedstawiłem prosty schemat : sytuacja szybsza i łatwiejsza, zostajesz z mężem - mówisz mi to, ja odchodzę z klasą bez rewanżu i tak dalej, pozwól mi zwyczajnie odejść, odpowiedź : boję się, że Cię bezpowrotnie stracę, schemat drugi : jeśli chcesz coś zmienić w swoim życiu to niestety ale musisz się wziąć za robotę, wraz z czasem będzie gorzej i gorzej, a po co ciągnąć to w nieskończoność?

Z racji tego, że jest w "formalnym" już związku bo takim trzeba określić małżeństwo to niestety, ale jeśli chce się zmienić partnera w środku stoi takie słowo jak rozwód - wiem to słowo ma brzydki wydźwięk (nie po to bierze się ślub, żeby później się rozwodzić), ale to jest konieczne, odpowiedź : Nie chcę póki co o tym myśleć. W kółko koło macieja.

27

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Ile Ty masz lat ? Ona tobą manipuluje . Finanse teź ma , bo jej mąź teź pracuje w Niemczech . Nie trać czasu na kobiety zajęte . Napisz z jakiego miasta jesteś .

28

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

A jak jeszcze ją pośpieszałem, że weź się w końcu zdecyduj to się obrażała na mnie. (...)odpowiedź : Nie chcę póki co o tym myśleć. ,

Klasyczna gra na czas. Czekała aż jej przejdzie na Ciebie "chcica", mówiąc brzydko i znów zobaczy faceta w swoim mężu, jak kiedyś.
A że żadnego z was nie kocha.. szał macicy rządzi się swoimi prawami. wink

Kobita nigdy nie dojrzała do tego by rozróżnić miłość od kisielu w majtkach, a raczej nigdy nie transformowała z nikim od pożądania do miłości.
Dla niej koniec tego pierwszego = koniec love

I tak będzie do starości, chyba że jakimś cudem trafi na psychoterapię.
Ale prawdopodobieństwo trafienia 6 w totka chyba znasz wink

29 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-23 01:47:53)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Lat mam 25, z jakiego miasta jestem nie napiszę, z powodów chyba oczywistych, szanuję ich i swoją prywatność. Zresztą co to zmienia z jakiego miasta jestem? To się mogło równie dobrze przydarzyć komuś bez względu na miejsce zamieszkania. Poza tym internet wcale nie jest taki anonimowy jak się wydaje smile

Nie trać czasu na kobiety zajęte.
Przecież, gdybym od początku wiedział, że jest zajęta to bym ją sam skierował z powrotem do auta którym przyjechała i powiedział "Aufwiedersehen". Do tego nawigację nastawił na cel : MĄŻ.
Ja nie szukam i nie mam czasu na kochanki (zresztą by mieć kochankę trzeba mieć też tą kobietę nr 1, czyż nie?) ja szukam dziewczyny, którą wystarczająco poznam, później kupię jej fajny pierścionek w zgodzie z zasadą, że za jedną całą wypłatę a później z nią założę rodzinę, czy to aż tak dużo?
Z czasem się zaangażowałem co w połączeniu z bajkami jaka to ona nieszczęśliwa i tak dalej schowałem swoją dumę głęboko do kieszeni i zaproponowałem, że mogę być "czymś" w rodzaju opcji bezpieczeństwa. Jeśli nie wyjdzie wam, lub Ty nie będziesz chciała być czy on nie będzie chciał być z Tobą - to nie odwrócę się - pomogę - zostałem wychowany tak, że pomaga się, kiedy ktoś potrzebuje pomocy (a czułem się wspólwinien bo narozrabiała poniekąd przeze mnie). Nikt nie znał też reakcji męża, chyba ona sama nawet przypuszczała, że szybko się zdenerwuje i wyprowadzi, ale jednak okazało się, że on musi mieć naprawdę dobre serce (lub też coś za uszami) że szybko darował zdradę.

Koniec końców na nikogo nie naciskałem w kwestii samego rozwodu, żeby go brać, mówiłem tylko, że decyzja im szybciej podjęta tym lepiej, bo to zaoszczędzi nerwów osób w to zamieszanych. Mówiłem, że pomogę by to szybciej skończyć  jeśli będzie chciała się rozwieść - obiecywałem pełną pomoc - więc w domyśle nawet pieniądze... bogaty nie jestem, na to co mam muszę zapracować sobie sam - pieniędzy z drzew nie zrywam ani nie dostaję od mamy, ale jeśli kobieta (już nie ważne ta czy inna) stanęła by przede mną i powiedziała, że brakuje jej pieniędzy na to by wziąć rozwód to pewnie bym jej te pieniądze zwyczajnie dał... jeśli od tego miałoby zależeć moje i jej szczęście...Zaznaczałem kilkakrotnie, żeby od razu wykluczyła mnie ze spraw związanych z córką, bo ja do ich córki nie mam nic, i nie będę nawet chcieć o niczym decydować bo to nie jest dziecko ze mną powiązane, ona zapytała się mnie czy będę ją (córkę) w stanie "prawdziwie pokochać"... Odpowiedziałem, że jeśli miałaby odejść to będę traktować córeczkę tak by nigdy nie poczuła się przez to źle... Swoją drogą współwychowywanie nieswojego dziecka jest trudniejszą sztuką i to dużo niż własnego, bo trzeba umieć balansować tak żeby a) nie krzywdzić dziecka by poczuło się kiedyś źle, b) nie krzywdzić biologicznego rodzica, że zabiega się na jego własne dziecko by ono uznawało ojczyma za tego lepszego...
Myślę, że jej nawet przez myśl nie przeszło odejść od męża, sytuację chciała wyciszyć by po jakimś czasie znowu się ze mną spotykać - ja jej to od razu określiłem, że jeśli już to TYLKO rozmowa, żadnych zbliżeń, nie w takim układzie. Oczywiście na spotkaniu tym ostatnim chciałem podejść i co najwyżej ją przytulić, ta zaczęła mnie obejmować, całować, popchnęła mnie na samochód mówiąc na ucho : pragnę Cię... Nie wiem czemu interesują się mną mężatki (ostatnio koleżanka dobrego kolegi wyznała mi, że powiedziała do swojego męża a mojego kolegi, że gdyby miała możliwość to by się ze mną przespała, teraz w dodatku zaprasza mnie na sylwestra....)

Czy ja nie zasługuję na MOJĄ i TYLKO MOJĄ dziewczynę?

Muszę zmienić chyba numery telefonów i adres email, bo jeśli za rok znowu się odezwie z tekstem w stylu "nie udało się nam" to znowu jak ostatni głupiec będę czuć "poczucie obowiązku" bo przecież narozrabiała w związku ze mną.... Zostałem zbyt miękko wychowany przez mamę (może dlatego, że całe życie bez ojca - rozwód jak się urodziłem...)

30

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

To kłamczucha i manipulantka , mąź zapracowany poza domem , a źona nie wierna .

31

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

kochanek
poczytaj sobie wątki kochanek, typu Antastazja, to chyba ten sam mechanizm u Ciebie.

32 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-23 02:09:22)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

No tak, wiem już bo czytałem mechanizm osoby która musi mieć zainteresowanie ze strony dwóch innych osób jednocześnie. Nie zrezygnuje z jednego ani też z drugiego. Na zasadzie wróbla w garści i kanarka na dachu NARAZ.
O mechanizmach zdrady, jak powstaje, czy jest wybaczalna, czy życiu po zdradzie naczytałem się już tyle, że mógłbym napisać jakiś elaborat...
Sam dochodzę do wniosku, że gdyby mnie zdradziła żona po przysiędze... to usiadłbym z nią do poważnej rozmowy i zapytał się czego chce, i jeśli chce kochanka to droga wolna. Nie zostawałbym ze względu na dziecko / dzieci. Nie ma sensu się męczyć pół życia i nie znać osoby która wspólnie ze mną leży w łóżku...
Już widzę swoją panikę, związaną z każdym telefonem / sms.... keylogger na komputerze i pluskwa gps w aucie... po co mi to. Dla mnie zdrada = złamanie pewnych nieprzekraczalnych zasad = bye bye.

Przez niekończące się kłamstwa w tej sytuacji ta przybrała już rozmiar absurdu... w pewnym momencie nikt nic nie wiedział...
a) mąż przypuszczał, że ona ze mną spiskuje przeciwko niemu
b) ona przypuszczała, że ja z mężem spiskuję przeciwko niej
c) ja przypuszczałem, że ona z mężem spiskują przeciwko mnie....

Wystarczyło jawnie na początku określić swoje uczucia. Nikt nie powie mi, że mąż zatrzyma żonę, która chce odejść, albo że "kochanek" wyrwie z relacji małżeńskiej kobietę która z mężem chce zostać...

33

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Ale co planujesz?
Drążysz temat.. Naczytałeś się, ale jakie są Twoje wnioski? Jaka decyzja?

Sprawiasz wrażenie inteligentnego faceta, więc co dalej?

34 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-23 02:36:49)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Co dalej, w tym sęk, że ja nie wiem, co dalej. To znaczy wiem co dalej z mojej strony, że żadnego nawet najmniejszego przejawu destrukcyjnej mojej działalności nie będzie, nie będę pisać, dzwonić, czy starać się przypadkiem gdzieś spotkać. Ile razy można być traktowany przez kogoś jak zgniłe jajko co się znudziło, czy pies który przestał spełniać swoją rolę i po tym, gdy się znudził to właściciel zostawia go w lesie, gdy jedzie na wakacje...

Dla niej skończyć układ ze mną to napisać kilka linijek na FB, usunąć z FB czy Skype, ale jak sytuacja lekko przycichnie to znowu dodać i znowu pisać... na co komu taka gra?

Ja wiem, że jej mąż, to już pewnie zawsze będzie miał do mnie urazę, że to akurat ja się pojawiłem, on wie, że ja też nie wiedziałem, o tym, że ona ma męża. Ale taki uraz zostaje, wiem, bo sam też jestem facetem...  Fakt, że jak z nim rozmawiam przez telefon to jest spokojny i ja też, że zwyczajnie dąży tak samo jak ja by to zakończyć, normalnie zakończyć, tak by każdy powiedział co ma do powiedzenia i być fair na koniec, z uwzględnieniem uczuć wszystkich osób. Już mamy to uzgodnione, że albo spotkanie w 3jkę albo wcale. Bo co to za sens że tylko ja z nim? My dwaj będziemy mówić jak było, a ona będzie kłamać nadal i to konfrontowanie w stylu : kto, co, z kim, gdzie, dlaczego powiedział nie skończy się nigdy.
Ja sam jestem ciekaw jak bardzo negatywnie zmieni się ta dziewczyna względem mnie po raptem niecałych dwóch miesiącach... jak bardzo będzie podporządkowana mężowi, żeby tylko nie stracić obu naraz będąc już w podbramkowej sytuacji do której sama doprowadziła... on też jest tego ciekaw, bo jak mówi teraz to on nie wie nic, jemu mówi, że kocha jego i chce z nim być, a do mnie pisze, że chce żebym to ja był tym jedynym albo mówi mi "ucieknijmy stąd"... no i mąż to przeczytał... czy to nie jest komiczna wręcz sprzeczność? Czasami to wręcz mam wrażenie, że dziewczyna chce przeżyć historię rodem z filmu Romeo i Julia... no wiecie... dwa zwaśnione rody, strzelaniny i zakazana miłość... z nią w roli głównej.

Jestem przekonany o tym, że na teraz to będzie koniec z obydwu stron, ale jak sama jakiś czas temu stwierdziła... ona potrzebuje czasu, żeby wyciągnąć od niego, że ta zdrada siedzi za głęboko w nim, że on nie wybaczy, i że lepiej będzie się rozejść bo ciągnąć coś bez sensu będzie nie tak....

I teraz wyjścia są dwa....
a) on nieszczęśliwy (bo zdrada niszczy życie - smutne ale prawdziwe) ona przez pewien czas w roli podporządkowanej w pełni gospodyni domowej co zrobi dla męża wszystko...
b) on nieszczęśliwy - ona wyczekująca tylko momentu by uderzyć i to skończyć, najlepszego momentu....

I wtedy znowu stres dla mnie bo gość w przypadku opcji b ma prawo myśleć, że znowu gdzieś jestem, tylko, że teraz znaleźliśmy "lepszy" sposób komunikacji.... do którego on nie ma dostępu...
Do czego dążę ?

Że za jakiś czas im się nie powiedzie (bo chyba nikłe są szanse by było inaczej - zgodzicie się prawda? nawet najtwardszego faceta takie rewelacje na rok po ślubie potrafią złamać, jednych złamie od razu innych z czasem.... i wtedy ona może znowu zacząć do mnie pisać... Chciałbym usłyszeć od was jakieś dobre meritum co wtedy zrobić...

35 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-11-23 02:43:44)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....
on25kochanek napisał/a:

Że za jakiś czas im się nie powiedzie (bo chyba nikłe są szanse by było inaczej - zgodzicie się prawda? nawet najtwardszego faceta takie rewelacje na rok po ślubie potrafią złamać, jednych złamie od razu innych z czasem.... i wtedy ona może znowu zacząć do mnie pisać... Chciałbym usłyszeć od was jakieś dobre meritum co wtedy zrobić...

Dziwie się, że zadałeś to pytanie... Nic. I od jutra zacząć budować własną wartość bez niej.

Przecież Ona nie kocha a już napewno nie szanuje, ani meza ani Ciebie.

To co napisałeś to tak jakbyś napisał: Jak z nim jej nie wyjdzie to się odezwie do mnie i ja nie wiem czy dam radę pwiedzieć "Nie nie będę Twoją opcją zapasową"

36

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Sorry, liczyłam na krótkie podsumowanie i decyzję w stylu: Kończę to.

Nie dałam rady przebrnąć przez dalsze jałowe rozkminy.
Szkoda mi ciebie chłopie, jesteś od niej uzależniony.

Im więcej o tym bleblasz, co oznacza dalsze inwestycje emocji i uczuć- tak jak z alkoholem czy ćpaniem, tym bardziej wzmacniasz uzależnienie.
Tak to działa.

Na analizy będzie czas, ale po podjęciu konkretnych kroków, a tych brak.

37 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-23 11:28:24)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Moim naprawdę dużym problemem, który sam u siebie widzę jest to, że zbyt mocno przywiązuję się do ludzi, zwyczajnie muszę sobie w końcu uzmysłowić, że niektórzy ludzie pojawiają w naszym życiu z deklaracjami, że ma być na długo, że ma być dobrze, że ma być fajnie i tak dalej a zwyczajnie nie chcą tego robić, bo na ich własnym piedestale na samej górze stoją tylko i wyłącznie ich własne uczucia, a to co czuje drugi człowiek nie liczy się zupełnie nic a nic.
Sam widzę u siebie problem do tego stopnia, że rozważam, a właściwie to już się zdecydowałem na pójście do psychologa, z tymże nie w Niemczech (bo chcę porozmawiać otwarcie i szczerze a mogłyby mi na to nie pozwolić pewne braki językowe jakie jeszcze mam) a w Polsce.

Poznałem już jedną dziewczynę na czacie, która sama chce ze mną rozmawiać, sama przejawia inicjatywę do rozmowy zaczynając ją (teraz jesteśmy już na etapie komunikatora internetowego), ale ciężko to wygląda, gdy rozmawia się z jedną i udaje, że jest ok, a myślami jeszcze jest się gdzie indziej - czuję, że już na tym etapie przez akurat taki problem jestem wobec niej nie fair....
Ma podobne zainteresowania do mnie, można wywnioskować, że ma coś w głowie, że rozmowa z nią jest szczera i prawdziwa.

Sam wiem, że im dłużej o tym myślę, im dłużej to układam i układam tym więcej mam następnych znaków zapytania, bo jak tu coś układać i dochodzić prawdy skoro nawet nie wie się, czy te "klocki" tej układanki to... prawda?
Myślę, że największy problem ma teraz mąż, bo o ile ja mogę odejść, zapomnieć, tak ten ma jednak wobec niej zobowiązania : dziecko, ślub, wspólne finanse... O ile ja sobie tak tym zaprzątam głowę to mogę sobie tylko wyobrazić jaki bałagan jest w jego głowie... Po tylu przykrych kłamstwach, słowach.... Zdrada zmienia wszystko i tak samo ich jak i moje życie nigdy nie będzie już takie jak przedtem.

Nawet, gdy pomyślę o samych sprawach łóżka, że najpierw była ze mną, później z nim lub odwrotnie.... to czuję się z tym mocno źle... Chociaż mój związek z nią nie był w ogóle sformalizowany to jednak czuję się tak jakby ktoś naruszył strefę, która przecież z deklaracji miała być tylko moja, a co musi czuć teraz on będąc z nią po "słowie" na przysiędze cywilnej?

Co do głównej aktorki to myślę, że zwyczajnie stara się teraz to wszystko mężowi wynagrodzić na zasadzie nadskakiwania z wszystkim co możliwe, bycia na każde zawołanie i do rany przyłóż.... Na zasadzie no dobra stało się, zapomnijmy o tym, już nie będę big_smile

A co do mojej psychiki... no cóż bardzo małymi krokami idę we właściwym kierunku... bardzo małymi, ale jednak do przodu.

38

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Rozmawiać zawsze jest dobrze. Potrzebujesz rozmawiać.

Wchodzić w tym momencie w jakieś głębsze relacje? Nie zrobiłbym tego. Raz już to zrobiłem - skutek największe problemy w moim życiu. Nie rozliczyłeś/pogodziłeś się przed samym sobą z poprzednią - a to jest rzecz bez, której nie powinno się wchodzić do nastepnej rzeki.

Nie udawaj, że jest OK. Nie buduj obrazu tego kim nie jesteś. Później druga strona, jak relacja pójdzie dalej i poczujesz się na tyle bezpiecznie, by sie otworzyć, stwierdzi, że się "pomyliła", że pokochała obraz, który jej zaserwowałeś. Znów będzie zawód...

39

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Czas zrobi swoje. I kiedyś nie będziesz myśląc o niej powstrzymywał łez.
Nie mogę pojąć jak ludziom łatwo przychodzi mówienie komuś o uczuciach. Wyznania typu "kocham Cię" albo "jesteś moim wszystkim"...

Dlaczego tak bardzo boimy się podejmować decyzje, które zawrócą nas z obranej drogi i tłumaczymy się finansami, dziećmi, wspólnymi przeżyciami.

Ponoć wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Czasem musimy wybrać inną.

I jeszcze jedna uwaga. Usłyszałam kiedyś, że człowiek jest stadnym stworzeniem. Czy to oznacza, że musimy się tak gzić w stadzie jak małpy na oczach partnera? Nie lepiej stado opuścić? I stworzyć sobie inne...

40 Ostatnio edytowany przez zodiac87 (2014-11-23 13:29:20)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....
Sponiewierana napisał/a:

Czas zrobi swoje. I kiedyś nie będziesz myśląc o niej powstrzymywał łez.

Przereklamowane.

Zrobi swoje DZIAŁANIE rozciągnięte w czasie. Sam czas nic nie "zrobi" smile. Ważne by jak najwcześniej zacząć. Być konsekwentnym i się nie cofać.

Żyć po prostu.

41 Ostatnio edytowany przez on25kochanek (2014-11-23 14:11:55)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Jak już tłumaczyłem, ja mam problem z tym bo pierwszy raz (naprawdę) tak mocno się zakochałem i zaangażowałem. Ona była dla mnie wszystkim, byłem gotowy zrobić dla niej wszystko. Zaopiekować się nią i jej córką, chodzić do pracy by za pieniądze tam zarobione darować szczęście za to które jak mi się wydawało ona darowała mi. Byłem przygotowany, że skończą się kawalerskie czasy - lepsze auto, ciuchy, perfumy etc. Chciałem być w Polsce najlepiej każdy weekend ale wiedziałem, że pieniądze, które przejeżdżę teraz na paliwo  bardziej przydadzą mi się na wynajem / remont / meblowanie mieszkania, zwyczajnie najlepiej jak mogłem przygotowywałem się do bycia dumną i szczęśliwą głową rodziny u boku dziewczyny którą kochałem (i jeszcze kocham) i która zapewniała, że kocha mnie. Mając świadomość, że związki na odległość są kruche chciałem dać jej pewien rodzaj zapewnienia - oświadczyny, bo zwyczajnie czułem, że to jest właśnie ta i chciałem by ona wiedziała, że ja wobec niej też mam bardzo poważne plany. Kłamiąc mnie przedstawiła mi obraz, że mąż ją i córkę opuścił i układa sobie życie w innym miejscu z nową kobietą wychowując jej dwójkę dzieci...starałem się być tym, dzięki któremu pomyśli, że nie wszyscy faceci na tym świecie są źli....

Dni przegadane przez internet na komunikatorze, dni na skype, rozmowy przez telefon całymi wieczorami, na przerwach w pracy, non stop, wydawało mi się, że wypełniamy się w pełni, że poświęcamy sobie każdy możliwy wolny czas. Czasami rano spóźniałem się nieco do pracy przez to, że za długo rozmawiałem z nią wieczorem, czasami chciało mi się w pracy spać, ale dawałem radę, byle by poświęcić jej tyle czasu ile chciała. Podarowałem jej moją koszulkę mojego ulubionego klubu by mogła w niej spać, czując taką namiastkę, że jestem tam przy niej, potrzebowała to pożyczyłem jej moje drugie auto, robiłem wszystko - WSZYSTKO co się dało. Stwierdziła, że dla niej najważniejsza zasada to zaufanie w związku, więc ufałem i to bezgranicznie... 80 procent tego co mówiła okazało się kłamstwami i to kłamstwa różnego kalibru, niektóre z rzeczywistej potrzeby ugrania czy zamaskowania czegoś a niektóre takie zwyczajne w sumie nic do sprawy nie wnoszące....
I co ja teraz z tego mam ? Do końca nie odwróciłem się powtarzając, że jeśli uzna, że nie odbuduje relacji z mężem to nie odwrócę się, że wyciągnę rękę. Że jeśli powie - zdecydowaliśmy o rozwodzie to pomogę (mając na uwadze interes wszystkich) by skończyć to najszybciej i możliwie bezboleśnie dla wszystkich. Nawet poszukałem jej zajęcia, żeby mogła zarabiać pieniądze w domu nie spuszczając oka z córki bo jak twierdziła lubi być chociaż w pewnym stopniu niezależna...

- łatka kogoś kto "interesuje" się nieswoimi żonami ;
- łatka rozbijacza rodzin (że jej mąż ma mi to za złe to w sumie się nie dziwię bo sama moja obecność to w pewnym stopniu utrudnianie jego zadania, ale że ona teraz wybiela się moim kosztem to jakaś kpina...)
- zniszczona psychika i zaufanie na X czasu bo sam nie wiem kiedy się pozbieram ;
- poczucie bycia oszukanym, zdradzonym i zostawionym....
- nawet pracować mi się odechciało i czasami to mam chęć tą robotę rzucić z miejsca zwyczajnie nie pójść dalej na drugi dzień...
- nawet na święta i sylwestra nie chce mi się jechać mając świadomość tego co obiecywała, że będę mieć aż 3 tygodnie urlopu, że moglibyśmy go spędzić razem, a ona będzie jednocześnie tak blisko (10km) i tak daleko....
- brak ochoty na cokolwiek...
- ciągłe myślenie o tym o tamtym, a co robi, a gdzie jest, a o czym myśli... a ona pewnie ma mnie zwyczajnie w du*ie i jedyne co myśli to ratowanie swojej du*y przed mężem...

Żyć nie umierać.

I jeszcze jednego nie rozumiem, przytłaczająca większość skruszonych mężatek jak się "wyda" to wraca do męża... Po co ? Coś sobie poprawi, coś będzie lepiej teraz aniżeli było przedtem ? Jak dla mnie jest jedna zasada, coś mi się podoba to tego nie niszczę, coś mi się nie podoba to zakańczam to, sam bym nie zdradził, ale skoro ona pokusiła się o zdradę i jednak do męża wróciła to teraz tak naprawdę cierpi i w czasie będzie cierpiało najwięcej osób... Nigdy nie byłbym szczęśliwy z osobą która już raz mnie zdradziła, to jak bawienie się zapałkami przy odkręconym kurku z gazem. Czy skoro wiedziała, że z związku z mężem zrezygnować nie chce (bo w wersje że nie może to nie wierzę, to nie średniowiecze) to po co robić coś by mąż musiał jej coś przebaczać, nie lepiej zwyczajnie prowadzić się tak, by do takich sytuacji nie dopuszczać? Sam zresztą jej też mówiłem, że jeśli o mnie chodzi to zdrada = game over.

Czasami jak sobie myślę jeszcze co ona znalazła przy mnie czego nie miała u niego... przystojniejszy nie jestem, szczuplejszy też nie... poziom finansowy ten sam, lepsze auto no fakt, ale przecież ja mogę sobie jeszcze na pozwolić z racji kawalerstwa, on już pieniądze od pewnego czasu przeznacza na inne cele....lepszy sex? Nie uważam się za mocno doświadczonego w tych sprawach.
Jak jej się zapytałem to powiedziała, że dopasowanie charakterów, niekończące się rozmowy a z nim to ... nuda.

Ta cała sytuacja to jakaś abstrakcja a jak pomyślę sobie, że jestem w środku to już w ogóle jedna wielka żenada.

Zbaczając od tematu, nada się taka kupiona koszula na kolacje wigilijną? http://euphoria.nazwa.pl/serwer/fastwear/IS_hilfiger%20koszula%20kratka%20szara%20a.jpg

Wiem, to żałosne, sam sobie zrobię prezent na święta, bo ten kto chciał mi go wcześniej dać, teraz się ode mnie odwrócił.

42

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....
zodiac87 napisał/a:
Sponiewierana napisał/a:

Czas zrobi swoje. I kiedyś nie będziesz myśląc o niej powstrzymywał łez.

Przereklamowane.

Zrobi swoje DZIAŁANIE rozciągnięte w czasie. Sam czas nic nie "zrobi" smile. Ważne by jak najwcześniej zacząć. Być konsekwentnym i się nie cofać.

Żyć po prostu.

Nie przereklamowane. Prawdziwe. Czas... Działanie również. Bo przecież nie zostajemy w miejscu.

43

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Uwierz. Czas może płynąc. Jak nie walczysz o siebie w miarę jak upływa to to, ze upływa nic nie zmienia w perspektywie.

Trzeba mocno pracować smile

44

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Ból blednie. To właśnie robi czas. I pomaga spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. I faktycznie. Musimy nad sobą pracować. I robimy to. Świadomie. I całkiem mimochodem.Mamy kontakt z ludźmi. w pracy. Na ulicy. W sklepie. Wszędzie...

45 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-23 16:55:38)

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Też nie jestem zwolenniczką sloganu o "naprawczej sile czasu". Tak jak ktoś już wyżej napisał -sam czas powoduje jedynie, że człowiek przyzwyczaja się do bólu, ale bez wysiłku z własnej strony, bez świadomego przekierowywania myśli i nadania im nowego kierunku, ZERO zmian, pomimo czasu.
Ile jest przypadków, gdzie ludzie 4-5 lat i więcej po rozstaniu nadal "nie potrafią" się z nikim związać, bo mają blokadę emocjonalną na kogoś innego niż ex. Non-stop memlą temat, ale już po cichu (bo wszyscy ich pogonili), w sobie i żyją złudzeniem, że spotka ich za tę emocjonalną dziwnie pojmowaną "lojalność" wielka nagroda w postaci powrotu ex.
Tacy ludzie wszystko co robią potem, robią tak naprawdę z myślą o reakcji exów, gdy ci się 'przypadkiem' dowiedzą jak im się teraz powodzi - w domyśle: zaimponują im, zaciekawia swoja 'metamorfozą', itd.

Rekordzista, którego znam robi to od 8 lat. Od tamtego czasu zdążył się dorobić, rozkręcił biznes, stać go na dostatnie życie tu lub za granicą, jego ex już dawna zamężna i dzieciata, a jego najdłuższa znajomość z inna kobietą od lat to 5-mczne spotkania w weekendy.
Tylko w szczerych rozmowach, przy kieliszku wink przyznaje, że nie umie zapomnieć i przestawić się na kogoś innego.

I niestety, pomimo inteligencji, ten facet nie jest w stanie wyobrazić sobie tego, że sam steruje swoimi myślami i w każdej chwili mógłby odejść od budy, przy której siedzi od 8 lat i spogląda w okno właścicielki, która dawno ma już nowego psa wink

Także czas- ok, ale nie na takiej zasadzie jak się to przyjęło rozumieć.

46

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....
on25kochanek napisał/a:

Że za jakiś czas im się nie powiedzie (bo chyba nikłe są szanse by było inaczej - zgodzicie się prawda? nawet najtwardszego faceta takie rewelacje na rok po ślubie potrafią złamać, jednych złamie od razu innych z czasem.... i wtedy ona może znowu zacząć do mnie pisać... Chciałbym usłyszeć od was jakieś dobre meritum co wtedy zrobić...

czyli że :
- kiedy mąż nie wybaczy jej zdrady i zażąda rozwodu,  to masz pojawić się jak ojej opcja zapasowa ?
Zdradziła męża z Tobą, ale i jednocześnie Ciebie.
"Zapomniała" powiedzić Ci  , że ma męża który na nią czeka w dobrej wierze i ciężko pracuje na utrzymanie jej i dziecka, nagadała opowieści o mężu który zdradza , z który msię rozwodzi.
Po co ?

Chcesz wspierać jej talent aktorski ?
Świetnie, tylko bądź tego świadom.
Świadom, że to nie będzie związek, ale mecenat sztuki aktorskiej.

47

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....
Elle88 napisał/a:

Klasyczny wściek macicy.
Mąż pewnie nie daje po ostatnich rewelacjach. Bidulka..

klasyczna wredna baba - nie wstyd ci, być takim zajadłym babsztylem?

48

Odp: Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Jakoś nie big_smile

Posty [ 49 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Od kwietnia jestem kochankiem i nie wiem co dalej....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024