Witam, postaram się jak najdokładniej opisać swoją historię...
W marcu na pewnym portalu społecznościowym przez zupełny przypadek odnowiłem kontakt z rok młodszą znajomą z liceum. Zawsze podobała mi się, ale jak byłem jeszcze w liceum to nigdy nie wystarczyło odwagi by podejść i zacząć jakoś rozmowę.
Rozmawialiśmy bardzo dużo, mieliśmy ogrom różnych tematów, często do siebie dzwoniliśmy, rozmowy video przez internet, byliśmy cali sobą pochłonięci. Ona przedstawiła mi się samotnie wychowująca roczną córeczkę mama, którą zostawił mąż układający sobie teraz życie w innym mieście i z inną kobietą. Wspomniała też, że jest już po rozwodzie.
Ja pracuję za granicą w związku z tym spotkaliśmy się osobiście dopiero w następnym miesiącu i wszystko potoczyło się bardzo szybko. Pocałunki i to bardzo czułe i namiętne, później seks. Mimo tego, że do Polski mogłem przyjeżdżać najczęściej tylko na weekendy to i tak poświęcałem jej tyle czasu ile mogłem. Wspólne wyjazdy do kina, zjeść coś w innym mieście, spacery czy wyjazd na pewną fajną imprezę...
W międzyczasie u mojej dziewczyny (bo myślałem, że mogę ją tak nazywać) przytrafiało się dużo różnych zbiegów okoliczności, szczególnie jak byłem na urlopie w Polsce... wyjazd na pogrzeb kogoś z rodziny na drugi koniec Polski, choroba dziecka i wiele wiele innych, które jak potem okazały się kłamstwem.
Nie podejrzewałem niczego, bo jak się mówi, podstawa w związku to zaufanie u partnera.
Cała sytuacja trwała do połowy września, bo jak okazało się wcale nie była po rozwodzie, a miała męża, który tak samo jak ja pracował w Niemczech na rodzinę. Mąż stracił pracę, wrócił do Polski, odkrył, że kogoś ma i przyparł ją do muru by zadzwoniła do mnie a później sam przejął słuchawkę i rozmawiałem z nim na wiele różnych tematów. Cóż nie mieliśmy do siebie nawzajem pretensji (ja i mąż) bo oboje byliśmy tego nieświadomi, więc odbyło się bez wzajemnych bluzgów czy jakichś prób bójek.
Te wszystkie zmyślone historie okazały się kłamstwami, bo ona nie mogła się ze mną spotkać, gdy mąż był w Polsce. Kłamała nas obustronnie i jego i mnie.
Gdy to wszystko wyszło na jaw po szczerej (mam nadzieję) rozmowie z nią powiedziała mi, że chciała się już z nim rozstać, ale wyszło na jaw, że jest w ciąży i rodzina zmusiła ją do ślubu bo szkoda by dziecko urodziło się, gdy rodzice pozostają bez ślubu. Dodam, że on jest od niej prawie 10 lat starszy. Mówi, że go nie kocha, że kocha mnie, ale boi się rozstania z nim bo on zagroził, że nie pozwoli zabrać kiedyś tej malutkiej córeczki do Niemiec (co jest zrozumiałe) albo w ogóle postara się zabrać tą małą córeczkę z jej życia.
Po rozmowie z nim właściwie nic mu nie obiecywałem (że odwrócę się od niej, że dam za wygraną, otwarcie powiedziałem mu, że kocham jego żonę, że nie traktowałem jej w swoim życiu jako przygodę a jako prawdziwą partnerkę z którą chciałem ułożyć sobie życie... Powiedziałem tylko, że 3 osoby dorosłe w tym związku muszą znaleźć najlepsze wyjście dla tej małej córeczki.
Przez około miesiąc pozostawał bez pracy ściśle ją kontrolując, sprawdzając czy aby nie zostawiła sobie jakiejś furtki do mnie, tymczasem znowu wyjechał za granicę a nasz ( z nią ) kontakt odżył.
Rozmawiamy ze sobą dalej, spotkaliśmy się już po kryjomu. Ja wybaczyłem jej kłamstwa, bardzo ją kocham, jest to najlepsza kobieta (względem dopasowania do mnie) jaka stanęła w moim życiu na mojej drodze i strasznie boję się ją stracić. Daję jej do zrozumienia, że jeśli wybierze jego to ja to zaakceptuję, ale jeśli chciałaby kontynuować to co zaczęła, czyli zmianę życiowego partnera to zrobię wszystko by tak samo ona jak i jej młoda córeczka były szczęśliwe. Ona jeszcze się waha, bo jak twierdzi boi się zacząć z mężem temat rozwodu, bo jak twierdzi on jest dobrym człowiekiem, problemem jest tylko to, że nie jest z nim szczęśliwa i nic do niego nie czuje... Poza tym ostatnio ona daje mi do zrozumienia, że boi się, że ja tylko teraz tak mówię, a gdyby ta odpowiedzialność założenia rodziny nagle na mnie spadła to rozmyślę się i sobie odejdę... Daje mi też do zrozumienia, że jedyną stuprocentową gwarancją dla niej teraz będzie wspólne (nasze) dziecko.
Wyjaśniła mi, że kłamstwa były po to żeby mnie nie stracić, teraz ryzykuje już 3ci raz, bo za pierwszym razem mąż kazał to skończyć, za drugim razem do mnie zadzwonił, a teraz kazał jej już się więcej ze mną nie kontaktować... Tymczasem ona dalej ryzykuje i dalej podtrzymuje ze mną kontakt, oczywiście w mniejszym stopniu niż wcześniej, bo zięć kazał pod jego nieobecność pilnować jej nawet jej własnej matce... Co więcej prosiła bym obiecał jej, że nie dam znać jej mężowi o tym, że się kontaktujemy bo wcześniej on sam na takie "donoszenie" na nią do niego mnie namawiał z czym go spławiłem.
No właśnie i teraz rodzą się pytania, bo o ile jestem pewien, że jeśli będzie chciała zostać ze mną to dam sobie radę, mam stałą pracę, jestem pracowity, buduję sobie tutaj w Niemczech stabilną jeśli chodzi o finanse przyszłość, jestem pewien uczuć do niej, jestem pewien, że nigdy nie dam zrozumieć jej małej córeczce, że nie jest moją córką. Gdy spotykamy się teraz to jesteśmy dla siebie bardzo czuli, namiętni... mamy dalej obopólną ochotę na seks, chociaż jeszcze się kochaliśmy...
Ale pytanie brzmi i teraz pytam się o to was drogie kobiety...
- Czy nie jest to tak, że ona boi się to ze mną skończyć? bo np. obawia się, że wtedy spróbuję rozbić jej małżeństwo?
- że może chce mi dawkować to cierpienie bo jestem w niej zakochany i stopniowo to kończyć?
- że jej i tak nawet przez myśl nie przejdzie żeby odejść od męża a chce mnie przy sobie zostawić bo potrzebuje uwagi ze strony dwóch mężczyzn?
- że przez pewien czas chce się ze mną spotykać i upewnić się co do moich uczuć ? wyczuć mnie czy mi zależy i czy za chwilę się nie rozmyślę? Bo decyzja z którym z nas ona będzie dalej żyć będzie wiążąca, będzie miała dużo skutków i raczej nieodwracalna, bo jeśli wybierze jego to ja zniknę już na zawsze z jej życia, jeśli wybierze mnie to nie wiem jak zachowa się dalej mąż....
- wiem, że dla młodej matki, która ma dziecko, to dziecko jest ważniejsze niż ona sama ( to znaczy że instynkt macierzyński u niej prawidłowo funkcjonuje ) i może to być tak, że ona boi się stracić źródła pieniędzy ze strony pracującego za granicą męża, bo nie jest pewna czy ja (choć deklaruję, że tak) przejmę obowiązki względem wspomagania jej finansowo.
Co mogłybyście mi doradzić w tej sytuacji ? Macie jakieś inne pomysły ? Czym ona teraz może się kierować? O co może jej chodzić? Co siedzi w jej psychice? Ona prosi mnie o czas do namysłu, ja choć staram się nie nalegać to tłumaczę jej to tak, że im szybciej podejmie decyzję tym lepiej bo wtedy ograniczy cierpienie dla jednego z nas, on ma nadzieję, że odbuduje związek, a ja mam nadzieję, że ona wybierze mnie.
Nie wiem ile czasu zajmie jej podjęcie decyzji o której mówi, prosiła mnie tylko by w przypadku negatywnej decyzji dla mnie, żebym nie podjął się próby kontaktowania z nim i powiedzenia mu, że nadal mieliśmy kontakt i nadal się spotykaliśmy... Ja nie chcę czekać jak sęp obserwujący potknięcia innych i nie chcę też później żyć ze świadomością, że nawet jeśli wybierze mnie po długim czasie to byłem towarem drugiej kategorii na zasadzie... "Spróbowałam z mężem - nie udało się, to idę do niego... do kochanka..."
Co zrobić?