Zainspirowana offtopem z innego tematu
Vian napisał/a:Adikami, z tego co zauważyłam, to na kasach najczęściej jednak nie pracują doktorzy i profesorowie lingwistyki stosowanej, a raczej osoby z bardzo ubogim wykształceniem, z małych miejscowości, którzy przeprowadzili się do większych miast i muszą od czegoś zacząć, ludzie bardzo młodzi, jeszcze się kształcący albo osoby po różnych perturbacjach życiowych.
I mnie też Ci "humaniści z Biedronki" zgrzytnęli w Twoim poście.
To także. Jednak to nie przypadek że największy odsetek bezrobotnych jest własnie po kierunkach humanistycznych. Niestety, bo humanizm dzisiaj jest bardzo potrzebny.
Sam prowadzę działalność i często chciałbym dać komuś szansę, dlatego nie wiem po co, ale mam nawet psychologa na etacie. A może się kiedyś przyda.
Tak jak napisałem powyżej, nie było moim celem obrazić humanistów. Niestety, dzisiaj studia humanistyczne to najprostsza droga do magistra ( nie wszystkie kierunki) ale również najprostsza droga po zasiłek. Czyli, często ludzie bez ambicji, abo tacy, którym się nie udało dostać na wartościowy kierunek.
Ja nie znam danych, po jakich kierunkach jest najwięcej bezrobotnych, ale osobiście nie znam klepiącego biedę lingwisty i zawsze wydawało mi się, że inwestowanie w znajomość języków to taka opcja, która praktycznie zawsze się opłaca (no - może za wyjątkiem nauki języków typu quenya ;-) ). To oczywiście tak przykładowo napisałam.
Znam z kolei faceta z 3-ma technicznymi fakultetami, który pracuje jak dziki osioł za 2000 z hakiem, bo nie zna angielskiego ani żadnego języka obcego.
Więc jak to jest z tymi studiami i pracą po nich? Czy faktycznie humaniści są wg Was skazani na zasiłki?
