hej,
zawsze bylam pelna zycia, radosna dziewczyna, dajacym wszystkim mase energi, bylam ze soba, rodzina i znajomymi potwornie sczesliwa i bylo mi tak dobrze. Mialm powodzenie ale wolalam byc sama. az sie zakochalam, Bylismy dla siebie cudowni. Chlopak dostal mase mojego wsparcia ( mial ogromne problemy rodzinne, patologia, bicie, rozwod), byl zakompleksiony, nieufny. Zawsze marzyl o milosci, czekal na ukochana, sczery, lojalny,, zakochany we mnie na zaboj, wdziecnzy za wszytsko. Milosci, czulym gestom, spedzaniu ze soba czaus nie bylo konca. Zwiazek idelany. w towrayztswie mowil mi ze mnie kocha. dawal kwiaty, zbaiegal, potrafil plakac gdy za byle glupote przepraszal, bylam dla niego caly m zyciem. Bylo dla mnie ciekie to co przezyl bo sama jestem ze sczesliwej rodziny i w otoczneiu rowniez nie mialam przykladow patologi. jednak swoja energia pozwolilam mu wyjsc z tej doliny, kompleksow itd. Pkazywalm mu piekno swiata, rozne sposoby spedzania czasu, otwracue na ludzie, i to trwalo 2,5 roku. milosc cudowna wrecz
Nastepnie gdy kilaka rzy zaszedl mi za skore ( ataki zazdrosci itd) zerwalam z nim, tak mnei blagal desprecjo o powrot zes twierdzilam ze nie moge komus tak zakochanemu i cudownemu nie wybaczyc bo przeceiz go kocham. po tyg wrocilismy do siebie, bylo dobrze, ale z czasem powoli zacezlo sie psuc. on z racji ze stal sie pewien siebie zcazal wiecej wychodzic sam, zaczal skupiac sie na swoich pasjach, miec duzo planow na wydawanie swich pieniedzy, z dojrzalego zakochanego faceta kochajacego ponad zycie zaczal robic sie chlopcem ktory odkryl jego smak, zabawki i poczul sie pewnien siebie. I to trwa do dzis, tylko ze w stopniu ogromnym. i gdy ja im bardziej chcialm by sie nei zmianial on tym barzdiej sie upieral ze teraz jets inny , ze sma tego chcialam , ze hccialm by wyszedl do ludiz sie odwazyl i ze to moja sparwka. im wiecej mu na to zwracalam uwagi ze czuje sie odepchnieta, mniej kochana, doceniona, jakby sie mniej angazowal tym dalje to slzo. W efekcie ja wyszlam na toksyczna dzieczwyne ktora wsyztskiego broni a on sie upewnial ze chce swoich pasji i wsyztsko robic po swojemu a ja mam to akceptowac. prosil o mniej spotkan, chcial jezdzic do domu coraz czesciej( raezm studiujemy a on jets z innego miasta), coarz wiecej wychodzic sam, skupiac sie na realizacji siebie. Mowi ze sie zmienil ze juz nie jest dziecinny, wrazliwy, ze juz nigdy taki nei bedzie i amm go zaakceptwoac takim ajki jest bo sie nie czuje rozumiany.
ja jestem w nim zakochana, do kilku meisiecy strama sie to ratowac, bylisamy nawet na wakacjach w tunezji, prosze, rozmawiam, placze,coraz wiecej klotni, pretensji, wyjazdow osobno, praktycznie w normalnej atmosferze malo co spedzamy czas. mowi ze mnie kocha, ale nie dawalm mu odpoczac, nabrac sily, i ze tera zjets tak wykonczaony ze nie prosi juz o czas bo teraz juz go musi miec, chce przerwe i mowi ze nie wie co dlaje
jestem wykonczona, zwiazek byl cudowny, chce wrocic do normalnosci, do zakochana, ale tyle za nami zlego ze nie wqiem czy sie da i jak? jak mam go sklonic by znow byl zakochany i docenil ze jestem naparwde dobra dziewczyna? tesknie za nim, zalezy mi, on to wie, ale mowi ze ma depresje, ze jest qwykoncozny, nie ptrafi o mnie milo myslec i czuc empatii, a ze potzreba mu smaotnosci, pasji, przemyslenia wszytskiego i wysjc ze znajomymi, wiem ze na tych wyjsciach bawi sie rewelacyjnie bo nieraz bylam swiadkiem dlatego boli mnie brak sily do ratowania zwiakzu , a dodajmy ze to on byl osoba ktora zwasze zbaiegala, podtrztymywala wiele gestow, to byl chlpak aniol....
pisal listy milosne, dawal kwiaty, wycinal serca, pisal tak slodkie i przemile pelen szacunku smsy, dzwonil co chwile, tesknil, wsyztskim odpowiadal o mnie, bylam claym jego zyciem....