Mam obecnie 30 lat i jestem od 4 i pół roku w związku z facetem 40 letnim. Postanowiłam zapytać go czy nasz związek do czegoś prowadzi, mając na myśli konkretnie podjęcie planów co do ślubu i założenia rodziny (może dziecka). Myślę że nasz związek trwa wystarczająco długo żeby taki plany robić.
Sama należe do osób ostrożnych z podejmowaniem takich decyzji, gdyż wcześniej przeżyłam wielkie rozczarowanie moim poprzednim chłopakiem (nie byliśmy małżeństwem, ale wiem że żałowałabym gdyby do tego doszło).
Od tegoż roku mój obecny związek się sypie a kłótnie zdarzają się co 3 dni, nieomal w kółko
Mój partner unuka jak ognia rozmów o planach na pzryszłość. Nie potrafi określić się (po 4 i pół roku) kiedy moglibyśmy zaplanować ślub, czy w przyszłym roku, czy za rok, czy dwa. Nie potrafi też powiedzieć kiedy będzie gotowy na posiadanie dzieci. Na moje pytania (to ja zawsze inicjuje rozmowe o plany na przyszłość, on nigdy, żyje z dnia na dzień) reaguje złością, krzykiem, a nawet jest w stanie rzucić słuchawką telefonu, jesli rozmawiamy przez telefon. Potem uspokaja, pociesza mnie. Powtarza sie to w kołko od ponad pół roku. Ja jestem bardzo rozczarowana, sfrustrowana, nie wiem na czym stoję. Doszło do tego że nieustannie myśle o innych , o moich kolegach. umówiłam się także na randkę z innym facetem. Uważam że po 4 i pól roku nalezy jakas decyzję podjąć albo mieć plany, albo rozstac sie.
Mm depesje wielką, zwłaszcza że straciłam pracę:(
Doradzcie mi, bo wpadam w coraz wieksza depresję.