Witam serdecznie,
jestem z chłopakiem 8 lat (od 17tego roku życia), obecie mam 25 lat, a chłopak 29- jest o 4 lata starszy ode mnie.
Nie wiem co robić, z jednej strony myślę, że już Go nie kocham, że już nic do Niego nie czuję, na każdym kroku mnie denerwuje. Dosłownie wszystko mnie w nim wkurza. Czasami w pracy tęsknię za nim, ale kiedy go spotykam po pracy mijają dwie minuty i znowu mam kiepski humor. Mieszkamy razem ponad 6 lat. Z drugiej strony wiem, że muszę być Mu wdzięczna za to, że gdy nie miałam pracy, kiedy byłam na studiach utrzymywał mnie. Mamy wspólne pieniądze, wspólne kredyty, jedynie to mnie z Nim jeszcze łączy. Boli mnie to, że nie robi mi niespodzianek, nawet takich małych typu "Kochanie dzisiaj jedziemy na spacer na plażę" czy "Pomyślałem o tym, żeby gdzieś wyjść na lody czy ciasto"... Przez 8 lat nie zabrał mnie nigdzie. Tak- nigdzie. Wyjazd nad morze- był za każdym razem moją inicjatywą, a raczej postawienie Go przed faktem dokonanym, oznajmiałam tylko "Kochanie jutro jedziemy tu i tam..." Wyjście do jakich kolwiek znajomych tak samo. Pochodzimy z Warmii i Mazur, a ja nawet nie widziałam pięknych okolic Jego miejsca zamieszkania. Druga kwestia dlaczego zastanawiam się czy warto z nim być jest taka, że oświadczył mi się po 5 latach związku, uważam, że zbyt długo czekał, no ale oświadczył się, więc można Mu wybaczyć.... tylko teraz jest pytanie czy tego chciał, czy po prostu odbębnił to, abym już nie mówiła o tym, bo do dziś ślubu nie mamy i zamiarów też takich nie ma, z tego co widzę. Odpycha mnie od niego, teraz już nawet się cieszę, że nie mamy ślubu, bo na prawdę czuję, że wszystko się wypala z mojej strony. Ale boli mnie to, że niddy nie powiedział mi że chciałby ze mną ślubu, że chciałby abym była Jego żoną. To mi też odejmuje mojej samooceny. Myślę, że może jestem brzydka czy może jestem złym człowiekiem, dlatego tak wyszło jak wyszło, z jakichś powodów tego ślubu unikał. Jestem też osobą, która ma swój honor i jak ktoś czegoś nie chce to nigdy nie będę do tego namawiać ani nawet pytać o to. Często zastanawiam się jakby było z innym, czy będę Mu się podobać bez makijażu, czy będze dla mnie dobry, czy będę umiała się zakochać po tak długim związku itd.
Waham się również czy jeśli odejdę to będę potrafiła sama się utrzymać, na rodziców nie mam co liczyć.
Doradźcie mi, proszę. Proszę o pomoc, czy warto odejść po 8 latach, czy lepiej czekać, aż zacznie wykazywać inicjatywę? Choć ciężko mi uwierzyć, że przez osiem lat było nudno a teraz nagle wszystko się zmieni....
Pozdrawiam serdecznie, Magda.
1 2014-10-26 01:23:06 Ostatnio edytowany przez Danuta1985 (2014-10-26 01:26:36)
Musisz mu być wdzięczna? MUSISZ?
Z Twej strony pretensje, pretensje, pretensje, złość, niechęć, znudzenie, brak rozmowy o tym, co dla Ciebie ważne, ukrywanie pragnień. To kiepskie fundamenty budowania związku. To przeciwwskazania do zawarcia ślubu.
(...)Waham się również czy jeśli odejdę to będę potrafiła sama się utrzymać, na rodziców nie mam co liczyć. (...)
Bez komentarza.
Myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa
Trzeba powiedzieć wprost, co cię boli, czego oczekujesz od niego. Faceci nie są domyślni. Wg mnie jemu się po prostu wydaje, że skoro jesteście razem już nie musi o Ciebie zabiegać.
4 2014-10-26 13:37:57 Ostatnio edytowany przez ApoteozaPrawdy (2014-10-26 13:57:55)
Dla mnie to wygląda tak, że byłaś i jesteś egoistką. Koleś zwyczajnie ci się znudził, nigdy go tak naprawdę nie kochałaś, tylko "kochałaś" to, że ci pomagał itd.
Chcesz to odejdź i nie marnuj więcej jego czasu. Czemu obcy ludzie mają ci pisać, co masz zrobić? Sama nie umiesz podjąć decyzji?
Niby moja rówieśniczka, no śmiechu warte. ;]
Twoja niedojrzałość bije po oczach.
"Druga kwestia dlaczego zastanawiam się czy warto z nim być jest taka, że oświadczył mi się po 5 latach związku, uważam, że zbyt długo czekał, no ale oświadczył się, więc można Mu wybaczyć".
O jaka łaskawa! Można mu wybaczyć! ;D
A po ilu latach powinien się oświadczyć? Co to w ogóle za wymagania? A gdyby tego nie zrobił, to co? Już dawno byś zwinęła manele i wróciła do rodziców? Pewnie tak, ale skoro nie możesz na nich liczyć...
Biedny facet.
Dla Ciebie priorytetem nie jest być razem w udanym związku, tylko ten ślub, który tak naprawdę niczego by u was nie zmienił na lepsze.
Bez ślubu czujesz się brzydka i masz ochotę rzucić tego, który nie spełnia twoich zachcianek. Może jesteś złym człowiekiem, bo on nie chce cię za żonę? Myślałam, że człowiek sam wie, kim jest, bez względu na czyjeś opinie o nim/uczynki względem niego lub ich brak.
Popatrz, jak ty się zachowujesz, dziewczyno. Problem jest w tobie i tylko w tobie.
"czy po prostu odbębnił to, abym już nie mówiła o tym".
A potem:
"Jestem też osobą, która ma swój honor i jak ktoś czegoś nie chce to nigdy nie będę do tego namawiać ani nawet pytać o to".
Sama sobie przeczysz. ;]
5 2014-10-27 12:06:50 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2014-10-28 00:31:19)
Boli mnie to, że nie robi mi niespodzianek, nawet takich małych typu "Kochanie dzisiaj jedziemy na spacer na plażę" czy "Pomyślałem o tym, żeby gdzieś wyjść na lody czy ciasto"... Przez 8 lat nie zabrał mnie nigdzie. Tak- nigdzie. Wyjazd nad morze- był za każdym razem moją inicjatywą, a raczej postawienie Go przed faktem dokonanym, oznajmiałam tylko "Kochanie jutro jedziemy tu i tam..." Wyjście do jakich kolwiek znajomych tak samo.
Jeżu, jak ja lubię takich ludzi... Facet nie ma potrzeby wychodzenia, więc niby dlaczego ma wyjścia organizować? Ty masz potrzebę, to organizuj.
6 2014-10-27 13:00:39 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2014-10-27 13:01:28)
W zwiazku "inicjatywe" moze wykazywac dwoje ludzi. Jesli chlopak jej nie wykazywal moglas wykazywac ja ty. Skutek zawsze jest ten sam. Jesli chcesz isc do kina to jak zaprosi Cie chlopak obejrzycie razem film, ale tak samo by bylo jakbys to ty go zaprosila. Ludzie czasami sa niewolnikami swoich przyzwyczajen i lenistwa (czesto to wynosza z domu) i przeswiadczenia ze wszystko jest dane na zawsze i nie trzeba sie starac. Twoja wypowiedz swiadczy jednak o tym ze poszukujesz. Niestety choc kobieta potrzebuje okazywania uczuc to nie mozna nie robienia niespodzianek stawiac na rowni z rozstaniem. Ale caloksztalt jest wazny. Poza tym...mialem przyjaciolke wlasnie z Warmii i Mazur (mieszkam gdzie indziej) ktorej maz wyjezdzal do pracy poza miejsce zamieszkania. Ona w tym czasie "zwiedzala" Mazury. Czyli mogla samodzielnie wyjsc z domu i nawet gdzies pojechac pewnie dlatego ze nie byla "ubezwlasnowolniona" przez swoje myslenie. Dochodzimy wiec do tego, ze tak naprawde to jestes ubezwlasnowolniona przez wlasne myslenie. I w tym tkwi Twoj zasadniczy problem. Co z tego ze ktos Ci poradzi, zostan z nim, a ktos ze zostaw go, skoro problem lezy w zupelnie czyms innym.