Witam potrzebuję porady prawej w zakresie alimentów.
Otóż moja sytuacja wygląda tak, że moi rodzice niedawno się rozwiedli. Studiuję dziennie, a na uczelnię codziennie dojeżdżam 80km. Mieszkam w domu rodzinnym chłopaka w całkiem innym regionie Polski niż moi rodzice. Ojciec od rozwodu nie wysłał mi żadnych pieniędzy (wcześniej wysyłał 500zł). Ze względu na studia dzienne i dojazdy nie mogę podjąć pracy. Rozmawiałam z ojcem wielokrotnie na ten temat za każdym razem mówił że będzie mi wysyłał 200zł żebym miała na bilet miesięczny ale w ogóle tego nie robi. Już nie mam siły z nim rozmawiać bo jedno mówi a drugie robi. Ojciec ma już zasądzone alimenty na młodszego brata 400zł. No i zastanawiam się czy jest sens składać wniosek o alimenty dla mnie, bo ojciec zarabia więcej niż wykazuje (najniższa krajowa) i śmieje się że z jego "dochodami" nic nie dostanę. Poza tym z jego doświadczeniem i wykształceniem on ma możliwości znaleźć lepiej płatną pracę. Już nie wiem co robić, nie chcę by chłopak musiał mi dawać pieniądze a ojciec ma to gdzieś jak się dostane na uczelnię. Wcześniej nawet próbował wymusić na mnie rezygnację ze studiów lub zmianę na zaoczne abym tylko zaczęła zarabiać.
Jak myślicie jest sens składać pozew? Czy to tylko walka z wiatrakami?