Witam
Szczerze mówiąc nie mam z kim porozmawiać o moich problemach dlatego zdecydowałam się napisać tutaj. Więc tak mam 21 lat i jestem na trzecim roku studiów. Jestem ponad 6 lat w związku,mój P ma 24 lata, jesteśmy zaręczeni za niecałe dwa lata ślub, dodam że wszystko mamy już zaplanowane. Od kilku miesięcy w moim związku zaczęło się psuć. Mój P ma nowego kumpla, którego uważa za prawdziwego przyjaciela. Problemy zaczęły się właśnie za jego sprawą, kolega mojego P jest przeciwnikiem ślubu co wpłynęło na mojego P i zaczął mówić mi oraz przy znajomych że w sumie jemu odechciało się ślubu to jest zbędne, dla mnie to bardzo przykre, gdy zwracałam mu uwagę twierdził że żartuje, kiedyś pokłóciliśmy się i znów powiedział że jak taka będę to ślubu nie będzie, wtedy pękłam oddałam pierścionek a on jak nigdy nic tylko przeprosił i obiecał że więcej tak nie powie, no i owszem teraz mu się to nie zdarzyło. Problemy powiększyły się gdy w wakacje pracowałam, miałam prace gdzie pracowałam 7 dni w tygodniu na trzy zmiany. Widywaliśmy się bardzo rzadko bo albo nie było jak albo mojemu P nie chciało się. On za to przez cały czas spotykał się z tym swoim kumplem, nigdy mu nic nie mówiłam przecież nie jego wina że w pracy byłam. Ale ten jego kolega zmienił u niego priorytety, mój P zaczął nadmiernie pić i polubił gry na maszynach tych co można pieniądze wygrać. Przeszkadza mi to i zwracałam mu uwagę, przez to kłóciliśmy sie bo uważa że tylko czepiam się. Przykre było dowiedzieć się od jego mamy że gdy pracowalam on wieczorami non stop pił a kiedy dzwoniłam nie miał czasu bo niby spać szedł. wybaczyłam mu choć pojawiły się wątpliwości. Potem nawet sprawy łóżkowe podupadły, to on stracił ochotę mimo moich starań. W poprzednią niedzielę nie wytrzymałam powiedziałam że to nie ma sensu. Wystraszył się przeprosił i że poprawi się, będzie bardziej dbał o mnie. Uwierzyłam znów. Wczoraj mieliśmy urodziny bo mamy tego samego dnia, od tygodni prosiłam żeby przyjechał on nie chciał. Potem powiedziałam że zorganizuje urodziny zaprosze znajomych i żeby przyjechał on znów odmówił. Stwierdziłam że skoro go nie będzie zaproszę tylko najbliższe 4 koleżanki i tak zrobiłam, to on nagle powiedział że przyjedzie. Odparłam tylko że będą jednak tylko same dziewczyny i jeśli jemu to nie przeszkadza ma przyjechać to znów odmówił bo źle będzie się czuł. Przykro mi było i cały czas namawialam go żeby przyjechał bo chcę spędzić ten dzien razem i mogę zmienić swoje plany i na nic to mi było bo dalej odmawiał. Mój P jest bardzo zazdrosny dlatego nigdzie bez niego nie wychodziłam przez całe studia, moje kumpele postanowiły zabrac mnie do klubu w końcu są moje urodziny, powiedziałam w poniedziałek to mojemu P choć wiedziałam że nie będzie zadoowolny, on wkurzył się powiedział że w takim razie on jutro tzn piątek pojedzie na imprezę a ja mam iśc i się bawić. Zgodziłam sie z trudem bo nie tak chciałam, cały czas mu powtarzałam że chcę z nim spędzić nasze urodziny i było mi okropnie przykro. Wczoraj poszłam do klubu ale wzbudził we mnie takie poczucie winy, jaka ja zła jestem że na pewno idę wyrywać facetów co bardzo to zabolało i resztę wieczoru spędziłam w poczuciu winy. Dzisiaj jak gdyby nigdy nic rozmawia ze mną i cieszy się na jutrzejsza imprezę a mi jest zwyczajnie przykro nie umiem znaleźć dla siebie miejsca, czuję że nasz związek kończy się i nie wiem jak go ratować... doradźcie coś proszę