Ja to mam źle... a może jednak nie? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Ja to mam źle... a może jednak nie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

1

Temat: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Zainspirowana wypowiedziami w wątku o mężu wydzielającym pieniądze na dom chciałabym się Was zapytać, czy to, że ktoś stwierdza, że ma gorzej od Was (ma mniej kasy, jest brzydszy, ma mniej zdolne dzieci, mieszka z wredna teściową itp) jest pocieszeniem, czy wręcz przeciwnie - wkurza Was, że ktoś chce "przebić" Was w wyścigu na bycie tą bardziej pokrzywdzoną?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Nie lubię takiego "licytowania się". Staram się być świadoma, że niezależnie od tego, jak dobrze lub źle bym nie miała, zawsze znajdzie się ktoś, kto ma ode mnie lepiej i ktoś, kto ma ode mnie gorzej. Najbardziej jednak drażni mnie, kiedy ludzie obarczają winą za swoje niepowodzenia wszystkich, tylko nie siebie. Oczywiście, nie każdy startuje z tego samego miejsca, niektórzy już wychowują się w lepszych warunkach i mają dzięki temu łatwiejszy początek samodzielnego życia, ale mimo wszystko każdy, absolutnie każdy musi pracować na to, co chce osiągnąć - bo nic, co jest warte zdobycia, nie przychodzi łatwo ani za darmo. Każdy ma wpływ na swoje życie, więc nie lubię marudzenia w stylu: ten to siedzi na tyłku 8 godzin w biurze i zarabia trzy razy więcej niż ja, a ja na swoją niską wypłatę muszę się naharować fizycznie. Każdy może wybrać sobie inną karierę, zwiększyć kompetencje i umiejętności, starać się o zdobycie czegoś więcej. Jeśli stwierdzam, że mam źle (tzn. nie jestem zadowolona z tego, jak wygląda moje życie), to nie siadam i nie marudzę, tylko robię coś w tym kierunku, żeby żyło mi się lepiej.

Oczywiście niezwykle ważna jest także umiejętność akceptacji tych rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zmienić.

3

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Nie startuję w tym wyścigu. smile

Na czyjeś słowa, że ma on/ona gorzej, reaguję spokojnie, słucham tego, co ma ta osoba do powiedzenia. Czasem, gdy jest się w złej formie, przeszkadza wszystko, nawet to, że osoba stojąca obok oddycha. wink W takich wypadkach odplucie się bywa pomocne. Jest tylko jeden warunek tego mego słuchania: sama muszę być w niezłej kondycji, odmawiam bycia poduszką i/lub workiem treningowym, gdy sama wlokę szczękę za sobą. smile Gdy porzuci już narzekactwo, pytam o to, co zamierza z tymi problemami zrobić.

Inaczej reaguję, gdy takie narzekanie jest stałym punktem programu, gdy zawsze ta osoba ma  gorzej, zawsze ma "pod górkę", zawsze ma "zazłe". Jeśli zorientuję się, że to tylko taka postawa wobec siebie, ludzi, życia, to... omijam tę osobę dużym łukiem.

4

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Ciekawy temat smile W moim przypadku nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo wszystko zależy od różnych czynników, np.:
-od tego, z jakim nastawieniem ten ktoś to powiedział
-od tego, czy i jak bardzo ja sama cierpię z danego powodu.

5

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

i drażni
i uświadamia, że jednak może być gorzej niż mi się wydaje

wszystko jest ok, jeżeli jest to szczere i służy prawdzie
najgorzej wkurza, gdy jest...manipulacją

6

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Ogólnie nie reaguję na wywody jak mi źle, ty to masz lepiej itd. Wysłucham, kiwam głową, że rozumiem i staram się omijać takie tematy. Siostra mojego mężczyzny jest właśnie taką osobą. Non stop jest źle, bo dzieci chorują, bo ona ma dwójkę i jest jej ciężko, a ja przecież mam lepiej bo mam tylko córkę. Bo ona mieszka na trzecim piętrze i musi wchodzić po schodach,  a ją kręgosłup boli, my mamy lepiej bo mamy drugie piętro. Czasem to wszystko jest tak absurdalne, że staram się nie zostawać z nią sam na sam, żeby "nie słuchać" tych wywodów. Każdemu jest w jakiś sposób ciężko, bo nie zawsze jest w życiu kolorowo, ale takie użalanie się i licytacja kto ma gorzej jest bezcelowe i nie rozumiem o co chodzi takim osobą. Ma być nam przykro z ich powodu, dokładać do rachunków, odciążąć we wszystkim, albo robić za nich? Absurd

7 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-10-14 12:02:45)

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
bbasia napisał/a:

Zainspirowana wypowiedziami w wątku o mężu wydzielającym pieniądze na dom chciałabym się Was zapytać, czy to, że ktoś stwierdza, że ma gorzej od Was (ma mniej kasy, jest brzydszy, ma mniej zdolne dzieci, mieszka z wredna teściową itp) jest pocieszeniem, czy wręcz przeciwnie - wkurza Was, że ktoś chce "przebić" Was w wyścigu na bycie tą bardziej pokrzywdzoną?

Ha ha:) Az tak najatrzylam?

Odpowiem tak: to narzekanie na : malo kasy, slabe zdrowie, kiepski klimat, galopujace bezrobocie, zlych mezow, nieposluszne dzieci, krzywy chodnik przed domem sasiada, ujadajace w nocy psy w sasiedniej wsi, partie, koscioly i w ogole TEN kraj - jakiez to swojskie, prawda?

Jak zaczynaja rozmowe dwaj Polacy? Co slychac? Stara bida.
Po czym nastepuje wspolna litania i wlasnie licytacja.

Mnie takie zachowanie (oraz zadrosc ludzka) odrzuca na kilometr. To juz wole ten wymuszony i sztuczny amerykanski smile.

A w ogole, zamiast energie tracic na narzekanie, warto tylek podniesc i cos ze soba i swoim zyciem zrobic, zeby kraj rosl w sile a ludziom zylo sie dostatniej;).

8

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
Mussuka napisał/a:

To juz wole ten wymuszony i sztuczny amerykanski smile.

i własnego psychoterapeutę wink

9

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
Mussuka napisał/a:
bbasia napisał/a:

Zainspirowana wypowiedziami w wątku o mężu wydzielającym pieniądze na dom chciałabym się Was zapytać, czy to, że ktoś stwierdza, że ma gorzej od Was (ma mniej kasy, jest brzydszy, ma mniej zdolne dzieci, mieszka z wredna teściową itp) jest pocieszeniem, czy wręcz przeciwnie - wkurza Was, że ktoś chce "przebić" Was w wyścigu na bycie tą bardziej pokrzywdzoną?

Ha ha:) Az tak najatrzylam?

Odpowiem tak: to narzekanie na : malo kasy, slabe zdrowie, kiepski klimat, galopujace bezrobocie, zlych mezow, nieposluszne dzieci, krzywy chodnik przed domem sasiada, ujadajace w nocy psy w sasiedniej wsi, partie, koscioly i w ogole TEN kraj - jakiez to swojskie, prawda?

Jak zaczynaja rozmowe dwaj Polacy? Co slychac? Stara bida.
Po czym nastepuje wspolna litania i wlasnie licytacja.

Mnie takie zachowanie (oraz zadrosc ludzka) odrzuca na kilometr. To juz wole ten wymuszony i sztuczny amerykanski smile.

A w ogole, zamiast energie tracic na narzekanie, warto tylek podniesc i cos ze soba i swoim zyciem zrobic, zeby kraj rosl w sile a ludziom zylo sie dostatniej;).

W pełni się pod tym podpisuję

10

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
in_ka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

To juz wole ten wymuszony i sztuczny amerykanski smile.

i własnego psychoterapeutę wink

oj tam, oni przynajmniej pojda polezec na kanapie, wywala brudy z siebie, odkorkuja sie i w lepszym nastroju witaja swiat:).

A nasz rodak ponarzeka, zapije robala, nalyka sie antydepresantow i jak byl zgorzknialy i marudny, tak i pozostanie. Bo to takie w dobrym tonie pokazac jak mi zle i jeszcze gorzej.

11 Ostatnio edytowany przez in_ka (2014-10-14 12:22:08)

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

a wiesz mussuka, że badania pokazują nas Polaków jako jednych z najszczęśliwszych narodowości, więc może to tylko takie schematy są, że jęczymy i marudzimy ...
80 % z nas uważa się za szczęśliwych - brawo

12

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
in_ka napisał/a:

a wiesz mussuka, że badania pokazują nas Polaków jako jednych z najszczęśliwszych narodowości, więc może to tylko takie schematy są, że jęczymy i marudzimy ...

ja tak w te badania wierze, jak w marsjan i ufo. Podobne badania wykazaly, ze Finlandia, to ponoc najlepszy kraj do mieszkania a Finowie sa tez bardzo szczesliwym narodem (malo z krzesla nie spadlam, jak to pierwszy raz czytalam w tutejszej prasie). O testach na edukacje , Pisa czy cos w tym stylu, lepiej nie wspominac.

Badania badaniami, a zycie zyciem, wystarczy przejsc sie ulicami miast i popatrzec na usmiechniete buzki:)

No ale to nie calkiem na temat, nie chce off-topowac.

13

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
Mussuka napisał/a:

Badania badaniami, a zycie zyciem, wystarczy przejsc sie ulicami miast i popatrzec na usmiechniete buzki:)

młodzież jest pięknie roześmiana ... zmiana wzorców
ale ok koniec off - topicu
chociaż, może to jednak w temacie

14

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
in_ka napisał/a:
Mussuka napisał/a:

Badania badaniami, a zycie zyciem, wystarczy przejsc sie ulicami miast i popatrzec na usmiechniete buzki:)

młodzież jest pięknie roześmiana ... zmiana wzorców
ale ok koniec off - topicu
chociaż, może to jednak w temacie

Tak mlodziez owszem, bo ma dopiero zycie przed soba i wolnosc wyboru w wielu przypadkach. Na zasadzie: jak nie tu to gdzie indziej czy z kim innym.

Zmiana wzorcow tez jest istotna, powoli przestaje byc trendy narzekanie a staje sie nim bycie cool, happy czy czlowikiem sukcesu. Media maja w tym swoj nieoceniony wklad.
Pamietam wiele scen z telewizji (dziennik czy filmy), pokazujace np. ulice Warszawy z lat 80-tych. Szaro, brzydko, przewaznie krajobraz zimowy, ludzie pokuleni, spieszacy sie, stojacy w kolejkach, smutne zaciete twarze, klotnie w srodkach komiunikacji miejskiej. I takie obrazki pokazywano czesto za granica, nic dziwnego, ze obcokrajowcy niechetnie do naszej stolicy i Polski przyjezdzali. Ci, ktorzy tam jeszcze nie byli, bo ci co wracali wiedzieli juz, ze to taki medialny filtr i nie wszystko jest takie blee jak im pokazano.

A teraz?Reklamy miast czy regionow az zachecaja do zaplanowania urlopu w pieknych i goscinnych zakamarkach naszego kraju.

I gdyby ten wplyw pozytywnej reklamy przelozyc na stosunki miedzyludzkie, to o ilez mniej smutnych i nieszczesliwych osob zyloby wsrod nas. Czesem wystarczy usmiech zeby zaswiecilo slonce.

Ale filozoficzny off-top:)

15

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
bbasia napisał/a:

(...) chciałabym się Was zapytać, czy to, że ktoś stwierdza, że ma gorzej od Was (ma mniej kasy, jest brzydszy, ma mniej zdolne dzieci, mieszka z wredna teściową itp) jest pocieszeniem, czy wręcz przeciwnie - wkurza Was, że ktoś chce "przebić" Was w wyścigu na bycie tą bardziej pokrzywdzoną?

Będzie w punktach big_smile.

Nie licytuję się. Jeśli coś mi naprawdę nie dokuczy, to nie narzekam. Moje najbliższe otoczenie już wie, że jeśli o czymś mówię, to znaczy, że jest naprawdę źle, a to, że nie mówię wcale nie znaczy, że nic się nie dzieje.

Na pewno innym nie zazdroszczę niczego, do czego doszli sami, a ja nie mam, bo mi się nie chciało tongue. Ogólnie zresztą typowa zazdrość o to, że komuś jest w życiu lepiej, jest obcym mi uczuciem.

Nie lubię ludzi, którzy narzekają dla zasady, a z samego narzekania zrobili styl życia. To jest toksyczne i wypija moją własną energię, dlatego od takich osób staram się odcinać. Jeśli ktoś we wszystkim widzi problem, a jednak nic z tym nie robi, to znak, że w gruncie rzeczy całkiem mu z tym dobrze wink.

16

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Generalnie mi to wisi.

Chociaż czasami ludzie aż się proszą żeby ich uświadomić że ich problem to nie problem. Jak np w przypadku kobiet które płaczą, że mają za duży nos, za małe piersi, wtedy mam przed oczami tych wszystkich ludzi z poważnymi deformacjami ciała i myślę sobie, oni faktycznie mają problem, ludzie wytykają ich palcami, mają ciężkie życie i nieraz deformacje wiążą się z poważną chorobą i długim cierpieniem, a tu jakaś lala płacze że jej nos jest prosty, a nie zadarty. Oczywiście jej sprawa, nie pasuje niech sobie zmieni, ale mnie to śmieszy i jednocześnie denerwuje, że taka osoba jest tak skupiona na sobie że nie widzi tego, że są ludzie tak potwornie zdeformowani i chorzy i że jej narzekanie przy nich jest żałosne.

Co do pieniędzy to mi osobiście dynda ile ktoś ma i co z tym robi, ale ma, a nie patrzy na cudze (do tematu o mężu). Chcesz wydawać i żyć na poziomie, żyj, ale za swoje nie za cudze, chyba że ta osoba chce się dzielić, nie chce, to już jest Twój problem, chcesz więcej, zarób, proste i logiczne.

Nie raz też miałam sytuację, choćby u lekarza, kiedy zbulwersowana starsza kobieta krzyczała "dlaczego pan przyjmuje tą zdrową i młodą kobietę przede mną" ja nic nie powiedziałam, lekarz za to powiedział jej "nie chciałaby Pani chorować tak jak ta młoda dziewczyna", mi zrobiło się przykro, nic jej nie zrobiłam, lekarz zawsze przyjmuje mnie pierwszą, chyba że są dzieciaki, a nie raz właśnie ktoś wielce obruszony ze starszego pokolenia wylewa na mnie i na lekarza pomyje, dlaczego ona nie ja, ja jestem stara i chora i mi się należy bardziej... Cóż idzie się przyzwyczaić.

17

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Ja niestety nie narzekam. Czasem bardzo bym chciała, ale ja popadłam w odwrotną skrajność. Nie umiem się skarżyć na los, nie umiem głośno narzekać i jeżeli coś mi doskwiera, jeżeli już naprawdę czuję, że nie daję rady psychicznie ogarnąć życia, to prędzej przyjdę w takie miejsce jak to, niż powiem o swoich problemach komukolwiek ze swojego otoczenia.

Nie potrafię nikomu przyznać się, że jest mi źle, że z czymś nie daję rady, że potrzebuję pomocy, tylko do usr***j śmierci będę przed wszystkimi uśmiechać się i udawać, że wszystko jest ok. Jeżeli ktoś zbliży się do mnie zanadto i boję się, że odkryje prawdę to urywam kontakt. Odsunęłam się od przyjaciół, nie utrzymuję kontaktu z rodziną...

Finał jest taki, że nikt nic o mnie nie wie.

Ale nie narzekam...

18

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Tak mi się jakoś skojarzyło....
Czym różni się pesymista od optymisty?
Pesymista twierdzi, że już gorzej być nie może... optymista natomiast - że owszem - może smile ;D

19

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
Małpa69 napisał/a:

Co do pieniędzy to mi osobiście dynda ile ktoś ma i co z tym robi, ale ma, a nie patrzy na cudze (do tematu o mężu). Chcesz wydawać i żyć na poziomie, żyj, ale za swoje nie za cudze, chyba że ta osoba chce się dzielić, nie chce, to już jest Twój problem, chcesz więcej, zarób, proste i logiczne.

krociutki komentarz i jedno pytanie do tego akapitu:

od kiedy pieniadze malzonka w tej samej rodzinie, sa cudze?sadzilam, ze jak jedno daje 100% to i drugie powinno. Widac, reguly sa rozne.

Czy moge ten tekst zacytowac i wkleic w watku o nieslusznym napietnowaniu tzw. "kur domowych"? Ciekawa jestem komentarzy kobiet zyjacych TYLKO z cudzych dochodow.

Juz nie wracam do tego tematu ponownie, bo to nie

ma zwiazku z narzekaniem..chociaz moze. W sumie tamta dyskusja wlasnie miala taki charakter: nie narzekaj, bo inni, w tym ja, mamy gorzej. Czyli kto da wiecej.

20

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Mussuko ja również jestem kurą domową (aczkolwiek dorabiam w domu), ale ja to USTALIŁAM z MOIM za WSPÓLNĄ ZGODĄ, taka była nasza decyzja i on WOLI kiedy ja jestem w domu. Tam mamy sytuację na zasadzie DAJ i nie wiemy czy oni to ze sobą UZGADNIALI, autorka przepadła, a my możemy tylko gdybać. Jeżeli obie strony chcą mieć wspólny budżet, jak pisałam wielokrotnie ja jestem na tak, ale jeśli ktoś nie chce (do czego też może mieć powody) to ma takie prawo.

Mussuko, pozwól że moimi postami będę sama gospodarować, ten jest do tego wątku i nie przeinaczaj moich wypowiedzi wyrwanych z kontekstu. Czym innym jest wspólnie ustalona tzw wspólna skarbonka, a czym innym ciągniecie od kogoś na siłę, mało tego nie znamy wydatków tamtego faceta, jakie płaci na dom, a wiem ile dom kosztuje i podejrzewam że płaci on dużo i zostaje mu niewiele.

Iceni mam to samo, tutaj jakoś umiem marudzić, w realnym życiu uszy po sobie i idę dalej, nawet płakać nie potrafię, choć bardzo bym chciała.

21 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-10-14 18:58:41)

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Wybaczcie, Drogie Panie, że wcina sie w temat jakis facet...
Moje spojrzenie na zagadnienie? "Bywało gorzej" - gdy jest źle... Bez narzekania, bez zazdrosci, bez malkontenctwa...
Owszem, gdy coś idzie nie po myśli, wszystko sie sypie - wystarczy uświadomić sobie, że są tacy, u których nasze zmartwienia ...byłyby namiastką szczęścia. Że zawsze i tak mogło wszystko wygladać jeszcze tragiczniej. Kwestia spojrzenia i zauwazenia jakichś (nawet śladowych) pozytywów sytuacji. Bo przy odrobinie dobrej woli - w każdej sytuacji (no może prawie każdej) można dostrzec coś pozytywnego...
Gdy jest dobrze (dlaczego tak mało takich chwil?) - świadomość tego, że mogło być znów źle, a nie jest - dodaje skrzydeł. Ale bywaja i malkontenci (malkonten...tki? smile ), dla których zawsze jest coś "nie tak", znajdą przysłowiową dziurę w całym. Właściwie - przy odrobinie złej woli - we wszystkim można znaleźć coś "nie tak". I w taki sposób negować nawet coś pozytywnego, zatruwać coś, co mogłoby dodać pozytywnego kopa.
Tyle tylko, że w ten sposób zawsze cos będzie nie tak - zatraca się pozytywny obraz.
Sumujac - i nawiazujac do tego, co napisała bbasia: "Pesymista twierdzi, że już gorzej być nie może... optymista natomiast - że owszem - może" - uważam się za radosnego pesymistę, bo zawsze mogło byc gorzej.
Dla zobrazowania: prawie jak bohater z ostatniej sceny "Żywotu Bryana" Monthy Pythona smile

22

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
kosmiczny nick napisał/a:

Wybaczcie, Drogie Panie, że wcina sie w temat jakis facet...
Moje spojrzenie na zagadnienie? "Bywało gorzej" - gdy jest źle... Bez narzekania, bez zazdrosci, bez malkontenctwa...
Owszem, gdy coś idzie nie po myśli, wszystko sie sypie - wystarczy uświadomić sobie, że są tacy, u których nasze zmartwienia ...byłyby namiastką szczęścia...

Myślę, że MĄDRE WCINANIE SIĘ jest mile widziane wink
Mając podobne nastawienie jak wyżej opisane, w kwestii "wiecznego narzekactwa" mam dodatkowe przemyślenie - gdy NIE MA możliwości by zwrócić na siebie uwagę w sensie sukcesów czy osiągnięć, poniektórzy nasycają swój apetyt na wyjątkowość kładąc nacisk na przeciwny kraniec tego continuum wink Zawsze można być NaaaaaaaaJ-NIESZCZĘŚLIWSZYM!
Tylko, ze to obosieczny miecz.
Bo otoczenie nasłuchawszy się przez lata tego narzekania, gdy przyjdzie prawdziwe nieszczęście, może je przeoczyć... Co też stało się z moją biedną teściową wink  Chciała zwrócić na siebie uwagę dzieci, które niezbyt miały czas i ochotę na dotrzymywanie towarzystwa znudzonej rodzicielce... mówiłam - "nie grzesz, nie narzekaj (bez większych powodów)" bo sobie "wykraczesz" wink teraz MA konkretny powód, ale Oni się już "znieczulili" sad

23

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
Mussuka napisał/a:
in_ka napisał/a:

a wiesz mussuka, że badania pokazują nas Polaków jako jednych z najszczęśliwszych narodowości, więc może to tylko takie schematy są, że jęczymy i marudzimy ...

ja tak w te badania wierze, jak w marsjan i ufo. Podobne badania wykazaly, ze Finlandia, to ponoc najlepszy kraj do mieszkania a Finowie sa tez bardzo szczesliwym narodem (malo z krzesla nie spadlam, jak to pierwszy raz czytalam w tutejszej prasie). O testach na edukacje , Pisa czy cos w tym stylu, lepiej nie wspominac.

Badania badaniami, a zycie zyciem, wystarczy przejsc sie ulicami miast i popatrzec na usmiechniete buzki:)

No ale to nie calkiem na temat, nie chce off-topowac.

Ja już nie mogę czytać tej Twojej propagandy/spaczonego poglądu na Polaków.

Ja wiem, że Ty już "Europejka-Finka", że Ty "nie rozumiesz" i "nie wiesz", ale dla mnie, to Ty to Twoje pojęcie zatrzymałaś w pamięci jakieś 20 lat temu, jak jeszcze sama popylałaś po ulicach Warszawy. A to, że raz na ruski rok przyjeżdżasz czasem do PL na 3 dni? To nie wiem w jakim towarzystwie się obracasz, skoro ciągle i przy każdym tego typu temacie masz wciąż ten sam stereotypowy pogląd.

W Polsce są ludzie marudzący i zadowoleni jak WSZĘDZIE na świecie. I jest ciężko, bo tu kutwa jest ciężko i czasem sobie człowiek musi ponarzekać i co z tego? Wszyscy mają wyjechać?

Na wiosnę i w lecie widzę bardzo dużo zadowolonych ludzi i na jesieni też, jak jest ciepło. W zimie trochę mniej, ale aura nie sprzyja.

24 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-10-15 09:21:18)

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
Teo napisał/a:
Mussuka napisał/a:
in_ka napisał/a:

a wiesz mussuka, że badania pokazują nas Polaków jako jednych z najszczęśliwszych narodowości, więc może to tylko takie schematy są, że jęczymy i marudzimy ...

ja tak w te badania wierze, jak w marsjan i ufo. Podobne badania wykazaly, ze Finlandia, to ponoc najlepszy kraj do mieszkania a Finowie sa tez bardzo szczesliwym narodem (malo z krzesla nie spadlam, jak to pierwszy raz czytalam w tutejszej prasie). O testach na edukacje , Pisa czy cos w tym stylu, lepiej nie wspominac.

Badania badaniami, a zycie zyciem, wystarczy przejsc sie ulicami miast i popatrzec na usmiechniete buzki:)

No ale to nie calkiem na temat, nie chce off-topowac.

Ja już nie mogę czytać tej Twojej propagandy/spaczonego poglądu na Polaków.

Ja wiem, że Ty już "Europejka-Finka", że Ty "nie rozumiesz" i "nie wiesz", ale dla mnie, to Ty to Twoje pojęcie zatrzymałaś w pamięci jakieś 20 lat temu, jak jeszcze sama popylałaś po ulicach Warszawy. A to, że raz na ruski rok przyjeżdżasz czasem do PL na 3 dni? To nie wiem w jakim towarzystwie się obracasz, skoro ciągle i przy każdym tego typu temacie masz wciąż ten sam stereotypowy pogląd.

W Polsce są ludzie marudzący i zadowoleni jak WSZĘDZIE na świecie. I jest ciężko, bo tu kutwa jest ciężko i czasem sobie człowiek musi ponarzekać i co z tego? Wszyscy mają wyjechać?

Na wiosnę i w lecie widzę bardzo dużo zadowolonych ludzi i na jesieni też, jak jest ciepło. W zimie trochę mniej, ale aura nie sprzyja.

ulzylo Ci Teo? zeby poznym wieczorem mloda i podobno "zadowolona" ze swego zycia dziewczyna taka agresja ziala? No no, cos musi byc "na rzeczy";)

Raz na ruski rok to jest co 2 tygodnie skarbie. I wierz mi, ze te 3 dni pobytu i spotykania sie z klientami i znajomymi osobami i sluchania ich narzekan na to, jak to ciezko w zyciu jest, a szczegolnie w tym kraju (tak tak, to nie moje cytaty z TYM krajem) wystarczy, zeby chciec im powedziec "w takim razie zmien cos, bo samym biadoleniem sobie nie pomozesz".

Teo, mam serdeczna prosbe, nie czytaj moich postow skoro ich nie lubisz i daruj sobie te ogniste komentarze. Kazdy ma prawo do swojej opinii, nawet skrajnie odmiennej.

A jesli chcesz miec porownanie i tzw. spojrzenie z innej perspektywy na pewne zachowania, to proponuje troszke pojezdzic, poznac inne kultury, nabrac dystansu. I wtedy sie wymadrzac. Moja opinie niestety potwierdza wiele osob mieszkajacych i za granica i w kraju.

25

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Mussuko tylko że ty przesadzasz. Pozwól że podam Ci kilka przykładów, może dzięki nim coś zauważysz.

Sytuacja teoretyczna numer 1. Ktoś mówi "nie podoba mi się ta aktorka i ogólnie jest kiepską aktorką" często pojawiają  się wtedy komentarze podobne do Twojego "bo jej zazdrościsz, chciałabyś wyglądać jak ona i mieć tyle pieniędzy", ale zaraz zaraz, ktoś wyraził tylko swoją opinię to że ktoś nam się nie podoba (mimo że dla wielu może wyglądać pięknie, ale komuś akurat nie przypadnie do gustu, bo nie jego typ urody, nie jego styl, gra aktorkska też fatalna, ale wielu ludziom się podoba, bo nie każdy się na tym zna i ma duże oczekiwania) ale bardzo modne jest teraz stwierdzenie że ten ktoś ma ból d. albo zazdrości.

Sytuacja teoretyczna nr 2. No nie wiem... Niech będzie że znajomy kupił sobie samochód, a Ty masz starego według niego rupiecia. Problem w tym że twój rupieć ma się dobrze, nie psuje się, jest niezawodny a jego naprawy nie kosztują milionów i lubisz go właśnie dlatego że ma klimat minionych lat. Nie podobają Ci się nowe samochody i mówisz to głośno, śmiesz wyrazić swoje jak najbardziej normalne zdanie, że po prostu nie podobają Ci się nowe samochody ani z wyglądu, ani to że napakowane są elektroniką, na to słyszysz "że po prostu zazdrościsz bo nie możesz sobie pozwolić na nowy samochód i tylko dlatego tak gadasz" ejj ale ciebie stać na nowy samochód, po prostu ci się nie podobają.

Jeszcze trochę człowiek chcąc wypowiedzieć swoje zdanie, będzie musiał się 20 razy zastanowić czy w ogóle się odzywać, bo zaraz się okazuje, że to że coś nam się nie podoba to ból d., zazdrość, zawiść i nie wiem co jeszcze. No ludzie...

Co do tamtej sytuacji raz jeszcze i ostatni już. Pełno tam niewiadomych i skakanie na siebie nie ma sensu bo autorka nie wróciła i nic nie raczyła nam napisać, nadal nie wiemy jakiej kwoty zobowiązania, opłaty, rachunki, może jakiś remont płaci jej mąż. Nie wiemy również dlaczego nie ustalili na początku wspólnego budżetu. Generalnie gucio wiemy i odwoływanie się do niej nie ma sensu. Zwróć też uwagę że kwoty podawane przez autorkę ulegały zmianie...

Zapewniam Cię, że nie każda z nas pisała z zazdrości. Zresztą czego tu zazdrościć? Ani to jakieś wielkie pieniądze są, ani fajna sytuacja emocjonalna. Polacy to prawda często naród zawistny, ale jeszcze musi być czego zazdrościć, a do niczego związek i 2 tysiące to jeszcze nie powód, przynajmniej moim zdaniem. To że ktoś śmie wypowiedzieć swoje negatywne zdanie, nie oznacza że chce się licytować, albo że zazdrości, po prostu o ile się nie mylę mamy do tego prawo.

26

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Malpa, a o czym Ty teraz znowu piszesz? O tym poscie Teo i mojej odpowiedzi czy znowu wracasz do kwestii z innego watku?

Po co to mieszasz?

Wyrazilam swoja opinie odnosnie narzekactwa i malkontenctwa, ktore nadal sa nasza narodowa przywara, choc jak tez wczesniej pisalam, media i nowe czasy (w tym rowniez poznawanie innych kultur) pozytywnie wplywaja na zmniejszenie sie tych tendencji. Zdania na ten temat nie zmienie, tylko dlatego, zebo mi jakas forumowiczka nawrzeszcy i potupie nozkami. I nie jest to moje jakies uprzedzenie czy odcinanie sie od kultury i spoleczenstwa polskiego, bycie dumnym ze swego pochodzenia nie zabrania bycia rowniez obiektywnym i sprawiedliwym w ocenie wlasnych bledow.

W kwestii meza, kasy itp. tez mam swoje zdanie - kazdy czlowiek ma prawo zadac wiecej, nie kazdy natomiast to wiecej dostanie. Ale jak to mowia - proscie a bedzie wam dane. Wiec na proste pytanie autorki, czy dana kwota jest to duzo czy malo, ja odpisalam, ze jak na ich warunki finansowe, jest to malo i smialo moze poprosic o wiecej. Na co zaczela sie lawina porownan ile i za ile kto tu i tam zyje. A co ona ma do tego? Dlatego zalecialo mi dosc wyraznie zwykla ludzka zazdroscia.

Nie wiem natomiast zupelnie skad te przyklady z aktorka czy starym autem? Jak ktos konstruktywnie taka krytyke sformuluje, to bedzie to krytyka i swieta sprawa kazdego.

A skoro o krytyce mowa - czemu mnie nie wolno skrytykowac malkontenctwa i zawisci ludzkiej? Inne prawo dla kazdego forumowicza?

27 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-10-15 10:49:21)

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Ależ oczywiście że Ci wolno, tylko weź pod uwagę że niekoniecznie ta zazdrość rzeczywiście miała miejsce, bo sama przyznaj czy w tej sytuacji, jest cokolwiek czego można by zazdrościć? Chyba nie i mi osobiście jest tej kobiety żal, o ile w ogóle istnieje.

Co zaś samego tematu się tyczy. Ja wyprałam z siebie zazdrość i marudzenie, pewnie każdy czasem marudzi, ale znacznie łatwiej żyje się bez tego, spokojniej. Nie ma sensu patrzeć na to kto ma lepiej kto ma gorzej. Chociaż lubię oglądać programy o ludziach chorych i zdeformowanych, ale nie tych marudzących, tylko tych którzy akceptują swój los, pomaga mi to przy mojej chorobie.

Zauważyłam też że kiedy po raz kolejny idę do przychodni choćby z zapaleniem płuc, a mimo to zachowuję uśmiech na twarzy to poprawiam tym humor chociaż lekarzowi czy pielęgniarce, które często są zestresowane tym, że np nie ma już gdzie podać mi antybiotyku dożylnego, bo żyły popękały a w innych miejscach nie widać, nie wiedzą co robić, ja wtedy się uśmiecham i mówię "to szukajmy na ślepo tych których nie widać" pielęgniarka wtedy przestaje się stresować, a ja nie jestem typem pacjenta który będzie jęczał nad niewielkim ukłuciem chociaż nie raz tych ukłuć jest bardzo wiele. Ale tak nie utrudniam innym pracy, żartuje i wszyscy mają dobry humor, moim zdaniem tak jest lepiej niż gdybym przyszła i jęczała, że "głupia baba nie umie zastrzyku zrobić, a ja jestem taka chora" ani mi by nie było lepiej ani jej ;p A jednocześnie rozumiem ludzi którzy w obliczu choroby marudzą, mam świadomość że nie każdy jest twardy i odporny na ból, że każdy może być już zmęczony i mieć gorszy dzień. Jesteśmy różni, różnie patrzymy na problemy, dla jednego problemem będzie pobieranie krwi, a dla innego problemem nie będzie nawet poważna operacja. Mogłabym przy moim "doświadczeniu igłowym" wyśmiewać każdego kto boi się iść na pobieranie krwi i wylać całą litanię jak to ja mam źle bo jest non stop albo na badaniach albo na zastrzykach a ty boisz się jednego ukłucia, ale nie robię tego bo ta marudząca osoba, może się bać, każdy ma jakieś fobie, czegoś się boi, czegoś nie lubi, staram się zawsze zrozumieć drugiego człowieka.

28

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?
Mussuka napisał/a:

ulzylo Ci Teo? zeby poznym wieczorem mloda i podobno "zadowolona" ze swego zycia dziewczyna taka agresja ziala? No no, cos musi byc "na rzeczy";)

Jak się ma argumentu, to zaraz się leci z "ziajaniem agresją", brawo smile Tak, zezłościła mnie Twoja wypowiedź, a dlaczego, to podałam w swojej. Zezłoszczenie się, to rzecz ludzka, nigdy się nie złościsz na nić? Jeśli tak, to znaczy, ze siejesz agresją, nienawiścią i zazdrościsz.

Mussuka napisał/a:

Raz na ruski rok to jest co 2 tygodnie skarbie. I wierz mi, ze te 3 dni pobytu i spotykania sie z klientami i znajomymi osobami i sluchania ich narzekan na to, jak to ciezko w zyciu jest, a szczegolnie w tym kraju (tak tak, to nie moje cytaty z TYM krajem) wystarczy, zeby chciec im powedziec "w takim razie zmien cos, bo samym biadoleniem sobie nie pomozesz".

No to widać masz takich znajomych i otoczenia, bo w moim otoczeniu bardzo mało ludzi narzeka i są to ludzie w różnym wieku.

Mussuka napisał/a:

Teo, mam serdeczna prosbe, nie czytaj moich postow skoro ich nie lubisz i daruj sobie te ogniste komentarze. Kazdy ma prawo do swojej opinii, nawet skrajnie odmiennej.

Mogłabym poprosić o to samo dokładnie i podać taki sam argument, że każdy ma prawo do swojej opinii smile

Mussuka napisał/a:

A jesli chcesz miec porownanie i tzw. spojrzenie z innej perspektywy na pewne zachowania, to proponuje troszke pojezdzic, poznac inne kultury, nabrac dystansu. I wtedy sie wymadrzac. Moja opinie niestety potwierdza wiele osob mieszkajacych i za granica i w kraju.

Hmm, pomyślmy... Tan rok - Emiraty arabskie (tydzień) i Japonią (2 tygodnie), Kilka lat wstecz- Anglia kilkakrotnie w tym ponad pół roku ciągłego mieszkania i studiowania, wycieczki do Francji (3 tygodnie 2 lata temu), Hiszpanii, Niemiec, Bułgarii (po 2 tygodnie), aaa i 9 miesięcy mieszkania w Australii... Uważam, że perspektywę mam dość nieźle poszerzoną, noale w Finlandii jeszcze nie mieszkałam, więc nie jestem pewna, czy mogę się wypowiadać i porównywać...

29

Odp: Ja to mam źle... a może jednak nie?

Pozwolę sobie przypomnieć, że off top jest sprzeczny z regulaminem naszego forum, dlatego bardzo proszę, aby wszelkie prywatne nieporozumienia załatwiać pozaforumowo.

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Ja to mam źle... a może jednak nie?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024