Cześć wszystkim.
Ostrzeżenie: poniższy post jest wielkości tasiemca. Można wkleić "tl;dr", chociaż wolałbym aktualną radę.
Na wstępie rzucę, że jestem facetem. Jestem w związku z moją dziewczyną od ponad roku i kocham Ją szczerze. I chciałbym dostać kilka porad od Was.
Nigdy nie miałem wysokiej samooceny, ba, powiem że nigdy nie miałem wyższej niż 0, może poza kilkoma razami. Przykładem jest to, że mimo organizacji wielu ciekawych projektów, trudno mi jest uwierzyć że nie skończę na kasie, uważam że jeżeli ta dziewczyna nie jest tą jedyną, to innej też już nigdy nie będzie, i wiele innych rzeczy.
Przez pewien okres byłem chorobliwie zazdrosny o moją dziewczynę (i to prawda), na szczęście udało mi się to przezwyciężyć, chociaż wraca - pytanie czy słusznie?
Na początku naszego związku wszystko było pięknie, cacy, sielanka. Przez pół roku właściwie żadnych problemów, rozmowy do 4-tej nad ranem, historyjka jakby wyciąć sceny z romansidła. Potem pojawił się znajomy, dzięki któremu właściwie się poznaliśmy. Problem w tym, że jest to znajomy który mieszka w innym kraju. Zaczął z Nią pisać, upominać się o rozmowę, i tak dalej. Na początku nie miałem nic przeciwko temu, bo stwierdził że po prostu potrzebuje kogoś do pogadania, czuje się alienowany w swoim kraju - nawet wychodziłem z propozycją wspólnego pogrania w coś w necie czy pogadania. Ale ich rozmowy zaczęły nabierać tempa, rozmawiali ze sobą o wiele więcej aniżeli Ona rozmawiała ze mną i w końcu pewnego dnia dowiedziałem się - że się w nim zakochała i chce być razem z nim.
...
...
...
Wróciła po czasie mniejszym niż 30 minut, z płaczem że to najgorsze 30 minut jej życia i chce wrócić do mnie, i chce ze mną być, i tak dalej.
Uwierzyłem. Niestety utrzymywała z nim nadal kontakt, mimo tego że bolało mnie to i widziała to na każdym kroku. Byłem zazdrosny o każdą ich rozmowę - czy nawet pisanie - z racji sytuacji jaka wynikła. Do dzisiaj kontakt z nim się ograniczył do wymienienia kilku wiadomości raz na dzień-dwa, co jest dla mnie kompletnie okej. Ale dwa miesiące temu, pojawił się ktoś inny. Człowiek, którego traktuję jako manipulanta, dla którego również mnie zostawiła, po 3 dniach znajomości z nim (!). Wróciła do mnie z płaczem po 5 dniach. Przez długi czas nie chciałem sam się z Nią związywać, i próbowałem traktować jak przyjaciółkę. Nie wyszło, i znów jesteśmy razem.
Zgodnie z tradycją dobijamy do półtora roku, i znów zaczynam widzieć niepokojące symptomy znajomości z tym gościem. Dokładniej chodzi mi o to, że każdej nocy ta osoba stwierdza, że jest smutna, dobita, potrzebuje "przyjacielskiego" pocieszenia, rozmowy. Akurat ten tryb włączył się troszkę ponad tydzień temu i występuje codziennie od godziny 22. Niestety, moja dziewczyna za każdym razem leci na zawołanie, mimo tego że wie, że mi to się nie podoba, pocieszać i spędzać czas z delikwentem (rozmową przez telefon podczas której ignoruje mnie kompletnie) do momentu aż właściwie zaśnie.
Zahaczając o temat zazdrości - ma Ona przyjaciela (który zresztą okazał się fałszywy wobec mnie), o którego czas jaki spędza z nim nie byłem nigdy zazdrosny. Ma również przyjaciółkę, i bliższego znajomego z internetu, z którymi spędza czas od czasu do czasu (jak to brzmi), i również nie mam ku temu nic przeciwko.
Pytanie brzmi, czy to ze mną jest coś nie tak, że najchętniej chciałbym aby zerwała swój kontakt z obydwoma delikwentami raz na zawsze, czy wina nie znajduje się we mnie? Aktualny były z którym rozmawia ciągle ma coraz to nowsze problemy, a znajomość rozpoczął tekstem iż jest śmiertelnie chory. Nie, nie jest. Nigdy nie był zresztą. Stwierdził też ostatnio, że wyrzucili go z domu, że rodzice go biją, przyjaciół nie ma (ale piątkowy melanż i potem zdjęcia na instagramie zawsze spoko) i tak dalej, i tak dalej. Kusi mnie nawet ażeby zawiadomić odpowiednie służby o jego "sytuacji w domu" która według mnie miejsca nie ma. Próbował również wrobić mnie we włamanie na jego Facebooka, wysyłając wiadomość od siebie do mnie na temat mojej dziewczyny i 10 sekund po tym pisać jej i mi że włamałem się na jego fejsa.
Rady odnośnie mojego zachowania? Co robić? Nie chciałbym z Nią zrywać, bo Ją kocham. Boję się też, że moją zazdrością i monotonnością po prostu Ją ograniczam. Pytanie jest, czy moja zazdrość jest uzasadniona i to Ona ma problem, czy problemem i prowokatorem tych sytuacji jestem ja?
Pisząc tego posta właśnie z nim rozmawia. Nie wiem co mu dzisiaj dolegało, ale zapewne znów będzie skakał z mostu. W ostatnim miesiącu udało mu się skoczyć już ponad 10 razy, co uważam za niesamowicie dobry wynik. Kilka razy też udało mu się powiesić, ale chyba nie wychodzi mu wiązanie węzłów, a także skakał z wieży, ale musi być nadzwyczajnie lekki i unosi się nad ziemią, że jeszcze żyje.
Prosiłbym o szybką odpowiedź, i z góry dziękuję za jakiekolwiek zainteresowanie.