Witajcie,
Po ponad półtorej roku bycia singlem udało mi się znów w kimś hmm zauroczyć,zakochać.
To była z początku ciężka sytuacja bo poznałem tą dziewczynę gdy ta jeszcze myślała o przyszłym facecie, który ją zranił.
Kontaktowaliśmy się tylko telefonicznie ale codziennie przez cały miesiąc rozmawiając po nawet kilka godzin.
W końcu się udało namówiłem ją by spróbowała ze mną.
Dziewczyna w pierwszych dniach gdy zaczęliśmy nasz związek była bardzo szczęśliwa, zapewniłem ją że nie jestem typem jak poprzedni którzy zdradzają i jedna kobieta im nie wystarcza.
Z racji tego że dość bardzo mi się ona od początku spodobała ale jej tego nie mówiłem, zauważyłem że trochę więcej jej daje uczuć niż ona sama mi to znaczy częściej sam sie przytulam, całuje , daje jej dotyk niż ona sama dodatkowo chce sie pokazać z jak najlepszej strony jestem miły i wgl.
Co sprawiło po jakimś czasie że miała wahania czy chce ze mną być ponieważ odbiegam trochę od tych cech charakteru które może ona lubi w mężczyznach, którzy poprzedni mieli.
Mój dalszy plan działania natychmiastowo wszedł w życie, na spotkaniu jej nie dotykałem nie dawałem jej czułości póki sama nie przyszła po przytulenie lub pocałunek, chwilami w żartach starałem się być lekko dogryźliwy, trochę niedostępny, oraz na jej pytania co o niej myśle wymigiwać sie od odpowiedzi tajemniczo się tylko uśmiechając.
Plan chyba zadziałał było lepiej, zaczęła się jakby bardziej zakochiwać, dzwniła tak jak zawsze, zaczęły się poważniejsze rozmowy o nas co z nami dalej jakie plany na przyszłość, co jej sie podoba we mnie co mi w niej itd.
Niestety wszystko zepsuła jedna sytuacja....
Pewnego dnia postanowiłem nie winnie sprawdzić moją dziewczyne czy jest prawdomówna zrobiłem pewien nie planowany numer posłuchawszy mojego kolegi...
Nie powinienem tego zrobić... dotakowo wyszło że dziewczyna w małym stopniu nie wielkim ale mnie okłamała...
W moim przypadku uczucia do niej grają górę i to że wyszło z jej strony lekkie kłamstwo wgl. mnie nie ruszyło...
Ale z jej strony za to bardzo sie rozczarowała że ją sprawdziłem i przez to wszystko popsułem.
Na dodatek po raz pierwszy mi powiedziała z łzami w oczach że zdążyła mnie już pokochać...
Zareagowałem natychmiastowo wiem o swiom błędzie nie chce tego już nigdy zrobić i nie zrobię a teraz postanowiłem że skoro udało jej sie mnie pokochać to pokaże jej że nie zrobiła błedu będąc ze mną i mogę już spokojnie dać jej dużo uczucia skoro udało jej sie mnie pokochać nie musze byc niedostepny, niech poczuje ze moze byc przy mnie szczesliwa.
Wydawało mi się że jest już dobrze po tej sytuacji cały dzień śmialiśmy się zartowaolismy miło spedzalismy czas przytulalismy itd. wręcz sama sie przytulala do mnie i wgl. czułem że sytuacja się naprawiła i jest już dobrze.
Niestety gdy wróciłem do siebie do domu ona mówi że teraz ciągle się jej kojarzę z tą sytuacją która miała miejsce, że wszystko jakoś pękło że nie czuje w tej chwili nic do mnie, że nie miała by żadnego problemu żeby teraz zerwać ze mną i wgl. że nie traktuje mnie jak faceta na stałe że skoro teraz nie ma miłosci to mozliwe ze poźniej też nic nie bedzie, ze moze po prostu z jakichs tam powodow nie pasuje do niej pod wzgledem charakteru, i ze jak by sie czlowiek starał to po prostu tak jest i nie mozna nikogo zmusic do zwiazku.
Nie rozumiem tego w końcu wiem jak było jeszcze ostatnio przed tą sytuacją przykrą, że gdyby jej nie było to jej uczucia zapewne teraz nie uległy by zmianie... dla mnie ta sytuacja jest do wymazania i pomogl bym jej tez ja wymazac poprzez wspolnie spedzony milo czas i danie jej duzo uczuc, aczkolwiek skoro ona teraz tak mowi ze nie czuje do mnie w tej chwili nic, ze prysło coś itd. to może powinienem wrócić do tamtego starego planu ? niesdostepnosc, tajemniczosc, nie dawanie wiecej uczuc niz ona sama, moze wywolac w niej troche zazdrosci?
Jak uważacie, co doradzicie?
