Witam ,
potrzebuje rady kogoś ze zewnątrz. Małżeństwo 5 lat , początki super , miłość od pierwszwgo wejrzenia jak to mówią , szybki wymarzony pokaźny ślub , zakup domu pod kredyt - i tutaj zaczynają się schody. Kupiliśmy dom po należących w połowie do rodziny mojej żony , w połowie , resztę po długich negocjacjach udało się kupić na kredyt - dom do całkowitego remontu. A więc zaczął się remont , pomagali teściowie jak i moi rodzice , podział sił - na tyle na ile kogo było stać. Od początku zamieszkania razem okazało się że mamy inne piorytety , żona zabawe , wyjazde , ja remont opłacanie rachunków itp. Moja żona zawsze musiała mieć wszystko z górnej pólki jak nie to przysłowiowo tupała nóżką. Zaczeły się kłótnie - i mówię Wam nikt wcześniej nie mieszał mnie z błotem tak jak ona - mogła powiedzieć że jestem debil , idiota , gówno , żeby za chwilę przyjść i zapytać się czy w wekkend jedziemy na wycieczkę. Ja że jakąś tam dumę miałem obrażałem się i tak sobie żyliśmy od kłotni do kłotni. Obraziła się na moja rodzinę - oddzielne święta - nie będę pisał powodów bo są śmieszne. Słyszałem słowa nie jestem Twoja sprzątaczką , dupodajką , Twoja rodzina jest skreślona. I właśnie zauważyłem że ona szybko nazywała kogos swoim przyjacielem jednak jeśli ów przyjaciel nie zgodził się z moją ex został skreślony w trybie natychmiastowym bez możliwości wytłumaczenia się. Wszystko co dawałem było mało , kupiłeś nie to co mi się podoba , nic o mnie wiesz , chciała samachód dla sieie - kupiłem ,prezenty - mało , ciaągły kontrol z jej strony - gdzie jedziesz , po co tam jedziedz , o której będziesz - a nie daj boże sie spóznić totalna jazda. Ja w poczuciu winy że kurde chyba mało sie staram , starałem sie żeby było jak najlepiej , gówno - dopóki dawałem kase , robiłem obiatki , ok , jak o coś sam poprosiłem jazda na maxa w stylu ja już nic od siebie nie dam - miałeś wszystko - zje....łeś. I tak po kilku próbach moja ex złozyła pozew o rozwód , stwierzila ze chce jej zabrać dom , że ona nie miała co jeść , w co się ubrać itp = masakra - wzieła adwokata za 3 tyś i heja. Po tych słowach postanowiłem się wynieść z tego wesołego domku , znalazłem mieszkanie , wyprowadziłem się chociąż chciała żebym mieszkał do sprawy rozwodowej bo ona sobie nie poradzi sama. Przy wyprowdzce usłyszałem tyle nie młych słow że do niczego się nie nadeje , mam dwie lewe ręce itp - masakra , zero uczuć. Ja nie jestem bez winy , przyznaję sie nie jestem facetem który pokazuje uczucie , trzyma wszystko w sobie ale bez jaj - każdy ma swoje granice. Zerwałem kontakt , ona dzwoni , informuje o o dacie rozprawy ,mówi że możemy gdzieś pojechać na jakiś wyjazd , nie opłaca rachunków na dom - nic się stało w sumie ku..wa. A ja siedzę i myślę co ja zronbiłem źle , czy tak wygląda małżeństwo , czy jestem takim bez uczuć skurw... sam już nie wiem co mam się rzucić na kolana?