Witajcie,
Chciałbym żeby Wasza pomoc była efektywna dlatego postaram się najbardziej jak to możliwe obiektywnie opisać przebieg zdarzeń w moim życiu. Mimo swojego wieku (20 lat) byłem w poważnym związku, który trwał 3 lata. Relacje między nami były dobre, każdy problem był rozwiązywany rozmową. Nie było to szczeniackie uczucie przynajmniej z mojej strony. Chciałem po prostu być, żyć razem na tyle na ile to było możliwe w tym wieku. Jednak mimo tego wszystkiego związek wyglądał jak sinusoida przy każdym załamaniu mimo rozładowywania napięcia w rozmowach to przy tych większych kryzysach wszystko wracało. Wraz z początkiem studiów wszystko się zaczęło sypać różnica zdań, brak komunikacji, kłótnie, osobne towarzystwo, nasze życie w zasadzie nie było już nasze każdy żył sam przeszliśmy automatycznie na relacje bardziej seks-przyjaciół. W grudniu tamtego roku pojawiły się w mojej głowie rozważania nad sensem tego wszystkiego. Doszedłem do wniosku, że nie warto tego kontynuować mimo tego, że na tamtą chwilę myślałem, że byłoby jak zwykle...gorszy okres, po którym wszystko wróci do normy. Jednak z biegiem czasu doszedłem do wniosku, że kobieta, z którą byłem nie zasługuje na taki stan rzeczy. Bardziej dla niej niż dla siebie podjąłem decyzję o zakończeniu związku. Podczas tej ostatniej rozmowy, która była w połowie stycznia tego roku stwierdziła, że jej uczucie gdzieś w tym wszystkim zamarło. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to dobra decyzja. Po miesiącu od tej rozmowy Ona miała już swoje życie, w pełni uporządkowane z nowym chłopakiem, który był przyjacielem na jakieś 2-3 miesiące przed końcem związku. Ja miałem swoje zdruzgotane, lecz na tamten czas bez wyrzutów.
Mijały miesiące, mój nastrój zmieniał się z każdym dniem przechodziłem różne stadia zapomnienia od początkowej złości na Nią przez żal i poczucie winy z powodu braku poświęcanego jej czasu kończąc na tęsknocie. Obecnie mam takie dni, że mimo braku mojego przyzwolenia, moje myśli krążą wokół Niej. Nie utrzymujemy kontaktu po rozstaniu mimo tego, że myślałem, że to normalne i to Nam się należy po takim czasie. Byłem zszokowany tym jak szybko zapomniała o tych 3 latach (Czy było aż tak źle, że tak szybko ułożyła sobie życie na nowo i jest szczęśliwa?)
Jestem w dołku mimo mojego pozornego pogodzenia się z rzeczywistością i odkrycia swoich wad i tego co zrobiłem źle moje myśli krążą wokół Niej. Od momentu rozstania moje życie się odmieniło, stałem się bardziej odpowiedzialny, niezależny, zacząłem być lepszym człowiekiem. Rozumiem o wiele więcej ludzkich zachowań i stanów, nie bawią mnie rzeczy proste, które jeszcze tak niedawno potrafiły mnie cieszyć. Żadna popijawa-impreza nie koiła nerwów, nie była ucieczką, nie widziałem w tym najmniejszego sensu. Nie mogę o niej zapomnieć mimo wielu prób, hobby, pracy, nowych znajomości. Był taki okres, w którym powróciła stara znajoma (zaraz po rozstaniu) po jakimś czasie poczułem do niej coś więcej nie wiem na ile to była tęsknota i zauroczenia, a na ile uczucie szczere. Dostałem przysłowiowego kosza mimo początkowej przychylności to tylko mnie dobiło.
Nie wiem teraz jak wyrzucić tak ważną kobietę z mojego życia. Wnioski są proste skoro jeszcze ją wspominam, często zapominam o jej wadach, potrafię sam siebie stawiać w niekorzystnym świetle i obrzucać się raz na jakiś czas winą i gdzieś tam krąży w myślach mimo tylu miesięcy...chyba ją jeszcze kocham.
Jak się jej pozbyć z myśli i jak zmienić swoje (jednak uzasadnione) krytyczne podejście do swojej winy w rozpadzie związku?