Witam, długo zastanawiałam się czy założyć wątek, jednak stwierdziłam, że w ramach terapii
jak i ciekawa opinii mądrych ludzi (czytam forum od dawna) na temat mojego związku zrobię to.
Więc od początku: Poznaliśmy się 4 lata temu, przez portal społecznościowy, od razu zaiskrzyło, była wielka miłość, szybko ciąża i tak upragniona przeze mnie rodzina. Jednak pozwólcie cofnę się trochę wstecz. Poznając JEGO miałam już córkę z poprzedniego małżeństwa, które zakończyło się z mojej winy. Wyszłam za mąż w wieku 19 lat, byłam szczęśliwa przez około 3-4 lata, potem przyszła szarość dnia codziennego czyli problemy finansowe, brak szacunku ze strony męża, niestety charakter miał porywczy, wyzywał, oskarżał, nie miałam poczucia bezpieczeństwa. Nie był też odpowiedzialnym człowiekiem, musiałam liczyć na moich rodziców, bo jego nie interesowało to, jak mówiłam że nie mam pieniędzy na zakupy, wiedział że pójdę do rodziców i pożyczę. Z dnia na dzień gasłam w tym związku, aż pewnego dnia pojawił się w naszym domu komputer z dostępem do internetu, wiadomo jak to cżłowiek ciekawy różnych rzeczy zaglądał tu i tam, była to era słynnego gg i tak się stało, raz ktoś napisał, drugi raz ktoś napisał i tak zaczęłam dzielić się z wirtualnymi znajomymi problemami dnia codziennego. Z domu nie wyniosłam zbyt dobrych wzorców, wieczne zdrady obojga rodziców, to było moje "życie". No i ja też przepadłam, zamiast ratować swoje małżeństwo, chociaż teraz już uważam, że nie kochałam, wpadłam w wir znajomości internetowych. Jako, że nie potrafię tak żyć na dwa fronty, rozstałam się z mężem. Wtedy zaczęłam swoje szaleństwa, z których tak naprawdę nie wyniosłam nic poza jakimś niesmakiem do siebie i zrozumieniem, że nie o to w życiu chodzi. Związałam się z człowiekiem z którym byłam trzy lata, wszystko było ok, po prostu nie zgranie charakterów. Rozstaliśmy się w zgodzie i wtedy po jakimś czasie poznałam JEGO.
Związek z NIM poszedł bardzo szybko, może za szybko, ale byłam bardzo szczęśliwa, ustaliliśmy zasady związku, których jak się okazuje tylko ja się trzymałam, bo mój partner niestety lubił koleżanki i zawsze mniej lub bardziej były obecne w jego życiu. Ja mówiłam, że mi się to nie podoba, on twierdził, że to nic takiego, zwykłe znajomości, zwykła pisanina. Jednak z czasem te znajomości się porozpływały w powietrzu i byliśmy naprawdę szczęśliwi, do grudnia 2013 roku kiedy to znalazłam konto mojego faceta na profilu randkowym. Jak pewnie wszędzie było mnóstwo płaczu, krzyku, przepraszania, że nie wie czemu, że to z nudów itp. itd. Przeprowadziliśmy rozmowę, wybaczyłam, w kwietniu powtórka z rozrywki, tym razem słowa, że to nic dla niego nie znaczy, że on nie ma znajomych, nie ma z kim wyjść i to taki jego sposób na brak relacji towarzyskich. Żyliśmy dalej, ja w zawieszeniu, on jak teraz na to wychodzi, uznał, że poklepała, poklepała i jej przejdzie. Do czerwca kiedy to z gg dowiedziałam się o jego koleżeństwie z panią z solarium, kawki, telefony i te sprawy. Owe koleżeństwo zakończyło się zdradą, podczas której on się opanował, ubrał i wyszedł, nie kończąc. Przeczytałam ich rozmowę na gg jak zostawił otwarty laptop. Od początku łzy, moje, jego, błagania, prośby, że on wie, że źle zrobił, dlatego z tym skończył, już się nie spotykają. Fajnie mu się z nią gadało ot tyle, lub aż tyle. Sama nie byłam święta, wiem, że człowiek popełnia różne błędy, postanowiłam dać szansę, jednak nasze życie to jakiś matrix od tamtego czasu. On mam wrażenie przerzucił się na gg, potrafił pisać do 5 rano
z milionem osób, wiem bo widziałam. Zatracił się w tym tak, że w łóżku widziałam tylko jego plecy i telefon w ręce z uruchomionym gg. Wydaje mi się, że jest uzależniony, on wie, że ma problem ale nie umie sobie z nim poradzić. A ja? ja już nie mam siły, ostatnio powiedziałam by się wyprowadził... powiedział, że nie da rady bez nas, że nie poradzi sobie... Do tego dochodzi brak sexu i jego zadowalanie się samemu. To tak po krótce, bo w innym wypadku bym musiała książkę napisać, na wszystkie pytania chętnie odpowiem. Musiałam się wypisać i liczę nie ukrywam, na rady czy jest dla nas jakaś szansa, czy to koniec? Jak uważacie?
Raczej koniec. Zwłaszcza, że facet nie potrafi zapanować nad tym pisaniem i spotkaniami z poznanymi podczas pisania paniami. W dodatku zdrada, cóż z tego, że przerwał, skoro zaczął? Nie wierz mu, kiedy mówi, że sobie nie poradzi. Zanim cię poznał to jakoś sobie radził, prawda? Szkoda życia na takie szarpanie się.
wiesz ta pani
to nie była kobieta poznana przez internet, to była koleżanka, która pracowała w solarium, w którym on bywał, kawki, srawki i tak to twierdzi, że się gdzieś zamotał. Twierdzi, że bardzo żałuje i nie może sobie tego wybaczyć. Wyjasniam - nie usprawiedliwiam ![]()
Enfant terrible..szkoda, że dorosłe ![]()
Facet nic sobie nie robi z Twoich uwag, ma Cię totalnie w nosie. Nie patrz na słowa, on działaniem pokazuje co jest najważniejsze.
Wie, że ma problem, ale nic z tym nie robi =oprócz smutnych oczek i jeszcze ma Twoje współczucie.
Co jeszcze musi zrobić żebyś zobaczyła jakim jest zepsutym dzieciakiem?
Czekasz aż któregoś razu przyłapiesz go z inną w waszym łóżku?
OCKNIJ SIĘ!
dzięki za odpowiedzi, tak myślałam, ale wiadomo jak człowiek przez trzy lata znał kogoś jako zupełnie innego człowieka, to jakoś tak ciężko przestawić to myślenie, dlatego tu napisałam. Powiedziałam mu, że ma się dzisiaj wyprowadzić, powiedział, że ok, zobaczymy co dzień przyniesie ...
powiedział, że ok, zobaczymy co dzień przyniesie ...
Że jak?
"co dzień przyniesie" w sensie, że może się wyprowadzi, a może nie..że zobaczy? ![]()
Chyba, że coś źle zrozumiałam...oby
yyyy to ja jakoś tak pokracznie to napisałam, on odpowiedział ok, a ja od siebie dodałam w wątku, że zobaczymy co dzień przyniesie ![]()
kurde ja też kiedyś narobiłam w życiu strasznych głupot, ale wiedziałam, że albo w jedną albo w drugą, on twierdzi, że nic złego nie robi, że to tylko rozmowy ze znajomymi itd itp. Ja nie wierzę i się zadręczam, męczy mnie to bardziej chyba niż jak by go obok mnie nie było... Nie dodałam jeszcze, że jest super extra ojcem naprawdę, nie mogę mu nic w tej kwestii zarzucić. Może to moja wina, bo nie było ode mnie jasnego sygnału, że ma odejść, postawienia sprawy na ostrzu noża, tylko bawiłam się w psychologa i tak jak dobrze mówisz próbowałam zrozumieć, bo on biedny ma problem. Tylko czemu kiedy ja mu mówię, że z czymś mam problem to jest bez znaczenia. Do d... z tym wszystkim.
on twierdzi, że nic złego nie robi, (...)
bawiłam się w psychologa i tak jak dobrze mówisz próbowałam zrozumieć, bo on biedny ma problem. (...)
Tylko czemu kiedy ja mu mówię, że z czymś mam problem to jest bez znaczenia.
Widzisz, to jest tak, że my to wszystko wiemy, ale emocje zaciemniają obraz.
Jest DOKŁADNIE tak jak sama to zdiagnozowałaś: Jest tylko on, on on i on,Ja , mnie ja ja! Bo MNIE jest dobrze tak jak jest.
to TY szukasz problemów, JA problemu nie widzę..
Nie Ty jedna dałaś się na to złapać.
Nigdy nie jest tak, że partner jest zły w 100%, ale kobieta o zaniżonym poczuciu własnej wartości (kkzb) nie patrzy na proporcje tego co jest dobre do reszty, tylko chwyci się tych 5-10%, gdzie on faktycznie jest ok i staje się jego samozwańczym adwokatem.
Wiesz jak to się skończy?
Może on jeszcze parę tygodni po zerwaniu będzie sprawiał pozory, że mu zależy, że chce zmiany, tylko musisz mu pomóc ![]()
Ty będziesz stanowcza i nie dasz się nabrać (oby)..a wtedy misio zacznie pomału rezygnować, bo on ie jest od rozwiązywania problemów zaczynając od siebie, on jest od ich zamiatania pod dywan. A skoro tak nie umiesz to cóż..niezła z Ciebie histeryczka i prowokatorka.
Ale to pewnie usłyszysz na sam koniec ![]()
Jest jeszcze opcja, że nasz Alvaro rozpłynie się bez słowa we mgle na zasadzie: "Ty wybrałaś, więc nie będę Ci przeszkadzał.."
Się okaże ![]()
yyyy to ja jakoś tak pokracznie to napisałam, on odpowiedział ok, a ja od siebie dodałam w wątku, że zobaczymy co dzień przyniesie
kurde ja też kiedyś narobiłam w życiu strasznych głupot, ale wiedziałam, że albo w jedną albo w drugą, on twierdzi, że nic złego nie robi, że to tylko rozmowy ze znajomymi itd itp. Ja nie wierzę i się zadręczam, męczy mnie to bardziej chyba niż jak by go obok mnie nie było... Nie dodałam jeszcze, że jest super extra ojcem naprawdę, nie mogę mu nic w tej kwestii zarzucić. Może to moja wina, bo nie było ode mnie jasnego sygnału, że ma odejść, postawienia sprawy na ostrzu noża, tylko bawiłam się w psychologa i tak jak dobrze mówisz próbowałam zrozumieć, bo on biedny ma problem. Tylko czemu kiedy ja mu mówię, że z czymś mam problem to jest bez znaczenia. Do d... z tym wszystkim.
a w czym przejawia się to jego super ojcostwo ?? przepraszam , że pytam ..
Bo jak czytam, że na necie całymi dniami i nocami, że jak nie na necie to z telefonem śpi...
Bo jak już poświęci dziecku czas to się fajnie bawi ??/
A pomyśl tak logicznie .. ile czasu poświęca dziecku a ile swoim hobby ????
Dalej jest takim super ojcem ?
Bycie super ojcem to też lub przede wszystkim wychowywanie ... stwarzanie szans.. też poprzez finanse - może dodatkowa robota by mu pomogła walczyć z nałogiem ??? a dziecko mogłoby się rozwijać ?
Czasami zwykłe rzeczy urastają do rangi super.. zwłaszcza gdy mamy ich bardzo mało na co dzień .
Elle88 wiem, że masz rację, tylko dlaczego on się nie chce wyprowadzić, nie jestem w stanie wystawić mu walizek za drzwi... może jeszcze nie dojrzałam do tego... Odnośnie mojego braku poczucia właśnej wartości, wydaje mi się że mam je spore, ale może się mylę, uznałam że to raczej brak prawidłowych wzorców... Obracam się w środowisku gdzie zawsze mniejsze lub większe problemy tego typu były, nie wspomnę o domu rodzinnym, bo wstyd. Dlatego może moja tolerancja na to jest większa. Ciężko mi tym bardziej, że kiedyś straciłam dziecko i więcej dzieci nie mogę mieć, a moim jedynym pragnieniem było być z człowiekiem, z którym mam dziecko i wychowywać je z nim.
Odnośnie jego ojcostwa to owszem zajmuje i zajmował się dzieckiem dniami i nocami, problem pojawił się pół roku temu i dotyczy właściwie nocy, okresu kiedy dziecko śpi. Syna zabiera na spacery, na basen, bawi się z nim.
Usłyszałam dziś od niego, że lubi ze mną spędzać czas, być, kocha mnie ale chyba nie tak jak ja bym tego chciała. Po tym wszystkim co mi zrobił ma blokade na otwarcie się przede mną, uważa mnie za idealną kobietę i matkę i że chciałby żeby to wszystko wróciło...
Nie wyprowadza się, bo tak jest przecież najwygodniej
Proste jak drut.
Mężczyźni są praktyczni z natury, szczególnie Ci grający na 2 fronty.
On narobił bałaganu i to ON ma blokadę przed otwarciem się przed Tobą? hahah ![]()
Dobry jest manipulator.. Znów gra na Twoim współczuciu i wyrozumiałości przez bycie z Tobą pseudo-szczerym.
Za chwilę znów go przyłapiesz na tym samym i wzruszy ramionami: "No cio..Przecież Ci mówiłem, że mam problem i tą blokadę. Jaka Ty jesteś niewyrozumiała wiesz?
"
Rób jak uważasz. Jak Ty potrzebujesz po tych akcjach i mając czarno na białym jego manipulacje jeszcze dojrzewać żeby go wywalić.. to ja nie mam pytań.
nie wyprowadza się podejrzewam, ze względu na dziecko, a nie na mnie niestety ![]()
no tak twierdzi, że ma blokadę, bo wie co zrobił... nie wiem czy manipulator, czy po prostu mu mnie szkoda... no własnie a skąd wziąć tę pewność, że gra na dwa fronty? skoro twierdzi, że to tylko rozmowa?
ja zrobiłam jeden błąd, po wykryciu tego zamiast się rozejść, to męczyłam, wygadywałam, oskarżałam, byłam nie do zniesienia, zniszczyłam to, przyczyniłamm się... bo albo wybaczasz i idziesz dalej albo odchodzisz...
wiem, że wszystko jest proste kiedy nie dotyczy nas... no cóż może tego mi było trzeba... dzięki za opinię
13 2014-09-18 12:20:39 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-09-18 12:37:51)
wszystko jest proste kiedy nie dotyczy nas...
Po czym wnosisz, że nie wiem dokładnie z autopsji o czym mówisz?
Różnica polega na tym, że ja nie wiedziałam co było po drodze, tylko jaki był finał (i to po dłuuuugim czasie).
Jakby mi prosto w twarz takie numery odwalał to.. a on Tobie mówi wprost, że uwielbia adorować inne kobiety i być adorowanym, a Ty
jeszcze go tłumaczysz. Myślisz, że on Cię przez to bardziej szanuje czy chichocze w duchu nad Twą naiwnością?
Popełniłam Twoje błędy, byłam wyrozumiała dla 'blokad' (ale nie wiedziałam z czego wynikają
) i w ogóle byłam taka "równiachą", wiesz..'dziewczyna, z którą można konie kraść'
Czy to pomogło w zmianie drugiej osoby..Chyba się domyślasz ![]()
skoro twierdzi, że to tylko rozmowa?
A Ty to kupujesz.
A czemu Ty nie odczuwasz potrzeby takich rozmów z obcymi facetami, albo nawiązywania nowych znajomości z nimi celem 'rozmowy' ![]()
Aleś Ty nawina, Kobito!
Tak się go uczepiłaś - bo to kolejny związek po 2 niewypałach, że dałabyś się obedrzeć żywcem ze skóry żeby to wyszło. Ale to tak nie działa. Im bardziej godzisz się na rzeczy, które Ci nie odpowiadają i jesteś przeciwko sobie, tym bardziej jesteś na prostej drodze żeby to się posypało.
I jeszcze to poczucie winy, że "nie wybaczyłaś" jak się dowiedziałaś wtedy, tylko śmiałaś się porządnie wkurzyć i mu głowę suszyć.
Fakt, suszenie głowy nic nie daje i jojczenie.. ale w kolano strzeliłaś (i nadal strzelasz) siedzeniem jak trusia obok niego, a on sobie robi jawnie jaja z Twoich uczuć i próśb: "Pogada stara, pogada..a przecież wiem, że mnie nie wywali, bo przecież idzie jak po sznurku jak zahipnotyzowana.."
Obudź się.
nie mam poczucia winy, że nie wybaczyłam, raczej, że nie skończyłam tego od razu, tylko zabrnęłam w bagno, stoję w nim coraz głębiej i coraz ciężej jest się obrócić w którąś ze stron ![]()
Jesteś z nim 10m-cy..to nie 10 lat. Nie macie ślubu, kredytów (choć i to nie jest w takich sytuacjach żadna przeszkodą by się rozejść, tylko pretekstem) więc przestań szukać wymówek i mydlić sobie oczy, że nie masz wyjścia..
Przyznaj się, że tak Ci jest wygodniej i czekasz na cud, bo uzależniłaś się emocjonalnie od tego faceta.
I to cała historia ![]()
Reszta "przeszkód" to wyimaginowane rozpraszacze od stawienia czoła sytuacji i podjęcia decyzji.
16 2014-09-18 15:19:55 Ostatnio edytowany przez tamtamtam (2014-09-18 15:26:01)
pewnie tak jest... nie zaprzeczę... jednak kredyt mamy, a jesteśmy ze sobą 4 lata a nie 10 miesięcy, 10 miesięcy twa dół w naszym związku
poza tym mamy coś ważnieijszego niż kredyty, śluby a mianowicie dziecko które jest ogromnie z nami obojga związane
Mam już jedno dziecko które wychowuje się bez ojca i wiem jaki ma o to żal, pierwsze jej słowa jak przebąknęliśmy o rozejściu to żebyśmy nie robili synkowi takiego życia jak ona miała... wiem że racjonalnie patrząc dziecko też wyczuje brak uczucia między rodzicami, ale uwierz mi jak jesteś rodzicem to nie jest takie ot proste
tym bardziej nie uważam że mój syn jest wyimaginowanym rozpraszaczem ![]()
dzisiaj zakończyłam swój związek, żal ściska serce, łzy płyną do oczu, ale wiem, że zmagać się będę tylko z tęsknotą i złamanym sercem. Do tej pory dodatkowo zmagałam się z walką o to by zwrócił na mnie uwagę, z bólem jak policzek w twarz kiedy "zdradzał" mnie dalej. Tak zdradzał mnie, bo dla mnie zdradą jest również poświęcenie jego uwagi innym kobietom. Wydaje mi się, żę w porównaniu z tym co miałam do zaoferowania nie wymagałam zbyt wiele. Serce krzyczy, ale muszę być silna. Kocham jego, ale muszę kochać też siebie. Muszę teraz dojść do równowagi psychicznej, to wszystko wywróciło mój bezpieczny (jeszcze 10 miesięcy temu) świat w jakiś horror, czuję się jak by to mi się śniło i miała się z tego przebudzić, z tym przyjemnym uczuciem, żę to tylko sen. Dotarło do mnie jednak, że to przebudzenie nie nadejdzie...
GRATULUJĘ decyzji <yes>
Dokładnie tak jak napisałaś: zdradzał Cię emocjonalnie, a czy tylko tego nie musisz już wiedzieć. Ten facet to dno.
Uwierz mi, że za kilka m-cy poczujesz się dużo lepiej, a w międzyczasie zaczniesz sobie w głowie układać i wiele z tych 'pięknych wspomnień', które dzisiaj masz i za którymi tęsknisz, zobaczysz przez pryzmat jego fałszu i przestaną być wartościowe.
Brawo.