Zazwyczaj schemat robienia szumnej kariery wygląda podobnie - doradza się, żeby zacząć od czegokolwiek, zdobyć kwalifikacje, doświadczenie i powoli piąć się w górę, cały czas mając zabezpieczenie finansowe w postaci pracy dalekiej od marzeń, ale jednak przynoszącej jakieś dochody. A czy znacie przykłady osób, którym udało się do czegoś (coś - pojęcie względne, każdemu zależy na czymś innym) dojść mocno ryzykownym sposobem, stawiając wszystko na jedną kartę?
Do tematu zainspirowała mnie znajoma, ponad 20 lat starsza ode mnie. Wyjechała (jako 19-latka) z małego miasta do Warszawy, mając pod pachą kota, a w kieszeni 500 zł. Mówi, że było ciężko (szczegółów wolałabym nie zdradzać), ale teraz... ma własną (sporą) firmę, duży dom na przedmieściach, samochody, czas na rozwijanie pasji, robi to, co lubi. Tutaj się udało, osiągnęła to, co chciała.
A Wy jak się zapatrujecie na podobne pomysły? Co powiedziałybyście np. mężowi, który ma niesatysfakcjonującą go pracę, gdyby powiedział, że rzuca ją, bo ma genialny pomysł na książkę i jest przekonany, że za rok stanie się bestsellerem? Co, gdybyście wpadły na ryzykowny pomysł jakiejś działalności? Rzucać pracę i do dzieła, czy powoli, powoli, ale starego stanowiska trzymać się za wszelką cenę? Co bardziej popłaca? Ile osób może odnieść sukces, rzucając wszystko?