Czasami nie Kochana, nie zrozumiana.......................
Gdy miałam szłam do Liceum zakochałam sie w jednym chłopcu, podobnie jak moje 2 "przyjaciółki".
Na pewnej miejscowej imprezie w maju 2003 zapoznaliśmy się z paczką, w której był ten chłopak.
Chodził on wtedy z taka Anka, później był z Iwoną i pod koniec roku 2003 był sam..............
W grudniu w jeden wieczór on i moja jedna z przyjaciółek byli wcięci i coś tam było między nimi, wybrał ja i było dobrze.
Ale los chciał tak, że nie byli razem, przez głupotę tej przyjaciółki.
W lipcu 2004 coś zaczęło się między nami a mianowicie....
wakacje, długie wieczory..... łaziliśmy po naszym miasteczku z paczką, pojawił sie on, poszliśmy do kumpla, dużo rozmawialiśmy,
On mnie odprowadzał, usiedliśmy na ławce gadaliśmy, obioł mnie, zaczeliśmy sie myziać, weszliśmy do bloku ( całowanie, obmacywanka) i tak się to zakończyło odprowadził mnie...
umówiliśmy się na drugi dzień... odziwo przyszedł... na drugi dzień mieliśmy jechać na festiwal paczką...
Na tym festiwalu dziwnie wyszło, oczywiście nie gadalismy ze sobą na temat tego co sie wydarzyło wtedy.
Na festiwalu troche się nam drogi rozeszły, po czym smiertelnie się na mnie obraził.
w październiku 2004 spotkałam go zaprosiłam na połowinki.
Zaczoł przychodzić...
W grudniu zaprosił mnie do siebie i 12.12.04 bylismy parą,
Początki były Ciężkie...Na początku już był alkohol i Marihuana.
Wiedziałam, ze nie jestem kobietą w jego typie, ale mówił mi czesto ze nie to sie liczy i do dzis jest tak, że ważne jest to jaka jestem Pod koniec kwietnia powiedział mi ze mnie Kocha i wtedy było cudnie
Choć były chwile kiedy miałam dośc jego picia i haju...
W grudniu żucił Marihuane bez powrotnie...
2007 Zaczeło się sypać, bardzo czesto myslałam o rozstaniu, ale fakt, ze go Kocham był silniejszy tak jest zesztą do dziś.
W Maju poszedł do wojska.
To był ciezki czas widywaliśmy się co 2 tygodnie, i cały ten weekend był mocno zakrapiany alkoholem.......... smutne.....
Pisałam listy pełne lamentu, ale nadal z nim byłam....
2008 Gdy wyszedł z wojska, zmienił się, to nie był juz ten sam Adam.
Nie mówił mi juz tak czesto, ze mnie kocha, musiałam pytać i wszystko było inaczej
Dzisiaj 2009
Wcale nie jest lepiej..............
Nadal ma poważny problem z alkoholem...
Ja mam 22 lata, poważnie myśle o życiu, studjuje, realizuje marzenia, spełaniam siebie i mam presesje ze on nie robi NIC!!!
Nie ma prawa jazdy, pracuje na umowe zlecenie, boi sie zmian, pije, zaczoł kłamać, taic prawde, oszukiwac mnie, jest typem człowieka bardzo szybko sie obrażającego, jak pojawi się problem to ja wygłaszam monolog a on milczy, na drugi dzien nie wraca do problemu, nigdy nie ma ochoty czasu...
Ja czuje ise jak gestapowiec, ciagle go o cos podejrzewam, on nie mówi mi wszystkiego, tak naprawde nie mamy oczym rozmawiac coraz częściej.
Kiedyś potrafiliśmy od 16 do 22 leżeć wtuleni w siebie dziś to już przeszłość, już nie umiemy...
Wszystko mnie ciągnie w jego strone, Kocham Go za pewne za mocno..
Czasem mam go dosć, ale nie umię dawkować tego...
Dziś na przykład nie odezwał sie przez cały dzięń... i to jest normalne dla niego
Gdy jest mi, źle on zazwyczaj ucieka, nie wspiera mnie...
Gdy zaczynam płakać, on pyta czego rycze...
B
Jak pisze to wszystko zaczynam dostrzegac w jakim beznadziejnym położeniu jestem....
Nie zdołam napisać wszystkiego..
.
Tylko nie piszcie zebym go zostawiła, bo tyle to sama wiem... ale jak??
Prawda jest taka, ze są tez piękne chwile... Kłaść się razem spać i obudzic się obok niego. Zobaczyć jego usmiech. Wtulić sie w jego ciało...
I znów negatyw -- nie mam orgazmów z nim, ale mimo to jest mi dobrze w łóżku, chociaż może dlatego, ze nie wiem jak może byc inaczej.
Wszystko jest takie bezbarwne...bez niego... Chyba sie uzależniłam... potrzebuje go jak narkotyku...