Małe dziecko chce wszędzie wejść, wszystko zobaczyć, wszystkiego dotknąć. Nie wie jeszcze lub nie rozumie, jakie niebezpieczeństwa się z tym wiążą. Balkon, otwarte okno, schody, kuchenka gazowa, chemia w proszkach i płynach, ostre kanty mebli, ogień, woda, drobne przedmioty, które można połknąć - każda mama może sobie zapewne wyobrazić tysiące nieszczęść. A nie da się być tylko i wyłącznie przy dziecku - bo i ugotować trzeba, i posprzątać, i z toalety skorzystać
, że o chwili relaksu nie wspomnę. Niektóre panie dorabiają sobie nawet w domu, jednocześnie opiekując się maluchem.
Jak sobie radzicie/radziłyście? Urządzałyście cały dom jakoś specjalnie, żeby był w 100% bezpieczny? Wykorzystywałyście drzemki dziecka na odpoczynek/prace domowe? Wkładałyście pociechę do kojca, jak musiałyście iść do kuchni, a może brałyście synka/córeczkę ze sobą w chuście/bujaczku? A co z nieco starszymi dziećmi, za dużymi już na noszenie lub zamykanie? No i czy Wasze dzieci mogły swobodnie chodzić po całym mieszkaniu, czy też były miejsca, gdzie nie miały wstępu? Może miałyście kogoś do pomocy, kto pilnował malucha, kiedy Wy zajmowałyście się czymś innym? A może cały dzień byłyście tylko przy dziecku, a na inne sprawy przychodził czas po powrocie męża z pracy (lub w wersji dla samotnych mam - późnym wieczorem po zaśnięciu synka/córeczki)?
A może wcale się tym wszystkim nie przejmowałyście i uważacie, że dziecko ma poznawać świat i nawet jak coś sobie zrobi, to najwyżej na drugi raz będzie wiedziało, że nie wolno tego dotykać/tam wchodzić/tego czy tamtego jeść i pić?