Zacznę od przedstawienia się. Niedawno skończyłem studia, mieszkam sam z mamą która po części utrzymuje(mama pracuje na pół etatu, jest stara, chora i właściwie bez perspektyw na lepsza prace), pracuje za marne pieniądze ale udało mi sie kupić samochód i powoli zacząłem remontować dom który tego remontu już 30 lat temu potrzebował.
Prawie 3 lata temu poznałem ładna młoda dziewczynę, wszedłem na jakis portal randkowy,
, bardziej z nudów i ciekawości, niż z chęci poznania kogos nowego.
Nagle zobaczyłem Ja, napisałem i bum okazało się że jeszcze nigdy z nikim mi sie tak nie rozmawiało. Staralismy się rozwijać te znajomość powoli, później się spotkaliśmy, zaiskrzyło i niedawno mineło 2 lata jak jestesmy razem. Dzieli nas praktycznie cały kraj przejazd trwa w zależnosci od srodka lokomocji od 10 do 15 h, widujemy się średnio raz na 2 miesiące i zwykle w okresach od 4 do 10 dni.
Nie wiem czy to dużo czy mało ale dla nas za mało.
Ostatnio wyszła z propozycja żebym przeprowadził się do niej, jej siostra sie wyprowadza wiec dostanie cale pietro w jej domu. Wszystko fajnie super propozycja tylko że moja mama ma prawie 60 lat jest stara i schorowana nie ma praktycznie nikogo oprócz mnie, i moja przeprowadzka znaczy dla niej mniej wiecej tyle co błagać obcych ludzi o pomoc oczywiscie pieniądze można wysyłać tylko że miasto w ktorym mieszka moja kochana nie obfituje w miejsca pracy, co jest kolejnym problemem. Oczywiscie ona również mogła by się do mnie przeprowadzić mam duży dom, ale jak juz wczesniej napisalem do remontu (okolo 150 tys trzeba w niego włożyć), ale Ona nie chce z kilku powodów ma 18 lat, jest bardzo rodzinna i zostaly jej 2 lata szkoły, do tego nienawidzi mojej mamy praktycznie bez powodu( nie wtrąca sie, nie mówiła nigdy nam co mamy robić, gdy ona jest u mnie gotuje nam obiady i kolacje itd.).
Dlatego też nie mogłbym zabrać jej ze sobą, pozatym jakby to wyglądało jakbym wprowadził sie do niej z mamą.
Czuję się odpowiedzialny za mamę, poświęciła dla mnie swoje życie. Miała dobra posade w biurze, a teraz pracuje jako sprzątaczka na pol etatu. Nie moge jej tak poprostu zostawić na pastwę losu np. żeby zamarzła w zimie czy cos podobnego.
Z drugiej strony zwiazku na odległość nie można ciągnąć w nieskończoność, taki związek ma sens kiedy ma się jakiś cel
plan na ten związek. Ja marze o tym żeby zamieszkała ze mną ale to narazie nie możliwe.
Oboje jestesmy juz zmęczeni tym jeżdżeniem i pożegnaniami które są coraz trudniejsze.
Nie wiem co powinienem zrobić... pomóżcie... Bo od kilku dni nie chce mi sie nawet z łóżka wstawać, a moje słońce coraz bardziej na mnie naciska w szczegolności po ostatnim spotkaniu (na stacji na pożegnanie powiedziała mi "jeszcze nigdy taka szczesliwa nie byłam jak teraz ja nie wiem jak ja mam wrocic do rzeczywistosci teraz")
Co powinienem zrobić? przeprowadzić się i zostawić chorą mamę? a może powienienm zmuszać ją żeby to ona przeprowadziła się do mnie? Czy może powinniśmy sie rozstać bo nie ma wyjścia z tej styuacji?
Rozstać się... bez sensu, kiedy ja ją kocham jak jeszcze nigdy nikogo ona mówi to samo...