W jednym z wątków forumowiczka określiła, że tabletki - ogólnie rzecz ujmując - to zło. Bo niszczy organizm, bo w wątroba wysiada, bo rak piersi...
W internecie można wyczytać różne rzeczy, na przykład:
Uczeni z Uniwersytetu Kalifornijskiego zasili argumentację najzagorzalszych wrogów "pigułki". Okazuje się, że do szerokiej gamy potencjalnych efektów ubocznych stosowania antykoncepcji doustnej, należy doliczyć również ślepotę. Kobiety, które są "na pigułce" przez dłużej niż trzy lata mają dwukrotnie większą szansę nabawienia się jaskry niż panie, które jej nie stosują.
Pojawiają się również głosy, że:
Małe dawki hormonów, które były przyjmowane przez krótki czas, nie mają wpływu na zdrowie pacjentek
Pan ginekolog, który udzielił wywiadu dla Onetu stwierdził, iż:
Dla niektórych pacjentek mogą być szkodliwe, ale takich kobiet jest niewiele, 3-5 procent, a jest to najskuteczniejsza metoda zapobiegania ciąży. Popularne dwuskładnikowe pigułki antykoncepcyjne mogą stworzyć dwa zagrożenia dla zdrowia: możliwość wystąpienia choroby zakrzepowo-zatorowej i wzrost ryzyka zachorowania na raka szyjki macicy, ale tylko wtedy, gdy kobieta jest zakażona wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV) i stosuje pigułkę dłużej niż 5 lat. Inne choroby nowotworowe nie mają z nią związku.
Według mnie wszystko zależy od tego, czy jesteśmy zdrowe i możemy przyjmować tabletki. Wiadomo, że istnieje szereg przeciwwskazań do stosowania doustnej antykoncepcji. Ważne są również badania przed przyjmowaniem pigułek jak i również kontrola w trakcie.
Jak wy się na to zapatrujecie? Czy faktycznie tabsy są bardzo szkodliwe? Czy może nie? A może są wśród was takie, którym tabletki faktycznie zaszkodziły, mimo że badania i wywiad nie wykazały przeciwwskazań do zażywania pigułek?
Mam pytanie również do przeciwniczek - dlaczego uważacie, że tabletki są złe? Dlaczego mają szkodzić zdrowiu, powodować różnego rodzaju choroby?