Znamy się od 2 lat. On studiuje w innym mieście, ja się w nim kocham. Mniej niż kiedyś, ale czuję to, co czuję. On we mnie się bujnął pierwszy, balansowaliśmy na krawędzi związku. Jeździłam do niego często, bo wtedy mieszkaliśmy w sąsiednich miastach. Czesto pisał co u mnie i pytał kiedy wpadnę. Ja też często się do niego odzywałam. Zaprosił mnie na studniówkę, ale nie poszłam, bo wylądowałam w szpitalu z ostrym zapaleniem płuc. Jakiś czas później zauważyłam, że jest smutny, coś go gnębi. Wychodziliśmy dużo na piwo, poznał mnie ze swoimi znajomymi itd. Było fajnie. Spotkaliśmy się ostatni raz w listopadzie 2012, było miło, później zaczął mnie olewać i tak milczał przez 3 miesiące(bo miałam dosyć zawracania mu dupy, czekałam aż on sam napisze).
Po 3 miesiącach napisał, chciał mnie przeprosić i pożegnać na zawsze. Byłam wkurzona, on napisał, że bardzo zabrnął w egoizm i był mną zauroczony, ale cierpiałabym, gdyby do czegoś doszło między nami. Pożegnanie doszło do skutku.
W lipcu 2013 po wynikach matur zapytałam co u niego, odpisał chętnie i napisał dużo. Umówiliśmy się nawet na spacer(z mojej inicjatywy of korz). Był obojętny i chłodny, zupełnie inny człowiek. Później po wakacjach w zimie i na wiosnę dość często pisał do mnie na facebooku, pytał co u mnie i zawsze na koniec rozmowy dorzucał tekst"odzywaj się czasami". To ja się odzywałam.
W tym roku też się spotkaliśmy. Nie był już tak chłodny i obojętny jak rok wcześniej, nawet strzelił mi kilka komplementów. Poczułam, że może coś mu się odmieniło. Rozmawialiśmy wtedy tak, jak zwykle, bardzo otwarcie i na wszelkie tematy, bo ogólnie dobrze się dogadujemy. Wyznał mi wtedy, że jestem dla niego jedną z osób, z którymi może naprawdę konkretnie i otwarcie porozmawiać.
Zaproponowałam, żebyśmy się jeszcze raz spotkali skoro jest w swoim mieście na wakacje. Zgodził się. 2 dni później napisał mi sms "o której chciałaś się spotkać? proponuję trochę wcześniej niż ostatnio" to się wkurzyłam trochę, że mi zaznacza, że to jakbym tylko ja chciała się spotkać, a on mi robił łaskę. To chciałam go przetestować czy mu zależy i odpisałam "nie bardzo mogę jutro", na co on tylko "OK". Gdyby mu zależało to zaproponowałby jakiś inny termin. I tak od tamtej pory się nie odezwał, a już 2 miechy będą. Nie mam facebooka, bo wywaliłam dawno. Chyba już nigdy go nie zobaczę, ale mam wrażenie z drugiej strony, że żadna laska go nie zechce(jest b.przystojny, ale ma trudny charakter i nie jest zainteresowany takimi rzeczami). Jak będzie samotny kiedyś to może się do mnie odezwie. Chociaż szczerze wątpię. Czy jemu w ogóle na mnie zależy/zależało?